Podczas poniedziałkowego zebrania wójt gminy Złotów przedstawił sołtysom odpowiedzi na pytania zawarte w dokumencie, jaki w ich imieniu wystosował do rady Jarosław Maciejewski, prezes koła gminnego Stowarzyszenia Sołtysów Wojewódzka Wielkopolskiego. Piotr Lach powiedział, że radni nie zaakceptowali zaproponowanego przez nich nowego modelu finansowego, według którego miałyby być naliczane pobory sołtysów. Przypomnijmy – ci wnioskowali, by ustalić odpłatność za każdą doręczoną decyzję podatkową (za potwierdzeniem odbioru) na poziomie 3,50 zł oraz by przygotować uchwałę o miesięcznym wynagrodzeniu sołtysów, wedle której ci stojący na czele sołectw o liczbie poniżej pięciuset mieszkańców otrzymywaliby 250 zł brutto, a ci, którzy szefują wsiom liczącym więcej niż pięciuset mieszkańców – 400 zł brutto. Rajcom takie rozwiązanie nie przypadło do gustu, w toku dyskusji przyjęli natomiast inne. Konkretniej – przychylili się do propozycji, jaką wysunął Jan Hammacher. Radny zaproponował podwyżkę gwarantowanego kwartalnego wynagrodzenia z 400 do 500 zł (co urządzałoby tych sołtysów, którzy takiej kwoty z tytułu procentu od zebranych podatków nigdy nie osiągną) i jednocześnie pozostawienie możliwości zarobkowania z 8,5% zebranych podatków, co drogę do większych pieniędzy otworzyłoby tym sołtysom, u których rozlicza się wiele osób. Informacji przekazanej przez Piotra Lacha, delikatnie mówiąc, nie przyjęto ze zrozumieniem. Najgłośniej protestowała sołtys Świętej Małgorzata Wójcik, która uznała, że Jan Hammacher skonstruował wspomnianą propozycję mając na uwadze własny interes. Ona, gdybyi względem tej skonstruowanej przez sołtysów wprowadzono ją w życie, wyszłaby na niej gorzej niż dotychczas. Radny zaoponował i wyjaśnił Małgorzacie Wójcik, że jego wniosek nie był jedynym, a jednym z kilku, w związku z czym nie przeszedł „z automatu”, a został uznany przez radnych za kompromisowy i najbardziej trafny.
Adam Tomaszewski, radny i sołtys Międzybłocia, który podczas wspomnianego posiedzenia komisji również sugerował jedno z rozwiązań, dodajmy – bardziej restrykcyjne (tj. zniesienie wynagrodzenia z tytułu inkaso oraz wprowadzenie wynagrodzenia miesięcznego, równego dla wszystkich, w wysokości 200 zł miesięcznie) powiedział w poniedziałek: - Mamy XXI wiek, a my biegamy po wsi za podatkami. W mieście nikt o tym nie myśli, a ludzie płacą przez internet lub w kasie – Adam Tomaszewski był za powieleniem tego wzorca. Przyznał też, że wszystkich tych, którzy przychodzą do niego z podatkiem (za wyjątkiem osób starszych, dla których jest to jedyny dostępny sposób rozliczenia) zachęca do korzystania z płatności elektronicznych lub korzystania z usług banków. - Śmieszy mnie ta bieganina, bo przecież sołtys ma na głowie wiele innych spraw – podsumował. Zareagował Jarosław Maciejewski, sołtys Rudnej. - Nigdy nie chciałem robić biznesu na byciu sołtysem, bo to jest misja, ale gmina powinna pomagać nam w pracy – powiedział, wcześniej przypominając, że kilka lat temu zniesiono refundację kosztów, jakie sołtysi ponoszą w związku z dojazdem np. na tego rodzaju spotkania. Czy słusznie? Nie rozstrzygnął tematu, porównał za to odległości, jakie od siedziby urzędu dzielą chociażby jego, sołtysa Rudnej z tą, jaką pokonuje sołtys np. Międzybłocia. Jarosław Maciejewski poprosił, by propozycję zawartą we wspomnianym na początku dokumencie radni jeszcze raz wzięli pod rozwagę. - Powinniśmy ze sobą rozmawiać, bo tylko tą drogą możemy dojść do porozumienia – przypomniał, zaznaczając jednocześnie, że ma żal o to, że żadnego z sołtysów nie zaproszono na posiedzenie komisji. Na koniec Jarosław Maciejewski poinformował, że nakazów podatkowych nie będzie więcej roznosił, ponieważ tego zadania nie ma zakresie obowiązków sołtysa.
W podobnym tonie wypowiadała się Małgorzata Wójcik. - Nie może być tak, że traktujecie nas jak piąte koło u wozu – zaprotestowała sołtys Świętej. - To my jesteśmy piorunochronem gminy – dopowiedział Marek Drajer z Klukowa.
Swój punkt widzenia przedstawił także Marcin Wiącek. Sołtys Radawnicy zaproponował, by wypłacać sołtysom miesięczną pensję w wielkości uzależnionej od liczebności danej miejscowości. Idąc tym tropem szefujący mniejszym miejscowościom otrzymywaliby mniejsze pieniądze, a ci stojący na czele większych – analogicznie – większe. Marcin Wiącek, usłyszawszy deklarację Jarosława Maciejewskiego, zaproponował też, by nakazy podatkowe (oczywiście odpłatnie) roznosili ci, którzy chcą. Co do reszty – gmina miałaby je przesyłać pocztą.
Piotr Lach zastrzegł, że sam w dyskusje dotyczące warunków naliczania wynagrodzenia sołtysów specjalnie się nie włącza. - Nie mam zamiaru narzucać radnym żadnego rozwiązania – zapewnił, dodając, że decyzja rady w stu procentach będzie autonomiczną.
Wójt zaproponował, by nie rozstrzygać kwestii wynagrodzenia podczas poniedziałkowego spotkania, a zwołać kolejne, dedykowane wyłącznie temu problemowi, w którym – co ważne – uczestniczyliby i radni, i sołtysi.
Piotr Lach zastrzegł też, że przyjęcie przez radę rozwiązania zaproponowanego przez Jana Hammachera pociągnie za sobą wzrost wydatków w zakresie sołeckich wynagrodzeń o około 10 tys. zł rocznie. W ślad za tym Jarosław Maciejewski zapytał, jakiej wielkości zwrot gmina otrzymała od państwa z tytułu realizacji inwestycyjnych zadań funduszu sołeckiego i na co przeznaczane są te pieniądze. Odpowiedź otrzymał – 111 tys. zł za 2014 rok przeznaczone zostały na funkcjonowanie samorządu. Sołtys Rudnej uznał, że jeśli z tej kwoty „uszczknie się” wspomniane 10 tys. zł, to nic się nie stanie. Wójt się z tym zgodził. - Zmiany, jeśli takie będą, nie wywrócą finansów gminy do góry nogami – przyznał.
Podczas poniedziałkowego spotkania nie osiągnięto konsensusu – do tego potrzeba kolejnego spotkania.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze