No chyba na pierwszym.
Oczywiście to moja rodzina jest dla mnie najważniejsza, ale piłka nożna jest zaraz na drugim miejscu.
Tak było od zawsze. Może dlatego, że wychowywałem się na wsi, gdzie poza piłką nożną praktycznie nie było nic innego. Ojciec był tenisistą stołowym w Nowej Świętej, grał też w piłkę, no i tak jakoś się złożyło, że mnie też zawsze do sportu ciągnęło. W „nogę” zacząłem grać w 7 klasie podstawówki. Pamiętam, jak na mecze Płomienia Podróżna, który grał wtedy w A-Klasie, jeździliśmy z bratem motorowerem Ogar.
Reklama
Kariery nie, raczej przygody i zabawy, czy po prostu odskoczni. W Płomieniu spędziłem pół rundy, grał tam wtedy choćby Grzegorz Warzewski, który teraz, w wieku 43 lat, wciąż udziela się w Polonii Jastrowie. Potem razem z bratem trafiliśmy do fajnej juniorskiej drużyny Piasta Skic. Jako junior pojawiłem się też w seniorskim zespole Huraganu z Nowej Świętej, który w A-Klasie prowadził wtedy Zenek Lis. Grał tam Wojtek Chudziński, Darek Kowalski, Łukasz Powęska, Robert Winiarczyk, Krzysztof Mitkowski czy już świętej pamięci Adam Chudziński i Krzysztof Westphal.
Trafiłem tam z Tarnovii po przegranym z Kłosem Budzyń barażu o „okręgówkę” i grałem z przerwami, zawsze w A-Klasie. Kiedy trener Andrzej Bednarek przechodził do Sparty Złotów dostałem propozycję z Pogoni Łobżenica i Tarnovii Tarnówka, które grały w klasie okręgowej. Wybrałem Tarnówkę prowadzoną przez trenera Romana Michalskiego, choćby przez dobrą znajomość z Marcinem Bielą. Długo niestety nie pograłem, bo po połowie rundy zdarzył mi się wypadek w hali, poszło prawe więzadło. Wisiało na włoskach, ale jakoś udało się mnie w końcu połatać. Po roku wyjętym z życia powoli wróciłem na boisko. Tarnówka spadła do A-Klasy, a zespół prowadził wtedy Krzysiu Malarowski. Kiedy wróciłem do pełni zdrowia za namową Julka Brewki i Wojtka Pająka poszedłem na pół roku do Zakrzewa, gdzie z Koroną Stróżewo przegraliśmy w barażu o „okręgówkę”. I tak trafiłem z powrotem do Sławianowa, gdzie spędziłem dwa i pół roku.
Reklama

[[pay]]
Do Jastrowia, które walczyło o awans do ligi okręgowej ściągnął mnie Marcin Klofik. Zespół prowadził Grzegorz Apryas, a grali m.in.: Łukasz Cyruk, Bartek Czajka, Błażej Foryś, Grzegorz Warzewski czy Radek Chiliński. Mieliśmy fajny zespół, ale jakoś się to wszystko rozjechało. Tak trafiłem do Iskry Krajenka, gdzie za trenera Michalskiego grałem blisko trzy sezony. Potem chwilę znów pograłem w Tarnówce i dostałem propozycję powrotu do Jastrowia, tym razem do drużyny prowadzonej przez Ryszarda Ludewicza. Ostatecznie trafiłem jednak do Złotowa, do Sparty Andrzeja Bednarka.
Reklama
Trener Bednarek to zdecydowanie najlepszy trener, z jakim udało mi się pracować, zawsze bardzo lubiłem u niego grać. Po dwóch latach drużynę objął po nim Damian Sudoł, a dla mnie to już czwarty sezon w barwach Sparty.
Namówił mnie do tego Grzesiu Kasak. Przydarzyła mi się kontuzja, a chciałem być jak najbliżej zespołu. Mam dobry kontakt z większością chłopaków, mogę więc bez problemu pośredniczyć w sprawach pomiędzy zarządem i drużyną czy trenerem i zespołem. Znam też wielu ludzi ze środowiska piłkarskiego w naszym regionie, co dodatkowo pomaga w dobrym wykonywaniu tego zajęcia.
Reklama
Wszystko [śmiech], ale głównie sprawy organizacyjne, poczynając od załatwienia wody na mecz, poprzez stroje czy sędziów, a kończąc na ochronie i opiece medycznej. Jak tylko może pomaga mi w tym sam Damian, więc jakoś się w tym wszystkim uzupełniamy. Praca kierownika sekcji to takie dogrywanie detali, choć czasem nawet i transfery są na mojej głowie. Jak zdrowie pozwala pomagam też kolegom na boisku, choć niestety nie udało mi się zagrać w meczu z Orkanem Śmiłowo. Przeszkodziła silnie opuchnięta kostka.
W moim wieku wszystko zależy od zdrowia, ale myślę, że jeszcze trochę kibicom nerwów napsuję. [śmiech]
Reklama
Mimo grania i pełnienia obowiązków kierownika sekcji piłkarskiej Sparty przez cztery lata byłem członkiem zarządu Iskry Krajenka. Zawsze staram się jak najwięcej pomagać zespołowi i tak naprawdę bycie w Zarządzie nie jest mi specjalnie do niczego potrzebne.
Staram się właśnie o dotację, ale nawet jak się to nie uda, to i tak otwieram własną działalność gospodarczą. Pracowałem parę lat w budowlance i pomyślałem, że chciałbym to wreszcie robić po swojemu. Kiedy sam o wszystkim decyduję, łatwiej mi rozdzielić czas na obowiązki w pracy, domu i w klubie.
Reklama
Z Damianem znamy się kupę lat, jeszcze z gry w Mieszalni Pasz, w rozgrywkach piłki halowej. Trudny charakter, ale w gruncie rzeczy to fajny facet, który na pewno ma swoją wizję piłki nożnej. Dużą pracę „robią” w klubie moi dobrzy koledzy - Grzesiu Kasak i Robert Bagniewski, którzy na sprawy drużyny poświęcają sporo czasu i to pomimo wielu obowiązków zawodowych.
No oczywiście. Kiedyś marzeniem każdego piłkarza w okolicach było granie w Sparcie Złotów. Teraz się te priorytety zmieniły i wielu dobrych zawodników wybiera pieniądze gdzie indziej. Korzystają na tym zespoły z Szydłowa, Śmiłowa czy Wysokiej.
Reklama
Myślę, że chodzi tu o mentalność zawodników, którzy koniec końców decydują się na pewniejszy zarobek i grają po ościennych klubach. I nie są to małe pieniądze, tu przywiązanie klubowe schodzi już niestety na dalszy plan.
Na pewno Sparta w ostatnim czasie poczyniła tutaj spory postęp. Duża w tym zasługa Grzesia Kasaka, który bardzo się w to zaangażował. Wiadomo, że „diety”, które dostają nasi piłkarze mogą co najwyżej wystarczyć na dobry obiad i piwo po meczu, ale zawsze to coś. Co istotne, dzięki naszym dobroczyńcom możemy starać się załatwić chłopakom pracę, a to jest wystarczający argument, żeby pomyśleć o pozostaniu w Złotowie i graniu dla Sparty.
Reklama
Mamy bardzo ciekawy zespół, ogranych i perspektywicznych zawodników, ale przed IV ligą bezdyskusyjnie trzeba by zrobić stosowne wzmocnienia. Przydałby się napastnik, szukamy też dobrych obrońców. Zespół spotkały ostatnio przykre kontuzje. Najpierw ze składu wypadł Janek Turkowiak, który przechodzi rehabilitację i powoli wraca do treningów, teraz zabraknie jeszcze Patryka Lacha, który zerwał więzadło w meczu z Notecią Rosko. To bardzo poważne osłabienia dla zespołu.
Nie zawsze można wygrywać, taki jest sport. Trzeba wyciągnąć wnioski z popełnionych błędów i walczyć dalej. Gramy do końca, zostało jeszcze kilka meczów i teoretycznie wszystko może się zdarzyć. Nie znam zawodnika, który wychodząc na boisko nie chciałby zwyciężyć. Trzeba mieć jakiś cel, do którego będzie się zmierzać. Wyżej awansuje tylko jeden zespół. Po reorganizacji czołowe drużyny z obu grup IV ligi utworzą jedną silną IV ligę, reszta zespołów plus najlepsze ekipy z „okręgówki” złożą się na ligę okręgową, a do tego dojdzie jeszcze klasa okręgowa. Jeśli nie uda się awans do IV ligi, musimy zrobić wszystko, żeby w kolejnym sezonie zagrać w makroregionie. Projekt IV liga trwa nadal, ale do sukcesu będziemy szli małymi kroczkami.
Reklama
No właśnie, a my nie mamy niestety takiego komfortu, żeby na raz wymienić sobie sześciu zawodników, a innym dać odpocząć. Słabszy moment musiał kiedyś przyjść.
I tak będzie dalej, w piłce to rzecz normalna. Budżetu śmiłowian nie ma co porównywać z naszym, to jest powszechnie wiadome. W przypadku piłkarzy Orkana można już mówić o realnych zarobkach. U nas te kwoty wzbudzają raczej uśmiech, ale taki przez łzy.
Podoba mi się, jaki kierunek obrała teraz Pogoń Łobżenica, która zrezygnowała z armii zaciężnej i stawia na swoich zawodników lub zdolnych piłkarzy z bliskich okolic. Podobnie myślimy w Sparcie, wolimy zbudować coś z własnych zasobów ludzkich i na tym opierać przyszłość zespołu. Poza tym na poziomie „okręgówki” nie stać nas na ściąganie jakichś wielkich gwiazd.
Reklama
Myślę, że awans do ligi okręgowej, która będzie taką trochę słabszą obecną IV ligą, to też będzie jakiś krok do przodu. Znajdą się tam takie zespoły, jak Iskra Szydłowo, Wełna Skoki, Pogoń Łobżenica, GLKS Wysoka, Sparta Oborniki, Huragan Pobiedziska czy drużyny z poznańskiej „okręgówki”, więc poziom piłkarski będzie jednak wyższy.
Jego zamierzenia są bardzo ambitne i zgadzam się, że na pewno fajnie by było móc pograć w IV lidze. Pytanie tylko, czy stać nas na to finansowo.
Tak, zrobiłem ostatnio kurs spikerski, a to ze względu na to, że wkrótce nawet na poziomie klasy okręgowej obecność spikera będzie wymogiem i przyda się w klubie ktoś jeszcze z takimi uprawnieniami. Nie mogę jednak powiedzieć, żebym miał parcie na mikrofon, tym bardziej, że spiker powinien być osobą postronną i neutralną. Wciąż bardziej ciągnie mnie na boisko.
Rozmawiał Leszek Chełmowski [[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze