Małżeństwo z sześciorgiem dzieci żyje w tragicznych warunkach - w dwóch małych pokojach bez bieżącej wody. Podobnych dramatów w powiecie jest więcej. Czy gminy są zabezpieczone na konieczność zapewnienia lokali socjalnych najuboższym, czy poszkodowanym w zdarzeniach losowych?
Rodzina Kozłowskich mieszka w lokalu komunalnym w Okonku. Osiem osób gnieździ się w dwóch bardzo małych pokojach na poddaszu. Ciasnota nie jest jednak największym problemem. Jest nim zimno – jeden z pokoi nie ma pieca, więc rodzina śpi w drugim, rozkładając materace na podłodze. – Wstaję bardzo wcześnie, żeby napalić pod kuchnią. Otwieram drzwi do pokoju, żeby się nagrzało. Tam jest stół i telewizor, tam dzieci odrabiają lekcje, bo w „sypialni” się nie da – mówi Grzegorz Kozłowski. W domu nie ma też wody. Trzeba ją nosić wiadrami na piętro z pompy, która znajduje na podwórku. Jest wprawdzie sedes na strychu, spłukiwany wodą z wiadra, ale przez ostatnie dni trudno było z niego korzystać, bowiem przez dziurę w dachu padał najpierw śnieg, a teraz deszcz. Woda w wiadrach również zamarzała. Sedes rodzina ma tylko dzięki temu, że wychodek na podwórku się zawalił i nie opłaciło się go odbudować.
[[reklama]]
Alkoholicy mają lepsze warunki
– Pisaliśmy kilkakrotnie do gminy podania o ocieplenie ściany szczytowej, bez rezultatu. To samo z wodą. Tłumaczą, że nie mają pieniędzy. Nie wierzę, bo pijaczkom zmieniają okna na lepsze, wodę zakładają – skarży się głowa rodziny. Mieszkanie jest własnością ZGKiM w Okonku. Gmina na remonty lokali komunalnych nie ma pieniędzy. Mieszkanie zajmowane przez państwa Kozłowskich wymaga ogromnych nakładów i pewnie nigdy nie osiągnie choćby średniego standardu. – Im chyba chodzi o to, żebyśmy sami wyremontowali mieszkanie, ale musielibyśmy bardzo się zadłużyć – twierdzą małżonkowie. Sytuacja finansowa jest zła, pracuje tylko ojciec, dzieci wymagają stałej opieki, na razie tylko trójka z nich chodzi do szkoły. Kąpią się w dostawianej wannie w kuchni – innej możliwości nie ma, bo wszędzie jest zimno. Trudno się zatem dziwić, że dzieci chorują. Ich największym marzeniem jest piec w drugim pokoju. – Byliśmy już zdecydowani wynająć mieszkanie w bloku spółdzielczym. Wiązałoby się to jednak z wyższymi kosztami utrzymania. Inna sprawa, że ktoś nas ubiegł – przyznają. Pomimo trudnej sytuacji materialnej za czynsz Kozłowscy płacą na bieżąco, nie mają zaległości. Co jakiś czas chodzą do urzędu miasta pytać o lepszy lokal. – Burmistrz jedynie rozkłada ręce. Mówi, że na razie nic nie ma, ale każe się przypominać – dodają.
To tylko fragment artykułu całego zespołu redaktorów z AL 07/2014, s.24-25
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze