„Komisja stwierdza zbyt dużą ingerencję organu prowadzącego w pracę zespołu Gminnego Centrum Kultury. Widoczne jest to podczas organizowanych imprez. Każda impreza powinna mieć przygotowany scenariusz i na jego podstawie powinna być realizowana. Za to odpowiada bezpośrednio dyrektor GCK. Ingerencja osób innych wprowadza zamęt i zamieszanie.”. Między innymi ten fragment protokołu Komisji Rewizyjnej Rady Miejskiej w Łobżenicy, kontrolującej działalność GCK, przyczynił się do wystąpienia na ostatniej sesji Bronisławy Mazurek. Radna zabrała głos w imieniu Katarzyny Jurek i Witolda Mazurka, którzy niejednokrotnie mieli na scenie ustępować burmistrzowi.
Czara goryczy przelała się podczas łobżenickiego finału WOŚP, jednak to trwa dłużej
Reklama
– rozpoczyna Bronisława Mazurek.
Dziwnie potraktowano nas już podczas majowego pikniku country w Kruszkach. Tuż przed występem dostaliśmy informację, że mamy się wstrzymać, że zaśpiewamy później, bo najpierw z zespołem będzie śpiewał burmistrz. Nie chciano nam też udostępnić mikrofonów ani sprzętu nagłośnieniowego, którego używał. Efekt był taki, że nas było słychać słabiej. To nie był zbieg okoliczności
– dodaje Witold Mazurek, który amatorsko, na lokalnej scenie muzycznej, udziela się od 2010 roku.
Śpiewamy, bo lubimy, bo sprawia nam to radość. Robimy to bezpłatnie, ponosząc jeszcze koszty, bo nierzadko podkład muzyczny pod piosenkę trzeba wykupić, dojechać na imprezę. Poświęcamy na to własny, wolny czas, także na próby, które odbywaliśmy w GCK raz w tygodniu
– wskazuje Katarzyna Jurek, także od wielu lat kojarzona jako wokalistka na łobżenickiej scenie muzycznej.
Do następnego z poważniejszych zgrzytów miało dojść podczas jarmarku bożonarodzeniowego.
Według wcześniej przyjętego planu mieliśmy śpiewać w pierwszej części imprezy. Nagle, w jej trakcie zmieniono te ustalenia i przesunięto nas pod koniec. Burmistrz za to występował na początku
Reklama
– mówi W. Mazurek.
Pojawiły się też „problemy techniczne” z moim podkładem, przez co nie zaśpiewałam tak jakbym chciała, gdzie wcześniej wszystko działało bez problemu
– dodaje K. Jurek.
Byli zziębnięci, zniecierpliwieni i poirytowani. Czekali tam od 16:00 prawie do 19:00. Jeżeli burmistrz realizuje się śpiewając – niech to robi. Fajnie, że mamy takiego burmistrza, bo to rzadkość. Jednak niech nie spycha innych na margines, ustawia pod swoje dyktando. Niech pamięta, że pycha idzie przed upadkiem
– wskazuje B. Mazurek. Dodaje też, że jej uwagi nie są elementem gry politycznej, bo to, że coś jest nie tak, dostrzegła też komisja rewizyjna.
Na ostatnim występie Kasi i Witka byłam świadkiem, zresztą nie pierwszy raz, manipulacji przy nagłośnieniu. Mikrofony były ustawione zbyt cicho. To czy występ będzie udany czy nie zależy od wielu czynników. Podstawa to oczywiście zdolności wokalne, ale dużą rolę odgrywa też nagłośnienie i wiele innych czynników zewnętrznych, które mogą być sprzyjające lub nie. Mogą wspomóc wokalistę, bądź zepsuć mu występ
– mówi Katarzyna Korycka–Walasiak, która jako widz uczestniczyła w łobżenickim finale WOŚP. Dodaje, że pomimo próśb prowadzącej imprezę o zwiększenie mocy mikrofonów wokal był słabo słyszalny.
Melodyjne i dobrze zaśpiewane piosenki było ledwo słychać. Do tego to co działo się na scenie i pod sceną: wnoszenie fantów na licytację, rozstawianie sprzętu – to mogło rozpraszać, dekoncentrować, było nie na miejscu
– ocenia K. Korycka–Walasiak, wieloletni nauczyciel muzyki i gry na instrumentach, która dodaje, że solidaryzuje się z Katarzyną Jurek i Witoldem Mazurkiem.
Każdy wykonawca miał zredukowaną ilość piosenek do dwóch, bo czas goni i powinna już się zacząć licytacja, po czym na scenę wchodzi zespół z panem burmistrzem i śpiewa – policzyłam – siedem piosenek, mimo to, że występowali już dwie godziny wcześniej i pomimo tego, że zniecierpliwieni ludzie czekali na licytację
Reklama
– wskazuje Katarzyna Korycka–Walasiak. Zaznacza ponadto, że wówczas użyto innego nagłośnienia.
Nie tylko ja miałam odczucia, że coś jest nie tak. Wielu ludzi miało mieszane uczucia, nierzadko niesmak. Dla wielu ten show był równoznaczny z brakiem wyczucia sytuacji i brakiem szacunku dla ludzi, którzy przyszli tam w zupełnie innym celu niż wysłuchiwanie koncertu pana burmistrza
– stwierdza.
Kasia Jurek wyszła z tego koncertu z płaczem, przez dwie godziny nie mogła się uspokoić – tak poczuła się potraktowana
Reklama
– mówi Bronisława Mazurek. Dodaje, że właśnie ta sytuacja, gdzie jej zdaniem doszło do nadużywania władzy, sprawiła, że o swoich uwagach postanowiła powiedzieć publicznie, w imieniu mieszkańców.
Zupełnie nie rozumiem tych oskarżeń. Nie rozumiem stwierdzenia komisji rewizyjnej, że zbyt mocno ingeruję w pracę jednostek organizacyjnych gminy. To, by znać przebieg imprezy, jej scenariusz, założenia jest moim, jako organu prowadzącego, obowiązkiem, bo ostatecznie ja za to odpowiadam, firmuję to swoim nazwiskiem. Chcę zatem szczegółowo wiedzieć, czego mogę się spodziewać, by nie było niemiłych niespodzianek
Reklama
– sprawę komentuje burmistrz Piotr Łosoś. Dodaje też, że nie jest prawdą, aby szczegółowo narzucał kierownikom jednostek organizacyjnych, jak mają postępować, przygotowywać wydarzenia czy żeby zmieniał scenariusze.
Każdy ma wolną rękę. Ja chcę tylko, by wszystko, co się u nas dzieje, było robione profesjonalnie, dlatego omawiamy każde wydarzenie
– mówi P. Łosoś. W jego ocenie nie dochodziło również do żadnych manipulacji ani dyskredytowania, spychania nikogo, kto występował na scenie.
Przybrało to formę zupełnie niepotrzebnej rywalizacji. Docierały do mnie opinie, że coś było nie tak, ale dopiero po wydarzeniu, gdzie występowaliśmy. Dlaczego nie w jego trakcie? Uważam, że każdy przejaw podzielenia się z mieszkańcami swoją pasją, w tym przypadku śpiewem, jest cenny, ma ogromną wartość. Nie robię nic, żeby kogoś w tym ograniczać, zabierać mu mikrofon czy scenę. Wręcz przeciwnie. Uważam, że Katarzyna Jurek i Witold Mazurek nie powinni rezygnować z muzycznej działalności. Sam chętnie z nimi zaśpiewam
Reklama
– kwituje Piotr Łosoś.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Dołącz Piotrze gotując... Może prasa będzie lepsza?
Szkoda słów na ta wyborcza kiełbasę Pani MB.Tylko ile razy stara kiełbase można odgrzewać. Przez scenę na scenę Materiał chyba opłacony.
Bardzo widoczny brak dziennikarskiej bezstronności . . . . . . .
Gdzie jeszcze o tym przeczytamy? Nawet nie czytam, bo tyle razy odświeżane... To nie jest bigos!!! Rozumiem intencje autorów zamieszania. Wybory tuż tuż.
Dołącz Piotrze gotując... Może prasa będzie lepsza?
Szkoda słów na ta wyborcza kiełbasę Pani MB.Tylko ile razy stara kiełbase można odgrzewać. Przez scenę na scenę Materiał chyba opłacony.
Bardzo widoczny brak dziennikarskiej bezstronności . . . . . . .