Do Tarnówki powróciło niecodzienne znalezisko. Znany powszechnie miejscowym lokalny pasjonat historii odzyskał starą parafialną pieczęć
Po kilku latach starań powróciła ona w ręce proboszcza miejscowej parafii. Tomasz Zbylut przekazał pieczęć księdzu Jerzemu Ruszkowskiemu. – Można zakładać, że pieczęć ma około 200 lat, została bowiem odbita na pocztówce z 1867 roku. W każdym razie z pewnością przeszła przez ręce wielu pastorów; stanowiła niegdyś niemal insygnia władzy w parafii. Jej istnienie w Tarnówce do 1945 roku można udowodnić bez większego wysiłku. Pastor wyjechał na front, jego małżonka wraz z dziećmi pozostała w Tarnówce, w obecnym budynku plebani, i w razie potrzeby wystawiała dokumenty. Skończyła się wojna, pastor Horst Dinglinger wrócił z frontu, wyjechał z rodziną na Zachód i ślad po pieczęci zaginał – mówi radny Tomasz Zbylut, który postanowił odnaleźć parafialne insygnia. Jak przekonuje, poszukiwania były istnym śledztwem, można by rzec: po nitce do kłębka.
Cenna pieczęć, wysoki rachunek
– Dopiero po kilku latach poszukiwań pojawiło się światło w tunelu. Ślad prowadził do prywatnego kolekcjonera zza zachodniej granicy. Mężczyzna trudni się wyłącznie zbieractwem pieczęci. Okazało się, że jest wśród nich również pieczęć z Tarnówki. Kilka rozmów telefonicznych, dziesiątki minut negocjacji i wysoki rachunek do zapłacenia za połączenia międzynarodowe. Ale udało się, cel uświęca środki – przekonuje Zbylut, który zdradza, że samo tylko kupno pieczęci kosztowało go 120 euro. – Nie jest to mało, ale warto było, żeby cenna rzecz wróciła w należne jej miejsce – argumentuje. Deklaruje też, że pieczęć nie trafi do szafy. – W momencie, kiedy ruszy projekt adaptacji nieużytkowanych podziemi parafii na muzeum parafialne, bo mamy taki pomysł, w tym miejscu zostanie wyeksponowana również pieczęć – zapowiada. Zbylut zdradza też inną ciekawą informację. – Kolekcjoner prawdopodobnie posiada jeszcze jedną pieczęć, tym razem związaną ze Złotowem. W tym przypadku nie będzie łatwo o jej odzyskanie, ale już odkładam diety radnego, które często zostają spożytkowane na zakup zabytków lokalnej historii. W końcu, gdy otworzymy muzeum, nie da się wszystkiego kupić na raz – wyjaśnia.
Piotr Steffen
[[reklama]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze