Reklama

Jak naciągnąć państwo?

03/02/2015 08:19
Można ogłosić separację i brać alimenty. Albo pracować za granicą, ale nie wykazywać dochodów. Czasem naciąganie opieki społecznej kończy się w prokuraturze, ale najczęściej cwaniacy żyją w najlepsze

Tak jest w Okonku. Czteroosobowa rodzina ma być w trudnej sytuacji finansowej. Dostaje zasiłek rodzinny, świadczenie na niepełnosprawne dziecko, zasiłki celowe. Wszystko, na co może się ""załapać"". Wystarcza to na budowanie domu. - Wysyłaliśmy do Samorządowego Kolegium Odwoławczego zdjęcia domu, ale nic nie wskóraliśmy, musieliśmy płacić – mówi były kierownik Miejsko–Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Okonku Jakub Zabrocki. - Dom już stoi w stanie surowym, na razie nie zamieszkały, a my dalej płacimy tym ludziom – dodaje zrezygnowany zastępca burmistrza.Podobne przypadki odnotowują inne ośrodki pomocy społecznej w powiecie. - To widać, gdy pracownicy socjalni idą na wywiad. W mieszkaniu jest np. nowy sprzęt audio-video, nowe meble. Są to rażące dysproporcje między tym, co dana osoba posiada, a tym, co nam deklaruje – kierownik MOPS w Złotowie Piotr Brewka rozkłada ręce. Ośrodki od paru lat muszą honorować oświadczenia klientów. Jeśli ktoś coś deklaruje, to widocznie tak jest.

Zwykłe świństwo

Że nie zawsze słowo klienta pokrywa się z prawdą pokazuje przykład złotowianina. Mężczyzna miał stracić pracę i być bez dochodów. Zgłosił się więc do pomocy społecznej po zasiłek okresowy, przyznawany, gdy ktoś nie ma określonego progu dochodu z powodu bezrobocia, długotrwałej choroby. - Kryterium to 456 zł, różnica dzielona jest na pół. Wypłacany może być do momentu ustania przyczyny. My dajemy go zwykle na 3-4 miesiące – wyjaśnia P. Brewka. Po czasie okazało się, że złotowianin był posiadaczem kilku samochodów i dwóch mieszkań. Przedsiębiorczy mężczyzna nie dość, że musiał zwrócić pobrane pieniądze, to trafił do prokuratury. - To było ewidentne wyłudzenie – twierdzi kierownik Brewka, a po chwili dodaje: - Takich osób, które doskonale radzą sobie same, a mimo to przychodzą do nas, nie jest dużo, ale jeżeli np. ktoś zarabia ponad 2 tys. zł na czarno i przyjdzie do nas po te 100-200 zł, to jest świństwo.

[[reklama]]

Może i tak, ale przepisy dają ludziom taką możliwość. W myśl powiedzenia ""Polak potrafi"" znajdują się ludzie, którzy wykorzystują luki. - Sądzę, że wiele rodzin, które korzystają ze świadczeń społecznych, jest zdolna utrzymać się samodzielnie, ale albo brakuje im do tego motywacji, albo też jest im w ten sposób po prostu wygodniej – uważa kierownik Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Jastrowiu Jarosław Janusiak. Zastrzega przy tym, że nie każdy wniosek o przyznanie świadczenia jest rozpatrywany pozytywnie. Zdarzają się odmowy. Powodem może być niepodjęcie pracy społeczno-użytecznej czy niekorzystanie z dodatku mieszkaniowego (jeśli ten przysługuje). - Jeśli ktoś nie chce „podnieść” pieniędzy, które mu się należą, to znaczy, że brak mu woli działania, czego nie tolerujemy – zaznacza szef M-GOPS.

Jutro nie istnieje

Posądzenie o brak woli działania dla niektórych klientów pomocy może być obrazą. Trzeba mieć wielką determinację, by rozstać się z małżonkiem, aby móc korzystać z funduszu alimentacyjnego. Gdy ojcowie unikają płacenia na dzieci, robi to za nich państwo. Później stara się odzyskać te pieniądze. - Ściągalność jest kiepska, bo najczęściej ci panowie nie pracują i sami są na naszym garnuszku – zauważa Piotr Brewka. Problem ten obserwują na przykład w Zakrzewie. – Jest kilka przypadków, gdzie my wiemy, że jest to fikcyjna separacja – mówi kierownik GOPS Zakrzewo. – Widzimy, że ojciec przyjeżdża z zagranicy, przychodzi do domu, można domniemać, że mieszka z rodziną – Iwona Piątkowska uważa, że ludzie robią to nie tylko przez brak środków do życia. Po prostu wykorzystują luki prawne. Robią to m.in. osoby, które są na tzw. socjalu w Niemczech. – Kategoriami przyszłości w takich przypadkach ludzie raczej nie myślą. Dla nich liczy się tu i teraz – mówi Iwona Piątkowska. – A skąd w ostatnich latach aż taki wzrost liczby rozwodów? – kierownik zakrzewskiego GOPS pyta o ogólnospołeczne zjawisko, łącząc je także z takimi przypadkami wyciągania publicznych pieniędzy. - Bardzo trudno jest udowodnić dodatkowe, niewykazywane przez zarobkujących dochody – przyznaje Jarosław Janusiak z ośrodka pomocy w Jastrowiu. - Jeśli ktoś przyjeżdża po dary luksusowym samochodem, to to oczywiście kłuje w oczy, ale jest zawsze wytłumaczenie: ""Samochód kupiłem jak pracowałem. Mam go teraz sprzedać?"" - mówi Jakub Zabrocki z Okonka.

Bezradność w spadku

Wszyscy kierownicy ośrodków pomocy społecznej w powiecie zgodnie przyznają, że naciągacze to margines, ledwie kilka procent ich klientów. Większość korzysta z pomocy zgodnie z prawem. Co prawda ""specjaliści"" od pomocy społecznej pobierają niemałe pieniądze – nawet do 4000 zł miesięcznie (bo łączą fundusz alimentacyjny, zasiłek rodzinny, celowy, okresowy, dożywianie), ale jest to wartość względna. Jeśli podzielimy tę kwotę przez liczbę członków w rodzinie (czasem osiem czy dziesięć osób) jej wartość spada. Kluczowa jest tu liczba nie pieniędzy, ale osób. Największym problemem i zagrożeniem jest dziedziczenie biedy i wyuczona bezradność. - Mamy klientów, których dziadkowie i rodzice korzystali z pomocy społecznej. Teraz jedyną aktywnością tych młodych ludzi, często już z własnymi dziećmi, jest przyjście do opieki społecznej – Piotr Brewka zauważa niebezpieczny trend. Dziś coraz częściej odpowiedzią na problemy jest wizyta w ośrodku. - Najgorsze co może być, to przyzwyczajać młodych ludzi do korzystania z pomocy społecznej. To jest strasznie demotywujące. Staramy się im uświadamiać, że przychodzenie do nas nic im nie da – twierdzi kierownik MOPS Złotów. To samo próbują robić w Zakrzewie, gdzie ""nie ma jutra"". Mimo to na początku każdego roku pomoc społeczna jest zasypywana podaniami. - Wygląda to tak, jakby niektórzy jako postanowienie noworoczne wybrali właśnie złożenie wniosku o przyznanie pomocy. I tak jest co roku – mówi P. Brewka. - Najgorszy jest brak motywacji. Wystarcza im ta zupa i parę złotych, czasem wypicie f16. To są ludzie bez perspektyw.
Problemem jest nie tylko brak pracy, ale także wykształcenia. Młodzi ludzie z rodzin, które żyją z pomocy społecznej, nie zdobywają wykształcenia, często wcześnie zostają rodzicami i wchodzą w buty swoich rodziców. Włączają się w krąg wielkiego oszustwa. - Generalnie nikt nie jest w stanie utrzymać się z pomocy społecznej – uważa kierownik MGOPS w Jastrowiu. - Niektórzy przyzwyczaili się do wegetacji i tak ciągną rok za rokiem. Pomoc społeczna to jest wielkie oszustwo, bo my ""wierzymy"", że ludzie przeżyją za 200 zł, które im dajemy, a oni faktycznie żyją, co fizycznie nie jest możliwe – mówi o większości klientów pomocy społecznej. Ci, którzy za pieniądze z opieki, budują domy i kupują samochody, należą do innej kategorii.

Ł. Opłatek, P. Kajewska, R. Mikietyński, P. Steffen, Sz. Chwaliszewski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama