Co jest ważniejsze: drzewo i ekologia czy zdrowie i życie naszej rodziny? - pyta Teresa Gatz. Mieszkanka Radawnicy żąda wycinki drzew, których obecność może zaważyć nie tylko na bezpieczeństwie, ale i na jej domowym budżecie
Kobieta prowadzi wraz z mężem w Radawnicy niewielkie gospodarstwo. O wycinkę trzech dorodnych lip rosnących tuż przy jej posesji w Powiatowym Zarządzie Dróg wnioskowała już wcześniej, otrzymywała jednak decyzję odmowną. Gorzką pigułkę przełknęła, w ubiegłym roku jednak, otrzymawszy od odbiorcy mleka ultimatum (o którym za chwilę), postanowiła nie tylko ponowić wniosek, ale i walczyć o jego realizację. Na początku – jak wspomina – nic nie zapowiadało problemów. Do czasu, gdy w sprawę włączyli się pszczelarze i ekolodzy występujący przeciwko wycince miododajnych drzew. Obawiając się, że ich wpływ może zaważyć na decyzji wydawanej przez wójta, nasza rozmówczyni zdecydowała, że ludzie powinni wiedzieć, jaka jest druga strona medalu. Że ludzkie życie, zdrowie i praca, która daje jej rodzinie utrzymanie, są najważniejsze.
Nie mamy wyjścia
Wszystkie drzewa rosnące przed domem państwa Gatz komplikują im życie. Pierwsza lipa – utrudnia wjazd na pole, druga – niebezpiecznym czyni włączanie się do ruchu (widoczność w kierunku Józefowa jest znacznie ograniczona), dzięki trzeciej zaś karkołomnym staje się wjazd na podwórko większym sprzętem. Ciężarówki dowożące nawozy czy odbierające zboże parkują na drodze, przy krawędzi jezdni (pobocze praktycznie nie istnieje), znacząco utrudniając tym przejazd innym kierowcom. Innego wyjścia jednak nie ma – na podwórko nie są w stanie wjechać. To na głowie państwa Gatzów spoczywa więc przewóz materiałów przez drogę, co wiąże się nie tylko z dodatkową pracą, ale i z utrudnieniami w ruchu. To jedna rzecz. Druga – odbiorca mleka w ubiegłym roku, pod groźbą zerwania umowy, zobowiązał państwa Gatz do zapewnienia kierowcy (pojawiającego się u nich co drugi dzień) dobrej widoczności. Inaczej niż poprzez wycinkę lipy nie da się tego wymogu spełnić. - Co zrobię, jeśli przestaną odbierać ode mnie mleko? - pyta pani Teresa. - Przecież z czegoś rodzinę trzeba utrzymać. Nie jestem zwolenniczką wycinania drzew, wiele rośnie przecież przy naszych polach, ale w tej sytuacji naprawdę przemawia przez nas konieczność – uzmysławia. I jeszcze raz pyta: - Ważniejsze jest ludzkie życie czy ekologia? Chcemy odstawiać mleko, chcemy spokojnie pracować, chcemy żyć.
Problemów jest więcej
Prócz drogowych, lipy nastręczają również innych problemów. - Zasłaniają światło słoneczne – relacjonuje pani Teresa. Dalej – potężne korzenie uszkadzają przydomowe ogrodzenie, konary zaś niebezpiecznie kołyszą się nad linią energetyczną. - Jak tylko pojawia się silny wiatr, człowiek patrzy przez okno, czy na dach nie polecą – opowiada nasza rozmówczyni. - Drzewa aż się uginają – dopowiada, dodając, że boi się nie tylko materialnych strat, ale przede wszystkim o bezpieczeństwo domowników. To zagrożone jest również podczas przepędzania krów przez drogę, czyli dwa razy dziennie. - Nie każdy jeździ zgodnie z przepisami, nie każdy zwalnia – pani Teresa relacjonuje, że niejednokrotnie bywało już o włos od tragedii. Ten problem częściowo ma się rozwiązać – niedługo PZD wstawi znak ""zwierzęta gospodarskie"".
Odpowiedzialności nie biorę
Pani Teresa z decyzją odmowną (o ile taka i tym razem zostanie podjęta) zgodzić się nie zamierza. O wycinkę będzie walczyć do skutku. Więcej – konsekwencji za ewentualne zdarzenia drogowe (i inne), na które wpływ będzie mieć obecność drzew, ponosić nie zamierza. Jej mąż Romuald zaznaczył to w dokumencie skierowanym do PZD. Poprosił też dyrektora Mirosława Jaskólskiego, by ten na piśmie zadeklarował, że w razie konieczności to on weźmie na siebie całą odpowiedzialność. Takiego zapewnienia dotąd nie otrzymał.
Pomiędzy młotem a kowadłem
Nie ma jeszcze decyzji wójta dotyczącej wycinki. Piotr Lach nie może jej wydać nim nie poczyni uzgodnień z Regionalnym Dyrektorem Ochrony Środowiska. Ten na początku tygodnia poinformował urzędników, że 13 marca odbędzie się wizja lokalna, w trakcie której RDOŚ będzie badać czy na drzewach lub też w ich bezpośrednim sąsiedztwie nie występują żadne organizmy będące pod ochroną. Do tego czasu Piotr Lach nie może podjąć żadnej decyzji. Zresztą – jakakolwiek by ona nie była – jedna ze stron (wnioskujący o wycinkę – protestujący) pozostanie niezadowolona. Jak wójt podejdzie zatem do sprawy? Z rozsądkiem. Jak mówi, nie zamierza odmawiać pszczelarzom czy ekologom racji, zagrożenie, jakie dla mieszkańców gminy Złotów mogą stanowić drzewa, trzeba jednak ocenić realnie. Wniosek państwa Gatz, o ile nie zakwestionuje go RDOŚ, najprawdopodobniej zostanie przez wójta zaopiniowany pozytywnie.
Patrycja Kajewska
[[reklama]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze