Na kilkuset metrach wzdłuż promenady powstanie kilka restauracji. - Mam nadzieję, że wszyscy zarobią - mówi nowy inwestor. - Zimą nikt nie zarobi - kontruje właścicielka działającego tam lokalu
Jezioro przyciąga. Spacerowiczów i restauratorów. Jeśli zarobić, to tutaj. Na kilkusetmetrowym odcinku od hospicjum do cmentarza powstają trzy lokale usługowo-mieszkalne. W dwóch na pewno będą działać restauracje. Trzeci ma być niespodzianką.
Zaskoczenia i tajemnice
Najmniej z niespodzianek w postaci nowych lokali ucieszy się Hanna Gatz. Złotowianka od około dwóch lat prowadzi restaurację „Promenada”. Dziś nie może narzekać na brak klientów, ale co będzie, gdy w sąsiedztwie wybuduje się konkurencja? - To nie są Mikołajki ani Mielno, ale co będzie, to będzie – twierdzi. Jej siłą ma być świeże i smaczne jedzenie oraz dbałość o klienta. - Pozostaje mi pilnowanie własnego biznesu – dodaje.
Kilkadziesiąt metrów za „Promenadą” rośnie kolejna inwestycja. Będzie to budynek mieszkalny z usługami na parterze. - Nie chcę mówić o tym, co to będzie za działalność. Niech to pozostanie tajemnicą – mówi inwestorka. Prace na jej działce rozpoczęły się 18 lipca. Zakończyć się mają po czterech latach.
[[reklama]]
Bardziej rozmowny jest Waldemar Heyser. Na działce przy zejściu na promenadę, obok kościoła św. Rocha, buduje lokal na sześćdziesiąt osób. - Do tego będzie taras – zapowiada złotowianin. Budynek usługowo- mieszkalny, stawiany systemem gospodarczym, gotowy ma być do końca 2016 roku. - Na dole będzie restauracja, u góry mieszkanie. Buduję to dla syna – zdradza W. Heyser. Pod inwestycję przeznaczył działkę, na której wcześniej miał ogród.
Swoich planów restauracyjnych nie kryje również Karol Suszkiewicz. Między wspomnianymi działkami postawił on już okazały budynek, zadbał o trawę, zbudował parking. - W tym roku chcę wszystko wykończyć, dopieścić, a otworzyć w przyszłym. Jeszcze nie wiem, czy będę to prowadzić sam, czy komuś wynajmę. Na co dzień zajmuję się czymś innym, a to jest przy okazji. To jest inwestycja – twierdzi złotowianin.
Klientów nigdy dość
Promenada jest ulubionym miejscem wypoczynku wielu złotowian, ale czy będą chcieli korzystać z usług gastronomicznych proponowanych przez restauratorów? Waldemar Heyser liczy, że tak. - Ruch jest tu duży, więc mam nadzieję, że wszyscy zarobią – mówi mężczyzna. Po chwili przyznaje jednak, że miał nadzieję, że tego typu usług nad Jeziorem Miejskim nie będzie zbyt wiele. - Mam nadzieję, że przy promenadzie będą dwie restauracje. Ta, która już istnieje i moja. Ja myślałem o takiej usłudze już wcześniej.
[[reklama]]
Pomysł to jednak nie wszystko. Tak uważa Karol Suszkiewicz. - Samo wyposażenie restauracji może kosztować tyle co fajne mieszkanie w bloku. Jeśli ktoś myśli, że wybuduje coś za 500-600 tys. złotych, ubierze to w kwiaty i już, to się myli. To niech lepiej nawet nie zaczyna – radzi inwestor.
Hanna Gatz również przestrzega przed zbytnim optymizmem. - Koszty utrzymania restauracji są ogromne. Lubię tę pracę, choć jest bardzo wyczerpująca, przez siedem dni w tygodniu – mówi restauratorka. – Ale zimą jest mało spacerowiczów nad jeziorem, interes ratują wówczas dowozy jedzenia. [[nowa_strona]] Pod ochroną konserwatora
Pas ziemi między aleją Mickiewicza a Jeziorem Miejskim należy do starego miasta. Przez to, że znajduje się w strefie A, każda decyzja o warunkach zabudowy musi być uzgodniona z konserwatorem.
[[reklama]]
- Dotąd nie było na tym tle żadnych sporów – mówi zastępca burmistrza Złotowa Jerzy Kołodziejczyk. Miasto wydawało na ten teren decyzje o warunkach zabudowy, gdyż nie było tam uchwalonego planu zagospodarowania przestrzennego. By zachęcić inwestorów do kupna działek, miasto zgodziło się na połączenie tam dwóch funkcji: usługowej i mieszkalnej.
Za działki nad promenadą zapłacić trzeba było 77-80 zł za metr kwadratowy plus 23% podatek. Zdarzało się, że w przetargu cena wzrastała do 120 zł za metr. - Nasze ceny wydają się wysokie, ale na rynku są podobne – w ubiegłym roku, podczas sprzedaży tych terenów mówił J. Kołodziejczyk.
Druga strona bezludna?
Na drugim brzegu Jeziora Miejskiego na razie panuje cisza. Może poza sporem Jakuba Marciniaka z miastem. Pół hektara ziemi nad jeziorem Beata i Jakub Marciniakowie kupili niemal dziesięć lat temu. Był to teren rolniczy, ale właściciele zakładali, że z czasem przekształcą go w teren budowlany. 31 maja 2011 roku z pisma z magistratu o warunkach zabudowy państwo Marciniak dowiedzieli się, że ich wniosek o przekształcenie działki rolnej w cztery budowlane nie zostanie uwzględniony. Dlaczego? Bo zaburza zasady dobrego sąsiedztwa, dostępu do drogi publicznej, uzbrojenia terenu. W październiku 2012 roku podczas sesji rady miejskiej Stanisław Wełniak zapowiedział, że teren nad promenadą, po drugiej stronie Jeziora Miejskiego, nigdy nie będzie uzbrojony. - Na terenie miasta istnieje jeszcze znaczna ilości niezabudowanych obszarów przeznaczonych w planach miejscowych pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną – stwierdził włodarz miasta w jednym z zarządzeń dotyczących sporu z państwem Marciniak.
[[reklama]]
Jednak 27 grudnia 2013 roku Rada Miejska Złotowa uchwaliła plan zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu. Wynika z niego, że może tam powstać zabudowa mieszkaniowa jednorodzinna (na granicy z Blękwitem), zabudowa ogrodowa czy usługi turystyczne. - W tej chwili wystosowaliśmy do miasta pismo wskazujące, że nie jesteśmy traktowani na równi z innymi. Odmawia nam się prawa budowania ze względu na brak infrastruktury, a ma być na tym terenie działalność turystyczna, więc teren musi zostać uzbrojony – dziwi się J. Marciniak. Ponieważ z planu wynika, że złotowianin nie może postawić na górce nad jeziorem domu, zamierza walczyć z miastem w sądzie. - Kolejne pismo do urzędu skieruje w naszym imieniu kancelaria prawnicza – zapowiada mężczyzna.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze