Reklama

Ewelina gra w rugby

07/05/2019 12:00

Radawniczanka z pochodzenia od kilkunastu lat mieszka z rodziną w Wielkiej Brytanii. Dwa lata temu postanowiła spróbować swoich sił w narodowym sporcie na wyspach – w rugby.

Ewelina Mordeja, z domu Radowska, z nostalgią wspomina czasy, gdy mieszkała w Polsce.

– Moje panieńskie nazwisko w okolicy kojarzy się z końmi i jeździectwem. W domu było nas sporo, mam sześciu braci i dwie siostry. W zawodach uczestniczyli głównie bracia, ale i nam, dziewczynom, jeździeckie umiejętności nie były obce. To była świetna sprawa, jeżeli chcesz utrzymać sprawność fizyczną – mówi Ewelina, która od dziecka uprawia sport. W podstawówce często była w czołówce w biegach przełajowych.

– To nie było moje hobby. Od startu do mety, nie było tam zbyt wiele emocji. Tego mi w tym sporcie brakowało – stwierdza. Grała też w piłkę nożną. Najpierw na miejscowym podwórku z rówieśnikami. Następnie w ślad za siostrą miała krótki epizod w Sparcie Złotów. Jak to się stało, że postanowiła grać w rugby?

Reklama

Tak to się zaczęło

W 2005 roku wraz z mężem Rafałem wyprowadziła się do Wielkiej Brytanii. Dwa lata później na świat przyszedł pierwszy z ich synów – Igor. W 2010 roku urodził się Teodor.

– Początki za granicą to głównie zajmowanie się dziećmi. Będąc w obcym miejscu, daleko od domu, gdzie nikogo nie znasz, trudno komuś zaufać, powierzyć opiekę nad dziećmi – mówi Ewelina. Chłopcy dorastali, rozwijali swoje zainteresowania. Pojawiały się więc coraz częstsze okazje, by ruszyć się z domu.

– Po ciążach przybyło mi kilka kilogramów. Nie czułam się z tym dobrze. Chciałam wrócić do dawnej formy. Szukałam dla siebie jakiejś aktywności. Chodziłam na jogę, capoeire gdzie zdobyłam swoje pierwsze biało–żółte „sznurki”. Niestety po dwóch latach nasz master wyprowadził się do innego miasta i nasze kolko się rozwiązało. Czasu na jeżdżenie w głąb Londynu na następne klasy brakowało. Później z chłopcami uczęszczaliśmy na zajęcia kung–fu. Starszy z synów poważnie trenuje pływanie, więc sporo jeździliśmy i jeździmy na basen. Niemal w tym samym czasie wkręcił się w rugby, zaczynając w grupie „under9” gdzie rugby jest już sportem „full contact”– wspomina Ewelina. Fanem sportu jest jej mąż, ona podchodziła do tej dyscypliny z dystansem.

Reklama

– Nie zaczęłam trenować równocześnie z Igorem. Okazja nadarzyła się, gdy powstawała kobieca sekcja. To zbiegło się z naszą przeprowadzką i faktem, że nieco oddaliliśmy się od znajomych. By zachować kontakt postanowiłyśmy z koleżanką zapisać się do kobiecej sekcji Cheshunt Rugby Club – mówi Ewelina. Po pierwszym treningu okazało się, że jej chęć walki i zawziętość z dziecięcych lat przetrwały i dobrze sprawdza się na boisku.

– Mimo braku doświadczenia, radziłam sobie. Teraz trochę żałuję, że nie zaczęłam wcześniej, bo to świetny sport. Stereotypowo uznaje się, że to dyscyplina wyłącznie męska, tymczasem na wyspach jest sporo drużyn kobiecych, z którymi gramy i świetnie się przy tym bawimy – stwierdza Ewelina.

Reklama

– Go Igi! Go! – kibicowali dumni rodzice


Sport z szacunkiem

Wystarczy spojrzeć na pierwszy, lepszy mecz rugby, żeby wyciągnąć wniosek, że kontuzje są tam nieuniknione. Nazwanie tego sportu kontaktowym także nie jest na wyrost. Ewelina jednak przez dwa lata nie odniosła na treningach i podczas meczów większych obrażeń.

– Trenujemy dwa razy w tygodniu od 18.30 do 20.00. Jeden z treningów to wzmocnienie kondycyjne, drugi – utrwalanie taktyki, zagrań czy podań. Całość poprzedza rozgrzewka. Jest klasyczna, tak jak w piłce nożnej – rozluźnienie, rozciąganie. Jeżeli chodzi o same mecze, to siniaki są nieuniknione. To, że coś cię boli, strzyka – także. Złamań nie doznałam, choć gdy  ktoś nadepnie ci na dłoń, piszczel a czasami twarz to nie należy to do najmilszych przeżyć. Plusem tego jest, że gdy wracam taka obolała, zauważam jeszcze większą troskę mojego męża o mnie. Rozumiemy się bez słów, że kocyk i herbatka to panaceum na moje pomeczowe niedomagania. Jeżeli chodzi o ochraniacze to mamy tzw. szczęki. Dodatkowo, jeżeli chcesz, możesz kupić podkoszulek, który ma podszyte gąbki, które nieco amortyzują uderzenia. Istnieje też miękki ochraniacz na głowę – wyjaśnia zawodniczka Cheshunt Rugby Club.

Reklama

– Pełna drużyna w idealnych warunkach to piętnastu zawodników po jednej stronie plus siedmiu rezerwowych. Jest ośmiu zawodników na przód, siedmiu obstawia tyły. Podobnie jak w piłce, są strefy centrum i bocznych biegaczy. Rozmiary boiska nie przekraczają 100 metrów długości  i 70 m szerokości. Bramki maja kształt litery H z rozstawem od 5 do 6 m bez limitu wysokości. Gra się 80 minut, jedna połowa trwa 40 minut. Ponieważ nie zawsze możemy się wszystkie skrzyknąć często jest tak, że przeciwniczki z innych drużyn uzupełniają składy. Do tej pory grałam jedynie dwa mecze w pełnym wymiarze boiska. Zazwyczaj nasze mecze trwają po 10–15 minut połowa. Gramy po dziesięć zawodniczek i na połowie boiska w poprzek. Wszystkie jesteśmy tam po to aby udoskonalać nasze umiejętności zdobyte na treningach i aby mieć z tego radość. Muszę też nadmienić, że przedział wiekowy jest od 18–ego roku życia wzwyż. Dużo kobiet jest nawet po 40–stce. Zasady, choć bardzo rozbudowane i różnorodne, bowiem istnieje kilka wersji gry w rugby, ogólnie sprowadzają się do jednego – biegniesz przed siebie, podajesz za siebie i zdobywasz jak najwięcej punktów. Wtedy wygrywasz. Ja gram na skrzydle, więc nie uczestniczę w najbardziej spektakularnej części rozgrywki, tzw. młynie. To nie zmienia jednak faktu, że nie raz przychodzi mi się mierzyć na boisku z zawodniczkami, które już samą posturą budzą respekt. Masa nie zawsze jest jednak sprzymierzeńcem w tym sporcie. Pozwala może lepiej się bronić, jednak źle wpływa na szybkość – śmieje się Ewelina. Dodaje, że choć rugby wydaje się brutalnym sportem, jest w nim wiele szacunku do przeciwnika.

– Tego nie ma w piłce nożnej. Tu nie ma cwaniakowania. Jeżeli zawodnik przeciwnej drużyny zdobędzie punkt, bije się mu brawo. Jeżeli zrobi jakieś spektakularne zagranie – także. Są wzajemne gratulacje i podziękowania po zakończanych meczach. Nie ma dyskusji z sędzią – on zawsze ma rację. Co więcej, zachowywać muszą się też kibice bądź rodzice, jeżeli mówimy o klubach dziecięcych. Jeżeli będą podważać decyzje sędziego, źle się zachowywać – może on nakazać im opuścić boisko oraz nałożyć karę na klub, np. zakaz gry w kolejnych meczach. Sędzia ma tam władzę absolutną. Warto jednak dodać, że na boisku możemy drzeć się do siebie wniebogłosy i to jest ok – wylicza Ewelina. Wskazuje, że choć każda z drużyn chce wypaść jak najlepiej, to jednak czasem umiejętności przeciwnika są większe i trzeba przyjąć porażkę, ale walczy się do końca.

Reklama

Rugby do Polski?

W Wielkiej Brytanii rugby można zacząć trenować od 9–tego roku życia, jeśli mówimy o grze „full contact”. Istnieją też wcześniejsze grupy wiekowe, tzw. „tag rugby” gdzie maluchy biegają z przyczepionymi paskami u boków i zamiast łapać zawodnika, zrywają pasek co powoduje, że przeciwnik musi podać piłkę do kolegi z drużyny – Maluchy uczą się obserwacji, ustawień, taktyki, z czasem przychodzą kolejne etapy – mówi Ewelina. Wskazuje, że w Wielkiej Brytanii obiekty sportowe są przygotowane kompleksowo, by zarówno bardzo młodzi, jak i sporo starsi mogli w nich znaleźć coś dla siebie.

– Kilka lat temu siedziba klubu przeszła modernizację. Oprócz boisk ze sztuczną nawierzchnią – wcześniej była naturalna i po deszczu, a często tu pada, wracało się do domu całym od błota – działa tu wiele dodatkowych rzeczy – mówi Ewelina. Siłownia, szatnie, restauracja czy nawet klubowy pub to standard.

Reklama

– Można tam śmiało spędzić dzień – dodaje zawodniczka. Nie jest to też sport drogi.

– W przypadku dzieci płaci się 100 funtów za sezon. Do tego dochodzą ciuchy, buty, wyjazdy na mecze – koszt jest podobny jak w przypadku piłki nożnej. Dorośli płacą nieco mniej. Mnie sezon kosztuje około 50 funtów opłaty klubowej plus wyposażenie potrzebne do gry. O rugby mówi się w Wielkiej Brytanii, że to jeden z najtańszych sportów – wyjaśnia Ewelina. Czy przyjeżdżając do Polski stara się przenosić swoje zainteresowania na rodzimy grunt? – Gdybym zaczęła z dziesięć lat temu, może myślałabym o zawodowstwie. Teraz jest już na to trochę za późno, choć w rugby można grać bardzo długo. Jeżeli chodzi o Polskę, to na starość chcielibyśmy wrócić do kraju. Brakuje nam lasów i jezior. Rugby można by przenieść na miejscowy grunt. Nasze boiska do piłki są bardzo podobne. Zresztą jak jesteśmy w kraju z naszymi chłopakami to oni często nie chcą wracać na wyspy. Podoba im się w Polsce, choć właśnie trochę kręcą nosem, jak mówimy im, że tu się w rugby praktycznie nie gra. Może to byłby dobry powód do tego, żeby zacząć – śmieje się Ewelina.

Reklama

Sz. Chwaliszewski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości