Można ogłosić separację i brać alimenty. Albo pracować za granicą, ale nie wykazywać dochodów. Czasem naciąganie opieki społecznej kończy się w prokuraturze, ale najczęściej cwaniacy żyją w najlepsze
Tak jest w Okonku. Czteroosobowa rodzina ma być w trudnej sytuacji finansowej. Dostaje zasiłek rodzinny, świadczenie na niepełnosprawne dziecko, zasiłki celowe. Wszystko, na co może się ""załapać"". Wystarcza to na budowanie domu. - Wysyłaliśmy do Samorządowego Kolegium Odwoławczego zdjęcia domu, ale nic nie wskóraliśmy, musieliśmy płacić – mówi były kierownik Miejsko–Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Okonku Jakub Zabrocki. - Dom już stoi w stanie surowym, na razie nie zamieszkały, a my dalej płacimy tym ludziom – dodaje zrezygnowany zastępca burmistrza.Podobne przypadki odnotowują inne ośrodki pomocy społecznej w powiecie. - To widać, gdy pracownicy socjalni idą na wywiad. W mieszkaniu jest np. nowy sprzęt audio-video, nowe meble. Są to rażące dysproporcje między tym, co dana osoba posiada, a tym, co nam deklaruje – kierownik MOPS w Złotowie Piotr Brewka rozkłada ręce. Ośrodki od paru lat muszą honorować oświadczenia klientów. Jeśli ktoś coś deklaruje, to widocznie tak jest.
Zwykłe świństwo
Że nie zawsze słowo klienta pokrywa się z prawdą pokazuje przykład złotowianina. Mężczyzna miał stracić pracę i być bez dochodów. Zgłosił się więc do pomocy społecznej po zasiłek okresowy, przyznawany, gdy ktoś nie ma określonego progu dochodu z powodu bezrobocia, długotrwałej choroby. - Kryterium to 456 zł, różnica dzielona jest na pół. Wypłacany może być do momentu ustania przyczyny. My dajemy go zwykle na 3-4 miesiące – wyjaśnia P. Brewka. Po czasie okazało się, że złotowianin był posiadaczem kilku samochodów i dwóch mieszkań. Przedsiębiorczy mężczyzna nie dość, że musiał zwrócić pobrane pieniądze, to trafił do prokuratury. - To było ewidentne wyłudzenie – twierdzi kierownik Brewka, a po chwili dodaje: - Takich osób, które doskonale radzą sobie same, a mimo to przychodzą do nas, nie jest dużo, ale jeżeli np. ktoś zarabia ponad 2 tys. zł na czarno i przyjdzie do nas po te 100-200 zł, to jest świństwo.
[[reklama]]
Może i tak, ale przepisy dają ludziom taką możliwość. W myśl powiedzenia ""Polak potrafi"" znajdują się ludzie, którzy wykorzystują luki. - Sądzę, że wiele rodzin, które korzystają ze świadczeń społecznych, jest zdolna utrzymać się samodzielnie, ale albo brakuje im do tego motywacji, albo też jest im w ten sposób po prostu wygodniej – uważa kierownik Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Jastrowiu Jarosław Janusiak. Zastrzega przy tym, że nie każdy wniosek o przyznanie świadczenia jest rozpatrywany pozytywnie. Zdarzają się odmowy. Powodem może być niepodjęcie pracy społeczno-użytecznej czy niekorzystanie z dodatku mieszkaniowego (jeśli ten przysługuje). - Jeśli ktoś nie chce „podnieść” pieniędzy, które mu się należą, to znaczy, że brak mu woli działania, czego nie tolerujemy – zaznacza szef M-GOPS.
Jutro nie istnieje
Posądzenie o brak woli działania dla niektórych klientów pomocy może być obrazą. Trzeba mieć wielką determinację, by rozstać się z małżonkiem, aby móc korzystać z funduszu alimentacyjnego. Gdy ojcowie unikają płacenia na dzieci, robi to za nich państwo. Później stara się odzyskać te pieniądze. - Ściągalność jest kiepska, bo najczęściej ci panowie nie pracują i sami są na naszym garnuszku – zauważa Piotr Brewka. Problem ten obserwują na przykład w Zakrzewie. – Jest kilka przypadków, gdzie my wiemy, że jest to fikcyjna separacja – mówi kierownik GOPS Zakrzewo. – Widzimy, że ojciec przyjeżdża z zagranicy, przychodzi do domu, można domniemać, że mieszka z rodziną – Iwona Piątkowska uważa, że ludzie robią to nie tylko przez brak środków do życia. Po prostu wykorzystują luki prawne. Robią to m.in. osoby, które są na tzw. socjalu w Niemczech. – Kategoriami przyszłości w takich przypadkach ludzie raczej nie myślą. Dla nich liczy się tu i teraz – mówi Iwona Piątkowska. – A skąd w ostatnich latach aż taki wzrost liczby rozwodów? – kierownik zakrzewskiego GOPS pyta o ogólnospołeczne zjawisko, łącząc je także z takimi przypadkami wyciągania publicznych pieniędzy. - Bardzo trudno jest udowodnić dodatkowe, niewykazywane przez zarobkujących dochody – przyznaje Jarosław Janusiak z ośrodka pomocy w Jastrowiu. - Jeśli ktoś przyjeżdża po dary luksusowym samochodem, to to oczywiście kłuje w oczy, ale jest zawsze wytłumaczenie: ""Samochód kupiłem jak pracowałem. Mam go teraz sprzedać?"" - mówi Jakub Zabrocki z Okonka.
Bezradność w spadku
Wszyscy kierownicy ośrodków pomocy społecznej w powiecie zgodnie przyznają, że naciągacze to margines, ledwie kilka procent ich klientów. Większość korzysta z pomocy zgodnie z prawem. Co prawda ""specjaliści"" od pomocy społecznej pobierają niemałe pieniądze – nawet do 4000 zł miesięcznie (bo łączą fundusz alimentacyjny, zasiłek rodzinny, celowy, okresowy, dożywianie), ale jest to wartość względna. Jeśli podzielimy tę kwotę przez liczbę członków w rodzinie (czasem osiem czy dziesięć osób) jej wartość spada. Kluczowa jest tu liczba nie pieniędzy, ale osób. Największym problemem i zagrożeniem jest dziedziczenie biedy i wyuczona bezradność. - Mamy klientów, których dziadkowie i rodzice korzystali z pomocy społecznej. Teraz jedyną aktywnością tych młodych ludzi, często już z własnymi dziećmi, jest przyjście do opieki społecznej – Piotr Brewka zauważa niebezpieczny trend. Dziś coraz częściej odpowiedzią na problemy jest wizyta w ośrodku. - Najgorsze co może być, to przyzwyczajać młodych ludzi do korzystania z pomocy społecznej. To jest strasznie demotywujące. Staramy się im uświadamiać, że przychodzenie do nas nic im nie da – twierdzi kierownik MOPS Złotów. To samo próbują robić w Zakrzewie, gdzie ""nie ma jutra"". Mimo to na początku każdego roku pomoc społeczna jest zasypywana podaniami. - Wygląda to tak, jakby niektórzy jako postanowienie noworoczne wybrali właśnie złożenie wniosku o przyznanie pomocy. I tak jest co roku – mówi P. Brewka. - Najgorszy jest brak motywacji. Wystarcza im ta zupa i parę złotych, czasem wypicie f16. To są ludzie bez perspektyw.
Problemem jest nie tylko brak pracy, ale także wykształcenia. Młodzi ludzie z rodzin, które żyją z pomocy społecznej, nie zdobywają wykształcenia, często wcześnie zostają rodzicami i wchodzą w buty swoich rodziców. Włączają się w krąg wielkiego oszustwa. - Generalnie nikt nie jest w stanie utrzymać się z pomocy społecznej – uważa kierownik MGOPS w Jastrowiu. - Niektórzy przyzwyczaili się do wegetacji i tak ciągną rok za rokiem. Pomoc społeczna to jest wielkie oszustwo, bo my ""wierzymy"", że ludzie przeżyją za 200 zł, które im dajemy, a oni faktycznie żyją, co fizycznie nie jest możliwe – mówi o większości klientów pomocy społecznej. Ci, którzy za pieniądze z opieki, budują domy i kupują samochody, należą do innej kategorii.
Ł. Opłatek, P. Kajewska, R. Mikietyński, P. Steffen, Sz. Chwaliszewski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze