Zaangażowanie mieszkańców w życie lokalnej społeczności, jest nie do przecenienia. Pieniądze owszem są ważne, ale ręce do pracy bywają bezcenne. Tych niestety coraz częściej brakuje
- Mieszkam tu 27 lat i czegoś takiego nie widziałam, naprawdę coś zaczęło się dziać – mówi Barbara Posmyk, członek Rady Sołeckiej w Dolniku, małej miejscowości w gminie Krajenka, liczącej zaledwie 155 mieszkańców. Wsi, w której nie ma żadnego centrum kulturalnego i gdzie dotąd integracja mieszkańców prawie nie istniała.
We wspomnieniach pani Barbary ciągle pozostaje zryw społeczny, do którego doszło dwa lata temu. Wtedy, dzięki zaangażowaniu mieszkańców, udało się stworzyć pierwsze we wsi miejsce wypoczynku i rekreacji. Tym miejscem stał się tzw. ""Kaczy dołek"". Niegdyś porośnięty krzakami i drzewami teren, dziś już zupełnie inne miejsce. - Mamy tutaj plac zabaw dla dzieci, boisko do gry w piłkę nożną i siatkową, siłownię na świeżym powietrzu. Od kilku miesięcy korzystamy również z wiaty integracyjnej – mówi Maria Rachfał, sołtys Dolnika.
[[reklama]]
Sprzęt zakupiła gmina Krajenka. Najważniejszą pracę wykonali jednak sami mieszkańcy, w tym głównie młodzież. Czyn społeczny, bo tak można nazwać te działania, okazał się sukcesem. Zapał jednak nie trwał długo...
Czarne chmury nad ""Kaczym dołkiem""
- To wspólne kopanie, to był chyba tylko chwilowy impuls. Teraz pozostała zaledwie garstka ludzi, którym się coś chce – mówi Maria Rachfał. Tymczasem przed Radą Sołecką jeszcze wiele pracy. ""Kaczy dołek"" ciągle nie jest do końca zagospodarowany, zatem dodatkowe ""ręce do roboty"" bardzo by się przydały.
Wspólne działanie na rzecz lokalnej społeczności niestety, powoli znowu zanika. Czyżby współcześnie czyn społeczny był już przeżytkiem? - Wydaje mi się, że tak. Młodzież kieruje się innymi zasadami niż kiedyś – mówi Barbara Posmyk. - Pamiętam z dzieciństwa, gdy jeszcze mieszkałam w Krajence, przed moim blokiem był park. Każdej jesieni moja mama wychodziła jako pierwsza i grabiła tam liście. Po chwili przyłączali się do niej inni mieszkańcy i wspólnie sprzątali to miejsce. Wtedy to był rzeczywiście czyn społeczny – mówi.
Czyn - dlaczego nie?
Nie mają czasu, nie chce się, lub po prostu stwierdzają, że to im niepotrzebne. Czy można kogoś za to potępiać? Współcześnie w czasach gdy światem rządzą pieniądze, brakuje jednak takich zwykłych, dobrych relacji międzyludzkich. Relacji, które mimo braku funduszy, mogą być początkiem czegoś dobrego dla wszystkich. Mieszkańcy Dolnika pokazali, że razem mogą zrobić naprawdę wiele. Być może to tylko chwilowy przestój i już niedługo znowu zaczną wspólnie działać.
K. Siekańska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze