Reklama

Dość słuchania bzdur!

10/11/2014 00:00
Na wtorkowym spotkaniu władz gminy z rolnikami było gorąco. Próby uspokojenia rozgorączkowanych mówców niewiele dały. Konsensusu w sprawie podatku rolnego nie osiągnięto

Zanim burmistrz Mieczysław Rapta oddał głos zaproszonym gościom, poinformował, że według GUS-u podstawa do obliczenia podatku rolnego w przyszłym roku wyniesie 61,37 zł, to jest o 11 procent mniej niż w roku ubiegłym. Planowany dochód do budżetu gminy z tytułu tego podatku w tym roku ma wynieść 1.350 tys. zł. Na przyszły rok, na skutek obniżki, wyniesie on 1.190 tys. zł, jest to o około 160 tys. zł mniej. Pierwszy w imieniu rolników zabrał głos Ryszard Król, mieszkaniec Jastrowia, mający ziemię na terenie gminy Okonek. - Znamy cenę gusowską, chcielibyśmy poznać państwa propozycję – zaczął. Mieczysław Rapta powiedział, że chce do przyszłorocznego budżetu przyjąć stawkę podstawową, czyli taką jaką GUS wskazał. - Po to jest dzisiejsze spotkanie, aby wysłuchać Państwa opinii, a ostateczną decyzję podejmie Rada Miejska – oświadczył. Ryszard Król przypomniał, że cena za jeden kwintal żyta według GUS-u wynosi 61, 37 zł, rolnicy średnio w tym roku otrzymali 45 zł. - Coś tu nie gra. Koszty produkcji znacznie wzrosły, powinniśmy zejść z podatkiem na ziemię – powiedział. Mieczysław Rapta stwierdził, że w ubiegłym roku na podobnym spotkaniu z rolnikami wyszło, że w gminie Okonek są gleby lepsze niż w ościennych gminach czy powiatach. - Co do ceny, podatek rolny oblicza się według średniej z ostatnich jedenastu kwartałów. Dzisiaj cena skupu jest niska, ale jutro może być o wiele wyższa. To przecież rolnicy chcieli, żeby rząd liczył średnią z dłuższego okresu czasu, a nie z ostatniego roku. Dziś, przy okresowych wahaniach cen, stawka tak drastycznie się nie zmienia – tłumaczył.


Zróbmy gest


Weronika Szwałek, sołtys wsi Glinki Suche, prowadząca z mężem gospodarstwo, zauważyła: – Trzeba by się solidnie pochylić nad tym podatkiem. Dochody rolników są niewielkie, płacimy KRUS, ceny paliwa wzrosły, podobnie nawozów. W sąsiednim powiecie szczecineckim jest on znacznie niższy – mówiła.
– Mam kłopot, bo z jednej strony jako radny muszę dbać o budżet gminy, z drugiej rozumiem też rolników. Może poddajmy stawkę ocenie Izby Rolniczej, bo jest to jedno z jej zadań. Będzie to jakiś gest względem rolników – zaproponował radny Sebastian Korzeniowski. Z kolei burmistrz tłumaczył, że na jednym ze spotkań z rolnikami wykazał, że ściągalność podatku jest wprost proporcjonalna do dochodów gospodarstw, a nie do jego wysokości. - Za rok 2013 podatek spłynął w wysokości 99,68 procent, jest to wskaźnik wprost niebywały. Nikomu nie odmówiłem rozłożenia go na raty czy odłożenia terminu spłaty podatku. Nikogo nie obciążyliśmy odsetkami za zwłokę, macie zdolność kredytową. Nie ma takiego sołectwa, które by nie dostało dodatkowych pieniędzy oprócz tych z funduszu sołeckiego. Zrobiono przez dwa lata ponad 5 km dróg do pól, dodam, że przez ostatnie dziesięć lat nie zrobiono ani kilometra, chyba że wziąć pod uwagę ulicę Wodną w Okonku. Ten rok był dobry dla rolnictwa, więc może zostawmy ten podatek na takim poziomie, żeby, gdy przyjdą lata chude, można było wtedy go obniżyć – powiedział.

Radna Danuta Perłowska oświadczyła, że rozumie stanowisko rolników, bo sama pochodzi z rodziny rolniczej. - Panie burmistrzu, Pan i ja idziemy do kasy, bierzemy pieniądze i nie musimy się o nic martwić. Transformacja i Balcerowicz spowodowali zubożenie rolników. Gdyby nie dopłaty unijne dzisiaj wiele gospodarstw by padło. To nie jest tak, że rolnik śpi, a mu rośnie – mówiła. Mieczysław Rapta pozostał jednak nieugięty: – Jeśli obniżymy podatek jeszcze o 10 procent, to w przyszłym roku w gminie będzie o ponad 260 tys. zł inwestycji mniej – tłumaczył.


Pani nas obraża!


Dopiero jednak wypowiedź przewodniczącej rady Lidii Sameć wywołała prawdziwą burzę. – To co powiem jest niepopularne i nie będzie się Państwu podobało. Ustalanie podatku na poziomie niższym uderza w rozwój gminy, grozi nam wręcz cofaniem się. Ustawodawca nałożył na nas obowiązek jego ustalania, podając stawkę maksymalną. Jeśli ją obniżymy, to subwencja wyrównawcza z budżetu państwa będzie niższa, tym samym dochody gminy jeszcze się zmniejszą. Ciągle się Państwo czegoś domagacie. Podatki płacimy solidarnie wszyscy … - nie dokończyła jednak zdania. – Pani nas obraża tym, co mówi. Zdenerwowała mnie Pani – przerwał jej rolnik Jerzy Olszewski. Radna próbowała oponować.  - Niech Pan pozwoli, że dokończę zdanie – prosiła. Spotkała się jednak ze zdecydowaną odmową. Głos rolnika przeszedł w krzyk. - Nie pozwolę, bo mam dość słuchania bzdur, bo opowiadacie bzdury, aż trzeszczy. Wywindowaliście najwyższe podatki jak tylko to było możliwie. Jesteście po prostu niekompetentni. Pani śmie startować na radnego do powiatu?! To co Pani mówi to jest czysta propaganda. Po co nas tu zaprosiliście? - pieklił się Jerzy Olszewski. Sytuację próbowała ratować wiceprzewodnicząca rady Małgorzata Marlewska. – Czy mamy rozmawiać, czy wzajemnie się przekrzykiwać? – powiedziała, ale dolała tylko oliwy do ognia. J. Olszewski dalej krzyczał, że przewodnicząca obraziła rolników, że jeśli są prowadzone jakieś inwestycje, to tylko w Okonku, że drogi są tragiczne i tak dalej.


Trochę kultury


– Nie podnośmy temperatury spotkania krzykiem – próbował włączyć się do rozmowy burmistrz, ale rozemocjonowany rolnik mu dalej przerywał. - Może pozwoli Pan jednak, że skończę – po raz kolejny prosił Mieczysław Rapta. Na nic jednak. - Jak ktoś gada głupoty, to trzeba tak postępować – wypalił Jerzy Olszewski. Tym razem burmistrz nie wytrzymał. – Proszę Pana o trochę kultury – zaapelował. Starał się po raz kolejny wykazać, że jednak gros inwestycji zostało wykonanych na wsiach. Każda wieś oprócz funduszu sołeckiego dostała z gminy dodatkowe pieniądze. - Dajcie nam cztery lata, to inwestycji tych będzie więcej – powiedział.
Ale Jerzy Olszewski mówił dalej swoje: – To dzisiejsze spotkanie jest po prostu śmiechu warte. Pan tu opowiada bajki, co zrobi za rok, za dwa. Niech Pan niczego nie obiecuje, bo może Pana nie być, tej rady może nie być – straszył.
– Jestem człowiekiem myślącym perspektywicznie i nie zamierzam nic nie robić, bo za miesiąc będą wybory – starał się jeszcze tłumaczyć Mieczysław Rapta. Szmer niezadowolenia wśród zaproszonych gości nie pozostawił jednak złudzeń, że wszystko na darmo.
Ponownie zabrał głos mieszkaniec Jastrowia Ryszard Król. – GUS miał gest i obniżył o jedenaście procent, niech burmistrz ma gest i obniży o dziesięć procent. Taka jest nasza propozycja. Chcemy wiedzieć, jaką kwotę we wniosku do Izby Rolniczej Pan poda – zaapelował.


Czyje zasługi!


Burmistrz tłumaczył, że on tę propozycję przyjmuje do wiadomości, ale to na komisjach i na sesji Rady Miejskiej radni zadecydują, jaka to będzie kwota - taka zostanie podana do zaopiniowania Izbie Rolniczej. - Nie chcę doprowadzać do sytuacji, że ja teraz zadeklaruję jakąś stawkę, a radni przegłosują, że będzie ona inna. Jak ja będę wyglądał? Poza tym długo pracuję w samorządzie, byłem przewodniczącym komisji, która zajmowała się sprawami rolników i wiem, że Izba Rolnicza, obojętnie jaką by kwotę podać do zaopiniowania, to jej zdaniem będzie ona i tak za wysoka. Ale rozumiem to, Izba jest od tego, żeby bronić rolników, podobnie jak związki zawodowe pracowników – powiedział.
Radny Sebastian Korzeniowski uznał, że coś tu jest nie tak. – Burmistrz stawia nas, radnych, trochę w niezręcznej sytuacji. Stawka musi wyjść od Pana, a nie odwrotnie. Chcę wiedzieć, że wychodząc z tego spotkania będzie ona wynosić sto procent propozycji gusowskiej. Żeby potem nie było, że jeśli zostanie obniżona, to Pan przypisze sobie zasługi – oświadczył.


Jest pan pieniaczem!


Nie dał o sobie zapomnieć również Jerzy Olszewski. - Kiedyś inny burmistrz za każdym razem coś opuszczał, a Pan wywindował ten podatek bardzo wysoko. Był Pan w stanie podnieść sobie i urzędnikom pensję, nie pytając się nas - powiedział znowu podniesionym głosem.
Dla Mieczysława Rapty było tego jednak za wiele. - W takim tonie dyskusja nie może się odbywać. Jest Pan pieniaczem i tyle. Niech Pan nie podnosi głosu i nie mam zamiaru odnosić się do tego, co Pan powiedział, bo jest to poniżej jakiegokolwiek poziomu. Dwa lata temu na tej samej sali Wam, rolnikom, pokazałem wysokość zarobków urzędników. Okazało się, że inspektor z wyższym wykształceniem, z dwudziestoletnim stażem, zarabia brutto dwa i pół tysiąca złotych. Wymagacie, żeby urzędnicy Was fachowo załatwiali. Tu pracują ludzie z najwyższymi kwalifikacjami. Tu pracują ludzie wykształceni w swoim kierunku. Mam sygnały, że obsługa interesantów w urzędzie znacznie się poprawiła – tłumaczył.
Była to już jedna z ostatnich wypowiedzi tego dnia. Burmistrz uznał, że dalsza dyskusja do sprawy nic nie wniesie i zakończył spotkanie.


Ryszard Mikietyński
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama