Reklama

Dajcie wody

21/08/2015 06:10
Młoda rolniczka bezskutecznie zabiega o przyłączenie gospodarstwa do sieci wodociągowej. Samorządowcy powołują się na ekonomię

Jesienią ubiegłego roku Anna Spychała przejęła rodzinne gospodarstwo. Spore: 120 sztuk trzody chlewnej, 40 sztuk bydła i około sto hektarów ziemi. Ma problem z wodą. Jej poziom w domowej studni jest coraz niższy, nie wystarcza na sprawne funkcjonowanie gospodarstwa. Przejęła je po zmarłym ojcu, gospodarzy jedynie z mamą. Od miesięcy zabiega w gminie o przyłączenie swojej zabudowy do gminnej sieci wodociągowej. Bezskutecznie.

Tysiące litrów czekania

Młoda rolniczka przyznaje, że kiedy w Starej Wiśniewce budowano przed wieloma laty sieć, ich gospodarstwo nie zostało przyłączone do wodociągu. Około 800 metrów – tyle dzieli je od najbliższego odcinka sieci. – Jest bardzo sucho. Poziom wody w naszej studni jest dramatycznie niski, w tej chwili wystarcza jej tylko na dom – mówi o trudnej sytuacji. W ubiegłym roku brała wodę u sąsiada, ale ta sąsiedzka współpraca dobiegła końca. Samorząd zrobił dla niej punkt do czerpania przy hydroforni w Starej Wiśniewce. Młoda kobieta przyjeżdża tutaj po wodę, ale, jak mówi, zajęcie jest zbyt czasochłonne. Raz, że punkt oddalony jest od gospodarstwa o jakieś cztery kilometry (w prostej linii), a dwa, że zastosowany, standardowy dla ogrodnictwa przepływ jest za słaby i wymaga kilku godzin, zanim wypełnią się, liczące po kilka tysięcy litrów, zbiorniki. Czynność powtarza każdego dnia. Stąd takie rozwiązanie jej nie satysfakcjonuje. – Żebym miała chociaż taki punkt, gdzie mogłabym nalać tysiąc litrów w kilka minut – porównuje. – Przy hydroforni tego nie zrobimy, a po drodze nie mamy gdzie ulokować takiego punktu. Na korzystanie z hydrantu też nie wyrazimy zgody, bo dojdzie do spadku ciśnienia i wszyscy na tym stracą – odpowiada kierownik Zakładu Gospodarki Komunalnej w Zakrzewie Edmund Kabattek, podkreślając, że hydranty spełniają funkcję przeciwpożarową. Najbardziej satysfakcjonującym dla Anny Spychały rozwiązaniem byłoby oczywiście podłączenie gospodarstwa do sieci.

Reklama

To pociągnie lawinę

Wójt Henryk Dobrosielski mówi, że w najbliższych latach nie jest to możliwe. Podkreśla, że gminę czekają inne inwestycje wodociągowe, w pierwszej kolejności podłączenie Prochów (gdzie od kilku lat woda zawiera zwiększone ilości azotynów i azotanów), do hydroforni w Starej Wiśniewce. Na wykonanie czeka też dalsze wodociągowanie w samej Starej Wiśniewce oraz przyłączenie Śmiardowa Złotowskiego do Zakrzewa. – Łatwiej wykonać zadanie, które będzie miało cztery kilometry i będzie służyć 200 czy 300 osobom, niż 800 metrów dla jednego gospodarstwa – podaje prostą kalkulację. Rozumie, że gospodarstwo Anny Spychały jest duże, ale, jak mówi, nie można zmieniać inwestycyjnych planów z powodu jednego gospodarstwa. Zwłaszcza, że samorząd stworzył kobiecie możliwość czerpania wody przy hydroforni. – Trzeba oznaczyć trasę, zobaczyć, przez jakie to przechodzi pola, zapytać właścicieli, zrobić uzgodnienia, projekty techniczne, pozwolenia, a przede wszystkim trzeba mieć pieniądze – wójt mówi o tym, ile czasu i pieniędzy potrzeba na podłączenie gospodarstwa Anny Spychały do sieci wodociągowej. Dobrosielski mówi wprost, że gdyby wykonać jedno takie zadanie, uruchomiłoby to lawinę wniosków od innych mieszkańców, bo w podobnej sytuacji jest w gminie więcej gospodarstw.

Reklama

Tymi zbiornikami kobieta przewozi każdego dnia wodę potrzebną do funkcjonowania jej gospodarstwa

Tam robią, tu nie

Edmund Kabattek przyznaje, że była brana pod uwagę możliwość wykonania inwestycji w taki sposób, żeby jej część sfinansowała właścicielka gospodarstwa, a część samorząd. Kabattek mówi, że całość prac wstępnie oszacował na około 40 tys. zł. Rozmowy nie znalazły jednak finału, a co najważniejsze, wspólnego stanowiska stron.

Tymczasem Anna Spychała przekonuje, że zna przypadek z terenu gminy Złotów, gdzie tego typu inwestycję, również wykonaną na dłuższym odcinku, sfinansował właśnie samorząd. Wójt Piotr Lach potwierdza, że takie sytuacje zdarzają się w kierowanej przez niego gminie. Nie są częste, ale w szczególnych przypadkach – i nie chodzi wyłącznie o aspekt ekonomiczny, a realną pomoc gospodarzom, gdzie będzie ona uzasadniona – gmina rzeczywiście włącza do sieci nieruchomości znajdujące się na wybudowaniach miejscowości.

Reklama

Kabattek mówi, że w gminie Zakrzewo niejednokrotnie ZGK wykonuje inwestycje wodociągowe wspólnie z właścicielami, ale przyznaje, że nie w aż tak dużym zakresie. Co najwyżej dotyczą one wykonania przyłącza wodociągowego, czego łączny koszt to jakieś 3-4 tys. zł.

Studnia?

Dlatego wójt Henryk Dobrosielski proponuje inne rozwiązanie. Przypomina, że jesienią Rada Gminy Zakrzewo będzie podejmować uchwałę o dofinansowaniu dla osób, które będą chciały pogłębiać istniejące studnie lub budować nowe studnie głębinowe. Czy takie rozwiązanie usatysfakcjonuje młodą rolniczkę ze Starej Wiśniewki? – Ono nigdy nie da pewności na lata, skoro poziom wód gruntowych regularnie się obniża – ocenia kobieta. Anna Spychała przyznaje, że rozważała już taki scenariusz, że sama wykona inwestycję, a po zakończeniu prac wszystkim obciąży samorząd. Podkreśla, że są procedury, które umożliwiają takie działanie mieszkańcom, a gmina musi się do nich dostosować. – Przepis mówi wyraźnie, że jest to uzasadnione tylko w przypadku, gdy taka inwestycja będzie dla gminy finansowo rentowna – odpowiada Kabattek. Wodny pat nadal trwa.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości