Reklama

Dwa miliony wyrzucone w błoto?

27/05/2013 10:10
Ekspertyza mówi jasno: ta sala w ogóle nie powinna powstać. Prawdopodobnie trzeba ją będzie rozebrać i postawić nową. Winnymi zająć się ma prokuratura

Podczas czwartkowego spotkania burmistrza Okonka z mieszkańcami Lotynia poruszono sprawę hali sportowej. Zgodnie z planem, powinna ona być już dawno oddana do użytku. Dlaczego nie jest i jakie mogą być tego konsekwencje - Mieczysław Rapta starał się to wyjaśnić.
Włodzimierz Choroszewski przypomniał, że kamień węgielny pod budowę sali został wkopany w październiku 2010 roku. - Mamy już trzeciego burmistrza, a sala w dalszym ciągu nie jest oddana do użytku. I pewnie szybko nie będzie – stwierdził.
Burmistrz zastrzegł, że nie chce być utożsamiany z kimś, kto jest w stosunku do mieszkańców Lotynia z drugiej strony barykady. - Jestem po to, żeby spełniać państwa wolę, ale sprawa sali jest bardzo skomplikowana – mówił.
Gmina posiada ekspertyzę, która zakłada, że budowa sali w Lotyniu, według planów, na podstawie których ją budowano, nie powinna być w ogóle rozpoczęta. Projekt w takiej formie jest niewykonalny. - To jest ekspertyza biegłego sądowego. Zgodnie z nią sali grozi katastrofa budowlana. Takie budynki buduje się pod pieczarkarnie, a nie dla dzieci – stwierdził burmistrz.
Wyjaśnił, że zdaniem biegłych dźwigary, na których opiera się konstrukcja sali, są zawilgocone. Najpierw kilka miesięcy leżały na wolnym powietrzu bez zabezpieczenia, potem, po zamontowaniu, z dachu ciekła na nie woda. Dopuszczalna wilgotność filarów wynosi 20 procent, tymczasem faktycznie jest to 40 procent. Poza tym są kilkunastocentymetrowe odchylenia od pionu. - Ja na to dachu nie położę, bo jak się zawali, to pójdę siedzieć – oświadczył zdecydowanie Mieczysław Rapta.

Co to jest ciągłość władzy?
Okazało się, że wykonawcą tej spartaczonej inwestycji jest ta sama firma, która wybudowała halę sportową w Okonku, Mur–Bet. Tam również są niedociągnięcia, które wyceniono na około 1 mln złotych. Poza tym biegły sądowy stwierdził, że sposobem wyłonienia wykonawcy powinien zająć się prokurator. Radca prawny gminy ma przygotować w tej sprawie odpowiednie pisma.
Najgorsze jest jednak to, że firmie za budowę sali zapłacono już 1.900 tys. zł, pozostało do zapłacenia około 400 tys. zł, a obiekt trzeba będzie prawdopodobnie rozebrać do fundamentów. Jeśli firma nie da pisemnych gwarancji podpartych przez specjalistów, że dźwigary mogą zostać, to na pewno do tego dojdzie. Trzeba będzie rozpisać nowy przetarg na rozebranie sali i wybudowanie nowej. - Na pewno nie wygra go Mur–Bet, to mogę zapewnić – stwierdził burmistrz, odpowiadając na pytanie z sali.
Maria Kamińska pytała, ilu w takim razie potrzeba urzędników w gminie, aby dopilnowali, żeby jakakolwiek budowa była robiona zgodnie z planami. - Czy ktoś za to odpowie? Burmistrz Mieczysław Rapta stwierdził, że on jest dopiero od roku i nie odpowiada za poprzedników.
Włodzimierz Choroszewski nie wytrzymał. - Panie burmistrzu, proszę się nie gniewać, ale jest coś takiego jak ciągłość władzy – zaczął. - Mam wrażenie, że ktoś się na nas mści za to, że walczyliśmy o naszą szkołę. Rok temu spotkaliśmy się w takich samych okolicznościach i ja rozumiałem, że pan dopiero co został burmistrzem i niewiele mógł. Ale Rada Miejska jest ta sama. Nie ma wyciągniętych żadnych konsekwencji w stosunku do ludzi, którzy zawinili. Przecież wiemy, kto był inspektorem nadzoru, kto był projektantem, kto budował. Jeśli natomiast chodzi o bezpieczeństwo dzieci, o które się pan tak martwi, to uczniowie w tej chwili w szkole nie są bezpieczni – mówił.

[[reklama]]

Wyjaśnił, że budowę sali rozpoczęto od zamknięcia wszystkich drzwi małej sali gimnastycznej, zagrodzono wyjście ewakuacyjne i przeciwpożarowe. - Jak dojdzie do tragedii, to kogo wskażemy jako winnego: Duszarę, Jasiłka, Pana czy przewodniczącą Rady Miejskiej? - pytał.
Mieczysław Rapta uznał „tak skonstruowaną wypowiedź” przedmówcy za co najmniej dziwną. - Mówiąc o ciągłości władzy wymaga się ode mnie kontynuowania błędów poprzedników – ripostował. - Ale koniec z brakoróbstwem – zakończył.
Dlaczego nie wyciągnięto konsekwencji w stosunku do winnych? Zdaniem burmistrza mogą one nastąpić dopiero na końcu i winę trzeba najpierw udowodnić. A to wymaga czasu i pracy, nie jest to łatwe, bo w przeciwnym razie za pomówienia można wylądować w sądzie.

Ryszard Mikietyński

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama