Rolnicy dalej lekceważą apele o to, żeby podczas prac polowych nie niszczyć dróg. Może kary nauczą ich właściwych praktyk?
Na trwających od niedawna zebraniach wiejskich powraca problem dotyczący gminnych dróg. Mieszkańcy mają oczekiwania, chcą większych pieniędzy na remonty gruntowych traktów, tymczasem urzędnicy pokazują przykłady tego, jak rolnicy niszczą drogi. Od lat powtarza się, żeby nie zawracali ciężkimi maszynami na drogach – mają od tego swoje pola – bo dewastują pobocza. Jednak do niektórych apele kompletnie nie docierają. Mało tego, są i tacy, którzy systematycznie zagarniają drogowe pasy, uprawiając ziemię pod samą krawędź dróg. W najlepszym przypadku jedynie śmiecą na nich, ale często efekt jest taki, że pobocza są niszczone, a same drogi z roku na rok są coraz węższe. Jak mówi kierownik Samorządowego Zakładu Komunalnego w Zakrzewie, w gminie są i takie drogi, które wedle map mają nawet po sześć metrów, ale w praktyce ich szerokość wynosi trzy metry. – Niestety, wychodzi na to, że niektórzy po prostu mają to gdzieś – Edmund Kabattek mówi o tym, jak rolnicy reagują na prośby i apele. – Najgorsze, że robią to również ci rolnicy, którzy mieszkają w okolicy, niekiedy w bezpośrednim sąsiedztwie tych dróg – podkreśla. – Nie potrafią uszanować – mówi wprost wójt Henryk Dobrosielski, podając niedawny przykład drogi w okolicach Poborcza, gdzie rolnik zaorał grunt niemal do samej nawierzchni traktu. Wójta zdenerwowało to wyjątkowo – o czym mówił zresztą na zebraniu w Głomsku – bo kilkanaście miesięcy temu droga była remontowana. – Na odcinku ponad kilometra. Kosztowało to nas około 160 tys. zł – Henryk Dobrosielski mówi o drodze utwardzonej tłuczniem.
Ile zagarniesz, tyle zapłacisz
Praktyki stały się na tyle bezczelne, że dotyczą nawet dróg, które mają asfaltową nawierzchnię, również tych powiatowych. Jak podkreśla Mirosław Jaskólski, to przykłady występujące w zasadzie w całym powiecie. – Mamy z tym duży problem – przyznaje dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg. W przypadku gminy Zakrzewo modelowym przykładem są pola usytuowane wzdłuż drogi z Zakrzewa w kierunku Werska. – Są tam miejsca, w których ewidentnie widać, którędy prowadzi pas pobocza i linia drzew, a gdzie na niektórych odcinkach rolnicy mimo to podjeżdżają pod sam asfalt – wtóruje dyrektorowi wójt gminy. – Woda nie ma wtedy odpływu i gromadzi się przy krawędzi asfaltu. Zwłaszcza zimą stwarza to ogromne niebezpieczeństwo, bo woda zamarza i jest jak na lodowisku – mówi Mirosław Jaskólski. Dodatkowym efektem jest oczywiście rozsadzanie i pękanie asfaltu, a później narzekania, że nawierzchnia drogi jest w złym stanie. – Dwa metry – jak mówi Jaskólski, tyle powinien mieć pas oddzielający krawędź drogi od pola. Wzdłuż odcinków dróg, które widzieliśmy podczas zbierania materiału do tego tekstu, tak szerokich pasów nie widzieliśmy niewiele. W najlepszym przypadku miały one około metra, może nieco więcej. W większości miejsc rowów do odprowadzania wody w ogóle nie widać.
W jaki sposób dotrzeć do rolników? Chyba tylko poprzez uszczuplanie zawartości portfeli. - Może rzeczywiście dla przykładu należałoby wprowadzić takie praktyki. – przyznaje Mirosław Jaskólski. Ich wysokość jest w takim przypadku uzależniona od wielkości pasa zajętej przez rolnika ziemi. – Takie kary na pewno byłyby liczone w tysiącach złotych – wylicza dyrektor PZD.
Piotr Steffen
[[reklama]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze