Lokalne Mielno – porównanie Nadarzyc do tej nadmorskiej gminy najczęściej chyba obieranej za kierunek szybkich wypadów z pewnością jest trafne. W sezonie (jesienią, zimą i wczesną wiosną) to sformułowanie traci na aktualności. Prawdziwym jest za to w letnie weekendy, kiedy to na Piławie, która przez tę wieś przepływa, tworzą się prawdziwe korki. Ciasno bywa i u brzegu – Krzysztof Sobieszczyk, właściciel złotowskiej firmy Bajo-Kajaki, organizującej spływy, potwierdza: - Kiedy docieramy do Nadarzyc około 9.00 z reguły są już tam co najmniej dwa, trzy busy, każdy z ośmioma, dziesięcioma kajakami – relacjonuje. Oczywiście w ciągu dnia ruch nie ustaje. - Szlaki Nadarzyce-Szwecja i Trzebieszki-Krępsko są najczęściej wybierane przez kajakarzy. Można je nazwać masowymi – wskazuje. Skąd ta popularność? Powodów jest kilka. Po pierwsze i Piława, i Rurzyca są rzekami płytkimi, pozbawionymi wirów wodnych, ciasnych przesmyków i przeszkód np. w postaci gęsto rozlokowanych powalonych drzew. Oferują więc warunki idealne dla amatorów tzw. szerokiej wody – jest ich z pewnością więcej niż tych lubiących wodę wąską, często zarastaną przez różnego rodzaju roślinność ponad miarę, akceptowalną dla rodzin płynących z dziećmi czy miłośników leniwych wypraw. Wielbicielom przygód polecić można Łobżonkę lub Głomię (ciekawym wyborem jest też m.in. Kocunia). Ten wybór, szczególnie w sezonie letnim zapewni też spokój. - Na pewno nie poleciłbym Piławy tym, którzy szukają ciszy – zastrzega Krzysztof Sobieszczyk. Potwierdza jednak przy tym, że i w przypadku tej rzeki, i w przypadku Rurzycy godna podkreślenia jest czystość wody oraz brzegów. Zachowana po pierwsze dlatego, że Dolina Rurzycy objęta jest programem ochrony przyrody Natura 2000, po drugie – mieszkańcom wsi żyjącym z turystyki i mieszkającym wzdłuż szlaków wodnych zależy na tym, by potencjalni klienci byli zadowoleni.
Gospodarstwo agroturystyczne Pod Brzozami jest jednym z pierwszych, które piętnaście lat temu powstało w Nadarzycach. Na jego prowadzenie zdecydowali się Alicja i Ryszard Tarnowscy. Dziś jest to interes rodzinny – rodzicom pomagają dwie córki. Rąk do pracy jest sporo, ta natomiast nie zapewnia całorocznego utrzymania. - Sezon jest bardzo krótki, dlatego to tylko dodatkowe źródło dochodu – wskazują nasi rozmówcy, na co dzień pracujący w innych miejscach. Jesienią i zimą zjawia się u nich niewielu gości. Większy ruch zaczyna się wraz z weekendem majowym, kumulacja gości to jednak dopiero lipiec i sierpień. Stwierdzenie, że w Nadarzycach ludzie żyją z turystyki córka właścicieli gospodarstwa, pani Dominika, uważa więc za przesadzone. - Mamy tutaj siedem gospodarstw, które oferują pokoje i dwa sklepy, w których kupują przyjezdni. Reszta mieszkańców Nadarzyc nie ma z turystyką nic wspólnego, każdy posiada swoje indywidualne źródło dochodu – wyjaśnia. Jak promocja Nadarzyc zatem się nakręca? Nasza rozmówczyni wskazuje na internet – gospodarstwa mają swoje strony www, które kierują do nich gości. To jedna rzecz. Druga, może nawet bardziej efektywna – polecenie. Pani Dominika przyznaje, że niektórzy wracają do nich co roku. - Są klienci, z którymi bardzo się zżyliśmy – dodaje. „To moja druga rodzina!” - na potwierdzenie tych słów krzyczy do nas jeden z gości.
- Do prowadzenia gospodarstwa agroturystycznego namówiła moich rodziców znajoma, pani Ania. Nadarzyce to miejscowość z ogromnym potencjałem turystycznym. Mieliśmy przestrzeń, budynek do wykorzystania, a rodzice byli młodzi i chętni do pracy – wspomina ich córka. Była też nisza, którą śmiało można było zapełnić. Biznesowego boomu, i słusznie, nikt nie oczekiwał. - Rozwijaliśmy się pomału, również małymi nakładami finansowymi – opowiada, dodając, że gospodarstwo Pod Brzozami na początku oferowało gościom dwa pokoje. Dziś jest ich pięć – państwo Tarnowscy łącznie mogą przyjąć około dwudziestu osób. Te przyjeżdżają z najróżniejszych miejsc Polski, najwięcej gości to jednak mieszkańcy Poznania i Szczecina.
Konkurencja, raczej ta z nazwy, bo wszyscy żyją tu w przyjaznych relacjach, dla naszych rozmówców rodziła się powoli. - Żadna z agroturystyk w sezonie raczej nie narzeka na brak gości. Kiedy mamy ich więcej niż miejsc polecamy siebie nawzajem – słyszymy. Scenariusz ten potwierdza Hanna Kamińska, która wraz z mężem od około dziesięciu lat również prowadzi w Nadarzycach gospodarstwo agroturystyczne, specjalizujące się w organizacji spływów kajakowych na Piławie, Dobrzycy i Rurzycy – również zimowych oraz nocnych. I w tym przypadku jest to interes rodzinny – rodzicom pomagają dzieci. Dekadę temu, kiedy te były jeszcze małe, rąk do pracy było mniej, a mimo to państwo Kamińscy zaryzykowali i zdecydowali się wejść w branżę turystyczną. - Ja miałam obawy, czy nam się uda, w końcu konkurencja była spora – wspomina pani Hanna. Małżonkowie zdecydowali się jednak głównie dzięki atutom swojej lokalizacji – ich podwórko kończy się u brzegu rzeki. To spodobało się wielu osobom – utworzenie gospodarstwa było więc poniekąd odpowiedzią na zapotrzebowanie. Spore, ale – i tu potwierdzają się słowa przedmówców – nie dające całorocznego utrzymania, a sezonowy zarobek. Państwo Kamińscy, podobnie jak Tarnowscy, mogą przyjąć około dwudziestu gości. W domu. W domkach holenderskich mają dodatkowych szesnaście miejsc, na amatorów przygody czeka też pole namiotowe. I spore pole do aktywności – kajaki, wędkowanie, przejażdżki konne, grzybobranie i przede wszystkim – święty spokój.
Potencjał w Nadarzycach dostrzegły też władze gminy i miasta Jastrowie – w budynku dawnej szkoły powstało Ekologiczne Centrum Edukacji i Rekreacji. Nie jest ono – wbrew temu, co mówiło się na etapie realizacji tej inwestycji – konkurencją dla funkcjonujących w tej miejscowości gospodarstw agroturystycznych. Wręcz przeciwnie – burmistrz Piotr Wojtiuk zapewnia, że Centrum ma stanowić swego rodzaju uzupełnienie bazy noclegowo-rekreacyjnej. Jak mówi, na turystyczną mapę Polski Nadarzyce wprowadzili mieszkańcy tej wsi, którzy dostrzegli w regionie, w którym mieszkają, potencjał, a co za tym idzie – źródło zarobku. W podobnym tonie wypowiada się kierownik Referatu Sportu, Promocji, Rekreacji i Turystyki, który zaznacza, że z obiektu (oczywiście odpłatnie) mogą korzystać nie tylko klienci bezpośredni. Jest on również udostępniany tym właścicielom gospodarstw, którzy mają więcej gości niż miejsc noclegowych. Ten rok jest w części eksperymentalnym – póki co w zeszycie zapisów zabukowano około dziesięciu weekendów. Czy dotychczasowi goście wrócą do Centrum lub polecą je znajomym – dowiemy się za rok. W gminnym obiekcie w pokojach wieloosobowych znajduje się trzydzieści miejsc noclegowych, pokoje dwu- i trzyosobowe pomieszczą zaś do 10 osób. Do dyspozycji gości pozostaje zaplecze sanitarne i kuchenne, wiata z kominkiem oraz świetlica. Pasjonaci ruchu mogą wypożyczyć rowery lub kijki do nordic walking. Warto postawić zwłaszcza na te pierwsze, i polecamy to wszystkim turystom – gościom Centrum oraz korzystającym z prywatnych kwater – Nadarzyce są bowiem idealnym miejscem wypadowym m.in. do Bornego Sulinowa, obozu jenieckiego Oflag II D Gross Born, umocnień Wału Pomorskiego, poradzieckich baz wojskowych w Kłominie i Brzeźnicy Kolonii czy wrzosowisk.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze