Tamtejszy klub jeździecki otrzymał jeden z najwyższych certyfikatów, przyznawanych przez Polski Związek Jeździecki. – To ogromne wyróżnienie. W Wielkopolsce certyfikat kategorii I mają tylko cztery stajnie, w tym nasza – mówi Katarzyna Porożyńska–Pankau.
Nie tak dawno czytelnicy naszej gazety mogli przeczytać, jak niszczejący przez lata dwór w Grodnie był przywracany do świetności przez rodzinę Porożyńskich. Wieloletni proces renowacji tego zabytku był jednak połączony z czymś jeszcze. Równolegle rozwijany był tam klub jeździecki i stajnia, które zostały założone 11 listopada 2002 roku.
– Wszystko zaczęło się jeszcze w Sępólnie Krajeńskim, gdzie kiedyś mieszkaliśmy i gdzie klub miał swoją pierwszą, formalną siedzibę – mówi Katarzyna Porożyńska–Pankau. Dlaczego postanowili go założyć? Okazuje się, że główną motywacją było wykorzystanie potencjału miejsca, jakim jest Grodno oraz chęć, by pasja, jaką jest jeździectwo, zamienić w sposób na życie.
– Jeżdżę konno od bardzo wielu lat, mając doświadczenia z różnymi klubami przed naszym. W którymś momencie doszliśmy do wniosku, że mamy już na tyle duże doświadczenie, że sami możemy podjąć się takiego zadania. Nie chodziło o biznes. Bardziej o sprawdzenie siebie, czy damy radę. Idealnie nadawał się do tego także teren. Dla rolników te górki wokół Grodna są problematyczne, bo ciężko je uprawiać. Dla koni i ich hodowców to wymarzone warunki, pozwalające na dobry rozwój zwierząt, np. wzmacnianie ich mięśni, gdy korzystają z wybiegu. Było to o tyle ważne, że od samego początku zakładaliśmy, że będziemy się tu specjalizować w jeździectwie sportowym – wspomina K. Porożyńska–Pankau.
Nie wszystko od razu wyglądało jednak tak różowo. Rodziły się także pewne obawy, m.in. czy stajnia nie będzie świeciła pustkami.
– Jesteśmy daleko od dużych miast, a ich mieszkańcy najczęściej korzystają z tego typu ośrodków. Chcąc ich przekonać do siebie musieliśmy postawić na jak najlepiej przygotowane zaplecze i kompleksowość opieki nad końmi – mówi pani Katarzyna. Tym samym w Grodnie odbywa się m.in. wychów koni, działa też tzw. „dom seniora”.
– Co ciekawe, taka „różnica pokoleń” w świecie koni pozytywnie wpływa na młodsze i starsze konie. Widać to zwłaszcza na padokach, gdzie „młodzież” słucha się i trzyma „starszyzny”. Nie dochodzi przy tym do zgrzytów – śmieje się pani Kasia. Rzecz jasna w Grodnie można także nauczyć się jeździć.
– Prowadzimy szkółkę oraz zajęcia sportowe. Sport oznacza tu skoki przez przeszkody i tzw. ujeżdżenie. Do tego od niedawna ruszyła sekcja jazdy westernowej, nad którą czuwa Beata Spendel. To bardzo widowiskowy sport. Przejazdy przez bramki, rzuty lassem. Nie zajmujemy się jedynie hipoterapią – mówi Katarzyna Porożyńska–Pankau. Dodaje, że jeźdźcy mogą nauczyć się także tzw. jeździectwa naturalnego.
– Polega ono na bardzo bliskim zapoznaniu z koniem, trochę tak jak to było u Indian. Przez kilka dni w ogóle nie jeździ się konno, a uczy rozpoznawać sygnały dawane przez konie, np. ruchy uchem. Gdy zaczynamy jazdę, odbywa się ona bez siodła – dodaje p. Kasia. W planach jest także organizowanie rajdów, które mogą przypominać obrazki znane z westernów. Wygląda to tak, że grupa jeźdźców na kilka dni wyrusza w plener, żyjąc z końmi bez dobrodziejstw cywilizacji.
– Nad całością ośrodka czuwa łącznie pięć osób. Pomagają oczywiście klubowicze, dla których praca z końmi jest frajdą – wyjaśnia K. Porożyńska–Pankau.


Zdaniem fachowców teren wokół dworu idealnie nadaje się na wybiegi dla koni, m.in. ze względu na zróżnicowaną rzeźbę terenu
Przymiarki do ubiegania się o certyfikat trwały od kilku lat. Był to jednak złożony proces, bo prowadzący klub jeździecki w Grodnie założyli sobie, że chcą od razu ubiegać się o najwyższą kategorię.
– Niższe nas nie satysfakcjonowały. Sukcesywnie rozwijaliśmy ośrodek, by spełnić najostrzejsze kryteria. Gdyby przekładać to na gwiazdki w hotelach, możemy mówić o pięciu gwiazdkach. Certyfikat, przyznawany przez Polski Związek Jeździecki, jest obwarowany bardzo dokładną kontrolą. Liczy się m.in. opinia weterynarza na temat dobrostanu zwierząt, opinia ze związku hodowców koni czy ogólne warunki w ośrodku. Po ich przedstawieniu na piśmie przyjeżdża komisja z PZJ i sprawdza punkt po punkcie. Certyfikat jest przyznawany na trzy lata. Później można się ponownie o niego ubiegać i ponownie jest się kontrolowanym. Przyznanie tego certyfikatu to ogromne wyróżnienie. W Wielkopolsce certyfikat kategorii I mają tylko cztery stajnie, w tym nasza – mówi Katarzyna Porożyńska–Pankau. Przy jedynce na certyfikacie widnieje też jedna gwiazdka.
– Docelowo chcemy, by znalazły się tam trzy gwiazdki. To będzie oznaczało, że jesteśmy w jeszcze ściślejszej elicie ośrodków. By zdobyć dwie pozostałe musimy mieć wśród kadry, oprócz instruktora szkolenia podstawowego, także instruktora sportu i trenera sportu. To nasz kolejny cel – mówi pani Katarzyna.
Sz. Chwaliszewski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Najważniejsze jest ze się udało Dzięki Wasi Grodno żyje Pozdrawia przewodniczący rady miejskiej w Złotowie
Najważniejsze jest ze się udało Dzięki Wasi Grodno żyje Pozdrawia przewodniczący rady miejskiej w Złotowie
Najważniejsze jest ze się udało Dzięki Wasi Grodno żyje Pozdrawia przewodniczący rady miejskiej w Złotowie
Najważniejsze jest ze się udało Dzięki Wasi Grodno żyje Pozdrawia przewodniczący rady miejskiej w Złotowie