Jak niemiecki Racibórz stał się polskim Okonkiem

29/07/2018 18:00

Zmiany ludnościowe po II wojnie światowej przeanalizował w swojej pracy magisterskiej Jakub Matuszczak
 

Czytasz tekst premium udostępniony specjalnie dla Ciebie.
Zostań stałym Czytelnikiem portalu


W przededniu II wojny światowej Okonek, który nazywał się wtedy jeszcze Raciborzem (niem. Ratzebuhr) był miastem zamieszkanym właściwie wyłącznie przez ludność niemiecką. Prawie 3 tysiące ludzi ulokowanych było w 355 budynkach mieszkalnych. W mieście funkcjonowały wtedy takie instytucje jak: Zarząd Miejski, Miejska Kasa Zapomogowo–Oszczędnościowa, policja, straż pożarna, fabryki sukiennicze, cegielnie, tartaki, fabryka mebli, trzy hotele, 5 restauracji czy kino. Obraz miasta, szczególnie jeśli chodzi o mieszkańców, zmieniła wojna i wyzwolenie Raciborza 31 stycznia 1945 r. przez żołnierzy II Korpusu Kawalerii Gwardii Armii Czerwonej dowodzonej przez gen. Władimira Kriukowa.

Wyzwolenie

Już u schyłku wojny wielu mieszkańców niemieckiego miasteczka zdecydowało się na opuszczenie miasta przed nadejściem czerwonoarmistów. Częściową ewakuację przeprowadziły także władze wojskowe. W ten sposób zanim jeszcze Okonek został wyzwolony, opuściło go ok. 1,5 tys. dotychczasowych mieszkańców. Według wpisu w kronice miasta, dokonanego już przez polskiego burmistrza, w chwili objęcia rządów przez władze polskie w Raciborzu mieszkało tylko 17 Polaków i około 900 Niemców. Był to bardzo trudny okres dla ludności miasta oraz okolicznych miejscowości i to zarówno niemieckiej, jak i nowo przybywającej polskiej. Wojska radzieckie traktowały te tereny jak obszary podbite III Rzeszy, a nie jako przyszłe państwo polskie. Dochodziło do rekwizycji lub po prostu pospolitego rabunku. W praktyce zabierano wszystko, co dawało się wywieźć. Demontowano fabryki, urządzenia, zrywano linie wysokiego napięcia, a nawet szyny kolejowe. Pierwsi burmistrzowie polscy nie mieli dużej władzy i często się zmieniali. W samym tylko 1945 r. urząd ten piastowali: Stefan Chorobiński, Feliks Falkowski, Władysław Zmielacki i Włodzimierz Bojarski. Z czasem Polacy przejmowali i organizowali kolejne instytucje (kolej, poczta, MO, młyny). W lipcu 1945 r. zorganizowano Miejską Ochotniczą Straż Pożarną. Pierwszym Komendantem Straży został Wacław Gil. Powstał nawet szpital, którym zarządzał Eugeniusz Merkel. Jednak już w następnym roku został zlikwidowany, a w jego budynku przy ul. Kolejowej 16 powstał później Państwowy Dom Dziecka. Pierwszy okres działalności administracji polskiej to głównie troska o zaopatrzenie ludności w podstawowe artykuły żywnościowe oraz środki do zagospodarowania na roli dla przybywających osadników. W 1945 r. nie prowadzono zorganizowanej akcji przesiedleńczej, a mimo to liczba Polaków znacząco wzrosła na przestrzeni roku. Podczas gdy w maju było ich tylko 24, to pod koniec roku już 821, co stanowiło przeszło 40% ludności miasta.

Wtedy do Okonka trafiła m.in. Maria Garaszczukowska, która tak wspominała swoje losy:

„Zostałam przywieziona na „zachód” z łapanki. Jako 16–letnią dziewczynkę Niemcy zabrali mnie z łapanki w 1942 roku i wywieźli na przymusowe roboty do Niemiec. Po przejściu frontu nakazano nam z tych przymusowych robót wracać do domów. Ja z innymi Polakami wracałam na wschód w swoje rodzinne strony. Jednak pod Warszawą zatrzymało nas polskie wojsko i przekonywali, że nie mamy po co wracać tam skąd pochodzimy, gdyż tam już nie ma naszych rodzin i w ogóle Polaków. Faktycznie po latach dowiedziałam się, że cała moja rodzina została wywieziona w czasie wojny przez Sowietów do Kazachstanu. Spod tej Warszawy zawróciłam, żeby ponownie wrócić do miejsca, z którego wyruszyłam, czyli Sarbinowa. Jadąc z Piły do Koszalina ciężarówką, zostaliśmy zatrzymani na skrzyżowaniu w Okonku przez rosyjskich żołnierzy, którzy wszystkich nas siłą zabrali do pracy w majątku Łomczewo. Tam Rosjanie mieli punkt zborny, w którym gromadzono zwierzęta hodowlane z całej okolicy, a następnie wywożono je najprawdopodobniej do Rosji. Pracowali tam nie tylko Polacy, ale również Niemcy, Litwini i inne narodowości. Nie było tam żadnej władzy polskiej, wszystkim kierowali tylko rosyjscy żołnierze. Po pewnym czasie, gdy groziła nam już śmierć, postanowiłam stamtąd zbiec do pobliskiego Okonka, a w ucieczce pomógł mi Litwin”.

Nie tacy źli Niemcy

Procesem zasiedlania Ziem Odzyskanych i inkorporowania ich do całego organizmu państwa polskiego sterowało Ministerstwo Ziem Odzyskanych, które zostało powołane 13 listopada 1945 r. i istniało do 11 stycznia 1949 r. Dane dotyczące roku 1946 są rzetelnie udokumentowane. Wydaje się, że w oparciu o nie można wyciągnąć dokładne wnioski co do ruchu ludności polskiej na przestrzeni całego roku. W okresie tym przesiedlono z obszaru Polski na teren gminy 336 rodzin składających się z 1106 osób, natomiast repatriowano z obszarów, które po II Wojnie Światowej nie weszły w skład państwa polskiego, 288 rodzin składających się z 1463 osób. Na podstawie danych dotyczących repatriantów i przesiedleńców zarejestrowanych w Referacie Etapowym w Szczecinku można zauważyć, iż główna grupa przybywających pochodziła zza linii Curzona oraz z obszarów ZSRR. Zdecydowanie mniej osiedleńców pochodziło z obszaru Polski w jej nowych granicach i z zachodu. Na tej podstawie można przyjąć, że podobnie kształtowała się struktura osiedlonych w gminie i mieście Raciborzu, chociaż jest to tylko przypuszczenie wobec braku szczegółowych danych.

„Podróż trwała cały miesiąc i to w okresie srogiej zimy. W moich wspomnieniach to było straszne przeżycie. W oczekiwaniu na przesiadki spaliśmy na otwartym powietrzu bez dachu nad głową. Rano obudziłam się zasypana śniegiem i cała zmarznięta. Sam transport odbywał się w wagonach bydlęcych, gdzie spaliśmy i gotowaliśmy sobie skromne posiłki. Ze sobą mogliśmy zabrać tylko podręczne rzeczy oraz skromne zapasy żywności. Całe nasze mienie i inwentarz musieliśmy pozostawić na miejscu. Jednak i tak byliśmy zadowoleni, że wydostajemy się spod władzy sowieckiej i jedziemy do Polski, gdzie nikt nas nie będzie prześladować”

– tak przesiedlenie z Kresów Wschodnich dawnej II RP wspominała Jadwiga Berczyńska. Znacznie lepiej podróż zapamiętała córka ówczesnego oficera Wojska Polskiego Kazimiera Kotwica:

„Podróż trwała kilka dni, oczywiście koleją, a dla mnie jako dziecka wszystko wydawało się bardzo ciekawe. Mogliśmy zabrać ze sobą wszystko i po podstawieniu wagonu przystąpiliśmy do pakowania rzeczy. Zabraliśmy ze sobą inwentarz żywy, czyli konia, krowy, drób oraz wyposażenie mieszkania łącznie z meblami”.

Ludność Polska, która napływała do Okonka, zajmowała miejsca Niemców, których pod koniec 1945 r. na tych terenach wciąż znajdowało się dużo. Dane statystyczne urzędu miejskiego pokazują, że na terenie miasta i gminy pracowało ich przeszło 1200. Byli zatrudnieni przede wszystkim w wojsku, głównie radzieckim. Spowodowane to było trudnościami z zastępowaniem ich polskimi fachowcami, których wtedy jeszcze niewielu ściągało na te ziemie. Stosunki pomiędzy ludnością polsko–niemiecką układały się różnie. Nie brakowało wrogich incydentów, ale zdarzały się też relacje dobrosąsiedzkie.

„Ja po ucieczce z Łomczewa znalazłam się w szpitalu, w którym pracowali już polscy lekarze i tam dostałam pracę po wielu perypetiach oraz miejsce do spania. W mieście działały jakieś zakłady, głównie włókiennicze. Jednak zarówno kadra kierownicza, jak i pracownicy to byli Niemcy. Po pewnym czasie przybywających Polaków zaczęli szkolić niemieccy fachowcy, do tej grupy również ja należałam. Muszę tutaj powiedzieć, że w tym czasie przeżyłam tylko dzięki pomocy Niemców pracujących w fabryce, gdyż ja nie miałam nic (ubrania, jedzenia, a tym bardziej pieniędzy). Niemki pracujące ze mną dzieliły się swoim jedzeniem i tylko dlatego przetrwałam – byli to bardzo dobrzy ludzie”

– wspominała Maria Garaszczukowska. Podobnie twierdziła Kazimiera Kotwica:

„Nasze stosunki z Niemcami były bardzo przyjazne. Oczekując na opuszczenie przydzielonego nam mieszkania przez poprzednich właścicieli zaprzyjaźniliśmy się z nimi, a szczególnie z dziećmi. Już po wyjeździe do Niemiec przez wiele lat nas odwiedzali, a my ich przyjmowaliśmy jak znajomych. Z pozostałymi (mimo wysiedleń) Niemcami mieliśmy bardzo dobre stosunki i nawzajem się szanowaliśmy”.

O przesiedleniu Niemców zdecydowali już przywódcy mocarstw walczących z Hitlerem podczas konferencji w Poczdamie. Wysiedlenie odbyło się w ścisłej współpracy z brytyjskimi i radzieckimi władzami okupacyjnymi na podstawie planu ustalonego przez czterostronną Sojuszniczą Radę Kontroli Niemiec. W latach 1946–1947 przesiedlono 2.170.826 osób. W Okonku jeszcze w lutym 1946 zliczono 1.171 Niemców, w maju już tylko 501, a na koniec roku zaledwie 61. Niemieccy mieszkańcy miasta byli dowożeni na stację kolejową w Okonku transportem kołowym, a dalej pociągiem do odległego o 23 kilometry Szczecinka, gdzie znajdował się punkt zborny. Stąd były wysyłane transporty do Szczecina. W ciągu 1946 r. władze zorganizowały trzy duże transporty, w wyniku których praktycznie cała ludność niemiecka miasta została wysiedlona.

Kuba Matuszczak jest zdziwiony, że nikt przed nim nie badał dogłębniej tego zagadnienia

Przekroczona norma

Kolejna grupa ludności napłynęła po wojnie do Okonka w wyniku akcji „Wisła”. Dokładnie miesiąc po śmierci gen. Karola Świerczewskiego w 1947 r. około 17 tysięcy żołnierzy Wojska Polskiego, wchodzących w skład Grupy Operacyjnej „Wisła”, przystąpiło do wysiedlania Ukraińców z powiatów: leskiego, sanockiego, przemyskiego i lubaczowskiego. W tym samym czasie oddziały NKWD i armii czechosłowackiej zablokowały granicę wschodnią i południową Polski na odcinku od Brześcia nad Bugiem do Nowego Sącza. Według zestawień Państwowego Urzędu Repatriacyjnego i raportu Sztabu Generalnego w czasie „Akcji Wisła” w 442 transportach wywieziono ogółem 33 tys. rodzin, 140.660 osób. Przez punkt rozdzielczy w Szczecinku przeszło 160 transportów, którymi przewieziono 48.465 osób. Jeden z transportów kierowanych na stacje wyładowcze w powiecie szczecineckim został rozładowany w Raciborzu Krajeńskim, który został już wówczas przemianowany na Okonek. Transport wyruszył z punktu zbornego w Zagórzu i dotarł do Okonka 16 maja 1947 r. Przybyło w nim 336 osób wraz z inwentarzem: 41 końmi, 67 krowami, 16 cielętami, 29 kozami, 60 świniami oraz drobiem. Przesiedlane osoby z terenów Bieszczad były osiedlane według kryteriów zawartych w stosownej instrukcji. Informowała ona m.in., że liczba Ukraińców w stosunku do mieszkających tu Polaków nie mogła przekraczać 10%. W przypadku wielu miejscowości instrukcje Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego docierały zbyt późno, powodując brak wykonania tych zaleceń. W źródłach znajdujemy informacje o takim przypadku dotyczącym Lędyczka. W trakcie prowadzenia akcji „W ” miasteczko to znajdowało się w powiecie człuchowskim. Dane dotyczące miejscowości Lędyczek zostały zawarte w Sprawozdaniu Starostwa Powiatowego w Człuchowie z rozmieszczenia osadników z akcji „Wisła” w powiecie człuchowskim z 20 września 1947 r. Informacje umieszczone w zestawieniu tabelarycznym wskazują, iż zalecenia instrukcji zostały w znacznym stopniu przekroczone: na 99 rodzin polskich przypadło 41 ukraińskich.

Praca historyka, wykonana przez Jakuba Matuszczaka, który dotarł do licznych źródeł i danych statystycznych, pokazuje, jak skomplikowana jest historia naszych ziem. Zmiany ludnościowe, które dokonały się po II wojnie światowej do dzisiaj wpływają na stan lokalnej społeczności. Na takiej podstawie niełatwo jest budować wspólną tożsamość historyczną i kulturową.

Tomasz Guhs na podstawie pracy magisterskiej Jakuba Matuszczaka pt. „Zmiany w strukturze ludnościowej Okonka od 1945 do 1956 roku”

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 02/04/2024 09:26

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    do Qwert - niezalogowany 2018-07-31 12:20:05

    Czyli powrót do III Rzeszy, ma być ,,rasa panów"" (die Herrenrasse, das Herrenvolk), kiedyś nazywano to ,,rasę „aryjską”, dziś jak mawia Kaczyński ,,lepsza część narodu"".

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Koral - niezalogowany 2018-07-31 01:09:38

    Fachowiec,masz niekompletne wiadomosci,sprowadzani sa uchodzcyz azji,afryki tylko obserwuj duze miasta,kaczo po cichu sprowadza .

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Mieszkaniec - niezalogowany 2018-07-30 22:52:14

    Co ty gnojku wiesz o Wołyniu , Zakierzoniu i akcj Wisła !!! Nawdychaleś się propagandy i piszczysz. Przez takich jak ty pseudonarodowcow na kresach w latach 30 i 40 ludzie wzajemnie się mordowali. Jedni pod szyldem UPA a drudzy WiN i NSZ. A ginęli Bogu ducha winni ludzie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.