Fuck You nie pokaże. Nie pamięta, jak nazywa się ten palec, co to go już nie ma. Duży? Nieważne. Stracił go kilka lat temu na frezarce, w pakiecie z tym… no, serdecznym.
Po tym wypadku byłem zarejestrowany od razu. Niby parę dni wcześniej mnie zarejestrował
– Józef Kowalczyk nie ma problemu, by przyznać się do pracy na czarno. Za 5 zł za godzinę.
Teraz niby jest tam 7 zł za godzinę i prawdopodobnie wszyscy są zarejestrowani, bo nalot był z Piły
– mówi o firmie z terenu gminy Zakrzewo. Palców niespecjalnie mu szkoda, nawet renty po nich nie ma.
Miałem ją robić, ale tego jeżdżenia, załatwiania… Musiałbym wszystkie papiery pościągać, a dziesięć lat w koszalińskim mieszkałem. Dostałbym rentę, ale za dużo jeżdżenia…
– pan Józef macha niekompletną ręką.
Na powitanie pięćdziesięciolatek podaje pięć palców prawej ręki. Uścisk ma niepewny, bo z najbardziej dżdżystego czwartku tego roku wkraczam z marszu wprost do jego siedziby na kółkach. Pan Józef wskazuje jeden z dwóch stołków, tuż obok kozy służącej za kuchenkę do gotowania i piecyk. Na jej końcu jest pordzewiała rura przymocowana do wozu stalową linką.
Ponoć gadają, że niby tu bimber się pędzi, bo tu się kopci
– mój gospodarz śmieje się bezzębnym uśmiechem. Przerwa między „trójkami” jest zbyt duża, by utrzymać papierosa, ale pan Józef wciska w nią skręta. Na dach barakowozu leją się strugi, więc chętnie pogada. Zaczynamy od Drzymały.
Wóz Drzymały to był. To jest coś takiego
– mężczyzna nie kryje dumy, gdy przytakuję.
Z podstawówki, to była lektura chyba, coś takiego
– idzie za ciosem. W wozie zaparkowanym na podwórku gospodarza w Prochach przebywa od kilku lat. Z przerwami na kłótnie z właścicielem. Teraz w zgodzie są już trzeci rok.
Jestem bezdomny, bo w dowodzie bez meldunku jestem. Przecież własnego domu nie mam
– mówi tak, jakby „bezdomny” wcale go nie bolało. Zaraz udowodni, że to żadna obelga.
Józef Kowalczyk ma dorosłe dzieci. I żonę miał. I mieszkanie w Zakrzewie. Z gminy dostał, ale traktował jak swoje. I kartę niebieską też miał. Policja mu ją założyła, bo przemoc domową stosował. Po alkoholu.
Wiadomo, każdy daje. Ale nie tak żeby do nieprzytomności…
– zarzeka się, zakładając nogę na nogę. Nawet teraz, 7 lipca, na tę pięćdziesiątkę, co mu stuknęła, popił z kolegą i rodziną właściciela terenu, na którym wóz stoi.
Spokojnie, pomalutku, nie tak nachalnie, bo rano muszę wstać pofutrować. Wstaję o siódmej, nie prędzej. Kozy są, króliki, kury
– zawsze coś do roboty się znajdzie.
O utratę dachu nad głową i pierwsze bezdomne noce z myszami w zakrzewskich szopach oskarża byłą żonę. A ta niebieska karta?
Przyjeżdżali policjanci, kontrolowali, w porządku było
– zapewnia. Do Piecewa na odwyk jednak nie pojechał.

Pan Józef nie ma marzeń – dobrze mu tu, gdzie jest
Zakotwiczył za to w Prochach, gdzie nikt się go nie czepia. Wozu jak Drzymała przestawiać nie musi. W ogóle niewiele go obchodzi. Gospodarz, któremu pomaga, myśli i planuje za niego. Prąd podciągnie i telewizor podłączy, rachunki popłaci, ciepły, granatowy polar z napisem Marks&Spencer kupi. Nawet menu ustali.
O co mam się martwić? Mi tam na razie tu pasuje. Nie głoduję, kiedy chcę to se zjem, nie to nie. Proste.
Może i tak. Kilkanaście metrów kwadratowych przysłoniętych ubraniami, stertami reklamówek, miskami z karmą dla kota i paszą dla zwierząt („Do beczki wsypię, to myszy wejdą, zgryzą”) łatwiej ogarnąć niż świat za plastikowym oknem. Poza kilkoma amatorami fotografii nikt pana Józefa tu nie niepokoi.
Niejeden by tak chciał mieć dobrze jak ja tu mam. Lepiej tu mam niż niektórzy w mieszkaniu
– przekonuje. Za jego plecami na ścianie wisi harmonogram wywozu śmieci. Jak w domu.
Noclegownia? Zobaczymy
Gmina Zakrzewo zastanawia się nad utworzeniem noclegowni. Być może w byłej szkole w Głomsku. Dziewięciu bezdomnych to dobry początek. Ale Józefowi Kowalczykowi pod skrzydła gminy się nie pali.
Do tej pory się mną nie interesowali, a teraz zaczęli się interesować?
– dziwi się, kręcąc się na obitej brązowym skajem pufie. Do urzędników ma żal, bo kilka lat temu poskąpili mu oleju. Wręczyli inne dary, ale „soku” ze słonecznika nie.
Bo olej dostają ci, co biorą kuronia w Złotowie. To ten, co nie pobiera żadnego zasiłku, nie ma za co kupić tego oleju, to mu się nie należy, a ten co bierze pieniądze i przyjeżdża tu samochodem, tu mu się olej należy? Rzuciłem im to wszystko, nie chcę nic
Reklama
– bezdomny czy nie, swój honor ma.
Siłę uczuć J. Kowalczyk pokazał także wobec rodziny. Z bratem się pokłócił (a przecież jego dług u chlebowego uregulował, nawet dekoder do telewizji razem mieszkając kupili) i do domu rodzinnego wstępu nie ma. To nic, że stoi w tej samej wsi. Z drugim bratem też ma niewiele do mówienia, wie tylko, że jego syn gdzieś po okolicznych lasach sypia, a wcześniej u jednego rzemieślnika w warsztacie noce spędzał.
Zanim opuszczę barakowóz pytam pana Józefa o marzenia – najwyższe z ludzkich zdolności.
Jakie ja mogę mieć marzenia? Żeby tylko pieniądze były, żeby może jakieś lokum wynajął… nie wiem, nie zastanawiałem się nad tym
– mężczyzna przyznaje, że jego szef mu nie płaci. Daje mu wikt i opierunek. To wszystko. Nawet ubezpieczenia nie ma, bo formalnie nie pracuje.
Kolega chce mi gdzieś załatwić w KRUSie sprawy, że będzie się to liczyć do renty. Jak coś się stanie, to będę mógł iść do lekarza
– to jedyny plan, jaki zdradza. A kiedy był u lekarza?
Ojej, nieraz coś trochę tam poboli, ale to przejdzie. Jak to mówią: samo weszło, samo wyjdzie.
Reklama
Druga część opowieści ukaże się jutro o godzinie 19:00 na portalu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nałóg alkoholowy,dlatego brat w Prochach, u którego mieszka na podwórku w tym barakowozie nie daje mu pieniędzy bo by przepił i chodziłby głodny.Jest na swojej Ojcowiźnie,gdzie sie urodził i wychował to dobrze tam się czuje.Rodzice wcześnie poumierali,zostali bracia a że bili się i nie bardzo lubią się to miłości braci nie ma.Zresztą żona brata rządzi w domu to szwagra do domu nie wpuszcza. A gdzie się myje,kąpie ? Zakrzewo takie bogate,powinno mieć noclegownie dla bezdomnych ale nie w Głomsku ,w samym centum wsi.Wybudujcie barak murowany koło Zakrzewa,blisko jeziora ,żeby mieli się gdzie kapać latem.
To mnie ocenzurowano ostatnio słowo "przesłuchujący", a w artykule rzucają kurwami !
Nie wyrobię do jutra, do 19.00. Jesteście okrutni!
Nałóg alkoholowy,dlatego brat w Prochach, u którego mieszka na podwórku w tym barakowozie nie daje mu pieniędzy bo by przepił i chodziłby głodny.Jest na swojej Ojcowiźnie,gdzie sie urodził i wychował to dobrze tam się czuje.Rodzice wcześnie poumierali,zostali bracia a że bili się i nie bardzo lubią się to miłości braci nie ma.Zresztą żona brata rządzi w domu to szwagra do domu nie wpuszcza. A gdzie się myje,kąpie ? Zakrzewo takie bogate,powinno mieć noclegownie dla bezdomnych ale nie w Głomsku ,w samym centum wsi.Wybudujcie barak murowany koło Zakrzewa,blisko jeziora ,żeby mieli się gdzie kapać latem.
To mnie ocenzurowano ostatnio słowo "przesłuchujący", a w artykule rzucają kurwami !
Nie wyrobię do jutra, do 19.00. Jesteście okrutni!