Reklama

Drogowy pat

11/12/2015 08:20
Wybudowanym przy gminnej drodze nr 373 w Luchowie pękają ściany w domach - To przez ciężkie transporty, które tędy jeżdżą, nawet 50 - 60 razy dziennie - twierdzą. - To jedyna bezpieczna dla nas droga – odpowiada jeden z użytkujących ją rolników

373-ka to droga, jakich wiele w zarządzie gminy Łobżenica. Ma jedynie sześć metrów szerokości, przez co trudno się na niej minąć. Większe pojazdy mijają się wahadłowo, tworząc czasem na przyległych, niezabudowanych gruntach zatoki. Nieutwardzona asfaltem czy kostką brukową nawierzchnia też mogłaby być w lepszym stanie.

Przy trakcie wybudowanych jest sześć domów. Wszyscy ich właściciele od 2009 roku zwracali się niejednokrotnie do poprzedniego (kontynuując swą prośbę u obecnego) burmistrza o interwencję w kwestii ciężkich maszyn rolniczych oraz ciężarówek, które[[pay]] regularnie pojawiają się na tej drodze i które w ich opinii stwarzają realne zagrożenie dla ich mienia, a nawet zdrowia i życia. Sytuację miał zmienić znak informujący o ograniczeniu prędkości i tonażu, ustawiony przy 373 po decyzji burmistrza Piotra Łososia przed kilkoma tygodniami. Pod wątpliwość poddano jednak kwestię, czy stanął on zgodnie z prawem.

Reklama

Domy pękają

W większości przy drodze znajdują się nowe domy. W niektórych już pojawiły się pęknięcia na ścianach

- Pojawienie się znaku daje nam nadzieję, że coś się wreszcie zmieni. Prosiliśmy o niego od 2009. Nikt z nas, gdy te domy powstawały około 2008 - 2009 roku, nie sądził, że zamiast na wsi będziemy mieszkali przy tak ruchliwej drodze. Efekt jest taki, że na ścianach naszych domów, zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz, pojawiają się pęknięcia. To przez ciężkie transporty, które tędy jeżdżą, nawet 50 - 60 razy dziennie, np. w porze zbioru zboża, kukurydzy czy wywożeniu obornika. Każdy taki transport to nawet 40 - 50 ton, gnających do tego z prędkością 40 czy 50 km/h. Gdy robiliśmy zdjęcia albo nagrywaliśmy filmy, żeby to udokumentować kierowcy pokazywali nam obraźliwe gesty, śmiali się z nas, pukali w czoło. Minionego lata, gdy za oknem trwała jedna z rolniczych „akcji”, od drgań z obudowy na kilka centymetrów w przód wyjechał wkład kominkowy w jednym z domów. W nocy nie ma szans, żeby zasnąć, taki panuje hałas, jest jasno od ich świateł. Gdy jest sucho unoszą się tu tumany kurzu. Nie ma mowy, żeby posiedzieć w ogrodzie. Proszę zobaczyć, jak wyglądają elewacje rok po odświeżeniu... Gdy pada i jest błoto, ten cały brud ląduje na naszych ogrodzeniach – mówią mieszkańcy i pokazują pismo kierowane kilkakrotnie do władz gminy, pod którym wszyscy się podpisali. Wnioskują w nim o postawienie znaków ograniczających prędkość do 20 km/h oraz instalację progów zwalniających. Proszą też o znak nakazujący ograniczenie tonażu do 3,5 tony, z wyjątkiem właścicieli przyległych pól. Zwracają się też z prośbą o instalację oświetlenia, a na końcu o utwardzenie istniejącej drogi ziemnej. - Dwie z pierwszych rzeczy, o które wnioskowaliśmy, nie wiążą się dla gminy z dużymi kosztami. Od kiedy stanął znak jest lepiej, ale co będzie, jeżeli okaże się, że musi on zostać zdemontowany? - martwią się. - Gdyby nie było innej niż droga, przy której mieszkamy, pewnie trzeba by się było z tym pogodzić, ale inne drogi są, a wielu, nie tylko rolnicy jadący w stronę Witrogoszczy, ale też kierowcy TIR-ów o rejestracjach z całej Polski upodobali sobie tę biegnącą przed naszymi oknami jako niezły skrót. Z tym się nie zgadzamy – dodają.

Reklama

Czekam na opinię

Znak stanął przed kilkoma tygodniami i wywołał kontrowersje. Obecnie ustalane jest, czy stoi on zgodnie z prawem, czy też nie

- Wątpliwość na temat tego, czy znak został ustawiony słusznie, czy nie, pojawiła się na wspólnym spotkaniu mieszkańców i użytkowników drogi, na którym szukaliśmy jakiegoś kompromisu – mówi burmistrz Piotr Łosoś. Stało się tak dlatego, że rzeczony trakt nie ma w swej dokumentacji wyznaczonego pasa drogowego, a rzekomo tylko dla takich dróg można mówić o ustawianiu znaków pionowych. - Ponieważ te przepisy są różnie interpretowane i respektowane z urzędu do dyrekcji Powiatowego Zarządu Dróg w Pile oraz Wielkopolskiego Ośrodka Kształcenia i Studiów Samorządowych w Poznaniu wysłaliśmy zapytanie z prośbą o opinię na temat tej sytuacji. Do tej pory nie otrzymaliśmy odpowiedzi – mówi P. Łosoś. Dodaje też, że na czas oczekiwania na wykładnię prawną nie zamierza demontować znaku. Padały też propozycje, by użytkownicy ograniczali swe transporty, dzieląc je na pozostałe drogi. - W najbliższym czasie będę chciał przedstawić radzie propozycje w ramach nowego budżetu, by tę i równoległą do niej drogę obok sklepu „Małgorzata” w przyszłym roku utwardzić. Wówczas pas drogowy będzie wyznaczony i nie będzie żadnych wątpliwości co do tego, czy można stawiać ograniczenia tonażu i prędkości, czy też nie – dodaje burmistrz.

Reklama

Winne skrzyżowanie

Widok sprzed kilku dni. Ochlapane płoty mieszkających przy drodze gminnej nr 373

- Nie tylko ja, ale i inni rolnicy użytkujący tę drogę jeździmy nią grubo ponad dwadzieścia lat, jest więc mało prawdopodobne, że ktoś o tym nie wiedział, gdy się tam budował– mówi jeden z użytkowników traktu, obecny na spotkaniu w urzędzie. - To nie wynika z żadnej złośliwości czy uporu, czy nawet tego, że jest pięćset metrów bliżej. Jazda asfaltem, jak wskazują mieszkający przy drodze gminnej 373, powoduje, że dojeżdżamy do skrzyżowania ulicy Sportowej i drogi biegnącej do Luchowa obok transformatora. Zestawy, które posiadam ja i kilku okolicznych rolników to ciągniki z naczepami na podwójnej osi umieszczonej z tyłu naczepy. Żeby takim sprzętem, zwłaszcza przy pełnym obciążeniu, włączyć się tam do ruchu trzeba wjechać na przeciwległy pas, który nie dość, że biegnie po łuku, to jeszcze z góry. Choć jest tam ograniczenie do 40 km/h mało kto się do niego stosuje. Parę razy ledwo uniknąłem czołowego zderzenia. Proszę porozmawiać z kierowcami TIR-ów, powiedzą to samo. W tej chwili ta gminna droga to jedyna bezpieczna dla nas droga – mówi rolnik. Wskazuje też, że jego maszyny nie osiągają opisywanych przez mieszkańców prędkości.

Reklama

- Nie wiem jak inni, ale ja podjąłem starania, by nie denerwować mieszkańców. Kierowcy mają przedstawione wytyczne, że gminną drogą mają jechać wolno, a puste transporty mają wracać asfaltem. Tyle jestem w stanie zrobić. W kwestii stosowania się do znaku to jeśli okaże się, że nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że on tam może stać, będę się do niego stosował – mówi.

fot. Sz. Chwaliszewski, przekazane przez mieszkańców[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Czytacz - niezalogowany 2015-12-11 12:12:29

    Polecam dziennikarzowi przeczytanie pierwszego zdania. Przecież ono jest całkowicie pozbawione sensu...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    mieszczuch - niezalogowany 2015-12-11 10:05:52

    Tak to już jest na wioskach - mała społeczność i nie mają siły przebicia, a władze bardziej są skłonni przychylić się przedsiębiorcy, który płaci podatki gruntowe i inne za prowadzenie działalności na terenie gminy. Takich, jakiś mieszkańców wioski można zwodzić latami i obiecywać nie wiadomo co. W mieście takie hocki-klocki by nie przeszły

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości