Pierwotnie szatnia miała być gotowa latem ubiegłego roku. Termin przesunięto na połowę grudnia, stanęło na tym, że odebrano ją w ostatnich dniach ubiegłego roku. Sęk w tym, że jest lipiec, a poprawki wciąż trwają. Radni oficjalnie zgłosili uwagi podczas majowej sesji absolutoryjnej. O problemach mówił m.in. radny ze Stawnicy Jan Gajewski. Sprawą zajęła się komisja rewizyjna.
Jej przewodnicząca Małgorzata Podgórna–Klocek podkreśla, że w trakcie prac komisji bardzo szybko ustalono, że inwestycja była prowadzona w fatalny sposób. Mimo to odebrano ją i zapłacono wykonawcy blisko 67 tys. zł. Tymczasem wizja lokalna z udziałem członków komisji potwierdziła, że wątpliwości budzi nie tylko jakość wykonanych prac, ale też wiele odstępstw od przetargowej specyfikacji. Lista uwag była długa, od zwykłego braku wieszaków po zbyt małą pojemność bojlerów.
Pełna, obszerna lista uwag zawarta została w dokumencie pokontrolnym komisji rewizyjnej.
Wiele rzeczy było tam kompletnie niezgodnych z zamówieniem
– podsumowuje przewodnicząca komisji rewizyjnej. Jej członków dodatkowo irytował fakt, że pracownik odpowiedzialny w urzędzie za inwestycje nie dostarczał członkom komisji w trakcie jej prac oczekiwanych przez radnych dokumentów dotyczących inwestycji.
To opóźniało kontrolę. Ciągle dostawaliśmy nie to, co chcieliśmy
– mówi Małgorzata Podgórna–Klocek.
W tym przypadku nie należała się nawet częściowa zapłata za takie wykonanie inwestycji
– uważa. Komisja rewizyjna wystosowała pismo pokontrolne do wójta, który zdeklarował, że do lipcowej sesji (odbędzie się w najbliższy czwartek) wyjaśni sytuację.
Sprawa nabrała rozpędu od wniosku złożonego przez radnego Gajewskiego. W rozmowie z nami przyznał, że czara goryczy przelała się, stąd postanowił oficjalnie interweniować.
Nie miałem już argumentów, jak tłumaczyć ludziom, że tak długo to wszystko trwa
– mówi o nieustannie przeciągających się pracach w szatni. Efekty prowadzonych jesienią i zimą prac były dla wielu fatalne.
To wołało o pomstę do nieba
– mówi wprost inny członek komisji rewizyjnej, Adam Tomaszewski.
Nie można wykonywać takich prac na zasadzie, że może wieśniaki nie połapią się, że jest źle zrobione
Reklama
– interpretuje podejście wykonawcy.
Nie jestem fachowcem, choć wiele rzeczy w domu sam wykonuję. Za taką robotę u siebie w domu po pierwsze bym ich wyrzucił, po drugie nie zapłacił za nic
– radny dziwi się, jak gmina mogła przelać pieniądze na konto wykonawcy.
Za odbiory jest przecież odpowiedzialna jakaś komisja, a przede wszystkim konkretny pracownik merytoryczny gminy. Największą pretensję mam właśnie do niego
– przyznaje radny Tomaszewski, który tak puentuje zamieszanie:
Niektórych wykonawców, którzy wygrywają przetargi, gdyby to ode mnie zależało, mając o nich opinię, w ogóle bym nie dopuścił do roboty. A jeżeli wiedziałbym, że wygrała jednak firma, która nie ma dobrej opinii, to po kilka razy w tygodniu byłbym na placu budowy
Reklama
– zastrzega.
Pracownik merytoryczny gminy odpowiedzialny za inwestycje to Marek Jarząbek. Czy nie podzielał uwag innych osób?
Oczywiście, że miałem uwagi, cały czas to krytykowałem
– zapewnia, że na bieżąco monitował w sprawie, a odpowiedzialnością również obarcza wykonawcę.
To był ciężki temat
– mówi urzędnik, choć przyznaje, że samo zadanie nie było skomplikowane, bo to prosta inwestycja.
Natomiast w połączeniu z tym wykonawcą to się zrobiła tragedia
– przyznaje.
Z drugiej strony urzędnik nie zgadza się ze wszystkimi uwagami, również tymi dotyczącymi odstępstw od specyfikacji.
Większość rzeczy, które były zrobione, zostały wykonane słusznie
– uważa.
Wystąpiły pewne odstępstwa od projektu, bo w projekcie były błędy, więc trzeba było zmieniać pewne rzeczy na gorąco – wyjaśnia, za przykład podając choćby wentylację, która – w jego ocenie
– wykonana w oparciu o pierwotną wersję w ogóle by nie działała. Marek Jarząbek nie zrzuca jednocześnie winy na projektanta.
Może nie do końca miał wiedzę, zresztą nie tylko on, jaki to budynek
– wyjaśnia, że szatnia była w złym stanie, postawiona w dziwny sposób.
Dobrze, że wcześniej się nie zawaliła
– ocenia, wskazując m.in. na niewłaściwe oparcie płyt dachowych.
Nie jest to jednak wytłumaczenie dla faktu, że np. na odświeżonym suficie pojawiły się plamy.
Roboty były wykonane w okresie późnojesiennym, wręcz zimowym. W pomieszczeniu była duża wilgoć, gdy przyszły temperatury ujemne farba zmarzła i pojawiły się ciemne wykwity
– mówi. Nie zmienia to przecież faktu, że prace przeciągnięto z winy wykonawcy, który nie wyrobił się w pierwotnym terminie. Inspektor podkreśla, że z bólem, w trudach, ale w ostatnich tygodniach wiele rzeczy poprawiono i inwestycja zbliża się do końca.
Zapytaliśmy go również o opieszałość w wydawaniu dokumentów dla komisji rewizyjnej. Z czego to wynikało?
Może miałem za mało czasu. Jestem sam, robót jest dużo
– przypomina sobie, że w dniu, kiedy miał wydać dokumenty komisji rewizyjnej, jechał na inną inwestycję.
Były telefony, pośpiech, po prostu zapomniałem
– odpowiada.
Nie było tak, że robiłem coś świadomie
– zapewnia urzędnik.
Skoro sam miał jednak zastrzeżenia do sposobu i efektów prowadzenia prac, dlaczego odebrał inwestycję?
Jeżeli zgłasza się inwestycję do odbioru, odbiór trzeba wykonać
Reklama
– twierdzi.
Budynek i jego wykończenie nie zagrażały życiu
– mówi, podkreślając też, że uwagi były ujęte, pozostawała tylko kwestia dogadania terminów realizacji poprawkowych prac. Urzędnik przyznaje jednak, że pierwotna lista uwag nie była tak obszerna jak tych wykazanych podczas prac komisji rewizyjnej. Tych było grubo ponad dwadzieścia, u niego zaledwie kilka.
Gdy był robiony odbiór, w pomieszczeniach było ciemno
– tłumaczy, że np. w sanitariatach, żeby zobaczyć, jak wygląda końcowy efekt prac, musiał używać latarki.
Rozumiem, że pracownik działał w stanie pewnej desperacji, terminy nagliły, chciał to zakończyć, ale tak nie można
– ocenia postępowanie inspektora wójt Piotr Lach.
Byłem zawiedziony jego postawą. W desperacji zezwolił wykonawcy na pewne odstępstwa w specyfikacji, a to nie powinno mieć miejsca
– przyznaje wójt gminy Złotów.
Pojawił się też wątek niewłaściwej współpracy pracownika z komisją rewizyjną na etapie wyjaśniania sprawy. Tego kompletnie nie akceptuję i powiedziałem o tym otwarcie na spotkaniu z komisją rewizyjną
Reklama
– wójt dodaje, że to samo powiedział urzędnikowi.
Taka postawa absolutnie nie powinna mieć miejsca. Pracownik poniósł konsekwencje i prawdopodobnie poniesie jeszcze, już po zakończeniu postępowania
– Piotr Lach precyzuje, że w pierwszej kolejności były to konsekwencje finansowe.
Co prawda opinia prawna wyklucza zarzut poświadczenia nieprawdy przez pracownika gminy i wyjaśnia kwestię możliwości złożenia faktury przez wykonawcę w omawianym czasie. Gdyby jednak pracownik powiedział mi, że obiekt nie nadaje się do odbioru, na pewno bym go do tego nie zmuszał
– podkreśla Piotr Lach. Dodaje, że przed odbiorem inwestycji był kilkakrotnie w Stawnicy, ale prace były w toku, a wykonawca zapewniał, że efekt końcowy będzie zadowalający.
Nic wtedy nie wskazywało, że ten stan będzie aż tak fatalny
– mówi. I dodaje…
Co do oceny i interpretacji jakości różnych prac, już wcześniej miałem uwagi do mojego podwładnego. Niejednokrotnie różniliśmy się w ocenie wykonania zadań.
Nie zmienia to faktu, że największą winą wójt obarcza wykonawcę, z którym zresztą gmina miała już niejednokrotnie do czynienia. Problemy były m.in. kilka lat temu przy budowie drogi w Świętej.
To, z czym się spotkaliśmy przy okazji tamtej inwestycji przerosło nasze czarne sny
– przyznaje Piotr Lach, przypominając, że wykonawca płacił wtedy kary umowne.
Mieliśmy serdecznie dosyć współpracy z tym panem, ale rynek jest dość ograniczony
– wyjaśnia, że nie byłaby łatwym zadaniem próba wyeliminowanie go z drogi przetargowej na inne inwestycje. Z drugiej strony wójt przyznaje, że w międzyczasie firma wykonała dla gminy kilka innych, mniejszych inwestycji chodnikowych, które były zrealizowane przyzwoicie, co mogło uśpić czujność urzędników.
Z taką firmą nie powinno się ciągnąć inwestycji do ostatniego dnia. Odbiór był 28 grudnia, chcieliśmy niejako na siłę ją zamknąć i rozliczyć. W bólach dobrnęliśmy do końca roku i trzeba było podjąć decyzję czy dokonać formalnego odbioru, bo obiekt był jednak na tyle zrobiony, że można było zaplanować poprawki na okres wiosenny
– wójt przyznaje wprost, że komisja podjęła decyzję o odbiorze mimo szeregu mankamentów.
W kolejnych tygodniach nie podejmowaliśmy nerwowych kroków, nie było sensu przymuszać do prac w okresie zimowym, byłoby to marnowanie pieniędzy i nie dałoby żadnego efektu
– tak Piotr Lach tłumaczy oczekiwanie z poprawkami do wiosny. Wiosną niestety koszmar rozpoczął się od nowa.

Niedokładność widać w wielu miejscach prowadzonych prac
Poprawki miały być zrobione w bardzo krótkim czasie, gdy tylko pozwolą na to warunki. Niestety po zimie efekty niewłaściwie wykonanych prac faktycznie się pogłębiły, jakość była katastrofalna. Wykonawca zapewniał, że to żaden problem, że naprawi no i zaczęło się dłubanie, które przez kolejne tygodnie nie przyniosło efektów. Mamy nauczkę, w przyszłości będziemy postępować bardziej drobiazgowo i do takiej sytuacji zapewne nie dojdzie
– deklaruje wójt.
Cały czas jest problem tego, że zapłaciliśmy za coś, co niekoniecznie do tego się kwalifikowało. W przyszłości trzeba zachować dużą czujność
– stwierdza.
Piotr Lach nie kryje, że zaistniałą sytuację odbiera jako wizerunkową rysę.
Spowodowało to zbyt daleko idące zaufanie do wykonawcy i pracownika. Mam świadomość, że pewnie moje zaufanie u radnych zostało nadszarpnięte
– przyznaje.
Komisja rewizyjna pozostawiła mi wolną rękę do dokonania oceny zarówno całej sytuacji jak i pracownika. Konkretną odpowiedź dla komisji rewizyjnej przygotuję po zakończeniu prac
– wójt deklaruje, że być może uda się zająć stanowisko już na najbliższej sesji.
Z kolei okazję do wykazania się większą czujnością samorządowcy już mają, bo ta sama firma jest w składzie konsorcjum zajmującego się aktualnie budową drogi w Skicu.
Początki wydawały się nienajgorsze, natomiast teraz widzimy już, że powietrze niestety zaczyna uchodzić
– mówi Piotr Lach, dodając, że ostrzegli już głównego wykonawcę, lidera konsorcjum, z którym w ramach inwestycji współpracuje firma pana F.
Jej właściciel uważa, że w tej sprawie tylko dwie–trzy osoby robią pod górkę. Jego zdaniem wokół remontu szatni w Stawnicy narosły niepotrzebne emocje, bo zapewniał, że inwestycja będzie zrealizowana i wszelkie prace zostały zakończone (rozmawialiśmy w poniedziałek rano).
Miałem też inne prace
– mężczyzna wyjaśnia, dlaczego nie udało mu się dotrzymać terminów.
Była rozbieżność między projektem a opisem
– mówi z kolei o powodach odstępstw w stosunku do przetargowej specyfikacji.
Nie doczytałem do końca opisu, mnie zawsze bardziej interesuje projekt i zakres robót
– precyzuje, podkreślając, że finalnie na przykład bojler jest jeszcze większy niż miał być pierwotnie i może pomieścić 150 litrów wody. Właściciel zapewnia, że nie chce żadnych problemów, ani dla gminy, ani tym bardziej dla siebie. Przypomina, że raz karę już płacił, swoją drogą, w jego ocenie wygórowaną, w wysokości 90 tys. zł (chodzi o wspomnianą wcześniej drogową inwestycję w Świętej).
Kara karą, ale taka wysokość?
– stwierdza. Zależy mu jednak na dalszej, dobrej współpracy z gminą Złotów.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Pamiętaj! Zasada budowlanki mówi: Rób jak wszyscy,byle jak,standardy muszą byc zachowane :D
wójt gminy złotów naciska na pana marka jarząbka a ten chce sie mu przy podobac i wtedy wychodzą takie figle :)
Gdzie jest nazwa wykonawcy?
Panie wójcie pan jest szefem bałaganu pan ponosi odpowiedzialność dosyć tej spychologi tu jest zajęcie dla prokuratury,żle wydano publiczne pieniądze zwykła niegospodarność.
Pamiętaj! Zasada budowlanki mówi: Rób jak wszyscy,byle jak,standardy muszą byc zachowane :D
wójt gminy złotów naciska na pana marka jarząbka a ten chce sie mu przy podobac i wtedy wychodzą takie figle :)
Gdzie jest nazwa wykonawcy?