Ale, że co, ale, że jak? Wyżej kolano! Matko, wyżej?! I raz, i dwa, i raz, i dwa?
Piątek wieczór, Zacisze rozbrzmiewa muzyką. Szykownie ubrani panowie wprawnie suną po parkiecie trzymając w objęciach partnerki w wieczorowych kreacjach. Tempo wytycza mocny głos Krzysztofa Cugowskiego. W nastrojowym świetle roztapiają się szeptane rozmowy. Spoglądam na zegarek – 20.20! Szybka zbiórka sprzętu, prędkie „dowidzenia”, płaszcz z szatni i kierunek – Kleszczyna. Na miejsce docieram kwadrans po czasie. W ośnieżonych szpilkach ( w tzw. „międzyczasie” zdążyło spaść kilka centymetrów śniegu) i z torbą w ręku wpadam na salę – panie w równym tempie wykonują już swój układ. Expresowo sukienkę zamieniam na dres i wkładam tenisówki, włosy związuję w kucyk. Idę do sali. Na początek kilka zdjęć – pań w ogóle nie rozprasza błysk flesza. Nie przerywają ćwiczeń, żadna nie gubi kroku. Dołączam do nich. Chwila na „ogarnięcie tematu”, ok., wydaje mi się, że wiem o co chodzi. W lewo, w prawo, w lewo, w lewo? Jeszcze raz. Raz, i dwa, raz, i dwa… bułka z masłem. „Dam radę” – myślę cała z siebie zadowolona. W lewo, w prawo, w lewo, w prawo – ręce. Ręce?! Mój optymizm przygasa. Ale, że jak, że razem? Brak synchronizacji kompletnie mnie pogrąża. Dzięki Bogu – zmiana! Marsz w miejscu, z wyprostami rąk do góry. I w lewo, i w prawo, w lewo, w prawo. Hop, hop, hop, ręce znów do góry. Zaczynam się rozglądać za jakimś zegarkiem. Nie widzę. Może to i lepiej... Moje rozmyślania przerywa ruch na – panie schodzą na bok. Czyżby odpoczynek? – myślę uradowana. Idę z nimi, jak one pochylam się nad tajemniczymi kartonikami, a tam – ciężarki! I ani minutki przerwy, ani 30 sekund! Kamil Sambor, prowadzący, już na nas czeka. Pstrykam kolejne fotki. Nie żebym migała się od ćwiczeń, ale chwila wytchnienia… Mhmm… [[reklama]] Ręce do góry!
Komendy instruktora niezbyt głośno wybrzmiewają w kleszczyńskiej sali, panie zdają się je jednak doskonale słyszeć. Bądź widzieć – regularne spotkania zapewne nauczyły je czytać jego ruchy. Towarzyszki mojej doli i niedoli wprawnie poruszają się w tempie narzucanym przez pana Kamila, wszystkie je uważnie obserwuję. Pani przede mną nie odpuszcza ani na chwilę. Ciężarki rytmicznie unoszą się w górę, to znów płynnie opadają. Sąsiadka z boku również wytrzymuje tempo. Mało tego, wygląda na zrelaksowaną. „Jakim cudem?” zastanawiam się w duchu jednocześnie łamiąc sobie głowę jak to możliwe by człowieka bolało tyle mięśni naraz. Jedna ręka przy klatce, druga odciągnięta do tyłu, podnosimy ciężarek… Ok, idziemy po maty. Rozwijam swoją z nadzieją na chwilę oddechu. Nic z tego. Trzeba się oprzeć na łokciach. Noga, po przekątnej i wyprost do góry. Jezuuuu… Koleżanka obok uśmiecha się do mnie. W porządku, daję radę. Komenda „na plecy” nieco bardziej mnie uszczęśliwia. Można odetchnąć. Na sekundę, bo na sekundę – ale jednak. I kolano do brody, potem noga w górę, wspinamy się. I tak 15 razy. 15 razy jedna noga, 15 razy druga. I od początku. Chwila relaksu – stretching. Nie cierpię ćwiczeń rozciągających. Przyglądam się paniom – głowa przy kolanie. Matko, jak one to robią? Pan Kamil przechodzi samego siebie – wygląda na totalnie zrelaksowanego. Wdech, wydech, wdech, wydech. Koniec! „Nareszcie” myślę sobie i mówię to na głos wzbudzając ogólną wesołość. Zapraszam do zdjęcia i szybciutko do szatni na pogawędkę. [[nowa_strona]] Tempo musi być
Pytanie w zasadzie mam jedno: dlaczego? –Żeby rozciągnąć kości – pada odpowiedź. –Utrzymać jako taką kondycję – z uśmiechem odpowiada inna z pań. Kondycja – no tak, to słowo klucz. Postępy są? Są. Tempo jest? Jest. I uśmiechy na twarzach również. –Jak nie ma tempa to jesteśmy niezadowolone – słyszę. –Rumieńce, krople potu to dla mnie satysfakcja – dopowiada K. Sambor – bo to znaczy, że ćwiczenia są efektywne. Spalanie tłuszczu, modelowanie sylwetki – na wszystko to panie Kleszczyny i Nowej Świętej pracują dwa razy w tygodniu, po godzinie, już od października. I mają apetyt na więcej. Trzy razy w tygodniu? Czemu nie! Dla niektórych z nich taka opcja jest bardzo kusząca. Zwłaszcza, że efekty można dostrzec gołym okiem – wspomniana już lepsza kondycja, korzyści zdrowotne, ładowanie energetycznych akumulatorów. Nocne malowanie piwnicy, pieczenie ciasta – kobietki po zajęciach fitness, nie tak jak ja marzą o kosteczce czekolady, ale dopiero zyskują zapał do pracy. Zyskują też świetny wygląd, pomału tracąc zbędne centymetry. –Szykujemy się do lata – ta pora roku chyba na większość kobiet działa mobilizująco. W porządku, tu i ówdzie centymetrów ubywa, w pewnych rejonach jednak chciałoby się mieć więcej. –Miało przybyć w piersiach – śmieje się jedna z pań. Panie Kamilu, da się zrobić?
Patrycja Koplin
[[reklama]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze