Żył pod Hitlerem i Stalinem. Walczył z komuną i dziś marzy o wolnej Polsce. Z autorem ..Żeby Polska była Polską..., Janem Pietrzakiem, rozmawia Łukasz Opłatek
Wszystkiego najlepszego. Cztery dni temu obchodził Pan urodziny. Z czego się Pan śmiał?
(śmiech) Ze wszystkiego. Zwłaszcza z tych, którzy składali mi życzenia. Nie mogli się nadziwić, że mam tyle lat. Jako satyryk traktuję swoje urodziny jednak po ludzku, tak jak wszyscy. Radowałem się z rodziną i przyjaciółmi, że udało mi się przeżyć tyle lat w dobrym zdrowiu, humorze, w dobrej pracy i z dobrą publicznością.
Przyjechał Pan do Złotowa, by wystąpić z okazji Dnia Flagi. To jest dla Pana szczególny dzień?
Jak najbardziej. To jest święto związane z 3 maja – ze świętem konstytucji. Święto Flagi zostało dodane w przededniu święta konstytucji, żeby połączyć 1 maja, czyli święto klasy robotniczej z 3 maja. To jest taka proteza, ale ja nie mam nic przeciwko temu. Natomiast 1 maja to taka pozostałość dawnego ustroju, dziwne święto związane z komunistyczną tradycją.
Pamięta Pan swoje pierwsze skojarzenie z biało-czerwoną flagą?
To trudne skojarzenie, bo ja żyłem w czasach wojennych, gdy flaga Polski była zakazana. Niemcy natychmiast rozstrzeliwali tego, który ją wywiesił czy z nią wyszedł. Te rozstrzeliwania pod murem widziałem w Warszawie na własne oczy.
Pierwsze polskie flagi widziałem właśnie podczas okupacji, gdy dzielni ludzie malowali je na murach, ze znakiem Polski walczącej. Dopiero w 1945 roku, jak wkroczyła do Warszawy Armia Czerwona i wszyscy mówili, że to jest wyzwolenie, to wtedy flagi się pojawiły w gruzach Warszawy. Ale to oczywiście było zwycięstwo wątpliwe powiedziałbym, z tym że ja wtedy tego nie wiedziałem.
Ojczyzna, patriotyzm to obecnie dla wielu osób frazesy. Jak w dzisiejszej Polsce wypełnić te słowa wartościową treścią?
Osoby, dla których „ojczyzna” i „patriotyzm” są frazesami są głupie. Po prostu. To są osoby niemądre głęboko albo z jakiegoś innego plemienia. Człowiek, który żyje w pewnym kraju, tradycji, ma rodzinę, ma dziadków, pradziadków, którzy walczyli o wolną Polskę, nie może traktować patriotyzmu byle jak. To są najważniejsze pojęcia w ludzkim życiu. Człowiek skądś się bierze na świecie, prawda? Rodzina to jest najmniejsza wspólnota, a tą największą jest Naród. To są rzeczy podstawowe i mają one swoją symbolikę taką jak flaga narodowa.
To co Pan robił w czasach komuny, jak i teraz – krytyka rządzących, to też są przejawy patriotyzmu?
Ja wykonuję pewną pracę, nazwijmy to, kulturową. Satyra jest sferą kultury. Trudno tu mówić o wąsko pojmowanym patriotyzmie. Mój program nie jest agitacyjny, ale mówi o Polsce w sposób satyryczny. Pojawiają się w nim różne akcenty, ale wynikające z motywów patriotycznych, bo ja chcę, żeby w Polsce było lepiej. Opisuję naszą rzeczywistość w swój wyjątkowy sposób, czasem koślawy, czasem wzniosły, ale zaangażowany. Chcę, żeby poprawiły się nasze losy, żeby Polacy byli mądrzejsi, żeby coś nam się udało. Jednym słowem moja twórczość wynika z motywacji patriotycznych, natomiast nie znaczy to, że w każdym numerze zajmuję się wyłącznie tą tematyką. Jak ktoś siedzi na moim programie dwie, dwie i pół godziny, to wychodzi, mam nadzieję, zainteresowany tym co mówię. A więc mówię o sprawach polskich.
Skoro mowa o słowach i ich znaczeniu, to znalazłem w sieci określenie tego co Pan robi: „monologista”.
W dużym stopniu tak jest, ponieważ większość mojego przedstawienia stanowi gadanie. Wykonuję kilka piosenek, ale głównie mówię. W ogóle wprowadziłem na scenę formę monologu, której nikt wcześniej w Polsce nie uprawiał. To było coś oryginalnego w latach 60. i 70. – taki dygresyjny monolog, czyli opowiadanie o bieżących sprawach. Czasami pretekstem był telewizor, mój życiorys, przez wiele lat ciągnąłem taki wątek „Ono”. Ono kazało, ono zrobiło. To są chwyty do monologów pozwalające opowiadać o bieżących wydarzeniach.
Kiedy Pan patrzy na polską scenę kabaretową, to widzi Pan na niej swoich następców?
Ja nie szukam następców, niech Pan ich szuka. Ja po prostu robię swoje. To czy są następcy niech ocenia publiczność. Są ludzie, którzy mówią, że robią kabaret, chociaż pod obecną władzą pozmieniały się znaczenia. Dlatego, że to co było kabaretem w moich czasach czy latach przedwojennych, to była zupełnie inna twórczość. Chodziło o wysoką literaturę, świetne wykonania aktorskie, a teraz kabaretami nazywa się wygłupy.
Czyli nie śmieszy Pana żart o bąkach papieża?
To nie jest żaden żart tylko chamstwo. Nie mieszajmy pojęć. To jest bezczelne chamstwo, obrzydliwe.
Mamy wolność słowa.
To też to istnieje, a ja nie mówię o zabranianiu. Pan mnie pyta, jak ja to nazywam. To jest chamstwo poza kulturą. To jest zupełnie inna strefa życia.
[[reklama]]
Pan ma swoją strefę wolności poza sceną? Ciągłe śmianie się ze wszystkiego i wszystkich chyba byłoby niezdrowe?
Staram się być normalnym człowiekiem, bo inaczej bym zwariował. Muszę bardzo dbać o higienę psychiczną, co w moim wypadku polega na tym, że nie mogę chichotać na każdy temat. Natomiast jako człowiek komentujący wydarzenia polski staram się mieć ironiczny dystans. To czasami daje efekty bardziej zabawne, a czasami nie. Jednym słowem zostawiam sobie margines wolności. Przede wszystkim trzeba mówić prawdę i być uczciwym wobec publiczności. I trzeba tę prawdę wyrażać w sposób związany ze sztuką, a nie z propagandą. Czyli w sposób oryginalny, właściwy tylko mnie, bo nikt inny tak nie mówi.
Wracając do określenia „monologista”, to oznacza ono, że na scenie nie potrzebuje Pan drugiego człowieka?
Bardzo go potrzebuję. Ja całe życie pracuję w grupie, natomiast czasami okoliczności są takie, zwłaszcza finansowe, że trudno jest występować z zespołem. Jak muszę, to występuję sam. Jednak czterdzieści siedem lat prowadzę Kabaret Pod Egidą, a wcześniej siedem lat Kabaret Hybrydy, bo kocham pracować ze zdolnymi ludźmi. Czym ktoś zdolniejszy, bardziej utalentowany, tym dla mnie większa radość.
Bo można czerpać z drugiego człowieka?
Czerpać jak czerpać, bo każdy ma swój talent. Potrafię robić program ze zdolnymi ludźmi. Człowiek utalentowany ma pewną odrębność. Jeżeli są w zespole ludzie oryginalni, wrażliwi, to podnosi poziom całego zespołu.
W swoich programach często krytykuje Pan obecny rząd Polski. Jest Panu jeszcze w Polsce wesoło?
Czasami tak, ale to publiczność ma się śmiać na przedstawieniu. Zresztą śmieje się nie tylko na moich występach, bo śmiech wywołuje się na różne sposoby. Jedni robią to w cyrku, gdzie klaun robi fikołki, a inni robią to słowem. Proszę tak tego nie upraszczać. Moje prywatne poczucie humoru jest sprawą odrębną. Czasami mam chwile głębokiej melancholii, ale wychodzę na scenę i muszę być zabawny, bo taką mam umowę z publicznością.
Pytam o wesołość, bo jedno z Pańskich haseł głosi „Nie ma wolności bez wesołości”. Skoro bywa Pan wesoły, to znaczy, że jest Pan wolny?
Wolność jest wtedy, kiedy ludzie potrafią śmiać się z rzeczy, które ich gnębią. Gdy potrafią odreagować śmiechem depresję, jakieś nieszczęście, strach. Na przykład w czasach komunizmu człowiek śmiejący się z tego ustroju stawał się człowiekiem wolnym wewnętrznie.
Nie można mu było odebrać wolności.
Tak samo jest dzisiaj. To co się widzi w mediach tzw. głównego nurtu często doprowadza ludzi do pasji: wrzeszczą, krzyczą, wpadają w gorycz. To jest jeden sposób reagowania na życie, a ja zwracam uwagę, że można to obśmiać. Moją nadzieją jest, że twórczość, którą z moimi kolegami prowadzimy, podnosi poziom optymizmu.
[[reklama]]
Bo zawsze może być gorzej?
Ja żyłem pod Hitlerem, Stalinem, żyłem w gruzach stolicy między szczurami, w wojsku byłem dziewięć lat. Miałem naprawdę ciężkie życie i wiem, że zawsze może być gorzej. Jednak to co się w Polsce dzisiaj dzieje oceniam nie za dobrze, poniżej tego na co czekałem, poniżej moich marzeń. Natomiast z drugiej strony nie mam złudzeń – życie nie musi być łatwe, lekkie i przyjemne.
Dlatego tak bardzo potrzebni są nam satyrycy. Powiedział Pan kiedyś, że ludzie Pańskiej profesji zawsze są po stronie optymizmu, bo mają serca po śmiesznej stronie.
To takie powiedzonko, bon mot, do którego nie należy przywiązywać wielkiej wagi.
A do duszy? Fiodor Dostojewski napisał, że śmiech jest najwierniejszym odbiciem duszy. Jakie dusze mają Polacy?
W różnych epokach to różnie bywało, ale generalnie Polacy są fantastycznym narodem. A poczucie humoru jest tego przejawem. W takich opresjach jak Polacy byli, to mało który naród bywał. Przecież my od trzech wieków jesteśmy mordowani, tępieni, okradani przez naszych sąsiadów. W obecnych czasach też i Polacy dają sobie z tym radę, więc są bardzo odporni psychicznie i bardzo dzielni.
Ten motyw relacji obywatel – państwo często porusza Pan w swoich programach. To tak istotny problem?
Ze względy na tych zbójów, te dwa bandyckie narody, które nas prześladują zawsze relacją podstawową we wszystkich polskich żartobliwych utworach jest relacja państwo kontra człowiek. Bo to przeciwieństwo opresyjnego państwa do człowieka jest fundamentem myślenia każdego Polaka. Ponieważ ciągle nie możemy doczekać się państwa przyjaznego ludziom. Do dzisiaj nie ma takiego państwa. Państwo jest nieprzyjacielem Polaków.
Śmieje się Pan z polityków obecnie rządzących Polską, a z drugiej strony bardzo aktywnie wspiera Pan Prawo i Sprawiedliwość. Dlaczego angażuje w Pan w politykę?
Bo jest bardzo ciekawa i uważam to za swój obowiązek. Każdy obywatel powinien się angażować w politykę. Jeżeli w Polsce źle się dzieje, to trzeba zabierać głos na ten temat. Ja robię to we właściwy sobie sposób.
Jednym z tych sposobów ma być zatańczenie poloneza na Placu Zamkowym w Warszawie? To przejaw Pańskiej walki?
Nie ma nic politycznego w tańczeniu poloneza. Jest piękna narodowa rocznica wybitnego dzieła jakim jest Konstytucja 3 maja i warto to uczcić. Polonez był najbliższy tamtym czasom, jest typowo polskim, bardzo szlachetnym i eleganckim tańcem, i dlatego taki taniec jest przyjemnie odtańczyć w czasie tej rocznicy. Rocznicy, która przez lata była skrupulatnie pomijana, bo nasi zaborcy jej nie kochają.
Polacy mają szansę o tym zapomnieć, bo historia w naszych szkołach jest coraz bardziej ograniczana. Pan, jako działacz Towarzystwa Patriotycznego, stara się temu przeciwdziałać. Towarzystwo chce na przykład organizować „prawdziwe” matury z historii.
To jest temat na dłuższą rozmowę, a my nie mamy na to czasu. Dużo Panu powiedziałem. Proszę napisać, że wywiad odbył się w garderobie przed występem i nie jest autoryzowany. Nie mam na to czasu, bo jestem w trasie. Proszę tak napisać.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze