Różne były koleje jej życia. Wojna, socjalizm, najnowsza emigracja. Wszyscy najważniejsi w jej życiu albo umarli, albo wyjechali. Ona została, bo tu jest jej dom
Cicha, ciepła, spokojna. Zawsze uśmiechnięta. Najczęściej można ją zobaczyć jadącą rowerem przez Okonek. Twierdzi, że tak łatwiej jej się poruszać, bo ma chore biodro. Stara się pomagać ludziom jak tylko na to czas i zdrowie pozwalają. Bardzo chętnie zatrzymuje się na ulicy i rozmawia z ludźmi. Pewnie niewielu z nich wie, że ich rozmówczyni, Urszula Solka, jest rodowitą Niemką.
[[reklama]]
Tak. Jestem Niemką… I nie ukrywam tego. Moje panieńskie nazwisko to Raddatz. Urodziłam się w Węgorzewie w 1929 roku. Mieszkałam z rodzeństwem i rodzicami w suterenie miejscowego pałacyku należącego do dziedziców von Bonin. Dziedzice to byli bardzo dobrzy ludzie, nikogo nie wyzyskiwali, bardzo dużo nam pomagali. Dziedzic zginął tuż przed wojną, zabił się, jadąc bryczką w kierunku Lubnicy, jego żona z młodszym synem uratowali się.
To tylko fragment artykułu Ryszarda Mikietyńskiego z AL 49/2013, s.24
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze