Reklama

Do Mielna daleko

07/08/2015 00:00
Kajakowe korki na rzece i tłok na nabrzeżu - weekendowe spływy Piławą mogą sugerować, że mieszkańcy Nadarzyc, wsi prawdziwie turystycznej, mogą liczyć na finansowe eldorado. To wrażenie - właściciele tamtejszych gospodarstw agroturystycznych muszą dorabiać

Lokalne Mielno – porównanie Nadarzyc do tej nadmorskiej gminy najczęściej chyba obieranej za kierunek szybkich wypadów z pewnością jest trafne. W sezonie (jesienią, zimą i wczesną wiosną) to sformułowanie traci na aktualności. Prawdziwym jest za to w letnie weekendy, kiedy to na Piławie, która przez tę wieś przepływa, tworzą się prawdziwe korki. Ciasno bywa i u brzegu – Krzysztof Sobieszczyk, właściciel złotowskiej firmy Bajo-Kajaki, organizującej spływy, potwierdza: - Kiedy docieramy do Nadarzyc około 9.00 z reguły są już tam co najmniej dwa, trzy busy, każdy z ośmioma, dziesięcioma kajakami – relacjonuje. Oczywiście w ciągu dnia ruch nie ustaje. - Szlaki Nadarzyce-Szwecja i Trzebieszki-Krępsko są najczęściej wybierane przez kajakarzy. Można je nazwać masowymi – wskazuje. Skąd ta popularność? Powodów jest kilka. Po pierwsze i Piława, i Rurzyca są rzekami płytkimi, pozbawionymi wirów wodnych, ciasnych przesmyków i przeszkód np. w postaci gęsto rozlokowanych powalonych drzew. Oferują więc warunki idealne dla amatorów tzw. szerokiej wody – jest ich z pewnością więcej niż tych lubiących wodę wąską, często zarastaną przez różnego rodzaju roślinność ponad miarę, akceptowalną dla rodzin płynących z dziećmi czy miłośników leniwych wypraw. Wielbicielom przygód polecić można Łobżonkę lub Głomię (ciekawym wyborem jest też m.in. Kocunia). Ten wybór, szczególnie w sezonie letnim zapewni też spokój. - Na pewno nie poleciłbym Piławy tym, którzy szukają ciszy – zastrzega Krzysztof Sobieszczyk. Potwierdza jednak przy tym, że i w przypadku tej rzeki, i w przypadku Rurzycy godna podkreślenia jest czystość wody oraz brzegów. Zachowana po pierwsze dlatego, że Dolina Rurzycy objęta jest programem ochrony przyrody Natura 2000, po drugie – mieszkańcom wsi żyjącym z turystyki i mieszkającym wzdłuż szlaków wodnych zależy na tym, by potencjalni klienci byli zadowoleni.

Pionierzy

Gospodarstwo agroturystyczne Pod Brzozami jest jednym z pierwszych, które piętnaście lat temu powstało w Nadarzycach. Na jego prowadzenie zdecydowali się Alicja i Ryszard Tarnowscy. Dziś jest to interes rodzinny – rodzicom pomagają dwie córki. Rąk do pracy jest sporo, ta natomiast nie zapewnia całorocznego utrzymania. - Sezon jest bardzo krótki, dlatego to tylko dodatkowe źródło dochodu – wskazują nasi rozmówcy, na co dzień pracujący w innych miejscach. Jesienią i zimą zjawia się u nich niewielu gości. Większy ruch zaczyna się wraz z weekendem majowym, kumulacja gości to jednak dopiero lipiec i sierpień. Stwierdzenie, że w Nadarzycach ludzie żyją z turystyki córka właścicieli gospodarstwa, pani Dominika, uważa więc za przesadzone. - Mamy tutaj siedem gospodarstw, które oferują pokoje i dwa sklepy, w których kupują przyjezdni. Reszta mieszkańców Nadarzyc nie ma z turystyką nic wspólnego, każdy posiada swoje indywidualne źródło dochodu – wyjaśnia. Jak promocja Nadarzyc zatem się nakręca? Nasza rozmówczyni wskazuje na internet – gospodarstwa mają swoje strony www, które kierują do nich gości. To jedna rzecz. Druga, może nawet bardziej efektywna – polecenie. Pani Dominika przyznaje, że niektórzy wracają do nich co roku. - Są klienci, z którymi bardzo się zżyliśmy – dodaje. „To moja druga rodzina!” - na potwierdzenie tych słów krzyczy do nas jeden z gości.

Reklama

Potencjał

- Do prowadzenia gospodarstwa agroturystycznego namówiła moich rodziców znajoma, pani Ania. Nadarzyce to miejscowość z ogromnym potencjałem turystycznym. Mieliśmy przestrzeń, budynek do wykorzystania, a rodzice byli młodzi i chętni do pracy – wspomina ich córka. Była też nisza, którą śmiało można było zapełnić. Biznesowego boomu, i słusznie, nikt nie oczekiwał. - Rozwijaliśmy się pomału, również małymi nakładami finansowymi – opowiada, dodając, że gospodarstwo Pod Brzozami na początku oferowało gościom dwa pokoje. Dziś jest ich pięć – państwo Tarnowscy łącznie mogą przyjąć około dwudziestu osób. Te przyjeżdżają z najróżniejszych miejsc Polski, najwięcej gości to jednak mieszkańcy Poznania i Szczecina.

Warunki – wymarzone

Konkurencja, raczej ta z nazwy, bo wszyscy żyją tu w przyjaznych relacjach, dla naszych rozmówców rodziła się powoli. - Żadna z agroturystyk w sezonie raczej nie narzeka na brak gości. Kiedy mamy ich więcej niż miejsc polecamy siebie nawzajem – słyszymy. Scenariusz ten potwierdza Hanna Kamińska, która wraz z mężem od około dziesięciu lat również prowadzi w Nadarzycach gospodarstwo agroturystyczne, specjalizujące się w organizacji spływów kajakowych na Piławie, Dobrzycy i Rurzycy – również zimowych oraz nocnych. I w tym przypadku jest to interes rodzinny – rodzicom pomagają dzieci. Dekadę temu, kiedy te były jeszcze małe, rąk do pracy było mniej, a mimo to państwo Kamińscy zaryzykowali i zdecydowali się wejść w branżę turystyczną. - Ja miałam obawy, czy nam się uda, w końcu konkurencja była spora – wspomina pani Hanna. Małżonkowie zdecydowali się jednak głównie dzięki atutom swojej lokalizacji – ich podwórko kończy się u brzegu rzeki. To spodobało się wielu osobom – utworzenie gospodarstwa było więc poniekąd odpowiedzią na zapotrzebowanie. Spore, ale – i tu potwierdzają się słowa przedmówców – nie dające całorocznego utrzymania, a sezonowy zarobek. Państwo Kamińscy, podobnie jak Tarnowscy, mogą przyjąć około dwudziestu gości. W domu. W domkach holenderskich mają dodatkowych szesnaście miejsc, na amatorów przygody czeka też pole namiotowe. I spore pole do aktywności – kajaki, wędkowanie, przejażdżki konne, grzybobranie i przede wszystkim – święty spokój.

Reklama

Uzupełnienie

Potencjał w Nadarzycach dostrzegły też władze gminy i miasta Jastrowie – w budynku dawnej szkoły powstało Ekologiczne Centrum Edukacji i Rekreacji. Nie jest ono – wbrew temu, co mówiło się na etapie realizacji tej inwestycji – konkurencją dla funkcjonujących w tej miejscowości gospodarstw agroturystycznych. Wręcz przeciwnie – burmistrz Piotr Wojtiuk zapewnia, że Centrum ma stanowić swego rodzaju uzupełnienie bazy noclegowo-rekreacyjnej. Jak mówi, na turystyczną mapę Polski Nadarzyce wprowadzili mieszkańcy tej wsi, którzy dostrzegli w regionie, w którym mieszkają, potencjał, a co za tym idzie – źródło zarobku. W podobnym tonie wypowiada się kierownik Referatu Sportu, Promocji, Rekreacji i Turystyki, który zaznacza, że z obiektu (oczywiście odpłatnie) mogą korzystać nie tylko klienci bezpośredni. Jest on również udostępniany tym właścicielom gospodarstw, którzy mają więcej gości niż miejsc noclegowych. Ten rok jest w części eksperymentalnym – póki co w zeszycie zapisów zabukowano około dziesięciu weekendów. Czy dotychczasowi goście wrócą do Centrum lub polecą je znajomym – dowiemy się za rok. W gminnym obiekcie w pokojach wieloosobowych znajduje się trzydzieści miejsc noclegowych, pokoje dwu- i trzyosobowe pomieszczą zaś do 10 osób. Do dyspozycji gości pozostaje zaplecze sanitarne i kuchenne, wiata z kominkiem oraz świetlica. Pasjonaci ruchu mogą wypożyczyć rowery lub kijki do nordic walking. Warto postawić zwłaszcza na te pierwsze, i polecamy to wszystkim turystom – gościom Centrum oraz korzystającym z prywatnych kwater – Nadarzyce są bowiem idealnym miejscem wypadowym m.in. do Bornego Sulinowa, obozu jenieckiego Oflag II D Gross Born, umocnień Wału Pomorskiego, poradzieckich baz wojskowych w Kłominie i Brzeźnicy Kolonii czy wrzosowisk.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości