Reklama

Dariusz Chilicki - Jestem szczęściarzem

20/02/2015 00:00
- Na mojej zawodowej drodze los postawił wiele utalentowanych dzieciaków - Dariusz Chilicki absolutnie nie czuje się kowalem ich sukcesów. Tymczasem osiągnięcia jego podopiecznych, wychowanków SOSW, wprawiają w podziw

Sprawność fizyczna i wyniki sportowe to tylko narzędzia. Z ich wykorzystaniem można sobie zbudować lepszą przyszłość, zdobyć pewność siebie, przyjaciół i – najważniejsze – życiową zaradność. - Największą satysfakcję przynoszą informacje, że któryś z naszych absolwentów znalazł pracę i zdołał sobie zorganizować świat. Że potrafi się w nim odnaleźć. A już w ogóle idealnie jest, gdy w jego życiu pojawia się ktoś bliski, życiowy partner – uważa Dariusz Chilicki, nauczyciel wychowania fizycznego w jastrowskim Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym. - Osiągnięcia sportowe nie są najważniejsze – trzyma się tego zdania, przyznając przy tym, że te nie przychodzą lekko, a wraz z ciężką pracą. Czasami naturalnie. Kiedy tak się dzieje? - Kiedy człowiek przeistacza swój zawód w pasję.

Pokonywanie barier

Ograniczenia mają tę właściwość, że potrafią znikać. Nie od tak jednak, a za sprawą cierpliwości i zrozumienia, które wszystkim wokół potrafią udowodnić, że ""inny"" wcale nie znaczy ""gorszy"". Że specjalne potrzeby, odmienny sposób funkcjonowania i pojmowania świata nie wykluczają imponujących wyników. Uczniowie SOSW mają je na koncie. Paradoksalnie – wszyscy, jeden bowiem zdobywa medal na olimpiadzie, inny, wykonując o jedno powtórzenie więcej niż dzień wcześniej, przełamuje bariery opierające się o jego fizyczność czy intelekt. Pomaga pan Dariusz. Jemu z kolei – doświadczenie. Niemałe, bo nauczyciel w zawodzie pracuje od dwudziestu siedmiu lat. Karierę rozpoczynał w szkole masowej, po sześciu latach zmienił zakład pracy. Na Specjalny Ośrodek, w 1994 roku jeszcze mieszczący się w Piecewie. Nie wiąże tego z większym poświęceniem zawodowi czy uczniom. Raczej z czasem, bo tego poświęcić wychowankom SOSW trzeba nieco więcej niż przeciętnemu gimnazjaliście czy uczniowi podstawówki. Ważna jest też pokora, która daje nadzieję, że efekty kiedyś przyjdą. Tu i teraz ważne jest stawianie kolejnych kroków. Zostawianie za plecami linii, które wcześniej wydawały się nieprzekraczalne.

Sukces niejedno ma imię

W zasadzie może mieć ich kilka. Wojtek, Justyna, Daniel, Kamil... Wszystkie, choć sam zainteresowany się tego wypiera, po części są jego zasługą. Są efektem motywacji i niesamowitego dopingu, który sprawia, że dzieci i młodzież garną się na lekcje W-F. Pan Dariusz ma inną teorię. - Jestem szczęściarzem, bo na mojej zawodowej drodze los postawił wiele utalentowanych dzieciaków – uważa. Talenty mówią same za siebie. Choćby Wojciech Gajcy, świetny pływak (50 metrów przepływa w około 32 sekundy), złoty medalista VI Europejskich Letnich Igrzyskach Olimpiad Specjalnych w Antwerpii. Jego brat Bartek, członek Klubu Olimpiad Specjalnych Piecewo-Jastrowie, też jest szczególnie wysportowany. Pływa, skacze wzwyż, gra w mającej na koncie wiele medali zunifikowanej drużynie koszykówki. Na boisku swoje umiejętności testują też inni wychowankowie SOSW: Kamil Polaschke, Jan Gil, Mateusz Majchrzak. Częścią drużyny są też ich pełnosprawni partnerzy: Błażej Jarosiewicz, bracia Kacper i Oskar Pawłowscy, a także Łukasz Ostrowski. Nie ma jednak co kategoryzować. - Gdyby uczniom takim jak Wojtek, szczególnie uzdolnionym sportowo, zapewnić identyczny program treningowy jak ten, który realizują uczniowie w normie intelektualnej, to ich wyniki byłyby porównywalne – ocenia trener. Tymczasem sportowcy z SOSW na basenie bywają raz w tygodniu. I tak od dwudziestu lat. - Gdybyśmy mieli inne możliwości... - zamyśla się Dariusz Chilicki. No nic, najważniejsze, że w jego głowie w ogóle wykiełkowała myśl, by poddać sprawdzianowi książkowe teorie. Te mówiły, że dzieci głębiej upośledzone cechuje wrodzony strach przed wodą. Nasz rozmówca, entuzjasta pływania, poddał tę teorię w wątpliwość. I co? - Słowa przeczytanego nie można uznawać za pewnik – odpowiada Dariusz Chilicki. Co prawda pierwszy wyjazd nad basen mienił się koszmarem, bo niektórych chłopców wręcz nie dało się oderwać od drabinek, inni jednak pokochali wodę.

Jak ryby

W wodzie naturalnie czuje się też wielki pływacki talent Daniel Guzewicz, dziś absolwent Ośrodka, który na 50 metrów bije Wojtka Gajcy. Daniel podczas Europejskich Młodzieżowych Igrzysk Olimpiad Specjalnych, odbywających się w Rzymie, wywalczył srebrny medal w pływaniu na 200 metrów. Z tych samych zawodów Jarosław Małecki przywiózł srebrny krążek, z tym, że płynął na dystansie 50 metrów. Jest też Michał Mikityszyn, brązowy medalista hiszpańskiego Europejskiego Mityngu Pływackiego Olimpiad Specjalnych (50 metrów stylem grzbietowym) i jedyna w tym gronie kobieta: Justyna Gołębiewska. Wszyscy ci zawodnicy śmiało mogą mierzyć się z wychowankami powszechnych szkół, nie znaczy to jednak, że budowanie formy przychodzi im równie łatwo. Naukę pływania czy późniejsze szlifowanie formy utrudniają choćby problemy z koncentracją czy mikrouszkodzenia mózgu, przekładające się m.in. na kłopoty z lateralizacją.

Sport masowy nie dla mas

- Sport uprawiany przez osoby niepełnosprawne długo był lekceważony, bo dla świata zawsze najważniejszy był rekord – ocenia Dariusz Chilicki. Tymczasem niepełnosprawni przełamują nie tyle kolejne wyniki, co własne ograniczenia. I znów – nie dla medali. - Nie tylko ja, ale wszyscy nauczyciele SOSW starają się przygotować uczniów do funkcjonowania w społeczeństwie. Chcemy, by sobie w życiu poradzili, by nie byli uzależnieni od pomocy społecznej – wyjaśnia. - Sport to coś pośredniego, co daje im siłę i cierpliwość na całe życie, bo przecież nauka w szkole w pewnym momencie się kończy. Medale nie zapewnią im pieniędzy.
Inaczej jest w przypadku zawodowych sportowców – tu jednak na utrzymanie się z uprawiania konkretnej dyscypliny mogą liczyć nieliczni. Sport masowy jest bardziej brutalny, nie daje zawodnikom szans na niedojrzałość, nie toleruje pewnych ograniczeń. Szybko eliminuje najsłabszych. W przypadku dzieciaków z SOSW gorsze możliwości nikogo nie dyskwalifikują. Mało tego – uczniowie uwielbiają sport (a może bardziej samego pana Darka?). Chcą ćwiczyć i – nawet wychodząc już z kontekstu zawodów i olimpiad – są świetni.
""Mogę do Pana przyjść?"" - gdy idziemy do klasy na rozmowę pana Dariusza zaczepia chłopiec
""Na lekcje?"" - pyta nasz rozmówca
""Muszę ćwiczyć mięśnie""
Dariusz Chilicki nie zamierza popadać w samozachwyt. Jak mówi, ogólna sympatia, jaką uczniowie darzą kadrę nauczycielską, jest między innymi pochodną ich niepełnosprawności. Nadrzędnym jest tutaj zaufanie.

Szafa pełna ubrań

Zwolnień z W-F (prócz tych lekarskich) nasz rozmówca nie respektuje. - Brak stroju nie jest dla mnie powodem – uśmiecha się, dodając, że ma szafę pełną strojów, które w razie potrzeby może udostępnić uczniom. W dbaniu o ich kondycję wspomaga go jedna z koleżanek, która co jakiś czas uruchamia pralkę, by koszulki i spodenki w spokoju mogły czekać na kolejny przypadek nieprzygotowania do lekcji. Ta nie dla wszystkich wygląda tak samo. W klasie zazwyczaj uczą się dzieci z różnego rodzaju niepełnosprawnością, stopniowaną również w skali ruchowej. Dlatego ćwiczenia zawsze dostosowywane są do możliwości poszczególnych osób. Nie jest jednak tak, że w czasie gdy jedni grają czy ćwiczą, inni ""grzeją ławkę"". - Sztuka prowadzenia lekcji W-F to sztuka połączenia potrzeb uczniów o różnych możliwościach – zauważa Dariusz Chilicki. Dlatego bardziej sprawni uczniowie często bywają pomocnikami tych mniej sprawnych, co z kolei przekłada się na budowanie relacji koleżeńskich. - To mnie najbardziej ujmuje w pracy z dziećmi o specjalnych potrzebach edukacyjnych. One potrafią sobie pomagać, doskonale współpracują – zdradza wuefista. Nie tylko takie sceny chwytają za serce. Wzruszające są też chwile triumfów. Pierwszy miał miejsce w 1997 roku, podczas III Ogólnopolskiego Mityngu Pływackiego Olimpiad Specjalnych w Olsztynie. Do Jastrowia przywieziono wówczas pierwszy złoty medal.

Wiele do zrobienia

Super sukcesu Dariusz Chilicki nie chce wskazywać. Przyczyna jest prosta: - Wszystko przed nami, jeszcze się nie zrealizowałem – uśmiecha się nasz rozmówca. Liczy na to, że jego podopieczni będą pokonywać kolejne bariery. Jest ku temu powód – mimo że ""sportowy kącik"" tonie w medalach, pucharach i pamiątkowych zdjęciach, szkolne mury mają jeszcze trochę niezagospodarowanego miejsca. Kto pomoże je zapełnić? Trzeba poczekać – choćby do listopada, kiedy to drużyna koszykówki stanie do rywalizacji w ogólnopolskim turnieju.
Tymczasem zostaje podziękować tym, którzy wierzą, że dzieciaki z SOSW stać na sukces, i którzy wspierają placówkę. To Roman Frąk z Okechamp, Waldemar Kożuchowski i Jakub Marciniak z K&M Import ze Starej Łubianki oraz Natalia Nowak, dyrektor Oddziału Regionalnego Olimpiady Specjalne Polska, Wielkopolskie- Poznań. Szczególne podziękowania należą się Januszowi Karpowiczowi, lekarzowi, który od wielu lat opiekuje się specjalnymi sportowcami, a także wszystkim członkom Klubu Olimpiad Specjalnych PIECEWO Jastrowie. To oni są dowodem na to, że swoją siłą można obdzielić kilka osób.

Patrycja Kajewska

[[reklama]]
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości