Raz ściska batutę niczym gardła chórzystów. To znowu płacze niesiony melodią. Tadeusz Dobek - pan od muzyki walczy z nią od pół wieku
Wzruszam się jak kobieta
Płacz. Mężczyzna płacze. Mężczyzna płacze na koncercie. Mężczyzna płacze na koncercie chóru, którym dyryguje. Wokół wije się Niemen. I Wilno drży drażnione pieszczotą polskich gardeł.
Idę ja Niemnem, jak długi.
Od wioseczki do wioseczki,
Z borku do borku, z smugów na smugi,
Śpiewając moje piosneczki,
Wszyscy się zbiegli, wszyscy słuchali,
Ale nikt mię nie rozumie,
Ja łzy ocieram, westchnienia tłumię
I idę dalej a dalej.
Kto mię zrozumie, ten się użali
I w białe uderzy dłonie;
Uroni łezkę i ja uronię,
Ale już nie pójdę dalej
- Byliśmy w Tabaryszkach wśród Polonusów. Śpiewaliśmy piosnkę Dudarza. I w pewnym momencie zrobiło mi się wilgotno, bo bliskość Niemna, ta otoczka... – Tadeusz Dobek przyznaje, że muzyka często wyciska z niego łzy. A przeszklone nimi źrenice z trudem porządkują nuty. Czerwienią się też oczy chórzystów i słuchaczy. – Muzyka oddziałuje na zmysły i nigdy nie wiadomo kiedy zadziała, bowiem jest najbardziej tajemniczą ze sztuk – dyrygent doprowadza śpiewaków do końca utworu. [[reklama]] Pasja z zazdrości
Tadeuszek Dobek muska włosem struny. Robi tak od kilku lat. Bo kolega biega do ogniska muzycznego. Andrzejek Tatarski z ulicy Panny Marii ma tak samo daleko na zajęcia jak sąsiad z dołu, ale oswaja fortepian. I nuty ma bliżej. – Ja miałem silną krótkowzroczność i trudno mi się nuty czytało – T. Dobek wzdycha na myśl o porzuconych skrzypcach. Ale z Andrzeja jest dumny: - Osiągnął bardzo wiele, można go tylko podziwiać i być szczęśliwym, że ma się taką znajomość.
Drogi sąsiadów się rozchodzą. Tadeusz nie myśli o szkole muzycznej. To zbytek – drogi i rzadko rozsiany po kraju, więc kończy stateczne LO w Złotowie. Potem studium nauczycielskie i studia w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Poznaniu. – Zdałem egzamin na geografię, ale z braku miejsc nie zostałem przyjęty. Może to i dobrze z moimi oczami... [[nowa_strona]] Sto dźwięków nieskończoności
Muzykę widzi się oczami duszy. Pan Tadeusz ma muzyczną duszę. Obnaża w niej świeże znaczenia utworów, mimo że ludzkie ucho ma tak małe możliwości. – Człowiek słyszy około stu dźwięków. To mniej więcej tyle co klawiatura fortepianu – T. Dobek uśmiecha się do swej myśli. - I te sto dźwięków ma tyle kombinacji, że od wieków ludzie tworzą melodie i w zasadzie one się nie powtarzają. To dotyczy nie tylko dźwięków, ale też ich łączenia, rytmu – mężczyzna starannie dobiera słowa, zdradza zamiłowanie do porządku. – Ale perfekcjonistą nie jestem – nie lubi etykiet. [[reklama]]
Kto dziś porywa tłumy? Pan Tadeusz nie ma pojęcia. Radiowa Dwójka, która towarzyszy jego porannej kawie tego nie zdradza. Na pewno nie muzyka poważna. Ona nie ma cech celebrytki. Nie bywa by być. - Wszyscy wkoło słuchają i są znawcami muzyki, i myślą, że odkryli świat. A w gruncie rzeczy oni się zatrzymali na okresie klasycyzmu. Dzisiejsza muzyka wykorzystuje tylko te elementy, które były wtedy wypracowane. To jest XVIII wiek – emerytowany nauczyciel muzyki lekcje zarzucił osiem lat temu. Ocenia: – Jest dziś nowe instrumentarium i sposób podawania, ale to są najczęściej trzy trójdźwięki, które wymieniają się i na tym polega nowoczesność tej muzyki.
Piractwo znaczkowane
Pocztówki dźwiękowe – to jest bomba. Siermiężne lata 60-te, a z Bambino w LO wydobywa się głos Paula Anki, Diany Ross, The Beatles. Krążki na godzinie wychowawczej wymienia Tadziu Dobek. – Kupowałem te pocztówki albo wymieniałem się z kolegami. To chyba było piractwo – emeryt śmieje się jak nastolatek po drobnym psikusie. Wspomina beztroskie dzieciństwo i pierwsze radio. Magiczne pudełko pełne nieznanych dźwięków. I gałek przenoszących w zakazany świat Zachodu. - Stanisław Tatarski słuchał Radia Luksemburg, a ja z nim. To był nasz kontakt ze światem, zakazanym, a więc interesującym – wspomina błyskiem w oku. Co tam Koterbska, czy Zylska. Za żelazną kurtyną to jest świat. A raczej był. - Teraz jak słucham tamtych polskich piosenek, to powiem, że to są arcydziełka. Ten skromny akompaniamencik jest fascynujący – dyrygent ubiera w słowa pasję, której słowa nie oddadzą. - Czy można w ogóle słowami przekazać emocje? Opisać tak, ale przekazać to niemożliwe.
Precz z demokracją
Skłon w lewo, skłon w prawo. Ćwiczymy gardełka. Chór się gimnastykuje, bo za wszystko odpowiada dyrygent. Doskonali barwy, ćwiczy brzmienia, wreszcie uczy interpretacji.
Wyciska. - Spotkałem się z zarzutem, że za ostro odnoszę się o ludzi, bo oni są tacy wiekowi, a ja ich opierniczam. Nie ważne są środki, a cel. Jak się wam nie podoba, to trudno – porządek w Towarzystwie Śpiewu im. J. I. Paderewskiego musi być.
Takim Tadeusza Dobka widzą członkowie chóru „Cecylia”, który prowadził przez lata.
Bogusława Szymaniak, prezes chóru: - Na próbach była dyscyplina, ale tak musi być jeżeli chce się coś osiągnąć.
Bożena Kamprowska, dyrygent „Cecylii”: - Jeżeli się popuści, to każdy robi co chce. Ale w amatorskich chórach trzeba z ludźmi postępować jak z jajkiem. [[nowa_strona]]
Na co dzień T. Dobek jest miły, towarzyski, ale raczej mało wylewny. Czas wolny spędza sam, na rowerze. Od marca pokonał 2740 kilometrów. Wymaga od siebie i innych.
Przykład? 23 października, Górka Klasztorna. Tadeusz Dobek stoi w z kamertonem w ręku przed dwudziestoma chórami. Podaje dźwięk. Ucho złotowianina drażni fałszywa nuta, więc energicznym ruchem zamyka pieśń. Stroi chórzystów ponownie. – Jestem odpowiedzialny za tych, którzy stoją przede mną i tych, którzy siedzą za mną – mężczyzna poważnieje i dodaje: -
Mam ogromną satysfakcję, że można połączyć ludzi w jedno zgodne działanie. Chór to jest najlepsza lekcja współpracy.
[[reklama]] Złotów piosenką rozbrzmiewa
Jej efekty widać podczas koncertów w złotowskich świątyniach. Cztery występy i cztery sukcesy. Miasto chłonie muzykę. - Proporcjonalnie do dużych miast, to w Złotowie bywa na tych koncertach bardzo dużo ludzi – zauważa organizator, którego nazwiska nie ma na pierwszym planie. W nagłówku burmistrz lub Złotowskie Centrum Aktywności Społecznej.
Może dlatego T. Dobek odstawia tarczę. - Są ludzie młodsi, niech takie koncerty robią. Jest też ZCAS, oni biorą za to pieniądze – rzuca w przestrzeń pokoju wypełnionego pianinem i płytami. Po chwili zdradza muzyczne złotowskie marzenie: - Trzeba by założyć estradę dla młodych muzyków, również tych, którzy uczą w szkole muzycznej w Złotowie.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze