Reklama

Gdzie ta karetka!?

06/10/2017 18:30
Mieszkańcy coraz częściej narzekają, że wezwane do pomocy służby medyczne przyjeżdżają późno. Tylko w ostatnich tygodniach dwóch złotowian czekało na przyjazd karetki od czterdziestu do… siedemdziesięciu pięciu minut!

W ostatnich miesiącach kilkakrotnie docierały do nas sygnały od mieszkańców powiatu, a zwłaszcza Złotowa o tym, że długo trzeba czekać na przyjazd wezwanej karetki. Ostatnim takim wypadkiem, sprzed kilkunastu dni, jest zdarzenie z ulicy Kujańskiej. W niedzielę 10 września drogą tą jechała 78–letnia mieszkanka miasta, która skręcała na swoją posesję. Z naprzeciwka jechał motocykl prowadzony przez 36–letniego złotowianina. Kierująca osobówką nieprawidłowo oceniła odległość dzielącą ją od motocykla i podczas skrętu doszło do zderzenia. Poważnych obrażeń doznał kierowca jednośladu, który trafił do szpitala. Oto kilka spośród kilkudziesięciu komentarzy zamieszczonych pod tą informacją na portalu zlotowskie.pl.

Osoba o nicku motylarnia pisze:

Reklama

dlaczego poszkodowany w wypadku, ranny motocyklista musiał czekać na karetkę 40 minut? Wypadek wydarzył się może nieco ponad kilometr od szpitala. Był przytomny, krwawił. Trudno wyobrazić sobie ogrom jego bólu i cierpienia; "ambulans ma maksymalnie 15 minut na dotarcie do rannego. W mieście powinien zrobić to jeszcze szybciej. Przy tak nieszczęśliwych zdarzeniach liczy się każda minuta. Każda minuta oczekiwania oddala człowieka od życia".

Kolejny komentarz:

niech ktoś mi proszę wytłumaczy, jak to jest możliwe, że w XXI wieku człowiek musi czekać na karetkę 40 minut, leżąc w tym czasie na ulicy i będąc świadomym i ogromnie cierpiąc? Gdzie liczy się każda minuta, każda nawet sekunda? Nie pojmuję tego. Za co ludzie płacą składki do ZUSu?! Skoro gdy potrzebują pomocy, bo ich życie jest poważnie zagrożone, nie ma jej? Paranoja. Czy w Złotowie jest tylko jedna karetka? Po co jest ten szpital ja się pytam?

Reklama

– pisze osoba o nicku abc. W jednej z odpowiedzi vvv stwierdza:

karetka jechała z Jastrowia ponieważ złotowska karetka była zajęta

. Jeszcze osoba o nicku FX70:

1 km od szpitala a poooooooogoooooooootoooooooooowieeeee jechało jak ekspres Pendolino!

– nie brak i takiej ironii.

Sami powinniśmy zawieźć!?

Wspomniane czterdzieści minut to jednak wcale nie najdłuższy czas oczekiwania w Złotowie na ambulans. Kilka tygodni temu przy jednej z ulic miasta, na posesji oddalonej od szpitala maksymalnie o 1,5 kilometra, mężczyzna czekał na przyjazd ambulansu… ponad godzinę i piętnaście minut!

Reklama

Początkowo mieliśmy informację, że jedzie z Jastrowia czy Okonka. Ostatecznie przyjechała z Wyrzyska

– mówi żona mężczyzny. Słyszała o tym, że w Złotowie jest tylko jeden ambulans, ale trudno dać jej wiarę w takie informacje. W tym przypadku stan pacjenta również był poważny. Mężczyzna zasłabł i upadł na betonową posadzkę. Otworzyła się rana brzucha.

Irytujące były wypowiedzi osoby przyjmującej zgłoszenie

– kobieta mówi o wymianie zdań z dyspozytorem, kiedy bliscy i znajomi poszkodowanego w zdenerwowaniu dzwonili, żeby dopytywać o to, gdzie jest wyczekiwana tak długo karetka.

Reklama

Powiedział w końcu, że gdyby był na moim miejscu, w takiej sytuacji sam przywiózłby do szpitala taką osobę. Gdy przyjechali już sanitariusze z Wyrzyska i mówiliśmy im o tej wymianie zdań i stwierdzeniu dyspozytora, powiedzieli wprost, że ten człowiek chyba nie wie, o czym mówi. Powiedzieli, że w takim stanie, z otwartym brzuchem, mąż mógłby zejść nam w samochodzie

– kobieta potwierdza, że niezbędne było należne opatrzenie rany i profesjonalny transport.[[pay]]

Kiedyś służby ratownicze, nie tylko pogotowie, wzywane były wyłącznie pod numerami 999, 998 i 997, wezwania były przyjmowane w Złotowie. Dalej można dzwonić pod te numery (w przypadku pogotowia zgłoszenie odbierze dyspozytor medyczny w Pile – w pozostałych przypadkach nadal złotowska straż i policja), jednak zdecydowana większość osób w sytuacji zagrożenia dzwoni pod rozpowszechniany od kilku lat, uniwersalny numer 112. Wtedy zgłoszenie odbiera dyspozytor w Poznaniu. Przyjęcie zgłoszenia to kluczowa kwestia, jednak nie jedyna w szybkiej pomocy poszkodowanym. Pytanie stawiane przez mieszkańców najczęściej brzmi: czy w Złotowie nie powinno być drugiej karetki?

Reklama

To jest normalne

Może się hipotetycznie zdarzyć, że będziemy mieli na terenie powiatu dziesięć zawałów naraz. I nie dojedziemy do wszystkich, choćbyśmy mieli siedem karetek. Czy zwiększenie ich liczby rozwiąże problem, jeżeli on w ogóle rzeczywiście jest?

– dyrektor złotowskiego szpitala Joanna Harbuzińska–Turek podaje, na jakiej podstawie określono, że trzy ambulanse (w tym jeden w Złotowie) wystarczą na terenie powiatu.

Zapisane to zostało w „Wojewódzkim planie działania systemu Państwowe Ratownictwo Medyczne dla województwa wielkopolskiego”. Powstaje on w oparciu o raporty zawierające m.in. dane dotyczące liczby mieszkańców, powierzchni rejonu operacyjnego zaplanowanego do zabezpieczenia przez ZRM (zespół ratownictwa medycznego), liczbę wypadków oraz w szczególności czasy dotarcia ZRM na miejsce zdarzenia, od czasu przyjęcia zgłoszenia przez dyspozytora medycznego. Dane te są zbierane i analizowane, a plan okresowo aktualizowany. Odpowiadając na pytanie: czy jedna karetka w Złotowie to nie za mało? W planie wyraźnie zapisano, że właśnie z tych analiz wynika, iż skuteczność działania zespołów ratownictwa medycznego zależy głównie od ich odpowiedniej dyslokacji. Liczba karetek pozostających w stałej dyspozycji jest elementem drugorzędnym

Reklama

– mówi dyrektor.

To jest normalne

– odpowiada J. Harbuzińska–Turek – na stwierdzenie, że do pacjenta w Złotowie przyjechała karetka z Wyrzyska.

W zakresie dysponowania ambulansów nie ma rejonizacji, która określałaby, że do nas musi przyjechać złotowska karetka, a nie z innego miasta. My również jeździmy poza teren powiatu, poza rejon

– dodaje J. Harbuzińska–Turek. Dyrektor podkreśla, że jedyną decyzyjną w tym względzie osobą jest dyspozytor, który po przyjęciu zgłoszenia określa pilność zdarzenia i to, która spośród najbliżej zlokalizowanych potrzebującego pomocy karetek czy śmigłowców Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, dotrze do określonego pacjenta. Dyrektor potwierdza, że w powiecie złotowskim (ponad siedemdziesiąt tysięcy mieszkańców) są trzy karetki funkcjonujące w ramach systemu ratownictwa, po jednej w Złotowie, Jastrowiu i Okonku. Mieszkańcom Złotowa trudno wyobrazić sobie jednak, jak w blisko dwudziestotysięcznym mieście może być tylko jeden taki samochód. Gdy pytamy o to J. Harbuzińską–Turek początkowo stwierdza, że nie ma potrzeby, aby w Złotowie była druga karetka. Później dodaje jednak:

Reklama

To nie jest tak, że nie ma potrzeby. Tyle tylko, że te potrzeby liczymy na możliwości. Żeby mieć dodatkową karetkę, należy mieć pieniądze na jej kupno, a przede wszystkim trzeba mieć podpisany kontrakt z NFZ na jej utrzymanie

– podkreśla, że pod kątem posiadanej kadry doświadczonych ratowników medycznych, nie miałaby problemu z obsadzeniem drugiego takiego pojazdu przy złotowskim szpitalu. Tyle że nie ona o tym decyduje.

Za organizację systemu ratownictwa medycznego odpowiada wojewoda. To, ile jest karetek, leży w gestii urzędu wojewódzkiego. Oni to koordynują

Reklama

– mówi.

Potrzeba dowodów, nie odczuć

Czy sygnały od mieszkańców nie są podstawą do tego, aby szpital zabiegał o drugą karetkę?

Jeżeli mamy mówić o tego typu uwagach merytorycznych, musiałyby one być oparte o rzeczowy wniosek, że pacjent faktycznie trafił do szpitala z opóźnieniem, nastąpiły tego konsekwencje i jest podejrzenie, że jego stan pogorszył się wskutek czasu oczekiwania

– odpowiada dyrektor szpitala. Jak wyjaśnia, same opinie–odczucia pacjentów nie mogą być podstawą do zgłoszenia takiego wniosku.

Ja doskonale rozumiem, że dla pacjenta, jego rodziny ten czas zawsze się dłuży

Reklama

– zaznacza dyrektor. Zapewnia jednak, że szpital nie miał w ostatnich latach podstaw do tego, aby wnioskować o zwiększenie ilości ambulansów na terenie powiatu złotowskiego.

Nie mamy żadnego sygnału, żeby była taka sytuacja, w której pacjent wymagał natychmiastowej pomocy i ona nie została mu udzielona, ponieważ nie było karetki i ta nie dojechała w odpowiednim czasie. Pamiętajmy również, że w przypadku zdarzeń nadzwyczajnych dysponujemy możliwością uruchomienia tzw. zespołów dodatkowych

– stwierdza dyrektor.

Reklama

Faktem jest (co udowadniają nasze rozmowy z mieszkańcami), że pacjenci – zwłaszcza ci, którzy korzystają z pomocy medycznej regularnie – z reguły nie zgłaszają takich zdarzeń, wiedząc, że zdani są na usługi służb medycznych i obawiają się ewentualnych nieprzyjemności.

J. Harbuzińska–Turek podkreśla, że dyrektorzy szpitali z naszego rejonu regularnie się spotykają i omawiają m.in. kwestie dotyczące ilości karetek. Na chwilę obecną nie mają podstaw (potwierdzonych medycznie zdarzeń) do zabiegania u wojewody o zwiększenie ich liczby na terenie naszego powiatu i sąsiednich.

Proste złamanie czy skręcenie nie zawsze są przypadkami, w których pomoc musi być udzielona natychmiast. W takiej sytuacji pacjent nie poniesie poważniejszej szkody na nieco dłuższym oczekiwaniu. Natomiast jeżeli dyspozytor wie, że to jest wezwanie do zawału, mamy nagły stan zagrożenia życia, nie będzie czekał z zadysponowaniem innej karetki, żeby jak najszybciej udzielić pacjentowi niezbędnej pomocy

– mówi dyrektor.

Niewydolny system

Po to jest właśnie dyspozytor centralny, żeby unikać takich sytuacji. On ma środki, widzi w systemie nie tylko trzy karetki z naszego powiatu, ale również inne i wie, jak dysponować służby. On podejmuje decyzję, również w oparciu o informacje o stanie pacjenta. Na tym, m.in. polega koordynowanie całego systemu ratownictwa w województwie

– dodaje J. Harbuzińska–Turek. Jak dyspozytor ma właściwie ocenić stan pacjenta na podstawie telefonicznej rozmowy? Często prowadzonej przecież w emocjach, gdzie trudno o precyzyjne informacje nawet w kwestii miejsca zdarzenia, a co dopiero stanu poszkodowanego?

Funkcję dyspozytora medycznego pełnić mogą specjalnie na te stanowiska szkoleni lekarze systemu, pielęgniarki systemu lub ratownicy medyczni. Muszą też mieć odpowiednie doświadczenie zawodowe. Dyspozytorzy działają wedle pewnych zasad, algorytmów, wiedzą, jakie mają zadawać pytania i to jest ich bardzo odpowiedzialna praca

– mówi J. Harbuzińska–Turek.

Jak ocenia funkcjonowanie systemu z wykorzystaniem numeru 112?

Jest numerem ogólnoeuropejskim. Gdziekolwiek znajdziemy się w UE, jeśli potrzebujemy pomocy możemy go wybrać. Również obcokrajowiec w Polsce w chwili zagrożenia wie, gdzie ma zadzwonić. Ta uniwersalność jest z pewnością dobra. Przyjmujący zgłoszenie pod numerem 112 operator Centrum Powiadamiania Ratunkowego, po zebraniu wywiadu, przekazuje zgłoszenie do odpowiednich służb ratunkowych. Zaletą tego systemu jest też możliwość koordynowania działań i związanego z tym optymalnego wykorzystania sił i środków. Pracowałam w pogotowiu ratunkowym w czasach, kiedy zgłoszenia przyjmowaliśmy sami w szpitalu i stacji pogotowia w Jastrowiu. Doskonale pamiętam sytuacje wypadków np. na granicy miast, województw, przepychanki, która karetka ma jechać, kto ma bliżej, dylematy lekarza w karetce dokąd zawieść pacjenta. Zdarzało się, że jeździliśmy z chorym od Wałcza, do Złotowa, przez Piłę i Szczecinek, szpitale odmawiały przyjęcia. Dzisiaj w takich sytuacjach korzystamy z pomocy dyspozytora medycznego. On ustala, który najbliższy szpital dysponuje wolnym miejscem. To bez wątpienia przyspiesza udzielenie fachowej pomocy i zwiększa szanse na uratowanie pacjenta. W ogólnej ocenie wydaje się, że ten system działa dobrze

– stwierdza.

Oficjalnie mówią tak wszystkie osoby pracujące w systemie. W nieoficjalnych rozmowach, zwłaszcza ze strażakami, którzy są przy wielu rodzajach zdarzeń i najczęściej są spośród służb pierwsi, rzeczywistość nie wygląda już tak różowo. Mówią wprost, że przekierowanie numeru 112 do poznańskiej centrali dwukrotnie zwiększyło czas podjęcia reakcji – dyspozytorowi w Poznaniu trudniej ustalić fakty, nie znając terenu odległego powiatu złotowskiego, a poza tym przekazuje później tzw. formatkę do Złotowa – jest zatem pośrednikiem w czymś, co znacznie szybciej odebrano by w samym Złotowie, szybciej dysponując służby do pomocy. Coraz więcej jednostek OSP posiada defibrylatory AED, co też nie jest przypadkową tendencją.

Jeździmy do coraz większej liczby zdarzeń, które nie są jedynie pożarami czy wypadkami. Jeździmy np. do osób, które zasłabły

– jeden ze strażaków anonimowo mówi nam o tym, że to m.in. również potrzeba uzupełnienia luki wynikającej z małej liczby karetek.

Moim zdaniem bezwzględnie powinien być w powiecie czwarty taki samochód

– mężczyzna wskazuje głównie na Złotów.

Ten system nie jest zły, ale jest niewydolny. Tak będzie do czasu, aż zdarzy się jakaś tragedia, aż stanie coś poważnego komuś ważnemu

– odnosi się nie tylko do małej ilości karetek, ale też do funkcjonowania systemu z numerem 112 z centralą w Poznaniu. W tych nieoficjalnych rozmowach strażacy niejednokrotnie oceniają, że chyba jednak bezpieczniej dzwonić po pomoc pod numery 997, 998 i 999. Prawdopodobnie dotrze szybciej.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Micz - niezalogowany 2017-10-10 17:33:39

    No właśnie nie ,,nasza wina" (w sensie personelu medycznego) - tylko, że to my najczęściej jesteśmy poddawani krytyce i oszczerstwom a nie Ci co to prawo/ustawy/procedury piszą. Zachęcam aby Pani i społeczeństwo zaczęło słuchać personelu medycznego bo my też nie zgadzamy się na wiele rzeczy które są w tej ochronie/służbie zdrowia narzucane przez kolejne rządy, choć w tym systemie pracujemy. Oczywiście nie twierdzę, że wszyscy lekarze, pielęgniarki i ratownicy są niesamowici i nie ma w środowisku medyków gburów i chamów bo bym skłamał.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    pacjent - niezalogowany 2017-10-10 12:00:08

    Co tu dużo mówić: gorzkie życie, niestety;(

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    motylarnia - niezalogowany 2017-10-10 09:40:44

    Zgadzam się z panem w tej kwestii. Stojący wokół gapie, do tego robiący zdjęcia czy nagrywający filmy to porażka. Jeśli nie są tam by pomóc, nie powinno ich tam być. Jedynie przeszkadzają. Niestety w sytuacjach opisanych w artykule do poszkodowanych Straż Pożarna nie dojechała. Raczej wątpię, że gdyby nawet dotarła do tych osób była by w stanie im pomóc. Pewnie dlatego nie przyjechali. Nie bez powodu ktoś ustalił czas 15 minut na dotarcie karetki do potrzebującego poza miastem. W mieście powinna zjawić się jeszcze szybciej. 40 minut i 75 minut to skandal. Ma pan rację to nie jest norma ale każdy powinien mieć jednakowe szanse a że, tak nie jest to nie pana wina.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości