Tych osób jest tak naprawdę znacznie więcej, niemożliwym było jednak, żeby podziękować wszystkim. Sporo osób też nie dotarło na uroczystość. Ja z kolei, z całego przejęcia i rozkojarzenia, zapomniałem podziękować przede wszystkim nauczycielom i dyrektor naszej szkoły za codzienną pracę dla zespołu. Dlatego nadrabiam to przy okazji tej rozmowy. Uważam, że jubileuszowa uroczystość była przygotowana na wysokim poziomie.
Nie byłoby takiej możliwości. W naszym czterdziestoleciu były sytuacje, kiedy wszystko się urywało, było realne zagrożenie końcem działalności zespołu. Brakowało głównie pieniędzy. W tym najtrudniejszym czasie pomógł nam były poseł pilski Marek Borowski, który skorzystał z naszego zaproszenia i był na jubileuszu. Pomagał nam wielokrotnie, wręcz cyklicznie, ale przede wszystkim w 1995 roku, kiedy nie miałem pieniędzy na nic. Jego działania sprawiły, że kupiłem nowe instrumenty, stroje i zostało jeszcze na wyjazd na festiwal do Kielc.
Reklama
Przypadkowo. Nie miałem wyjścia. Pomyślałem, że poseł może coś pomoże. Nie wiedziałem, jak podejść do sprawy. Zabrałem kroniki, żeby pokazać, że coś tutaj robimy i pojechałem do niego. Przejrzał jedną, drugą, trzecią i mówi: ja nie jestem Stokłosą ani żadnym innym biznesmenem i nie wiem, czy coś dam radę zrobić. Byłem z kolegą. Wyszliśmy z biura poselskiego i mówię do niego: po co my tu w ogóle przyjechaliśmy? Po dwóch dniach poseł Borowski zadzwonił do szkoły i zaprosił ponownie. Pojechałem, praktycznie podyktował mi pismo do Ministerstwa Kultury i Sztuki, no i otrzymaliśmy wsparcie. Nie wiem, ile łącznie pieniędzy przez te lata zebraliśmy i spożytkowaliśmy na zespół, ale cieszę się, że spotykaliśmy na naszej drodze takich ludzi.
Tak, osób takich było całkiem sporo, również w naszym powiecie. Zaznałem wielu przykrych sytuacji.
Reklama
Na pewno nie były to przyjemne doświadczenia. Teraz też jest bardzo trudno, bo coraz więcej osób i organizacji prosi o pomoc. Darczyńcy zastanawiają się, czy dać na zespół, czy np. dla jakiegoś chorego dziecka. Jednocześnie skala ofiarności spada, darowane kwoty są mniejsze. Kiedyś było to 2-4 tys. zł, teraz kilkaset złotych.
Jest wiele zespołów, które mają łatwiejszą sytuację. Bardziej wspierają je samorządy, np. kwotą 150 tys. zł rocznie. To jest nieporównywalne. W gminie w ubiegłym roku na wszystkie zespoły działające w sferze kultury było do dyspozycji siedemnaście tysięcy złotych, dwa lata temu jedenaście, podczas gdy tylko Frygom potrzeba minimum trzydzieści tysięcy złotych, żeby jeździć, występować, konkurować. Ta sceniczna konfrontacja jest potrzebna, wręcz niezbędna, nadaje sens całorocznej pracy.
Reklama
No pewnie, zarówno gminnego, powiatowego jak i wojewódzkiego. Jesteśmy zespołem harcerskim, reprezentacją Chorągwi Wielkopolskiej. Co z tego, skoro nie mamy żadnego finansowego wsparcia.
Przynajmniej dwa. Drugi był w 2001 lub 2002 roku. Wtedy mocno pomógł nam ksiądz Jerzy Ruszkowski, wieloletni proboszcz parafii w Lędyczku. Zadzwonił do mnie jednego wieczoru, było już koło 23.30, i powiedział, żebym się nie martwił. Załatwił kilka koncertów w parafiach, gdzie posługę sprawowali księża z jego rocznika z seminarium, w ten sposób występowaliśmy m.in. w Szczecinie. Podczas tych występów zebraliśmy pieniądze, których tak potrzebowaliśmy. Ksiądz Ruszkowski później jeszcze wielokrotnie organizował nam takie wyjazdy.
Reklama
Setki. Wielokrotnie przywoziliśmy z nich nagrody.
Są również inne zespoły, nawet starsze, także wywodzące się z małych środowisk, które mają młodzieżowe składy i działają. Faktem jest natomiast, że tych typowo mandolinowych jest coraz mniej. W 1969 roku było ich osiem w samym tylko powiecie złotowskim. Obecnie są cztery w Polsce.
Jak dziś wygląda sytuacja z instrumentami?
Z pieniędzmi zawsze problemy, personalnie jest regres, Stanisław Gortat młodszy też już nie będzie – zaczyna Pan godzić się z tym, że wchodzicie w ostatni etap działalności Fryg?
Zdarzały się Panu przemyślenia w stylu: nie wykorzystuję swojego potencjału do końca, mógłbym być dalej, w dużym mieście, pracować jako profesjonalny muzyk i sam się bardziej rozwijać? Żałował Pan niekiedy, że zakotwiczył na tej wsi pod Lipką?
Ostatnie mandoliny kupiliśmy w 1995 roku, właśnie przy okazji wsparcia od Marka Borowskiego. Można na nich grać, ale są mocno wyeksploatowane. Podczas występu czynność strojenia wykonuję kilkakrotnie. Stroję je też przed każdą próbą. Kiedyś chciałem skorzystać z usług lutników, którzy rekonstruują stare instrumenty. Za jeden życzą sobie jednak 20 tys. zł. Dla nas to kompletna fikcja. Nowe instrumenty trudno kupić. Zagraniczne są bardzo drogie, a w Polsce nie ma już fabryki, która zajmowała się ich produkcją. Mówi się, że im starszy instrument, tym lepszy. Nie w przypadku mandolin.
Reklama
Rzeczywiście jest w tym sensie regres, te minione pięć lat to potwierdziły. Można nawet powiedzieć, że umiera to śmiercią naturalną. Dzieci jest coraz mniej. Chcą grać, ale gdy idą do szkół średnich pojawia się problem dojazdów i uczestnictwa w zajęciach, więc coraz częściej ograniczamy się wyłącznie do uczniów szkoły w Łąkie. To problem wszystkich małych środowisk, także naszej wioski i okolic. Teraz główna grupa liczy dwadzieścia pięć osób, przy okazji obchodów 25-lecia działalności miałem na scenie skład liczący siedemdziesięciu wykonawców. Prowadziłem wtedy trzy grupy.
Jeszcze żyję (uśmiech). Mam w głowie pełno pomysłów.
Reklama
Tak… Wiek swoje robi. Każdy dźwięk trzeba pokazać, trochę się namachać. Po koncertach ręce bolą mnie przez trzy dni.
Chciałbym jeszcze trochę popracować i mam nadzieję, że ta nasza muzyczna przygoda jeszcze potrwa. Ale na pewno trzeba być realistą. Gdy ja odpuszczę, najprawdopodobniej nikt nie przejmie zespołu.

Taką pamiątkową statuetkę otrzymały podczas niedawnego jubileuszu osoby, które przez lata najbardziej wspierały działalność zespołu
Próbowałem. Było trudno. To jest jednak środowisko wiejskie i prawie wszyscy uciekają do miast. Oczywiście było przez te lata kilka osób, które miały atuty, spełniały podstawowe uwarunkowania do prowadzenia zespołu. Sześcioro moich podopiecznych zostało nauczycielami muzyki. Życie wszystko jednak zweryfikowało. Dzisiaj mało kto pracuje społecznie, a jeśli już, nie jest to taka skala zaangażowania jak kiedyś. Ta praca wymaga wręcz poświęcenia. Namawiałem m.in. moją córkę, ale woli spełniać się w pracy z chórem.
Reklama
Oczywiście. Dla dzieci w zespole czasami byłem i wciąż jestem kierownikiem, dyrygentem, ale też matką i ojcem w jednym. Przecież podczas wyjazdów spędzamy wspólnie kilka czy kilkanaście dni. Mieliśmy lata, kiedy graliśmy czterdzieści koncertów rocznie. To wszystko odbywało się jednak kosztem rodziny. Cieszę się, że żona jeszcze mnie z domu nie wyrzuciła.
To pewnego rodzaju zawziętość, na którą zdecydowałem się lata temu. Pod koniec lat osiemdziesiątych pewien Pan chciał mnie namówić do pracy w mieście i prawie mnie przekonał. Powiedział jednak o jedno zdanie za dużo. Stwierdził: panie daj sobie spokój, pegeerowskich dzieci niczego pan nie nauczy. Te słowa były dla mnie nieprawdopodobnym kopem do pracy.
Chyba każdemu zdarzają się podobne momenty. Po latach wiem jedno: jestem szczęśliwy z tego, czego dokonałem. Marszałek Sejmu Marek Borowski, zaproszony jako gość honorowy na Koncert Galowy Harcerskiego Festiwalu wręczając nam Złot Jodłę w 2003 roku, powiedział do publiczności zebranej w amfiteatrze: w szkole w Łąkiem, gdzie pracuje ten nauczyciel, wszystkie dzieci grają na instrumentach. I tak było.
Reklama
Na pewno. W zespołach czy w orkiestrach, które od lat gdzieś działają, kierownicy przychodzą, odchodzą, zawsze jest komu z nimi pracować. Zespół mandolinowy jest jednak nietypowy. Przykro mi, ale rzeczywiście liczę się z tym, że z chwilą mojej rezygnacji wszystko się skończy. Prawdę mówiąc, nie łudzę się już, że pojawi się następca.
Mam nadzieję, ale nie wiem, czy się uda. Jeżeli będzie dopisywać mi zdrowie, dzieci będą chciały grać i będą wokół nas życzliwi ludzie, którzy będą nas wspierać finansowo, doczekamy tej chwili. Bo chęci i zapału na pewno mi nie zabraknie.
Reklama
Rozmawiał Piotr Steffen[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Wielkie brawa dla Pana ,Panie Stanisławie przede wszystkim jako człowieka i pedagoga .Uczył Pan moje dzieci .Są już dorosłe i same mają swoje dzieci i o Panu zawsze opowiadają z szacunkiem ,gdy się zahaczy temat szkolny.
Pan Stanisław jeszcze wiele lat może przewodniczyć Zespołowi Maldolinistów "FRYGI" jest jeszcze młody a bez muzyki nie da sie żyć.Prawda p.Stanisławie? Grajcie dalej tak pięknie bo tłumy widzów czekają. Zdrowia i powodzenia życzymy.
Wielkie brawa dla Pana ,Panie Stanisławie przede wszystkim jako człowieka i pedagoga .Uczył Pan moje dzieci .Są już dorosłe i same mają swoje dzieci i o Panu zawsze opowiadają z szacunkiem ,gdy się zahaczy temat szkolny.
Pan Stanisław jeszcze wiele lat może przewodniczyć Zespołowi Maldolinistów "FRYGI" jest jeszcze młody a bez muzyki nie da sie żyć.Prawda p.Stanisławie? Grajcie dalej tak pięknie bo tłumy widzów czekają. Zdrowia i powodzenia życzymy.