Byłam dzieckiem, które zawsze lubiło szkołę. Lubiłam szkołę, a nie lubiłam wakacji - to nie jest prawidłowe. I tak mi zostało. Lubię jeździć do pracy, sprawia mi ona przyjemność i to jest fajne. Był moment w klasie maturalnej, że zamarzyły mi się studia z historii. To były jednak lata 80., kiedy brakowało nauczycieli i ściągano nas do pracy od razu po maturze. Po rocznym kursie szliśmy uczyć do szkoły.
Zaczynałam w Skicu, potem byłam w Bługowie i stamtąd przyszłam do Nowej Świętej. Tutaj przydzielono nam, młodemu małżeństwu, mieszkanie. Pierwsze 2,5 roku pracowałam w szkole, a potem w przedszkolu. Na początku jednak trudno było mi się zaaklimatyzować i nie podobało mi się w Nowej Świętej. Teraz uważam, że to moje miejsce i nigdzie indziej nie chciałabym mieszkać. W 1991 przedszkola przeszły pod samorządy. Wiązało się to niestety z ograniczeniem zatrudnienia. Straciłam wtedy pracę. To był bardzo trudny moment w moim, naszym życiu. Od czerwca do września byłam bez pracy. Dla mnie to było coś strasznego. Od września udało mi się dostać na roczne zastępstwo do Blękwitu, ale kolejne lato znowu byłam bez pracy. Potem był w Radawnicy konkurs na nauczycielkę przedszkola. Wystartowałam i wygrałam. Trzeba było jeszcze tylko jakoś dojechać do nowej pracy. Jako że nie miałam prawa jazdy, to często zdarzało się, że jeździłam rowerem. Zimą natomiast zabierałam się do Złotowa z sąsiadem. Musiałam wstawać przed 6, a potem godzinę czekać w mieście na autobus. To mnie zmotywowało, żeby zrobić prawo jazdy. Po jakimś czasie wezwał mnie na rozmowę wójt Trela. Powoływano wtedy gminne przedszkola publiczne i zaproponował mi, abym wystartowała na dyrektora. Była to szansa zdobycia stałej pracy, bo do tej pory pracowałam na umowy czasowe. I tak po wygranym konkursie zostałam dyrektorką Gminnego Zespołu Przedszkoli w Kleszczynie, pod które podlegały placówki w Sławianowie, Bługowie, Skicu, Rudnej i Nowej Świętej. W takiej formie funkcjonowało to do 2000 r., kiedy to przedszkola podporządkowano szkołom podstawowym. Od tej zmiany pracuję w przedszkolu w Świętej.
Reklama

Przedstawienia przygotowywane przez Renatę Matuszak (druga od lewej na dole) stoją na najwyższym poziomie
Tamta rola też mi się podobała, nie mówię, że nie, ale jak już wróciłam do zawodu nauczycielki, to teraz nie chciałabym tego zmieniać. Nie chciałabym wrócić do bycia dyrektorem, choć nie ukrywam, że jak przestałam być dyrektorem i wróciłam do roli nauczycielki, to potrzebowałam kilku miesięcy, żeby się przestawić.

[[pay]]
Uważam, że spełniam się zawodowo i to mi wystarczy. Z Elżbietą Kozicz nadawałyśmy na tych samych falach i dobrze nam się współpracowało. Potem dyrektor Mariusz Filipkowski złożył mi propozycję, abym była jego zastępcą, ale odmówiłam. Tak jest dobrze. Cieszę się, że jadę do pracy i to jest najfajniejsze.
Reklama
Bycie z dziećmi. Poza tym moja praca to przecież zabawa. Kleję, wycinam, śpiewam, bawię się. Nie chciałabym pracować nigdzie indziej. Nie satysfakcjonowałaby mnie praca np. w gimnazjum. Tam relacje pomiędzy nauczycielem a uczniami są inne. Przedszkolaki są szczere i uczciwe. Jak jestem fajna, to dzieci mnie kochają, a jak czasami muszę krzyknąć, to potrafią powiedzieć „nie lubię Ciebie”, ale to jest tak szczerze powiedziane i bez żadnej złośliwości, że trudno się o takie coś obrażać. Ostatnio jemy śniadanko, dziecko ma dwie truskawki i jedną dzieli się ze mną. Takie gesty to najfajniejsze momenty tej pracy. Nie oznacza to jednak, że zawsze jest lekko. To wyczerpująca praca. Jak wracam do domu o 15. to praktycznie do 18. nie funkcjonuję. Praca z grupą 25 dzieci jest trudna. Wolałabym mieć o połowę mniej.
Kiedyś były spokojniejsze, teraz są bardziej pobudzone. Więcej czasu potrafiły wytrzymać skupione przy statycznych zajęciach. Teraz tablety i inne gadżety, media w ogóle powodują, że one są atakowane nadmiarem bodźców i szybko się rozpraszają. Rodziny to szczególne problemy w pierwszym roku. Potem jednak systematyczna praca przynosi efekty w kolejnych latach. Z dziećmi ustalamy pewne reguły i one same potrafią pilnować, aby były przestrzegane.
Reklama
Tak. Część z nich to osoby, które miałam pod opieką w przedszkolu i dzisiaj są zdziwione, że ja dłużej pracuję niż one żyją. Niektórzy uważają, że teraz rodzicom się nie chce. Myślę, że to nieprawda, tylko żeby zaangażować rodziców to najpierw musi chcieć nauczyciel. Dlatego nie wymagam od nikogo, aby w godzinach swojej pracy przychodził do przedszkola i angażował się np. w przedstawienia, tylko jeśli przygotowujemy teatr rodziców, to spotykamy się wieczorem albo w weekendy. Jeżeli w piątek miałam Dzień rodziny i na 25 przedszkolaków przyszło 77 osób z ich rodzin, to chyba nie jest tak źle. Faktem jest jednak, że kiedyś autorytet nauczyciela był większy. Teraz rodzice z trudem przyjmują krytyczne słowa wobec ich dziecka. Myślę jednak, że potrafię z nimi rozmawiać. Zawsze staram się znaleźć najpierw coś, za co mogę pochwalić dziecko, a jeśli już muszę jakoś skrytykować, to oblekam to w nieco żartobliwą formę. Mówię np., że dziecko trzeba dać na warsztat do naprawy, bo trzeba przykręcić śrubki od grzeczności i dobrego zachowania. Problemem bywa też to, że rodzice chcą realizować swoje marzenia poprzez dzieci. Tymczasem nie każdy musi być lekarzem. Ktoś może być dobrym lekarzem, a ktoś dobrze malować pokoje i to też jest ważne.
Udało mi się w tym roku aż 9 tatusiów namówić do zatańczenia z córkami. Zapraszam rodziców do teatru. Spotykamy się popołudniami. Nie tylko oni poświęcają wtedy swój czas, ale ja także robię to już po pracy i oni czują chyba, że jestem tam dla nich. Jestem pracoholikiem. Czasami to jest wada, ale podobno widać, że lubię to co robię. Wybierając zawód moje córki powiedziały, że nie zrobią swoim dzieciom tego co ja i nie będą nauczycielami. Dużo nie było mnie w domu. Praca wiązała się też z kolejnymi studiami. Coś za coś. Natomiast od mam słyszę, że one widzą, ile robię dla dzieci, więc nie są w stanie powiedzieć mi „nie”. Są też pewnie mamy, które mają inne zdanie. Na pewno nie jestem lubiana przez 100% rodziców. Jestem osobą zasadniczą, dominującą, nie wszystkim to się może podobać. Podczas naszych prób teatralnych okazuje się jednak, że nie jestem aż taka zła. Tam relacja pomiędzy nami jest nieco inna.
Reklama
Proszę mi wierzyć, jestem antytalentem muzycznym. Kończąc studium nauczycielskie moja pani nauczyciel powiedziała, że dostanę 5, ale tylko za pracowitość. Teraz w dobie takiej techniki są jednak zupełnie inne możliwości. Chodzę z kijkami do Świętej dla relaksu i to jest dla mnie godzina na przemyślenia, wtedy rodzą się pomysły. Potem wystarczy wejść do internetu. W sieci znajduję wiele potrzebnych rzeczy. Dopiero co zakończyłam Dzień rodziny, ale mam już koncepcję jak będzie wyglądał dzień babci i dziadka w przyszłym roku. Takie występy to jest podsumowanie mojej pracy. Dzieci nie są uczone na ten dzień, ale to efekt całorocznej pracy z nimi na zajęciach. Lubię też przygotowywać scenografię i stroje, które sama szyję swoim dzieciom. Przy robótkach ręcznych się uspokajam. Miałam teraz piękną dekorację, ale robiłam ją w czasie ferii. Nie umiem patrzeć w telewizor bez niczego i zawsze w międzyczasie sobie wycinam, kleję, szyję. Poza tym według mnie dobrze przygotowane przedstawienie wraz z całą oprawą to jest okazanie szacunku gościom. Nie lubię udawania. Jak coś robić, to porządnie.
Rozmawiał Tomasz Guhs[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
To najwspanialsza przedszkolanka na swiecie.Mila i konsekwentna,wymagajaca i kochajaca dzieci.Kochaja ja rodzice za opieke nad pociechami.Wyroznienia naleza sie tej Pani i zaszczyty.
To najwspanialsza przedszkolanka na swiecie.Mila i konsekwentna,wymagajaca i kochajaca dzieci.Kochaja ja rodzice za opieke nad pociechami.Wyroznienia naleza sie tej Pani i zaszczyty.