Im niżej tym trudniej, biedniej, niebezpieczniej. - To ciężki kawałek chleba - mówią jednym głosem sędziowie
Sędzia piłkarski czuwa nad prawidłowym przebiegiem zawodów i przestrzeganiem zasad gry. Arbitrem można zostać po 16. roku życia. Ci w najwyższej klasie piłkarskiej-ekstraklasie, a jest ich siedemnastu (siedmiu głównych i dziesięciu asystentów), mogą liczyć na miesięczne pobory rzędu 12 tys. zł. Do tego dochodzą diety za mecz - około 2 tys. zł. Najczęściej sędzią jest się do 40. roku życia - bynajmniej na najwyższym szczeblu rozgrywek. Im niżej tym trudniej, biedniej, niebezpieczniej. - To ciężki kawałek chleba - mówią jednym głosem sędziowie. [[reklama]] Obowiązki nieadekwatne do finansów
Presja ze strony piłkarzy i kibiców sprawia, że nie każdy odnajdzie się w tym zawodzie. Najgorzej mają arbitrzy pracujący w niższych klasach rozgrywkowych. - To zupełnie inna rzeczywistość- mówi Jakub Pieniążkowski, arbiter, który prowadzi mecze piłkarskie na szczeblu okręgu pilskiego od 10 lat. Zaczynał od prowadzenia meczów trampkarzy. - Jeżeli wchodzisz w struktury OZPN najpierw jesteś sędzią próbnym, potem otrzymujesz status sędziego rzeczywistego itd. Ryczałt za sędziowany mecz jest różny, zależy od ligi - mówi Jakub. Za mecz trampkarzy jest 40 zł plus zwrot kosztów dojazdu, B klasa to 75 zł sędzia główny, 55 zł otrzymują asystenci. A klasa to 90 zł arbiter główny, asystenci - 75 zł. Okręgówka - 120 zł główny, a IV liga - 160 zł główny, asystenci po 120 zł plus oczywiście zwrot kosztów dojazdu. - Jednym słowem obowiązki z wynagrodzeniem są niewspółmierne – zdradza J. Pieniążkowski.
J. Pieniążkowski występuje również jako sędzia liniowy ( pierwszy z prawej). Zdjęcię zrobione podczas meczu Sparty Złotów - www.zlotowskie.pl
Wprowadzono program mentorski, wyselekcjonowano najmłodszą grupę sędziów i z nich będą wybierani najlepsi sędziowie do IV ligi. -30 lat to już sędzia wiekowy i w moim wypadku nie ma szans na karierę na szczeblu centralnym - opowiada J. Pieniążkowski. Ciekawe sytuacje z boiska? - Zdarzyło się, że sędzia zapomniał gwizdka. Nie wypada, kiedy wszyscy stoją na środku, by sędzia biegł z powrotem do szatni. Wyjąłem więc swój gwizdek i dałem koledze - uśmiecha się pracownik Złotowskiego Centrum Aktywności Społecznej.
Trzeba się szkolić
- Mamy takie same przepisy jak sędziowie z Ligi Mistrzów. Te same limity czasowe, aby przebiec na egzaminie dany odcinek trasy - opowiada sędzia okręgowy. Arbiter musi przygotować się starannie do całego sezonu. - Paradoksalnie im wyższa klasa rozgrywkowa, tym łatwiej - instruuje J. Pieniążkowski.
W okręgowym OZPN jest około 100 członków kolegium sędziowskiego. Przygotowania do meczów odbywają się dużo wcześniej. - Zawody zaczynasz z chwilą, kiedy dowiadujesz się, gdzie jedziesz na mecz. Patrzysz na statystyki drużyn, jacy zawodnicy grają, zdobywasz informacje od kolegów. Obowiązków, jednym słowem, nie brakuje. Musisz sprawdzić pole gry, karty zdrowia zawodników. Po zawodach napisać trzeba sprawozdanie z meczu, należy omówić zawody, wyartykułować, za co karta została przypisana zawodnikowi itd. Im niżej tym trudniej
W B-klasie czy ligach powiatowych, ze względu na bardzo mizerne środki finansowe, kluby nie proszą o trzech sędziów. Gwiżdże często jeden, maksymalnie dwóch, a przecież gra odbywa się na pełnowymiarowych boiskach, przy zachowaniu wszystkich reguł gry, ze spalonym włącznie. Sędzia przez 90 minut musi być wszędzie, sam jeden rozstrzyga, czy był spalony, czy piłka przekroczyła linię boczną i wiele innych drobnych elementów, jak choćby zmiany. To wszystko sam jeden w otoczeniu 22 zawodników, działaczy i trenerów, którzy oczywiście wszystko wiedzą i widzą lepiej.
Dawid Cochór wcześniej biegał po zielonej murawie jako piłkarz, teraz pełni rolę sędziego piłkarskiego. www.zlotowskie.pl
– Oj, lekko nie ma - mówi Dawid Cochór, który w roli sędziego zaczynał w 2008 roku w Złotowskiej Lidze Powiatowej, po czym przeniósł się po dwóch latach do Kolegium Sędziowskiego przy OZPN Piła. – Powiem krótko - bywa różnie. Przeważnie drużyny B-klasowe to drużyny z małych miasteczek lub wiosek, gdzie niedzielny mecz miejscowej drużyny to wydarzenie niczym święto i emocje przeważają nad trzeźwą oceną sytuacji. [[nowa_strona]] Czy było tak zawsze?
Czasy bardziej odległe z gwizdkiem w ustach pamięta Medard Kajewski. - Braliśmy wełnianą czapkę, napychaliśmy do niej trawy i graliśmy w piłkę nożną w dzieciństwie. Tak się zaczęła moja przygoda z piłką. Chodziłem, podpatrywałem innych - mówi M. Kajewski, który zaczynał, jak wielu, od występów na boisku jako piłkarz. Grał w Sparcie Złotów, Buczku Wielkim, ale to bieganie z gwizdkiem dało mu najwięcej radości. Jego kariera sędziowska zaczęła się od kursu w powiatowym zrzeszeniu LZS. Potem sukcesywnie wspinał się po szczeblach aż został arbitrem przy OZPN, sędziując mecze okręgówki, A i B klasy, dochodząc nawet do sędziowania w III lidze. Jak wspomina, corocznie odbywały się szkolenia sędziowskie, był coroczny test wiedzy teoretycznej i test sprawnościowy. - Często zamiast do kościoła jechałem sędziować, a mama nic nie wiedziała. W latach 80. sędziowałem Gwardię Koszalin, która grała z Lechem Poznań II, piękne czasy - zamyśla się. Jak przyznaje były sędzia, dużych pieniędzy z sędziowania nie było. - Można było sobie coś jednak odłożyć. Motor kupiłem - wspomina. [[reklama]] Ponad dwa tysiące meczów
M. Kajewski sędziował ponad dwa tysiące meczów! Karierę z gwizdkiem zakończył po 2000 roku. Były również mecze prowadzone w rodzinnym gronie: Jarek, Karol i tata. - Synowie zniechęcili się ze względu na kibiców, wie Pan, różnie z nimi było. Trzeba pamiętać, że zawsze znajdą się niezadowoleni. Sporo meczów sędziowałem kobietom i to będę zawsze miło wspominał - uśmiecha się były sędzia. - Arbiter musi być stanowczy - z ostrym wzrokiem zaznacza pan Medard. – Nie ma: może, chyba, gdyby. Stwierdzałem tak i nie było odwrotu. Przez okres mojej przygody z sędziowaniem byłem twardy, konsekwentny, krótki, przez co nieprzyjemnych sytuacji z kibicami raczej nie było. Wróciłbym chętnie do sędziowania, ale jest test kopera [12 minut ciągłego biegu - przyp.: red.] i może być on poza moim zasięgiem. Pewnych rzeczy nie przeskoczymy - zamyśla się.
Co z dyspozycyjnością sędziego? - Mecze rozgrywane są w weekendy i wtedy wszystkie obowiązki rodzinne przechodzą na moją żonę, za co jej bardzo dziękuję - mówi Dawid Cochór, który stara się być sędzią bezstronnym i przygotowanym pod względem fizycznym i merytorycznym do każdych zawodów.
Nie ma odwrotu
Decyzja sędziego może nie do końca jest przejrzysta, jasna i najbardziej sprawiedliwa. - Tępiłem ostrą grę. Im wyższa ranga meczu, tym mniej było brutalności - zauważa Medard Kajewski.
Wszyscy nasi rozmówcy uważają, że czasami zwyczajnie trzeba spojrzeć na sędziego łaskawszym okiem. - Proszę pamiętać, że jesteśmy ludźmi i zdarzają się nam pomyłki - kończy D. Cochór.
Jeden błąd sędziego komentowany jest latami. W przypadku piłkarzy czasami dużo szybciej zapominamy ich błędy.
Karol Zabel
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze