Reklama

Głyżewscy - 60 lat razem

30/04/2019 18:10

Choć data może na to wskazywać, to nie żart. 1 kwietnia Kazimiera i Franciszek Głyżewscy obchodzili rocznicę 60–lecia zawarcia związku małżeńskiego. Doczekali się trójki dzieci, sześciu wnuków i trzech prawnuczek. Jak mijały im te lata?

– Żonę znam od 16 roku życia. Siedem lat ją obserwowałem i zabiegałem o nią – zaczyna z uśmiechem pan Franciszek, pochodzący z Klarynowa, leżącego na granicy gmin Łobżenica i Więcbork. Kazimierę Wnuk z Topoli, późniejszą małżonkę, spotykał m.in. w kościele parafialnym pw. św. Mikołaja w Dźwiersznie Wielkim, ale też na wiejskich zabawach.

– Raz te rozmowy wychodziły lepiej, raz gorzej, jak to w życiu – śmieje się pani Kazimiera. Młodzieńczą miłość przerwała najpierw „Służba Polsce”, do której skierowano pana Franciszka, a później służba wojskowa. Do kobiety swego życia mógł tylko wzdychać we wspomnieniach.

Reklama

– Na powrót nasze drogi zeszły się na stacji kolejowej w Runowie Krajeńskim. Ja wracałam pociągiem od siostry z Zakrzewa, mąż jechał z pracy, bo był już wtedy kierowcą w PKS–ie w Sępólnie Krajeńskim – mówi pani Kazimiera.

– To była długa droga do domu. Teczkę schowałem i odprowadziłem ją – wtrąca pan Franciszek, uśmiechając się do żony. Zaiskrzyło na dobre.

Przed wojskiem pana Franciszka wcielono to tzw. Służby Polsce


Wesele

1 kwietnia 1959 roku w kościele w Dźwiersznie Wielkim przyrzekli sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że się nie opuszczą aż do śmierci. Wesele odbyło się w Topoli, w domu rodzinnym pani Kazimiery.

Reklama

– Świniaki były bite, kurczaki skubane. Moja mama bardzo dobrze gotowała, odziedziczyłam to po niej. Samego gotowania to były ze trzy dni roboty – wspomina ten dzień pani Kazimiera. W rodzinnej kronice zachował się wpis mówiący o tym, że „Wesele było w Topoli, Oj kogo nie bolała głowa po tej swawoli”.

– Trochę się do tego przyczyniłem. Miałem już wtedy pasiekę i na stołach królowała własnej roboty miodówka, która bardzo smakowała gościom – wspomina pan Franciszek. Głyżewscy jeszcze mieszkali w Topoli, gdy ich rodzina się powiększyła. Na świat przyszedł pierwszy syn – Roman. Na początku lat 60–tych rodzina przeprowadziła się do mieszkania przy ul. Władysława Jagiełły w Krajence, które należało do rodzinnego majątku. Już tam na świat przyszło dwoje pozostałych dzieci, Grażyna i Sławomir.

Reklama

Wesele odbyło się w domu rodzinnym pani Kazimiery w Topoli


Dom

Pan Franciszek rozwijał swoją karierę za kierownicą. Był kierowcą w złotowskiej mleczarni, w Wałeckim Przedsiębiorstwie Budowlanym i Przedsiębiorstwach Budowlanych w Złotowie. W 1970 roku zatrudniono go w Zespole Szkół Zawodowych w Krajence, gdzie woził młodzież na wycieczki szkolne i szkolił setki przyszłych kierowców. Pani Kazimiera oprócz obowiązków domowych gotowała w miejscowym przedszkolu. Na początku lat 70–tych podjęli decyzję o budowie domu.

Reklama

– Męża mam złotą rączkę, sam to wszystko zbudował – talent pana Franciszka podkreśla pani Kazimiera. Wspomina też jego kreatywność.

– Synowie pomagali na budowie. Jak to mama, zawsze starałam się, by byli odpowiednio ubrani, by się np. nie zaziębili. Zdarzyło się jednak, że pogoda się zmieniła i długie spodnie im się nie sprawdzały. Ponieważ były to typowo robocze rzeczy mąż szybko podjął decyzję, że trzeba je skrócić. Wziął siekierę i tak z długich spodni zrobił krótkie. Strasznie śmiać mi się z tego chciało, ale to nie zmienia faktu, że rozwiązał problem, jaki się pojawił – mówi pani Kazimiera, która dbała też, by nikt na budowie nie był głodny.

Reklama

– Dom powstawał trzy lata, głównie w wakacje. Wtedy był czas, bo w ciągu roku naprawdę dużo pracowałem – mówi pan Franciszek. W 1974 roku zamieszkali w domu, który jest ich azylem do dzisiaj.

Dom samodzielnie budował pan Franciszek, pomagali synowie, a pani Kazimiera dbała by nikt nie był tam głodny


Serce nie sługa

W 1984 roku pan Franciszek musiał zrezygnować z pracy zawodowej.

– Zaczęły się problemy z sercem. Kiedy lekarz mi powiedział, że nie będę mógł już zawodowo jeździć, popłakałem się – mówi. Jako kierowca autobusu zwiedził niemal całą Polskę, nie mając przez czternaście lat ani jednej stłuczki. Pomimo wolniejszego, spokojniejszego trybu życia nie było mowy o bezczynności. Na horyzoncie pojawiła się pasja sprzed lat – pszczelarstwo. Zaczynał od kilku uli, by zbudować pokaźnych rozmiarów pasiekę.

Reklama

– Był też czas, że mieliśmy nutrie. 250 sztuk. Było wokół czego chodzić. Człowiek imał się różnych zajęć, by coś robić i trochę dorobić – mówi pan Franciszek. Nie zgasła w nim też dusza podróżnika. Nadal szukał okazji, by na wyprawy zabrać żonę, a z czasem i wnuki, które do dziś z nostalgią wspominają te wojaże.

Rodzina w komplecie, w 1963 roku urodził się Sławomir Głyżewski


Recepta

Kazimiera i Franciszek Głyżewscy doczekali się trójki dzieci, sześciorga wnucząt i trzech prawnuczek. Sędziwy wiek nie zabiera im chęci do życia, cieszą się bowiem z każdej chwili spędzonej w rodzinnym gronie. Zapytani o to, jak zgodnie przeżyć ze sobą 60 lat, uśmiechają się.

Reklama

– Jak się dba, tak się ma. Trzeba się szanować, wspierać – mówi pan Franciszek.

– W życiu różnie bywało, ale bez męża, dzieci, wnuków, a teraz i prawnuków to wszystko byłoby nic nie warte. Trzeba być cierpliwym i wspólnie pchać ten wózek, zgodnie z tym, co przysięgaliśmy przed Bogiem – w miłości, wierności i uczciwości, dopóki śmierć nas nie rozłączy – dodaje pani Kazimiera.

Jubileusz 60–lecia małżeństwa pani Kazimiery i pana Franciszka


Sz. Chwaliszewski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości