Reklama

Halo, Złotów, jestem tutaj!

08/01/2013 00:00
- Złotów nie jest do końca otwarty na nowych artystów - tak o złotowskiej scenie mówi Jakub Słubik. Rozmowie z artystą przysłuchiwała się żona Agnieszka

Mam wrażenie, że jesteś człowiekiem renesansu. Grasz na kilku instrumentach, śpiewasz, malujesz, piszesz teksty, uczysz dzieci w szkole, masz trzy zespoły, w których czynnie się udzielasz. Powiedz, co jest dla Ciebie ważniejsze?
Zawsze miałem dylemat, co byłoby, gdybym stracił wzrok czy słuch... Gdybym miał wybierać, wolałbym stracić słuch, żeby móc się poruszać. Natomiast inną kwestią jest, że to właśnie w muzyce mam więcej pomysłów. To giętkie medium, gdzie mogę wprowadzić coś swojego, a plastyka to warsztat, który działa jako narzędzie, nie potrafię się w nim do końca wyrazić.

Co było pierwsze?
(milczenie)... Plastyka. Każde dziecko rysuje, od najmłodszych lat. Jeżeli chodzi o przygodę z muzyką, amatorsko rozpoczęła się ona w wieku 15 lat, profesjonalnie trochę później.

Jak to możliwe, że TAK grasz, na perkusji, gitarze, basie, klawiszach, do tego świetnie śpiewasz?! Nie wyglądasz mi na samouka.

Nie jestem nim. Moje zdolności są podparte nauką, co prawda na szczeblu akademickim, ale dzięki temu mogę uczyć dzieci w szkole. Uprzedzając pytanie, jeżeli miałbym wskazać instrument, na którym bezsprzecznie gra mi się najlepiej, byłaby to perkusja, bez dwóch zdań.

Jesteś perkusistą legendarnej już, w pewnych kręgach, grupy muzycznej „Lotyń”. Grasz tam od 8 lat, zespół istnieje od około 20. Co Cię tam trzyma?
Przede wszystkim członkowie zespołu grają dla przyjemności i może to jest kluczem. Od początku muzyka grana przez chłopaków z Lotynia miała być bezpretensjonalna, świeża i bez udziwnień muzycznych. Do dzisiaj śmieją się, że mimo iż nie potrafią nazwać dźwięków na gryfie, grają już od tylu lat. Dla nas ważne jest, aby muzyka Lotynia była prosta, a momentami nawet infantylna, choć w pozytywnym znaczeniu. Wszak nie koncertujemy, bo gramy jedynie dla najbliższych, to dla zainteresowanych ciekawostka: w marcu przyszłego roku zespół obchodzić będzie 20-lecie i z tej okazji na pewno coś przygotujemy.

[[reklama]]
20 lat na scenie, nawet jeśli lokalnej, to sporo. Mimo takiego stażu duża scena o Was nie wie. W porządku, nie koncertujecie, ale może wydajecie płyty?

Tak się złożyło, że do zespołu dołączyłem na ich ostatniej prostej, kiedy mieli ostatnią szansę na karierę. Wydaliśmy wówczas płytę, ale jak zwykle, media nie poznały się na znakomitej muzyce (śmiech). W ramach protestu Robert Kałuża, założyciel zespołu, stworzył własne studio w domu i wytwórnię muzyczną, gdzie wyprodukował bardzo ciekawą składankę rozmaitych zespołów, ale kolejny raz nikt nie zechciał tego dystrybuować, w związku z czym rozsyłał te płyty, za darmo, do wszystkich możliwych gazet. Poza tym, nie oszukujmy się, w dzisiejszych czasach można zauważyć spadek zainteresowania koncertami, nikt nie przychodzi, prócz garstki osób, która i tak chadza na wszystko. Oczywiście jeśli zespół jest znany, np. Weekend, to pewnie jest trochę więcej osób (uśmiech). Dla mnie nie liczy się wielka scena, bardziej ta lokalna, tak samo z publicznością – lepsza garstka wiernych fanów niż tłumy anonimowych.

Pytanie do przysłuchującej się małżonki. Trzeba mieć anielską cierpliwość do kogoś takiego jak Jakub? Człowiek orkiestra, który nigdy się nie nudzi i ma swój specyficzny świat to chyba ciężki orzech do zgryzienia.
Jakub: Pozwolę sobie na małe wtrącenie. Chciałbym ostrzec wszystkich, którzy chcieliby pójść tą samą drogą co ja. To jest nałóg i jeżeli ktoś podejmuje się tego na poważnie, wymaga to pewnych wyborów, czasu, aby pogodzić to z życiem zawodowym i rodzinnym. A najlepiej jeśli znajdzie się osobę, która również podziela te pasje, co też i ja sam uczyniłem.
Agnieszka: To prawda z tym człowiekiem orkiestrą, sam sobie wystarcza. Czasami zdarzają się zgrzyty, kiedy Jakub za wszelką cenę znajduje sobie zajęcia, ale jest to kwestia pewnych kompromisów.
[[nowa_strona]]
Uczucie, jakie Was połączyło, było od pierwszego wejrzenia strzałą amora? Gdzie się poznaliście?
Jakub: To była raczej strzała amora w bratnią duszę, nie zahaczająca na początku o sferę miłości. Dopiero później wykluło się uczucie.
Agnieszka: Poznaliśmy się w autobusie do Jastrowia. Kuba miał słuchawki na uszach, słuchał muzyki. Najpierw zrodziła się między nami przyjaźń, później współpracowaliśmy w jednym zespole, a na samym końcu, co nie znaczy, że mniej ważne, pojawiła się miłość.

Bardzo ważną częścią Twojego życia, Jakubie, jest szkoła, gimnazjum w Radawnicy. Jesteś nauczycielem muzyki, plastyki i informatyki. Jak się czujesz w tej roli?

Świetnie, chociaż momentami boję się, że jestem zbyt ekstrawagancki i otwarty jak na nauczyciela, w końcu młodzież potrzebuje autorytetów i powagi. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie zawsze musi to tak wyglądać, przyjaźń i porozumienie pomiędzy uczniem a pedagogiem może zaistnieć. Osobiście jest to dla mnie spora lekcja jak być dorosłym oraz jak wyczuć granicę między uczniem a nauczycielem. Uczę dopiero 4 lata, jestem więc na początku tej drogi, ale czuję, że młodzież lubi mnie i szanuje wkład, jaki wnoszę w ich życie szkolne i pozaszkolne.

[[reklama]]
Jak więc wygląda lekcja u Ciebie? Co robisz, aby zarazić młodego człowieka pasją?

Może opowiem na przykładzie plastyki. Przerabiamy program, tak jak należy, w tym: graffiti, wlepka, happeningi, wszelkiego rodzaju instalacje, land art. Ale zamiast siedzieć w ławce i czytać, wychodzę z nimi na powietrze, ruszamy się, przemieszczamy, kombinujemy. Przyznam się szczerze, że sam jestem podekscytowany tym, co robimy i co uczniowie potrafią mi zaproponować, bo muszę zaznaczyć, że moi uczniowie również mogą tworzyć tematykę lekcji. Mają naprawdę otwarte głowy.

Wspomniałeś, że spore koncerty Cię nie interesują i wolisz działać na szczeblu lokalnym. Na co dzień mieszkasz w Radawnicy, co skusiło Cię, aby dotrzeć ze swoimi obrazami i muzyką do Złotowa?

Tak, podoba mi się lokalne działanie. To niesamowita okazja i możliwość, aby poznawać nowych ludzi, z którymi później można współpracować. Wychodzenie do dalszej publiczności jest też sposobnością do samorealizacji, spełnienia oraz spożytkowania swoich wizji, zamiast chować wszystko do szuflady. Sztuka również potrzebuje docenienia, a nie można w nieskończoność jarać się tym w samotności.

Jak oceniasz swoje szanse na złotowskiej scenie? Myślisz, że publiczność Cię kupi?
Mówi się, że Złotów jest trochę zamknięty na nowych twórców, ale że lubię inicjować różne zachowania, chciałem zaanonsować mieszkańcom: „Halo! Tutaj jestem, możemy współpracować!”. Zobaczymy.

Jakie macie marzenia świąteczne? Jakuba boję się zapytać, okaże się, że chciałby nauczyć się grać jeszcze na tysiącu innych instrumentach świata.

Jakub: Tak się składa, że póki co jestem szczęśliwy i nie poszukuję, no chyba że dziecko. A oprócz tego… potrzebuję rury wydechowej, akumulatora…
Agnieszka: Nowy bojler.
Jakub: Opony już mamy… Pompa do paliwa!

Rozmawiała Agnieszka Piec
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości