- Na mojej zawodowej drodze los postawił wiele utalentowanych dzieciaków - Dariusz Chilicki absolutnie nie czuje się kowalem ich sukcesów. Tymczasem osiągnięcia jego podopiecznych, wychowanków SOSW, wprawiają w podziw
Sprawność fizyczna i wyniki sportowe to tylko narzędzia. Z ich wykorzystaniem można sobie zbudować lepszą przyszłość, zdobyć pewność siebie, przyjaciół i – najważniejsze – życiową zaradność. - Największą satysfakcję przynoszą informacje, że któryś z naszych absolwentów znalazł pracę i zdołał sobie zorganizować świat. Że potrafi się w nim odnaleźć. A już w ogóle idealnie jest, gdy w jego życiu pojawia się ktoś bliski, życiowy partner – uważa Dariusz Chilicki, nauczyciel wychowania fizycznego w jastrowskim Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym. - Osiągnięcia sportowe nie są najważniejsze – trzyma się tego zdania, przyznając przy tym, że te nie przychodzą lekko, a wraz z ciężką pracą. Czasami naturalnie. Kiedy tak się dzieje? - Kiedy człowiek przeistacza swój zawód w pasję.
Pokonywanie barier
Ograniczenia mają tę właściwość, że potrafią znikać. Nie od tak jednak, a za sprawą cierpliwości i zrozumienia, które wszystkim wokół potrafią udowodnić, że ""inny"" wcale nie znaczy ""gorszy"". Że specjalne potrzeby, odmienny sposób funkcjonowania i pojmowania świata nie wykluczają imponujących wyników. Uczniowie SOSW mają je na koncie. Paradoksalnie – wszyscy, jeden bowiem zdobywa medal na olimpiadzie, inny, wykonując o jedno powtórzenie więcej niż dzień wcześniej, przełamuje bariery opierające się o jego fizyczność czy intelekt. Pomaga pan Dariusz. Jemu z kolei – doświadczenie. Niemałe, bo nauczyciel w zawodzie pracuje od dwudziestu siedmiu lat. Karierę rozpoczynał w szkole masowej, po sześciu latach zmienił zakład pracy. Na Specjalny Ośrodek, w 1994 roku jeszcze mieszczący się w Piecewie. Nie wiąże tego z większym poświęceniem zawodowi czy uczniom. Raczej z czasem, bo tego poświęcić wychowankom SOSW trzeba nieco więcej niż przeciętnemu gimnazjaliście czy uczniowi podstawówki. Ważna jest też pokora, która daje nadzieję, że efekty kiedyś przyjdą. Tu i teraz ważne jest stawianie kolejnych kroków. Zostawianie za plecami linii, które wcześniej wydawały się nieprzekraczalne.
Sukces niejedno ma imię
W zasadzie może mieć ich kilka. Wojtek, Justyna, Daniel, Kamil... Wszystkie, choć sam zainteresowany się tego wypiera, po części są jego zasługą. Są efektem motywacji i niesamowitego dopingu, który sprawia, że dzieci i młodzież garną się na lekcje W-F. Pan Dariusz ma inną teorię. - Jestem szczęściarzem, bo na mojej zawodowej drodze los postawił wiele utalentowanych dzieciaków – uważa. Talenty mówią same za siebie. Choćby Wojciech Gajcy, świetny pływak (50 metrów przepływa w około 32 sekundy), złoty medalista VI Europejskich Letnich Igrzyskach Olimpiad Specjalnych w Antwerpii. Jego brat Bartek, członek Klubu Olimpiad Specjalnych Piecewo-Jastrowie, też jest szczególnie wysportowany. Pływa, skacze wzwyż, gra w mającej na koncie wiele medali zunifikowanej drużynie koszykówki. Na boisku swoje umiejętności testują też inni wychowankowie SOSW: Kamil Polaschke, Jan Gil, Mateusz Majchrzak. Częścią drużyny są też ich pełnosprawni partnerzy: Błażej Jarosiewicz, bracia Kacper i Oskar Pawłowscy, a także Łukasz Ostrowski. Nie ma jednak co kategoryzować. - Gdyby uczniom takim jak Wojtek, szczególnie uzdolnionym sportowo, zapewnić identyczny program treningowy jak ten, który realizują uczniowie w normie intelektualnej, to ich wyniki byłyby porównywalne – ocenia trener. Tymczasem sportowcy z SOSW na basenie bywają raz w tygodniu. I tak od dwudziestu lat. - Gdybyśmy mieli inne możliwości... - zamyśla się Dariusz Chilicki. No nic, najważniejsze, że w jego głowie w ogóle wykiełkowała myśl, by poddać sprawdzianowi książkowe teorie. Te mówiły, że dzieci głębiej upośledzone cechuje wrodzony strach przed wodą. Nasz rozmówca, entuzjasta pływania, poddał tę teorię w wątpliwość. I co? - Słowa przeczytanego nie można uznawać za pewnik – odpowiada Dariusz Chilicki. Co prawda pierwszy wyjazd nad basen mienił się koszmarem, bo niektórych chłopców wręcz nie dało się oderwać od drabinek, inni jednak pokochali wodę.
Jak ryby
W wodzie naturalnie czuje się też wielki pływacki talent Daniel Guzewicz, dziś absolwent Ośrodka, który na 50 metrów bije Wojtka Gajcy. Daniel podczas Europejskich Młodzieżowych Igrzysk Olimpiad Specjalnych, odbywających się w Rzymie, wywalczył srebrny medal w pływaniu na 200 metrów. Z tych samych zawodów Jarosław Małecki przywiózł srebrny krążek, z tym, że płynął na dystansie 50 metrów. Jest też Michał Mikityszyn, brązowy medalista hiszpańskiego Europejskiego Mityngu Pływackiego Olimpiad Specjalnych (50 metrów stylem grzbietowym) i jedyna w tym gronie kobieta: Justyna Gołębiewska. Wszyscy ci zawodnicy śmiało mogą mierzyć się z wychowankami powszechnych szkół, nie znaczy to jednak, że budowanie formy przychodzi im równie łatwo. Naukę pływania czy późniejsze szlifowanie formy utrudniają choćby problemy z koncentracją czy mikrouszkodzenia mózgu, przekładające się m.in. na kłopoty z lateralizacją.
Sport masowy nie dla mas
- Sport uprawiany przez osoby niepełnosprawne długo był lekceważony, bo dla świata zawsze najważniejszy był rekord – ocenia Dariusz Chilicki. Tymczasem niepełnosprawni przełamują nie tyle kolejne wyniki, co własne ograniczenia. I znów – nie dla medali. - Nie tylko ja, ale wszyscy nauczyciele SOSW starają się przygotować uczniów do funkcjonowania w społeczeństwie. Chcemy, by sobie w życiu poradzili, by nie byli uzależnieni od pomocy społecznej – wyjaśnia. - Sport to coś pośredniego, co daje im siłę i cierpliwość na całe życie, bo przecież nauka w szkole w pewnym momencie się kończy. Medale nie zapewnią im pieniędzy.
Inaczej jest w przypadku zawodowych sportowców – tu jednak na utrzymanie się z uprawiania konkretnej dyscypliny mogą liczyć nieliczni. Sport masowy jest bardziej brutalny, nie daje zawodnikom szans na niedojrzałość, nie toleruje pewnych ograniczeń. Szybko eliminuje najsłabszych. W przypadku dzieciaków z SOSW gorsze możliwości nikogo nie dyskwalifikują. Mało tego – uczniowie uwielbiają sport (a może bardziej samego pana Darka?). Chcą ćwiczyć i – nawet wychodząc już z kontekstu zawodów i olimpiad – są świetni.
""Mogę do Pana przyjść?"" - gdy idziemy do klasy na rozmowę pana Dariusza zaczepia chłopiec
""Na lekcje?"" - pyta nasz rozmówca
""Muszę ćwiczyć mięśnie""
Dariusz Chilicki nie zamierza popadać w samozachwyt. Jak mówi, ogólna sympatia, jaką uczniowie darzą kadrę nauczycielską, jest między innymi pochodną ich niepełnosprawności. Nadrzędnym jest tutaj zaufanie.
Szafa pełna ubrań
Zwolnień z W-F (prócz tych lekarskich) nasz rozmówca nie respektuje. - Brak stroju nie jest dla mnie powodem – uśmiecha się, dodając, że ma szafę pełną strojów, które w razie potrzeby może udostępnić uczniom. W dbaniu o ich kondycję wspomaga go jedna z koleżanek, która co jakiś czas uruchamia pralkę, by koszulki i spodenki w spokoju mogły czekać na kolejny przypadek nieprzygotowania do lekcji. Ta nie dla wszystkich wygląda tak samo. W klasie zazwyczaj uczą się dzieci z różnego rodzaju niepełnosprawnością, stopniowaną również w skali ruchowej. Dlatego ćwiczenia zawsze dostosowywane są do możliwości poszczególnych osób. Nie jest jednak tak, że w czasie gdy jedni grają czy ćwiczą, inni ""grzeją ławkę"". - Sztuka prowadzenia lekcji W-F to sztuka połączenia potrzeb uczniów o różnych możliwościach – zauważa Dariusz Chilicki. Dlatego bardziej sprawni uczniowie często bywają pomocnikami tych mniej sprawnych, co z kolei przekłada się na budowanie relacji koleżeńskich. - To mnie najbardziej ujmuje w pracy z dziećmi o specjalnych potrzebach edukacyjnych. One potrafią sobie pomagać, doskonale współpracują – zdradza wuefista. Nie tylko takie sceny chwytają za serce. Wzruszające są też chwile triumfów. Pierwszy miał miejsce w 1997 roku, podczas III Ogólnopolskiego Mityngu Pływackiego Olimpiad Specjalnych w Olsztynie. Do Jastrowia przywieziono wówczas pierwszy złoty medal.
Wiele do zrobienia
Super sukcesu Dariusz Chilicki nie chce wskazywać. Przyczyna jest prosta: - Wszystko przed nami, jeszcze się nie zrealizowałem – uśmiecha się nasz rozmówca. Liczy na to, że jego podopieczni będą pokonywać kolejne bariery. Jest ku temu powód – mimo że ""sportowy kącik"" tonie w medalach, pucharach i pamiątkowych zdjęciach, szkolne mury mają jeszcze trochę niezagospodarowanego miejsca. Kto pomoże je zapełnić? Trzeba poczekać – choćby do listopada, kiedy to drużyna koszykówki stanie do rywalizacji w ogólnopolskim turnieju.
Tymczasem zostaje podziękować tym, którzy wierzą, że dzieciaki z SOSW stać na sukces, i którzy wspierają placówkę. To Roman Frąk z Okechamp, Waldemar Kożuchowski i Jakub Marciniak z K&M Import ze Starej Łubianki oraz Natalia Nowak, dyrektor Oddziału Regionalnego Olimpiady Specjalne Polska, Wielkopolskie- Poznań. Szczególne podziękowania należą się Januszowi Karpowiczowi, lekarzowi, który od wielu lat opiekuje się specjalnymi sportowcami, a także wszystkim członkom Klubu Olimpiad Specjalnych PIECEWO Jastrowie. To oni są dowodem na to, że swoją siłą można obdzielić kilka osób.
Patrycja Kajewska
[[reklama]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze