Reklama

Dziecku nie wystarczy dać życie

12/05/2015 08:29
Jak pokochać nie swoje dzieci? Z jakimi problemami borykają się rodzice zastępczy? Kto zasługuje na miłość? Na te pytania odpowiada przewodnicząca Stowarzyszenia Zastępczego Rodzicielstwa Karolina Bąkowska

Kim dla Pani jest dziecko?
Małym człowiekiem. Człowiekiem z mniejszym doświadczeniem niż dorośli, który potrzebuje naszej miłości, opieki i wsparcia. A dziecko po przejściach, bo tymi zajmujemy się w Stowarzyszeniu Zastępczego Rodzicielstwa, potrzebuje jeszcze więcej miłości.

To, że ktoś urodził czy spłodził dziecko często okazuje się niewystarczające, by zasłużyć na jego miłość, prawda?
Kiedyś ktoś powiedział, że „rodzicem jest nie ten, który urodził/spłodził, ale ten, który wychował”. Dziecku nie wystarczy dać życie. Trzeba mu dać miłość i poczucie bezpieczeństwa. Często dzieje się to dopiero w rodzinie zastępczej.

Pani z mężem przygarnęła dwójkę dzieci. Alan ma cztery, a Wanessa sześć lat. Jak u Pani wyglądał proces zakochiwania się w tych maluchach?
Miłość w stosunku do bliźnich jest rzeczą normalną. Tak mi się wydaje, więc pokochanie „obcego” dziecka nie powinno być trudne. Przynajmniej nie było w przypadku moim i męża. My wybraliśmy sobie dzieci, którymi chcemy się opiekować, nie powiem więc, jak wyglądał proces zakochiwania się w nich. One po prostu są przecudne.

I niepełnosprawne. Dla wielu osób byłby to ciężar nie do udźwignięcia.
Całe moje życie kręciło się wokół osób niepełnosprawnych. Zostałam wychowana w poszanowaniu niepełnosprawności, moja mama jest osobą niepełnosprawną, a ja sama pracowałam jako opiekunka społeczna. Niepełnosprawność jest dla mnie rzeczą normalną. Gdy pozna się moje dzieci, to się je pokocha i nie zwraca się uwagi na ich niepełnosprawność. To podejście mobilizuje je same do pokonywania barier.

Nigdy nie miała Pani momentu zawahania? Nie postawiła sobie pytania: po co mi to, przecież to nie moje dzieci?

Nie wyobrażam sobie, że w chwili gdy coś nie idzie po mojej myśli, to oddaję dziecko. To nie jest przedmiot, ale mały człowiek, który potrzebuje wsparcia. Nazywamy się dorosłymi, więc powinniśmy znaleźć rozwiązanie problemu.To piękna deklaracja, ale oddawanie dzieci wziętych w pieczę zastępczą zdarza się dość często. Tak, dlatego, że dzieci, które wychowujemy, są trudne. Nie tylko po przejściach, ale też znajdujące się na granicy prawa. Jeśli rodzic zastępczy nie ma odpowiedniego wsparcia psychologicznego i prawnego, często nie jest w stanie poradzić sobie z wieloma sytuacjami. Dlatego my w stowarzyszeniu tak dużą wagę przykładamy do podnoszenia swoich kwalifikacji jako rodzice zastępczy.

Swoje działania opieracie Państwo na chrześcijańskiej miłości i odpowiedzialności za drugiego człowieka.
Jest to motto, jakim kieruje się nasze Stowarzyszenia matka, którego jesteśmy oddziałem. Kierując się nim uczymy się od siebie nawzajem tolerancji, miłości i szacunku do bliźniego.

Pomówmy o bliźnim właśnie. Zdecydowana większość naszego społeczeństwa deklaruje katolicyzm, a co za tym idzie wychowanie w duchu miłości do bliźniego. Dlaczego więc tak trudno jest znaleźć dom porzuconym czy osieroconym dzieciom?
Za wiarą muszą iść czyny. Nie każdego stać na poświęcenie własnego życia dla drugiego człowieka w takim stopniu, w jakim wymaga tego bycie rodzicem zastępczym. Nie chcę tu jednak negować podejścia ludzi, bo przecież nie każdy ma potrzebę pomagania i nie każdy spełnia formalne warunki do bycia rodzicem zastępczym.

Bo miłość nie wystarcza?
Ważne są warunki lokalowe, finansowe, predyspozycje psychiczne. I choć dziś osób chcących przyjąć dziecko po przejściach jest niewiele, to mam nadzieję, że w przyszłości się to zmieni. W Polsce są dziesiątki tysięcy dzieci potrzebujących nowych domów.

Przecież w kraju są specjalistyczne ośrodki, które zajmują się takimi dziećmi.

Państwo zajmuje się dziećmi tak, jak nakazuje to prawo. My jednak mówimy o rodzinnej formie pieczy zastępczej, a nie molochach, w których zamykane są dzieci. Tam wychowawca o 14.00 kończy pracę i wychodzi. Przychodzi co prawda nowy opiekun, ale w takiej instytucji nie ma miejsca na bliższą relację. Dlatego domy dziecka nie są dobrym miejscem dla dzieci. Zwłaszcza poniżej siódmego roku życia.

Państwo jako stowarzyszenie działacie od niespełna dwóch lat i staracie się aktywnie promować rodzicielstwo zastępcze poprzez pikniki, spotkania, jak choćby ostatnio z sędzią Anną Marią Wesołowską. Tymczasem instytucje takie jak Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie ograniczają się właściwie do akcji ulotkowej: zostań rodzicem zastępczym.

PCPR robi co może, a nasza współpraca z nim układa się coraz lepiej, ale rzeczywiście nie zawsze forma pisemna jest właściwa.

Trudno sobie wyobrazić sytuację, gdy ktoś bierze w ręce ulotkę, siedząc np. w poczekalni u lekarza rodzinnego i myśli: fajnie, zostanę rodzicem zastępczym...

I tu pana zdziwię, bo właśnie taka ulotka spowodowała, że ja z mężem zainteresowałam się rodzicielstwem zastępczym. Zapytaliśmy, jak to ma wyglądać, otrzymaliśmy szereg wyczerpujących informacji od pracownika PCPR w Złotowie, ale dopiero szkolenie utwierdziło nas w przekonaniu, że to jest właściwy kierunek.

[[reklama]]

Domyślam się jednak, że to było ziarno, które padło na podatny grunt. Decyzji o przyjęciu do rodziny obcej osoby nie podejmuje się z dnia na dzień.
To była kropka nad „i”. Nasze doświadczenia z czasów, gdy mieszkaliśmy na Dolnym Śląsku wpłynęły na to, że postanowiliśmy kiedyś dać jakimś dzieciom dom.
Każdy miał w życiu epizod, który chciałby naprawić, cofnąć czas...
Chodziło o śmierć mojej siostry i osierocenie jej dzieci, którym wówczas nie mogłam pomóc. Kiedy dzieci trafiły do placówki opiekuńczej przyrzekłam sobie, że jeśli kiedyś będę miała możliwość, by pomóc jakiemuś dziecku, to to zrobię. Stąd decyzja o zostaniu rodzicem zastępczym, a później stworzenie prawdziwej rodziny dla Wanessy i Alana.

Słyszy Pani czasem zarzut, że rodzicem zastępczym zostają ludzie szukający łatwego zarobku? Państwo łoży na utrzymanie tych dzieci.
Pieniądze od państwa pokrywają tylko część wydatków Jak nazwa mówi, jest to pomoc na częściowe utrzymanie dziecka. Zapewniam, że nie da się na tym zarobić. Wręcz przeciwnie, rodzice zastępczy muszą dokładać do wychowywania dzieci w pieczy, choćby przez usuwanie zniszczeń, np. sprzętu domowego przez podopiecznych, bo i takie sytuacje mają miejsce, czy pokrywanie kosztów związanych z terapią dzieci, której często wymagają, a jest ona dostępna tylko prywatnie. Poza tym selekcja wśród rodziców zastępczych podczas kilkumiesięcznego szkolenia wyklucza osoby, które kierują się finansami. A jeżeli mimo wszystko takie osoby przechodzą przez to sito, to prędzej czy później się wypalają, bo nie są w stanie dać dziecku poczucia bezpieczeństwa.

Pani przyjęła pod swój dach małe dzieci, 16- i 22 – miesięczne, było więc pewnie Pani łatwiej niż ludziom, którzy zajmują się kilku– czy kilkunastoletnimi dziećmi. Ludźmi po przejściach, z nawykami i problemami.
Dlatego każdy rodzic zastępczy musi poszerzyć swoje okno tolerancji. Coś, co było rzeczą normalną w przypadku naszych dzieci biologicznych, nie będzie już miało zastosowania z dziećmi, które przyjęliśmy pod swój dach. To są dzieci po traumach, z bagażem doświadczeń. Nie są czystą kartą, którą możemy zapisać wedle uznania. Dlatego mamy obowiązek zrozumieć je i ich przeszłość, by móc skutecznie im pomóc.

Jest jeszcze druga strona medalu - własna rodzina. Co zrobić, by nasze dziecko biologiczne czy nawet małżonek nie poczuł się w tej nowej sytuacji odtrącony?
Małżonkowie muszą pamiętać o poświęcaniu czasu sobie nawzajem i dzieciom biologicznym. To skutkuje tym, że jesteśmy w stanie odpowiednio pomóc przyjętym dzieciom, bo patrząc na ciocię i wujka ma ono wzór postępowania w rodzinie.

Mówiliśmy o zinstytucjonalizowanej formie poszukiwania rodziców zastępczych. Jak Państwo, jako praktycy, widzicie proces ich poszukiwania?
Społeczeństwo potrzebuje nie papierka, ale doświadczeń. Potrzebuje rozmów z rodzicami i wiedzy, z czym wiąże się piecza zastępcza. Ludzie muszą wiedzieć, że to nie są tylko „ochy” i „achy”, bo daliśmy dom obcemu dziecku i mamy się kim zaopiekować. To są wyzwania, praca 24 godziny na dobę, częste wizyty u terapeutów. Trafiają do nas dzieci agresywne czy okaleczające się, dlatego mówienie o problemach może zapobiec wypaleniu u ludzi, którzy może zbyt szybko decydują się na zostanie rodziną zastępczą.

To co Pani mówi jest sprzeczne z zasadami marketingu. Jeśli chce się coś promować, to powinno się mówić o plusach, prawda?
Tyle że dziecko nie jest towarem. Dziecka nie sprzedajemy.

Rozmawiał Łukasz Opłatek
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości