Złotów połączy się z gminą. Tak mówi strategia miasta i tego chcą miejscy radni. A Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji obiecuje bonus za dobrowolne zespolenie. Zielona Góra dostała 100 mln złotych
Gmina i miasto Złotów są jak Dawid z Goliatem. Ich role zmieniają się w zależności od tego, z której strony spojrzeć. Miasto ma dwa razy więcej mieszkańców i pieniędzy na inwestycje, ale gmina jest 25 razy większa od Złotowa i otacza go pętlą. Supeł się zaciska i Złotów zaczyna się dusić. Stąd między innymi zapis w strategii miasta na lata 2011-2020, zalecający opracowanie taktyki połączenia gmin, zawierającej analizę korzyści i kosztów społecznych, celów, jakie można osiągnąć dzięki połączeniu i etapów jego realizacji.
Gdzie zainwestować?
O zapisie tym przypomniał ostatnio Stanisław Wojtuń. Wiceprzewodniczący Rady Miejskiej Złotowa nie ma wątpliwości, że czas zrealizować plan połączenia. -Przede wszystkich chodzi o tereny inwestycyjne, większe możliwości rozwoju i promocji naszego regionu, rozszerzenie oferty turystycznej w myśl powiedzenia: ""Większy może więcej"" – mówi wprost. Nie licząc ponad 35 ha gruntów pod Blękwitem, miasto ma tych terenów niewiele: ok. 6200 m² w rejonie ulicy Jastrowskiej i ok. 8000 m² przy Wioślarskiej (usługi turystyczne, hotelarskie, gastronomia). Te blisko 1,5 ha to prawie dziesięć razy mniej niż posiada w tej chwili gmina Złotów. ""W opinii przedstawicieli Komitetu Społecznego granice administracyjne miasta ograniczają rozwój Złotowa w sferze społecznej, gospodarczej i przestrzennej"" – czytamy w strategii rozwoju Złotowa. - Miasto jest bardzo ograniczone terenami inwestycyjnymi – potwierdza Alicja Andrzejewska, która brała udział w tworzeniu strategii. - Połączenie umożliwiłoby mądrzejsze gospodarowanie na przykład miejscem pod budownictwo mieszkaniowe, pod inwestycje i drogi. Teraz dzieje się to trochę na dziko – dodaje radna miejska. Dziko jest może z perspektywy miasta, bo wielu jego mieszkańców buduje domy na terenie gminy Złotów. Blękwit, Dzierzążenko, Międzybłocie – nowe osiedla zakładają tam głównie złotowianie. - Ludzie pracują w Złotowie, ale kupują działki i budują się w gminie i tam płacą podatki. A wiele z ich potrzeb zaspokaja miasto: gaz, woda, kanalizacja. Przykładem jest ulica Dorsza na granicy z Dzierzążenkiem – wskazuje problem niedawny zastępca burmistrza Złotowa Jerzy Kołodziejczyk. Jakby tego było mało, wójt Piotr Lach zachęca jak może złotowian do meldowania się w gminie. Takim impulsem był konkurs ""Zamelduj się w gminie i wygraj"". Miał on doprowadzić do zwiększenia dochodów gminy z tytułu udziału w podatku dochodowym od osób fizycznych. Do końca lipca 2012 roku nagroda w wysokości 1500 zł skusiła kilkanaście osób.
Uciec z podatkami
Ze słabości miasta doskonale zdają sobie sprawę rządzący gminą Złotów. Sławomir Czyżyk twierdzi, że wie, co w trawie piszczy. - Może miastu chodzi też o to, że ma oczyszczalnię na terenie gminy, wysypisko śmieci, a teraz będzie u nas sortownia odpadów i chce uciec z podatkami? Wiem, że w mieście robi się ciasno. Ludzie budują się na wsi i ich podatki też wpływają do budżetu gminy – wylicza przewodniczący Rady Gminy Złotów. Rocznie z tytułu opłat za oczyszczalnię i wysypisko miasto wpłaca do kasy gminy MZWiK odprowadza 161 670 złotych a MZUK za wysypisko śmieci około 70 tysięcy złotych. Złotów próbował kiedyś przejąć te tereny – zwrócił się nawet z takim wnioskiem do Rady Ministrów – ale próby te skończyły się niepowodzeniem. Dokładnie pamięta to były wójt Kazimierz Trela, który uważa, że Złotów ""dusi się"" na własne życzenie. - Terenów inwestycyjnych miasto mogło mieć więcej jak my, bo mogli brać z agencji ziemi po pegeerach ile chcieli – twierdzi emerytowany samorządowiec. - Jak ja brałem te 40 ha w kierunku Stawnicy, tam gdzie ma być ta instalacja odpadów, to patrzyli na mnie jak na wariata. Przez te 25 lat Złotów nie szukał terenów inwestycyjnych – podkreśla K. Trela. Jak ciasno jest w Złotowie pokazują statystyki. Jastrowie ma ponad 72 km² (z gminą - 353 km²), Krajenka - 3,77 km² (gmina – 191,8 km²), Piła - 102,7 km².
Zjeść ciastko i mieć ciastko
Dlatego Ministerstwo Cyfryzacji i Administracji od 2004 roku zachęca gminy do łączenia się. Jak podała w połowie 2014 roku Polska Agencja Prasowa, resort administracji przeprowadził analizę kosztów łączenia 158 par gmin ""obwarzankowych"", w których otaczająca gmina wiejska ma siedzibę na terenie gminy miejskiej. Tak jest w Złotowie. Jak zauważono w dokumencie ""Ocena sytuacji samorządów lokalnych"" przez to, że w jednej miejscowości znajdują się władze dwóch różnych jednostek samorządu, rosną koszty administracyjne. Powszechne jest też zjawisko pasażerów na gapę, czyli korzystania z usług miejskich przez mieszkańców, których podatki odprowadzane są do gminy wiejskiej. W raporcie zwrócono uwagę, że zachęta finansowa może nie być atrakcyjna dla jednostek, w których rola wpływów z PIT w dochodach budżetowych jest niewielka (np. gminy typowo rolnicze), na co wskazywali też przedstawiciele Związku Gmin Wiejskich. Aktualną zachętą do dobrowolnego łączenia się gmin jest podwyższony o 5 proc. udział we wpływach z podatku PIT. - Są też duże dotacje na wyrównywanie poziomów tych dwóch gmin – zauważa radna Alicja Andrzejewska. Przykładem jest Zielona Góra, która za połączenie miasta z gminą otrzymała bonus w wysokości 100 mln złotych. Złotów to inna skala, ale zdaniem Stanisława Wojtunia, warto by było spróbować.
Obiecanki cacanki
Zwłaszcza, że gmina i miasto Złotów są na różnych poziomach infrastrukturalnych. Nie ma wątpliwości, że to stolica powiatu złotowskiego ma lepszą sieć dróg, wodociągową czy grzewczą. Dlatego włodarze gminy boją się rozmawiać o scaleniu. - Nie jesteśmy jako wieś przygotowani do połączenia – twierdzi Sławomir Czyżyk. - Gdy byłem wójtem byłem przeciwny, bo mieliśmy duże zaległości w infrastrukturze – mówi z kolei Kazimierz Trela. - Dzisiaj trzeba by zapytać wójta i radnych, jak daleko jesteśmy w dorównaniu miastu – dodaje były radny powiatu. Według Stanisława Wojtunia to nie jest problem. - Trzeba mieszkańcom obszarów wiejskich wokół Złotowa obiecać inwestycje, nawet kosztem części inwestycji miejskich. Należy zaproponować, że będzie się na wsiach dużo więcej niż dotychczas inwestować przez najbliższe kilka lat po połączeniu i oczywiście słowa dotrzymać. Łączące się gminy otrzymują zresztą od Skarbu Państwa przez bodajże 5 lat dodatkowe i z tego co wiem wcale nie takie małe środki. Obszar miejski Złotowa w takim przypadku może więc wcale nie będzie musiał swoich planów np. remontowych odkładać na później – uważa radny kilku kadencji. Jednak przewodniczący rady gminy w słowa te nie wierzy: - Każdy używa swoich argumentów, jak chce coś osiągnąć. A potem? - pyta retorycznie. Stanisław Wojtuń uważa, że gmina Złotów jest niedoinwestowana i to ma być argument ""za"". - Oni zbyt dużych środków w stosunku do swoich potrzeb inwestycyjnych nie mają. Powstają tam między innymi nowe osiedla mieszkaniowe, bez dobrze rozwiniętej infrastruktury drogowej i nie ma wystarczającej ilości pieniędzy w budżecie, aby te drogi wykonać – twierdzi miejski rajca. Nie do końca jest to prawda. Przy około 28 mln zł w budżecie w roku 2015 na inwestycje gmina wydać ma 4 mln złotych (Złotów na 2015 zaplanował 5 mln zł). - W tym roku wydaliśmy na inwestycje: budujemy sale, wodociągi, sieć kanalizacyjną. Co roku wydajemy na inwestycje więcej niż powiat – oburza się Sł. Czyżyk, a wójt Lach dodaje: - Jesteśmy w stanie zapewnić naszym mieszkańcom warunki do rozwoju. Włodarzy gminy raczej nie przekonają argumenty, że dzięki połączeniu można by podłączyć wsie do oczyszczalni miejskiej, lepiej zorganizować sieć szkół czy uzyskać dotacje z Unii Europejskiej, dostępne dla gmin miejsko-wiejskich. O zmniejszeniu administracji nie wspominając.
Władza do podziału
Po połączeniu samorządów powstałby jeden urząd. Jego siedzibą byłby oczywiście Złotów, bo urząd gminy i tak się w nim mieści. Według wiceminister MAC Magdaleny Młochowskiej, dałoby to konkretne oszczędności. Nawet do 20%. - Można by więcej zainwestować. Już teraz nasz Urząd Stanu Cywilnego obsługuje gminę – zauważa radny miejski Jerzy Kołodziejczyk. Zmiana organizacyjna nie oznaczałaby zwolnień - w końcu większe jednostki potrzebują większej ilości urzędników do realizacji zadań. Jednak przedstawiciele wsi obawiają się redukcji etatów i utraty sfery wpływów. - A ilu byłoby przedstawicieli gminy w radzie, którzy decydowaliby, gdzie te pieniądze mają być? - dopytuje Sławomir Czyżyk. - Porobiliby wielkie okręgi i byłoby 5-6 radnych z gminy w radzie i o czym my tu mówimy – radny ze Skica nie kryje irytacji. Zapewnienie, że w pierwszej kadencji po połączeniu liczba radnych byłaby zwiększona do 23 dla samorządów do 50 tys. mieszkańców (Złotów i gmina mają razem około 28 tys. i mają po 15 radnych) na niewiele się zdaje. Przewodniczący Czyżyk boi się, że radnych z miasta będzie zawsze więcej i pieniądze będą szły do miasta. Podobnie uważa K. Trela: - Każdy, kto będzie rządzić, będzie chcieć swój elektorat zaspokoić. Były wójt wie, co mówi, to on bowiem budował oczyszczalnię ścieków i przepompownie w gminie, choć pod nosem miał miejską oczyszczalnię zdolną przyjąć ścieki z całego powiatu.
Złotów wkrótce będzie się dusić we własnym sosie, dlatego należy zachęcić gminę Złotów do połączenia - uważają radni
Obecnie mamy dwa obozy. "Miejski" twierdzi, że trzeba się łączyć. - Strategia jest dokumentem kierunkowym i trzeba zacząć się zastanawiać, jak przekonać mieszkańców obu gmin – mówi J. Kołodziejczyk. - Powinno to zostać połączone, zdecydowanie – twierdzi A. Andrzejewska. "Gminny" zaś, że nie. - Jestem przeciwny, bo wiem, czym jest miasto, a czym jest gmina. Miasto sobie z tym nie poradzi – uważa radny Adam Tomaszewski. - To będzie ze stratą dla mieszkańców gminy i tyle – dodaje Jacek Januszewski, reprezentujący Franciszkowo, Nowy Dwór i Stare Dzierzążno. Wójt Lach z kolei uważał, że ten temat to historia. - Można sobie zapisać, że się połączymy, ale z naszej strony nie będzie ku temu żadnych działań – twierdzi zarządzający gminą drugą kadencję. Najbardziej stanowczo oponuje Sł. Czyżyk: - Ja ze swojej strony mówię, że odrzucam tę propozycję na wstępie i zrobię wszystko, by do czegoś takiego nie doszło. Urodziłem się na wsi. I nie pozwolę, żeby mi tam ktoś pod moim domem za mnie decydował. Mimo to radni miejscy są zdecydowani rozpocząć rozmowy z włodarzami gminy. Jako ich inicjatora wskazują burmistrza Złotowa. Adam Pulit jednak urzęduje od miesiąca i nie ma wyrobionego zdana na ten temat. Zadanie stronom ułatwić próbuje Forum Od Nowa. Jego zdaniem żadna gmina w Polsce nie powinna mieć mniej niż 20 tys. mieszkańców, ponieważ małe, słabe organizmy nie są w stanie realizować coraz droższych i skomplikowanych usług publicznych. ""Łączenie powinno odbywać się procesualnie, metodą duńską: przez pierwszych 5 lat dobrowolne, po tym okresie – przymusowo. (…) Tylko większe gminy będą mogły skutecznie oprzeć się negatywnym zjawiskom demograficznym i zapewnić mieszkańcom wysoki poziom usług"" – czytamy na stronie forum. Procesy scalania gmin w większe jednostki trwają w wielu krajach na świecie: Danii, Holandii, Japonii. Polski Rząd także chce pójść tą drogą. - Zrobią odgórnie w Sejmie co chcą. Tak jak było z OFE czy wiekiem emerytalnym – wieszczy Kazimierz Trela. Przyznaje on, że połączenie gminy i miasta musi kiedyś nastąpić. Pytanie tylko, czy ma to stać się już teraz.
Łukasz Opłatek
[[reklama]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze