Reklama

Energia: ładowanie

21/01/2013 00:00
Ale, że co, ale, że jak? Wyżej kolano! Matko, wyżej?! I raz, i dwa, i raz, i dwa?

Piątek wieczór, Zacisze rozbrzmiewa muzyką. Szykownie ubrani panowie wprawnie suną po parkiecie trzymając w objęciach partnerki w wieczorowych kreacjach. Tempo wytycza mocny głos Krzysztofa Cugowskiego. W nastrojowym świetle roztapiają się szeptane rozmowy. Spoglądam na zegarek – 20.20! Szybka zbiórka sprzętu, prędkie „dowidzenia”, płaszcz z szatni i kierunek – Kleszczyna. Na miejsce docieram kwadrans po czasie. W ośnieżonych szpilkach ( w tzw. „międzyczasie” zdążyło spaść kilka centymetrów śniegu) i z torbą w ręku wpadam na salę – panie w równym tempie wykonują już swój układ. Expresowo sukienkę zamieniam na dres i wkładam tenisówki, włosy związuję w kucyk. Idę do sali. Na początek kilka zdjęć – pań w ogóle nie rozprasza błysk flesza. Nie przerywają ćwiczeń, żadna nie gubi kroku. Dołączam do nich. Chwila na „ogarnięcie tematu”, ok., wydaje mi się, że wiem o co chodzi. W lewo, w prawo, w lewo, w lewo? Jeszcze raz. Raz, i dwa, raz, i dwa… bułka z masłem. „Dam radę” – myślę cała z siebie zadowolona. W lewo, w prawo, w lewo, w prawo – ręce. Ręce?! Mój optymizm przygasa. Ale, że jak, że razem? Brak synchronizacji kompletnie mnie pogrąża. Dzięki Bogu – zmiana! Marsz w miejscu, z wyprostami rąk do góry. I w lewo, i w prawo, w lewo, w prawo. Hop, hop, hop, ręce znów do góry. Zaczynam się rozglądać za jakimś zegarkiem. Nie widzę. Może to i lepiej... Moje rozmyślania przerywa ruch na – panie schodzą na bok. Czyżby odpoczynek? – myślę uradowana. Idę z nimi, jak one pochylam się nad tajemniczymi kartonikami, a tam – ciężarki! I ani minutki przerwy, ani 30 sekund! Kamil Sambor, prowadzący, już na nas czeka. Pstrykam kolejne fotki. Nie żebym migała się od ćwiczeń, ale chwila wytchnienia… Mhmm…
[[reklama]]
Ręce do góry!

Komendy instruktora niezbyt głośno wybrzmiewają w kleszczyńskiej sali, panie zdają się je jednak doskonale słyszeć. Bądź widzieć – regularne spotkania zapewne nauczyły je czytać jego ruchy. Towarzyszki mojej doli i niedoli wprawnie poruszają się w tempie narzucanym przez pana Kamila, wszystkie je uważnie obserwuję. Pani przede mną nie odpuszcza ani na chwilę. Ciężarki rytmicznie unoszą się w górę, to znów płynnie opadają. Sąsiadka z boku również wytrzymuje tempo. Mało tego, wygląda na zrelaksowaną. „Jakim cudem?” zastanawiam się w duchu jednocześnie łamiąc sobie głowę jak to możliwe by człowieka bolało tyle mięśni naraz. Jedna ręka przy klatce, druga odciągnięta do tyłu, podnosimy ciężarek… Ok, idziemy po maty. Rozwijam swoją z nadzieją na chwilę oddechu. Nic z tego. Trzeba się oprzeć na łokciach. Noga, po przekątnej i wyprost do góry. Jezuuuu… Koleżanka obok uśmiecha się do mnie. W porządku, daję radę. Komenda „na plecy” nieco bardziej mnie uszczęśliwia. Można odetchnąć. Na sekundę, bo na sekundę – ale jednak. I kolano do brody, potem noga w górę, wspinamy się. I tak 15 razy. 15 razy jedna noga, 15 razy druga. I od początku. Chwila relaksu – stretching. Nie cierpię ćwiczeń rozciągających. Przyglądam się paniom – głowa przy kolanie. Matko, jak one to robią? Pan Kamil przechodzi samego siebie – wygląda na totalnie zrelaksowanego. Wdech, wydech, wdech, wydech. Koniec! „Nareszcie” myślę sobie i mówię to na głos wzbudzając ogólną wesołość. Zapraszam do zdjęcia i szybciutko do szatni na pogawędkę.
[[nowa_strona]]
Tempo musi być

Pytanie w zasadzie mam jedno: dlaczego? –Żeby rozciągnąć kości – pada odpowiedź. –Utrzymać jako taką kondycję – z uśmiechem odpowiada inna z pań. Kondycja – no tak, to słowo klucz. Postępy są? Są. Tempo jest? Jest. I uśmiechy na twarzach również. –Jak nie ma tempa to jesteśmy niezadowolone – słyszę. –Rumieńce, krople potu to dla mnie satysfakcja – dopowiada K. Sambor – bo to znaczy, że ćwiczenia są efektywne. Spalanie tłuszczu, modelowanie sylwetki – na wszystko to panie Kleszczyny i Nowej Świętej pracują dwa razy w tygodniu, po godzinie, już od października. I mają apetyt na więcej. Trzy razy w tygodniu? Czemu nie! Dla niektórych z nich taka opcja jest bardzo kusząca. Zwłaszcza, że efekty można dostrzec gołym okiem – wspomniana już lepsza kondycja, korzyści zdrowotne, ładowanie energetycznych akumulatorów. Nocne malowanie piwnicy, pieczenie ciasta – kobietki po zajęciach fitness, nie tak jak ja marzą o kosteczce czekolady, ale dopiero zyskują zapał do pracy. Zyskują też świetny wygląd, pomału tracąc zbędne centymetry. –Szykujemy się do lata – ta pora roku chyba na większość kobiet działa mobilizująco. W porządku, tu i ówdzie centymetrów ubywa, w pewnych rejonach jednak chciałoby się mieć więcej. –Miało przybyć w piersiach – śmieje się jedna z pań. Panie Kamilu, da się zrobić?

Patrycja Koplin

[[reklama]]
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości