Można kogoś doprowadzić do załamania nerwowego nawet zza krat. Pani Maria z gminy Jastrowie doświadcza tego na własnej skórze. Jest u kresu wytrzymałości
Zdecydowała się opowiedzieć swoją dramatyczną historię, bo uważa, że przyniesie jej to ulgę. Została sama ze swoimi problemami, nie ma się komu zwierzyć.
Jestem na niego skazana
Nie wiem, od czego zacząć, bo opowiadania starczyłoby na kilka godzin. Zeznawałam przed prokuratorem cztery godziny i wydawało mi się, że to zaledwie cząstka z tego co chciałam powiedzieć. Właśnie ostatnie pismo z prokuratury skłoniło mnie do zwierzeń. Wniosłam do niej dwa zażalenia na męża: o groźby karalne i znęcanie się nade mną. Byłam zdziwiona, że o groźby karalne z art. 190 prokuratura skierowała sprawę do sądu, natomiast umorzyła sprawę o znęcanie się. Zdaniem prokuratora, gdyby on się nade mną znęcał, to ja bym się inaczej zachowywała: nie jeździłabym go odwiedzać w zakładzie karnym, nie wysyłałabym paczek, nie woziła do niego dzieci. Wychodzi na to, że jak się jest dobrą dla męża, to obróci się przeciwko żonie. Robiłam to co chciał, bo wiedziałam, że jestem na niego skazana jak wróci do domu.
On mnie oczernia, pisze do prokuratury pisma, że nade mną znęca się mój najstarszy syn, że mnie bije, że zmusza mnie do spłacania jego kredytu. A że syna bardzo kocham i nie chcę go skrzywdzić, to rzekomo zwalam winę na niego. Zdaniem prokuratury to, że jest wulgarny, opryskliwy, chamski, to jest jego sposób bycia a nie żadne znęcanie się psychiczne czy fizyczne. Miałam trzy opisy od lekarza o pobicie, zrobiłam je po kryjomu przed nim i przed jego rodziną. Mąż tłumaczył się, że w jednym przypadku to był wypadek samochodowy, a nie pobicie. [[reklama]] [[nowa_strona]] Aktor
Zawsze odbierałam go z więzienia na przepustkę i odwoziłam. Kiedyś w czasie jednej z nich po drodze kazał mi zajechać po zakopane łupy, które ukradł w zakładzie karnym. Zapakował to do samochodu i przywieźliśmy to do domu. Bałam się zgłosić na policję, bo pewnie by mnie zabił. Był w zakładzie otwartym, mógł pracować. Był w tym czasie na pięciu przepustkach w domu, na każdej robił awanturę, na jednej z nich nieopłaconym OC na samochód chciał jechać na kradzież.
Najgorzej dokuczał mojej babci, wyśmiewał się z niej, szydził. Nie zwracał uwagi na to, że dzieci to widzą i słyszą. Zamachnął się na nią butem, ale moja dziesięcioletnia córka stanęła pomiędzy nimi, objęła go wpół i błagała, żeby się uspokoił. Uspokoił się, usiadł na tapczanie i powiedział, że to ja wszczynam awantury. „Zobacz, jaką masz kurwę matkę” powiedział. Poprosiłam sąsiadkę, żeby zadzwoniła na policję; tłumaczył potem w prokuraturze, że wezwałam policję bez powodu. Był niby zdziwiony, jak oni przyjechali. Jak wcześniej kazał babci z domu wyp….ć, to przy policjantach zaczął ją całować. Niesamowity aktor.
Jest jeszcze gorzej
Sam chciał, żeby go pozwać o alimenty, więc pozwałam. Zgodził się płacić po sześćset złotych na jedno dziecko, czyli razem tysiąc dwieście. Fundusz alimentacyjny wypłacał mi tysiąc złotych. Kiedy wniosłam oskarżenie o znęcanie się i groźby karalne oraz rozwód, on zaczął się mścić. Do komornika napisał, że ma zabrać mi samochód, komputer, który kiedyś dzieciom kupił, dwie piły motorowe i ma to wliczyć na poczet alimentów. Piły wcześniej sprzedał, komputer się zepsuł, a on napisał do prokuratury, że ja mu to ukradłam. Piły wyniósł i sam sprzedał, bo nie było za co go odwieźć do więzienia i kupić mu paczkę.
Myślałam, że po dwóch odsiadkach nabrał rozumu, ale jest jeszcze gorzej. Na ostatniej przepustce doszło między nami do awantury, po raz kolejny powiedział, że mi odetnie głowę i zakopie w piwnicy. Policja przyjechała i chciała go odwieźć do rodzinnego domu. Powiedziałam, żeby mnie wywieźli, aby mnie nie znalazł, bo on i tak tu wróci. Więc zabrali go do zakładu karnego, tym razem zamkniętego. Wczoraj była też policja, bo napisał z więzienia doniesienie na mnie o kradzież jego własności. [[reklama]] [[nowa_strona]] Sąsiedzi boją się zeznawać
Odniosłam wrażenie, że prokurator potraktował mnie jak oszustkę, nie mogłam się przed nim otworzyć. Powiedział, że jak mąż zdecydował się płacić tak wysokie alimenty, to znaczy, że jest super. Pochwalił go za to. Ja chciałam się w ogóle zrzec alimentów, bo nie chcę mieć z nim nic wspólnego, ale sędzina powiedziała, że tak nie można, takie jest prawo, a na wydatki, które jestem w stanie udokumentować, to i tak jest mało. Wolałabym, żeby on całkowicie zniknął z mojego życia. Wniosłam o rozwód i czekam na rozprawę. Wiem, że on inaczej nie da mi spokoju. Nie mam innego wyjścia, moje dzieci nie mają przyszłości. Dzieci nie chcą z nim być, nie chcą jeździć go odwiedzać, nie chcą rozmawiać przez telefon. On oczywiście twierdzi, że to ja je buntuję. Boję się, co będzie, jak wróci - dzieci przestaną się uczyć, a uczą się naprawdę dobrze.
Dzieci nawet do babci i dziadka, czyli jego rodziców nie chcą jeździć. Oni stoją po jego stronie, chociaż tłukł ich i okradał. Sąsiedzi boją się zeznawać, bo trzyma ich w garści. Twierdzą, że jak wyjdzie, to się na nich zemści. On ich nakłaniał do popełniania przestępstw. Niektóre z nich wyszły na jaw, inne jeszcze nie.
Mam nadzieję, że w sądzie udowodnię mu znęcanie się nade mną i stąd wyjadę.
Nie będziecie żreć
Jak był na przepustce to nie dawał nam spać (mamy jeden pokój), opowiadał dzieciom, jaką jestem kurwą, czasami zachowywał się jak wariat. Jak mogłam z nim spać, skoro wcześniej wyzywał mnie od suk i kurew? Może on tak potrafi, ja nie potrafię. Przez tyle lat zmuszałam się do tego, ale już mi to zbrzydło.
Po pierwszym więzieniu myślałam, że jakoś damy wspólnie radę, ale on jest raptus, chciał mieć wszystko od razu. Nabrał sprzętów na raty na tysiąc pięćset złotych miesięcznie, kiedy zarabialiśmy razem tysiąc trzysta. Jak tu żyć? Musiał kraść. Na szósty dzień przepustki mnie pobił…
Najgorsze, że on mnie tu przywiózł na to zadupie. Dla tych ludzi to, że mąż poniża kobietę, bije ją, wyzywa, jest czymś normalnym. Tak musi według nich być, tak było tu od zawsze.
Ja też przez niego już byłam karana. Kazał mi wziąć na fałszywe oświadczenie telefon. Powiedział, że jak tego nie zrobię „to nie będziecie żreć”. Chciał wysłać starszego syna, więc zrobiłam to sama dla świętego spokoju. I wpadłam. Już nie miał kogo wysłać, bo pewnie wszystkich żuli w Jastrowiu w ten sposób wykorzystał. Syn też miał karę, bo kazał mu sprzedawać telefony. Ukradł kiedyś samochód to zeznał, że to syn się włamał. Policjanci się nawet z tego śmiali.
Syn się nie wyprowadzi dopóki nie będzie wiedział, że jestem bezpieczna. Jak on przyjeżdża na przepustkę to moje dzieci nie wychodzą z domu, boją się, że on w tym czasie zrobi mi coś złego.
Pytam, gdzie jest sprawiedliwość? Po co te wszystkie ulotki, że przemoc dzieje się w czterech ścianach? Nie wierzy się kobiecie, tylko kryminaliście.
Ten koszmar trwa już jedenaście lat. Jestem u kresu wytrzymałości. Nie wiem, kiedy się to skończy…
Ryszard Mikietyński
*Imię bohaterki zostało zmienione
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze