Medycyna to u nas tradycja rodzinna. Ojciec był lekarzem weterynarii, mama lekarzem stomatologii, ciocia również. Kiedyś to były zawody pewne. Dlatego moja siostra jest kardiologiem, a ja chirurgiem. Ona skończyła Akademię Medyczną w Szczecinie, a ja w Poznaniu. Siostra jest już na emeryturze. Przez całą karierę pracowała w Pile na oddziale kardiologicznym.
Tata był weterynarzem i dostał tu przydział. Wcześniej nie mieliśmy ze Złotowem nic wspólnego. Ja urodziłem się już w Złotowie, blisko szpitala, w domu na Szpitalnej 6. Odbierała mnie pani Żółtowska, położna. Po latach, gdy była po osiemdziesiątce, trafiła do szpitala, bo uwięzła jej przepuklina. Operowałem ją, może nawet uratowałem jej życie i tak sobie pomyślałem, jak to dziwnie ludzkie losy się splatają.
Reklama
Wróciłem, bo pasowała mi atmosfera tego miasta. Dużo roślinności, znajomych, tu grałem w hokeja w drużynie Sparty. Po prostu mnie tutaj ciągnęło.
Jako dziecko lubiłem jeździć z ojcem i oglądać, jak przeprowadzał operacje na zwierzętach. Gdy byłem starszy, chętnie mu pomagałem – czasem pozwolił mi coś związać, potem podawałem narzędzia, coś zszyłem. Ale największy wpływ na mój wybór miał doktor Sztykowski. To on tworzył w szpitalu w Złotowie niepowtarzalną atmosferę i zarażał nas, młodych lekarzy, swoją pasją do pracy. Był naszym ojcem.
Reklama
Dużo tego było. Pracę zacząłem w 1982 roku, więc w tym minie mi 35 lat w tym zawodzie.
Nie chcą mnie puścić! Żartuję, zawsze można odejść, ale jestem tutaj postrzegany jako osoba niekonfliktowa i nigdy nie miałem większych problemów. Poza tym po prostu polubiłem ten szpital.
To trochę dzięki szkole. Urodziłem się leworęczny, ale w szkole nie pozwalano dzieciom pisać lewą ręką. Wiązano ją za plecami, a długopisy przekładano do prawej. Dlatego ją wytrenowałem. Oburęczność, paradoksalnie, zawdzięczam komunistom.
Reklama
Bodajże wszyscy lekarze w szpitalu w Złotowie pracują na kontraktach, a Pan uparł się, że zostanie na umowie o pracę. Dlaczego?
Podczas jednego z posiedzeń Rady Społecznej Szpitala wstawił się Pan za pielęgniarkami. Jako jedyny lekarz. Co Pana do tego skłoniło?
Swego czasu w szpitalu w Złotowie także był problem z alkoholem.
Po tylu latach pracy i przy tak dużym doświadczeniu puszczają jeszcze Panu podczas operacji nerwy?
Przejdźmy do Pana pasji. Miłością do koni zapałał Pan w dzieciństwie.
Bo umowa o pracę daje jasny zapis stosunku do pracy. To kodeks pracy decyduje, jakie mam prawa i obowiązki, a umowy kontraktowe są tak różnorodne i co rusz zmieniane, że właściwie nie chronią pracownika. Ci ludzie nie mają zwolnień lekarskich ani urlopów. To jest cywilizacja, do której chcemy dążyć? Na kontraktach pracuje się jak w feudalizmie, a przecież nie chcieliśmy tego stosunku międzyludzkiego. Jestem zwolennikiem świata cywilizowanego, w którym jest czas na pracę, ale i na odpoczynek. Nie jestem więźniem pracy także dlatego, że mam hobby.
Reklama
Dla pieniędzy. A ja uważam, że pieniądze to nie wszystko. Jestem wolny, bo mam możliwości zarobkowania poza szpitalem. Mam prywatny gabinet, hodowlę koni i gospodarstwo rolne. Zasadziłem unijny las, z którego czerpię korzyści.
To, o czym już mówiłem. Kontrakt jest wygodny dla dyrekcji, ale nie jest dobry ani dla pielęgniarek, ani dla lekarzy. On sprawia, że ludzie np. po czterech dniach od przebytej operacji przychodzą do pracy, co nie jest właściwe.
Oczywiście, że tak. Kierowca ciężarówki na przykład ma tachograf i jeśli przekroczy godziny pracy, to dostanie pokaźny mandat, a na lekarza, który siedzi dwa, trzy dni na dyżurze nikt nie zwraca uwagi. A przecież on walczy często o ludzkie życie.
Pan tego nie pamięta, ale jeszcze w latach osiemdziesiątych dyżur lekarski nie był traktowany jako praca. To nie był pełny wymiar pracy i płacono za niego połowę stawki godzinowej. Dziś Kodeks Pracy dokładnie reguluje czas pracy lekarza, mówi, ile może pracować, a ile musi mieć przerwy. Nie dotyczy to kontraktów.Reklama
Tak było np. w Niemczech, gdzie po uregulowaniu tych kwestii nagle zabrakło 14 tysięcy lekarzy. Tyle że Niemcy mieli pieniądze, więc ściągnęli specjalistów np. z Polski. Tak samo robią Szwedzi czy Norwegowie. Tam nie ma czegoś takiego jak kontrakt lekarski. Kolega pracuje w Norwegii i jeśli np. okaże się, że zajmował się pacjentem krócej niż pół godziny, to dostaje karę. W Polsce pani dyrektor by go pochwaliła, że dużo ludzi załatwił w danym czasie, a tam jest za to nagana i kara.
Polska nie prowadzi badań np. dotyczących alkoholizmu u chirurgów, a z danych światowych wynika, że występuje on w tej grupie znacznie częściej niż w innych grupach zawodowych. Mówi się nawet o 40%. Czasami słyszymy w mediach, że na dyżurach kogoś się złapie. Tak, ale są to przeważnie alkoholicy, ludzie chorzy, którzy nie mają do końca świadomości tego, co robi z nimi to uzależnienie. Alkohol panuje nad świadomością człowieka. Alkoholizm powinno się leczyć, a nie nazywać np. lekarza pijakiem. A że lekarze radzą sobie ze stresem pijąc alkohol, to prawda.
Reklama
Był, nie ukrywam tego. Nie chcę podawać nazwisk, bo Złotów jest małym miastem i pewnie wiele osób i bez tego wie, o kogo chodzi. Na szczęście większość osób wychodziła z tego nałogu, choć trzeba było włożyć w to dużo wysiłku. Tak niestety jest, że jesteśmy grupą zawodową mocno narażoną na tego typu zagrożenia.
Mam hobby i uprawiam sport. Poza tym od piętnastu lat z kolegami z branży kąpiemy się zimą w jeziorze w Kujanie - mamy nieformalny klub morsa. Jeżdżę też z grupą rowerową po Europie, w tym roku zamierzamy pokonać trasę wzdłuż polskiego wybrzeża. To wystarcza, by odreagować.
Reklama
Czasem tak, ale raczej panuję nad sobą. Zwykle jestem skupiony na tym, by moje ręce nadążały za myśleniem. Myślę naprzód, przewiduję, a gdy operuję jestem w rodzaju transu.
Pacjenci wymuszają wypisanie pewnych dokumentów czy przepisanie leków, to jest nagminne, jednak najczęściej robią to z niewiedzy. Nieznajomość prawa i procedur jest w Polsce porażająca.

To się nazywa basen. Dzięki takim kąpielom i późniejszym wizytom w saunie lekarz mniej choruje
Taka wdzięczność wśród pacjentów zawsze była. Ludzie przynosili bomboniery czy koniaki, ale nigdy przed zabiegiem. W czasach komuny, kiedy niczego nie było, przyszła do gabinetu starsza pani i wręczyła nam kopertę z kawą i puszkę szprotek. Powiedzieliśmy, że tego nie chcemy, a ona: Tak, jakbym przyniosła wam coś lepszego, to byście wzięli… Od razu podziękowaliśmy i przyjęliśmy ten dar. Nie traktowałem tego jako łapówki, ale wiedziałem, że gdybym brnął w odmowę, to bym jej zrobił krzywdę. Ona chciała nam się po prostu odwdzięczyć. Na tym przykładzie nauczyłem się, że jak ktoś przyniesie bombonierkę czy kwiaty, to się nie odmawia.
Reklama
W telewizji dużo się o tym mówi, dlatego ludzie rzadziej przychodzą, a raczej przysyłają kartki lub listy z podziękowaniami. Lekarz to zawód zaufania publicznego. My dajemy ludziom zdrowie, a oni w jakiś sposób chcą się odwdzięczyć. Uważają, że dając coś od siebie będą zdrowsi.
Powstało wiele firm, które zarabiają, prowadząc sprawy ludzi, którzy czują się przez lekarzy czy szpitale pokrzywdzeni. Wręcz czyhają obok szpitala, licząc na okazję złapania lekarza na błędzie.
Gdy nie mieliśmy tutaj jeszcze oddziału dziecięcego weszła ustawa, że bez wydzielenia sal dla dzieci nie możemy ich operować (a robiliśmy to do tej pory). Mimo to zoperowałem dziecku wyrostek i poszło ono w dobrym zdrowiu do domu. Z medycznego punktu widzenia uratowałem mu zdrowie, a może i życie. Ale matka pojechała do Piły i tam lekarz powiedział jej, że nam nie wolno dzieci leczyć. Więc Pani przyszła do mnie i mnie zaszantażowała, że jak dam jej 3 tys. zł, to nie pójdzie z tą sprawą do sądu. Nagrałem to, ale w sądzie nie miało to żadnego znaczenia. Pani oddała sprawę do sądu, ale on jej nie przyjął. Ale przyjął to sąd lekarski. Musiałem walczyć aż do Sądu Najwyższego, gdzie zostałem uniewinniony. Sprawa trwała pięć lat.
Reklama
Miałem je, ale ze wszystkich się wybroniłem.
Chodziło o zabieg ginekologiczny, a myśmy z kolegami brali w niej udział jedynie podczas usuwania tej chusty. Inne sprawy przeciwko szpitalowi, w tym te chirurgiczne, też są i nawet teraz jakieś się toczą.
Póki co z pracy odchodzić nie zamierzam. Nie poradzą sobie beze mnie - żartuję. Ale faktycznie jestem mocno związany z tym szpitalem i chcę tu jeszcze popracować. A co do następców, to ich nie ma. Chirurgii nikt nie chce robić, nie wiem, dlaczego. Uważam, że w szpitalu w Złotowie można się więcej nauczyć niż w najlepszej klinice. Tam nosi się teczki za bardziej doświadczonymi kolegami, a do stołu trudno się dopchać. A my tutaj bardzo szybko staliśmy się pełnoprawnymi chirurgami. Jeśli kierownik specjalizacji czuwa nad młodym lekarzem, ma na niego oko, to szybko może on zostać chirurgiem. Bez praktyki na pewno się nim nie zostanie. Z książki się chirurgii nie nauczy. I studia też jej nie uczą.
Reklama
Wszystko idzie ze Wschodu na Zachód. Tak jak Niemcy wzięli lekarzy od nas, tak my weźmiemy tych z Ukrainy. Anglicy załatwiają sprawę Hindusami, a Norwedzy, którzy nie mają żadnej uczelni medycznej w kraju, bazują tylko na kupowaniu lekarzy z innych państw. Oferują mieszkania, dobrą płacę, świadczenia socjalne, darmową naukę języka.
Wszystko jest wywieszone na tablicy i jest pełna jasność. Moje zarobki (płaca zasadnicza to 5050 zł brutto) też mogą być jawne, nie mam czego się wstydzić. Niech się wstydzą ci, którzy mi płacą. Mimo to nie żałuję tego, że zostałem w Złotowie.
Starszy syn ma firmę międzynarodową, zajmuje się grafiką komputerową. Ma szerokie kontakty, jeździ w interesach po całym świecie, od USA po Australię. To bardzo wąska branża i bardzo dobrze płatna. Młodszy syn także skończył informatykę, ale poczuł miłość do muzyki. Cztery lata temu nauczył się grać na gitarze, ma swój zespół i chce występować. Za to moja siostrzenica jest najmłodszym doktorantem w Polsce, zrobiła habilitację i pracuje w Poznaniu w Klinice Endokrynologii. Natomiast jej siostra kończy weterynarię na tej samej uczelni we Wrocławiu co mój tata.
Nie wszyscy pamiętają, że w Złotowie był PGR, w którym dyrektorem był pan Pełka, wielki miłośnik koni. Konie kochała także pani Adamczak z Krajenki, która w latach 70-tych była posłem. I ona na tzw. wybudówce miała hodowlę. W najlepszym okresie było tam około trzydziestu klaczy zarodowych. Ogiery do nich przywożono ze stadniny państwowej ze Stargardu Szczecińskiego. Przyjeżdżali tam studenci z Akademickiego Klubu Jeździeckiego „Sopot wyścigi” i razem z nimi w tej stadninie spędzałem wakacje. Oporządzałem konie i za darmo na nich jeździłem. Pierwszego konia, gdy chodziłem do liceum ogólnokształcącego, kupił mi ojciec. Trzymałem to piękne zwierzę w lecznicy, tam gdzie teraz mieści się Urząd Gminy Złotów.
Nadarzyła się okazja na kupno konia „papierowego”, klacz pochodzenia dwustronnego ze stadniny w Dobrzyniewie. Sprzedawali ją za mniejsze pieniądze, bo nie mogli jej zaźrebić. A ja, ze względu na swoją wiedzę medycyną i weterynaryjną, wraz z kolegami weterynarzami, których ojciec tu w Złotowie wychował, bez problemu wprowadziliśmy ją w ruję i zaczęła rodzić mi źrebaki. Przez rok stała u Leszka Piotrowskiego, a potem kupiłem gospodarstwo w Śmiardowie Złotowskim.
Pierwsze dwa źrebaki miałem po ogierze sprowadzonym z Rosji. Nazywał się Oder i był wnukiem ogiera, który wygrał olimpiadę w Moskwie. To był hit, że trafił tutaj, na Złotowszczyznę. Oder stał u pana Piotrowskiego i dzięki temu rok po roku uzyskałem od niego dwie klaczki, które stanowiły podstawę mojej hodowli. Obie żyją do dzisiaj. Wydały mi dwanaście źrebiąt, z których część jest w Norwegii, a ogier jest w Kanadzie. Moje konie wygrywały czempionaty, więc bardzo łatwo było zainteresować nimi potencjalnych kupców. Konie to moja wielka miłość.
Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Widziałam wielu lekarzy ale tak nieprzyjemnej persony dawno. Lekarz który traktuje pacjentów taśmowo zero empatii zrozumienia. Życzyłbym sobie aby na takiego lekarza nigdy już nie trafic.
Nie musi być miły ważne, że skuteczny
ty powyżej.Delikwent ? to chyba ty jesteś.nie krytykuj innych bo jesteś gorsza od innych,DELIKWENTKO .
O ratownikach medycznych artykuł w aktualnościach i złotowskim.pl już był. Trzeba się troszkę orientować, zanim napisze posta.
Ogolnie artykul pisany jednostronnie Dr.No z lepszej strony.Jezdzac nad jezioro nie da sie ukryc kto pedzi usmiechniety.Jest juz takie zdanie ze nikt nikomu nie zaszkodzi predzej czy pozniej wyladujecie na stole.
Po pierwsze to nie pani doktor Niezgoda , bo takiego tytułu to jeszcze nie ma. Może kiedyś. A co do słów , że to " Anioł i Wspaniały Lekarz " to bym się mocno zastanowił. Swoje chimery też ma. Więcej pokory i lepszego podejścia do pacjenta. Pacjent jest najważniejszy
W kwestii formalnej: W średniowieczu nie stosowano narkozy w postaci gumowego młotka,bo nie znano jeszcze materiału do produkcji gumowych młotków, czyli GUMY. Szanowny Pan może już nie pamiętać czym Pana wtedy uśpiono, bo to było dawno.
Lekarz nie musi być miły, ważne że pomaga ludziom. Mnie operował I jestem mu wdzięczna. Rozmawiałam z nim po operacji I nie mam zastrzeżeń.
Mi ten lekarz uratował życie, jest dobrym chirurgiem.
Do pacjenta personel szpitala (lekarz też) ma obowiązek odnosić się z szacunkiem, tego wymagają przepisy i kultura. Rola lekarza nie ogranicza się jedynie do leczenie (np. wycięcie czegoś tam) ale zrobienie swych czynności zgodnie ze sztuką i poszanowaniem ,,klienta"" (pacjenta). Mam na myśli odpowiednie przygotowanie delikwenta do zabiegu, jak najmniej stresowy przebieg całej czynności, wyjaśnienie pacjentowi wszelkich wątpliwości. To nie Średniowiecze kiedy to konował robił operację np. ,,na żywca"" lub stosował narkozę w postaci gumowego młotka. Dziś każdy lekarz to po części też psycholog którego obowiązkiem jest dogłębnie rozwiać swemu pacjentowi wszystkie wątpliwości, to dziś standard ale nie w złotowskim szpitalu. Piszę to z własnego doświadczenia, mając operację na chirurgii ani jeden raz żaden lekarz nie zamienił ze mną ani pół zdania chociaż rano i wieczorem jest tzw. ,,obchód"". Wszelkich informacji udzielały pielęgniarki mające dyżur i o ich stosunku do pacjenta mogę napisać tylko w samych superlatywach, z lekarzy pozytywne wrażenie o p.p. Niezgoda i Walkowiak, reszta zero komunikacji, a jedynie opinie innych pacjentów (o Lasocie same negatywne).
Łukasz Ty jak z nie masz o kim pisać?!?. Smutne. Jest tak wielu wspaniałych ludzi w calym nadzym powiecie a Ty zajmujesz sie .........!!!!!!! Choc jesli chodzi o nasz szpital to porozmawiaj z Ratownikami Medycznmi z pielęgniarkami... rozmowa z takimi ludzmi nie kłuje tak w oczy jak z tym ,,panem,, Dodam jeszcze , że Pani Doktor Niezgoda to Anioł i Wspanialy Lekarz:-) a na taki wywiad to szkoda tracic czas na czytanie!!!
Ale czepialski jesteś. W zwrocie "ładnie zoperuje"" mieści się pozytywny efekt zabiegu. Nie można "obchodzić się do pacjenta z szacunkiem". Odnosić się - owszem. Lassota nie jest opryskliwy do pacjentów, przychodzi leczyć. Jakby mi jakaś paniusia gadatliwa stawiała mnóstwo pytań i opowiadała długą historię swoich chorób, to też nie byłbym długo miły. Co najważniejsze, on dołoży wszelkich starań, aby ją skutecznie wyleczyć.
na zdjęciu wyglądem przypomina doktora Sambora z "Na dobre i na złe"
W moc wierzyć musisz
Ordynus.......nigdy się nie uśmiecha. Na tym zdjęciu widać że uśmiech z trudem wymuszony.
Zbyszek, ty jak Maciej Wąsik z PiS który czepił się dwóch zer zamiast tramwaju.
Po prostu chciałem zwrócić uwagę na błąd ortograficzny. A ty były pacjencie wyluzuj trochę bo głupio jest popełniać błędy, ale jeszcze głupiej nie umieć się do nich przyznać i poprawić.
Czesiek, mylisz pojęcia, lekarz jest dla pacjenta a nie pacjent dla lekarza. Lekarz jest opłacany przez pacjenta i powinien obchodzić się do niego z szacunkiem (odwrotnie też). Chory to nie ,,worek treningowy"", ale najczęściej laik w temacie medycyny i ma prawo być poinformowany jaki jest jego stan, co go czeka, ma prawo sie bać, a lekarz jest od tego by jemu to grzecznie wytłumaczył. ,,Ładny"" to możesz wyjść po wizycie w salonie piękności, a operacja chirurgiczna ma być skuteczna a nie ładna.
Powiem tak jestem jego kolegą wgł. mnie jest fachowcem ,uratował mnie i będę mu wdzięczny ,wiadomo w myśl zasady jeszcze taki się nie urodził co by wszystkim dogodził,on się nie boi krytyki,bierze na klatę,zobaczymy jak pójdzie na emeryturę jak go będzie brakować,ale fakt dr.Kinga jest też super.
Zbyszek, niektórzy dostając w twarz określają to jako ,,niemiłe"" zachowanie, a inni jako chamstwo.
To konkretny lekarz, może nie jest milutki dla pacjenta, ale to nie istotne. Chory ma się grzecznie położyć na stół operacyjny, a Lassota go ładnie zoperuje.
Pani Niezgoda super lekarz, po operacji zero komplikacji do dziś (ból to każdy musi przejść). To samo dotyczy pielęgniarek na chirurgii. Legendy stałych bywalców o Lasocie bardzo negatywne, podobno nie mieć z nim nic wspólnego to jak wygrana kumulacji w ToTo, podobno potrafi przejechac sie po pacjencie jak po burej suce. Jak widac niektórym (jak W.R.) to odpowiada.
Weterynarz z nalogami
Pan Karol dobry chirurg,robi swoje i tyle.Prawdziwy mężczyzna bezpośredni i zdecydowany.Mnie też ciał i dobrze oceniam jego pracę.Mi odpowiada sposób komunikacji z pacjentem.To lekarz chirurg a nie psychoterapeuta...
Przebywając kilkanaście dni na chirurgii złotowskiego szpitala ominęła mnie ,,przyjemność"" mieć jakąkolwiek styczność z tym lekarzem, ale z opowieści pacjentów - weteranów ten lekarz podobno potrafi być bardzo wulgarny w stosunku do pacjentów.
Podejście do pacjenta fatalne! Najbardziej gburowatu lekarz z jakim miałam do czynienia. Dr Kinga Niezgoda anioł nie kobieta
Jak już to niemiły Pozdrawiam
Najgorszy lekarz jakiego znam bardzo ale to bardzo żle traktuje pacjentów ludzi strasznie nie miły
z tego artykułu dużo wynika,o czym nie wiedziałam...
Pan Doktor mimo, ze pochodzi z rodziny lekarskiej zapomnial o kulturze lekarza. Sam mowi o sobie w samych superlatywach, a o dyrekcji i innych lekarzach mowi zle. Pochodze z rodziny lekarskiej i zawsze bylo mi wpajane, ze lekarz nie powie zle o lekarzu. Niestety parcie na szklo zaburzylo kregoslup moralny...
Po pierwsze w tym szpitalu nie ma żadnego doktora z tym tytułem. Lekarz chirurg że specjalizacja . Po drugie alkohol często gościł w tym szpitalu ,nle którzy zostali zwolnieni nie będę mówił kto co ale działo się działo
Supet lekarz!Operował wyrostek dziecku pod wplywem alkoholu.Nie potrafi odroznic udaru od upojenia alkoholowego.Dzięki niemu ciocia ma tak duze powiklania.Po czterech godz.rodzina zabrala ciocię na oddział poudarowy w Pile,bo pan doktor chciał ją umiescić na oddz.psychiatrycznym.Wielki.szacun Panie Karolu,jest pan dumny z siebie? Ł
Widziałam wielu lekarzy ale tak nieprzyjemnej persony dawno. Lekarz który traktuje pacjentów taśmowo zero empatii zrozumienia. Życzyłbym sobie aby na takiego lekarza nigdy już nie trafic.
Nie musi być miły ważne, że skuteczny
ty powyżej.Delikwent ? to chyba ty jesteś.nie krytykuj innych bo jesteś gorsza od innych,DELIKWENTKO .