Wojna pożera nie tylko ludzi, ale także zwierzęta, w tym pszczoły. W okresie I wojny światowej wiele pasiek zginęło, tak jak i ich opiekunowie powołani do pruskiej armii. Między wojnami pszczelarze złotowscy nie uczestniczyli w pracach Związku Pszczelarzy w Pile – ze względów politycznych byli tam niechętnie widziani. Za namiastkę działalności uważać można dwie formy: dyskusje po mszach przed kościołami oraz spotkania u Jana Krügera w Głomsku. Miał on metalową prasę do wyrobu węzy i szkolił pszczelarzy. Podobnie czynił Franciszek Mirr z Dzierzążenka, który usługowo przerabiał wosk na węzę i sprzedawał wyhodowane matki pszczele.

Grupa uczestników wycieczki w Swarzędzu przy ulach figuralnych z Koła Pszczelarzy w Złotowie, Lipce i Krajence
W okresie tym odbywał się nietypowy przemyt miodu. Pszczelarze z Polski stawiali wykręcony miód w kanach, pszczoły z niemieckiej strony przylatywały i przenosiły go w swoje ramki.[[pay]]
Po II wojnie światowej na terenie powiatu złotowskiego było jedynie około 200 rodzin pszczelich. Latem 1945 roku zabezpieczono kilka rodzin i puste ule w Blękwicie. Nadzór nad nimi sprawował Paweł Niemczyk. W tym czasie organizowano już Powiatowy Związek Pszczelarzy w Złotowie. Pierwszym prezesem zarządu powiatowego został Marceli Rumanowski, z zawodu nauczyciel, były więzień obozów koncentracyjnych. Był on nieetatowym instruktorem okolicznych pszczelarzy. Uczył ich z książki Stanisława Staszatka „Pszczelarstwo”. Plansze z anatomią i fizjologią pszczół wykonała młodzież ze Szkoły Zawodowej w Złotowie, gdzie prezes był nauczycielem.

Uczestnicy kursu pszczelarskiego o tytuł mistrza pszczelarskiego oraz kwalifikowanego pszczelarza - przełom 1977 i 1978 roku
W listopadzie 1948 roku odbyła się pierwsza na ziemiach odzyskanych wystawa rolnicza. Pszczelarze mieli tam swoje stoisko. Zaprezentowali bogaty sprzęt pszczelarski, miód i wosk. Najwięcej eksponatów dał Franciszek Mirr z Dzierzążenka. W grudniu 1948 roku związek został zlikwidowany, jego majątek przejął Związek „Samopomocy Chłopskiej”. Ocalał jedynie dyplom ze zdjęciami z wystawy, bo wisiał na ścianie i nikt go nie zauważył. Jest on jedynym dowodem działalności PZP w Złotowie z tamtych lat.
Kiedy I sekretarzem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej został Władysław Gomułka, przywrócono działalność organizacji społeczno-gospodarczych. 27 stycznia 1957 roku w zebraniu organizacyjnym udział wzięło 34 pszczelarzy z terenu. Prezesem został Konstanty Kościuszko z Krajenki, jego zastępcą Marceli Rumanowski, sekretarzem Michał Wajda, skarbnikiem Walenty Ławiński. Wpisowe wynosiło 10 zł, składka miesięczna - 3 złote.

Grupa uczestników wycieczki w Swarzędzu przy ulach figuralnych z Koła Pszczelarzy w Złotowie, Lipce i Krajence
W 1960 roku PZP liczył 56 członków, którzy posiadali 420 pni pszczół. W powiecie było jednak aż 304 pszczelarzy mających 1979 rodzin. Zarząd postawił sobie zadanie, by likwidować dzikich pszczelarzy poprzez werbowanie ich na członków. Ustalono także, że każdy członek związku zobowiązany jest do posadzenia rocznie tylu drzew, ile posiada pni w pasiece. 14 marca 1960 roku zarząd interweniował u przewodniczącego prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Złotowie Szczepana Bzinkowskiego w sprawie bezprawnego i niczym nieusprawiedliwionego obcinania koron na drzewach lip wolno stojących w Złotowie. Interwencja przyniosła pozytywny, chociaż trochę spóźniony skutek.
PZP zachęcał pszczelarzy do ubezpieczania pasiek.
Co roku pszczelarze występowali do władz o przydział cukru na dokarmianie pszczół. W 1962 roku na przykład PZP chciał 4 tony cukru, a dostał 5 ton, czyli 10 kg na pień. Podczas jednego z zebrań władze związku apelowały, by nie fałszować miodu. W 1974 roku miejscowi pszczelarze dostali przydział na 16 ton cukru. Swego czasu gwarantowane dostawy cukru sprawiały, że pszczelarze garnęli się do związku chętniej niż wcześniej.

Prezes Konrad Kaczmarek jako działacz Ligi Ochrony Przyrody z uczniami Technikum Rolniczego w Złotowie przy domkach lęgowych. Lata 80-te
Jednak PZP dawał członkom coś więcej – wsparcie w walce z chorobami niszczącymi pasieki i wiedzę. 30 czerwca 1963 roku w Poznaniu zakończył się półtoraroczny kurs na pszczelarza kwalifikowanego i mistrza pszczelarskiego. Co ciekawe, ukończył go m.in. Stanisław Stachowski, rocznik 1885.
W 1967 roku prezesem związku został Henryk Płonka, zastępcą Kazimierz Hermaszewski, sekretarzem Stanisław Sawicki, skarbnikiem Klemens Kluck. Henryk Płonka urodził się 4 czerwca 1923 roku w Cieślinie, powiat Olkusz. Z zawodu kowal-mechanik. Pszczoły kupił w 1964 roku od Stanisława Stachowiaka. Niestety w 1974 roku pasieka ta została całkowicie zniszczona podczas samolotowych oprysków mających zlikwidować stonkę ziemniaczaną.
12 maja 1977 roku podpisana została umowa pomiędzy Wojewódzką Spółdzielnią Ogrodniczo-Pszczelarską w Pile z siedzibą w Wałczu a zarządem koła pszczelarzy w Złotowie na dostawę od 1300 pni pszczół po 5 kg miodu z 1 ula, tj. 6,5 tony miodu.

Piknik Pszczelarza we wsi Górzna. Konkurs dla dzieci prowadzi K.Kaczmarek. 28 maja 2000 roku
27 października 1985 roku w Złotowie odbył się I Wojewódzki Dzień Pszczelarza. Były to jednocześnie obchody 40-lecia istnienia Związku Pszczelarzy w Złotowie. W sali Zespołu Szkół Rolniczych zgromadziło się 250 osób z prezesem zarządu Wojewódzkiego Związku Pszczelarzy w Pile Nikodemem Rogozińskim. Złotą odznakę Polskiego Związku Pszczelarzy otrzymali ówczesny prezes związku powiatowego Konrad Kaczmarek, kronikarz Michał Wajda, a także Piotr Kozak i Bernard Rozenkiewicz. Srebrną odznakę dostał Władysław Rębisz.
Michał Wajda kronikę PZP prowadził do końca 1986 roku. - Zapisał datę 1987 i na tym zakończył. Prawdopodobnie przez niezrealizowaną obietnicę budowy w Złotowie domu pszczelarza. Władze miasta wyraziły na to zgodę, a potem coś się zmieniło... - mówi obecny prezes Koła Pszczelarzy w Złotowie Wojciech Sołtysiak.
Obecnie w powiecie złotowskim działają cztery koła: Złotów, Krajenka z Tarnówką, Jastrowie i Okonek. Wszystkie zrzeszone są w Polskim Związku Pszczelarskim. Koło w Złotowie liczy 40 członków i 1242 rodziny pszczele. - Nie ma pędu do pszczelarstwa – uważa prezes. - Może najwięksi pszczelarze będą powiększać pasieki, ale to zależy od sytuacji rynkowej. Świetlana przyszłość raczej nam nie grozi – mówi ze smutkiem w głosie. Choć po chwili zauważa, że pszczoły stają się modne. To w związku z chęcią bycia eko. - Pszczoły wracają do miasta. W Warszawie na hotelu Hyatt podobno stoją. Podobnie w Nowym Yorku czy Berlinie. W miastach są parki, rabaty, kwiaty na balkonach, a tam nikt nie stosuje chemii.
Czy to znaczy, że pszczoły przeniosą się ze wsi do miast? Byłoby to karkołomne, ale wcale nie niemożliwe przedsięwzięcie. - Na polach „chwastów” w postaci bratków czy maków w zasadzie się już nie uświadczy. Taka jest chemizacja upraw. Rolnicy często nie życzą sobie pszczół na polach – twierdzi W. Sołtysiak.
Obchody jubileuszu związku pszczelarzy będą skromne. Podczas świątecznego spotkania zarząd zaakcentuje rocznicę okolicznościowymi upominkami i tortem. - Starzejmy się, nie ma energii do wielkich obchodów – mówi prezes.[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze