-Aktualnie w Zakładzie Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej prowadzony jest audyt, który z dniem 31 grudnia ma się zakończyć raportem – podczas spotkania z Mariolą Mosiądz-Śmigiel i radnymi, o które ci wnioskowali, wyjaśniła burmistrz Małgorzata Sameć.
Dyrektor oceniła, że fakty i dane będące jego wynikiem zapewne wskażą jej kierunek działań, a może i pola, na których da się poczynić oszczędności.
W pierwszej kolejności Mariola Mosiądz-Śmigiel rozwiązała umowę z wrocławską kancelarią Koksztys, która obsługiwała ZGKiM w zakresie obsługi prawnej i windykacyjnej. Czy skutecznie? Dyrektor miała co do tego pewne wątpliwości, nie tylko w aspekcie efektywności Koksztysu. - Mieliśmy z nimi zawartą bardzo niekorzystną dla nas umowę – odnosząc się do rezygnacji z usług kancelarii oceniła szefowa ZGKiM. Poinformowała też radnych, że oczywiście stosowne opłaty z uwagi na okres wypowiedzenia, wciąż trzeba jeszcze na konto tej firmy przekazywać.
To jedna ze zmian, którą wprowadziła nowa dyrektor. Nie ostatnia – porządki, które Mariola Mosiądz-Śmigiel planuje przeprowadzić, mają dotknąć i innych sfer – przede wszystkim infrastrukturalnej. Szefowa ZGKiM maksymalnie szybko zamierza zlikwidować prowizoryczne obiekty będące własnością Zakładu. Nieefektywne, kosztowne i absolutnie nie przystające do standardów XXI wieku. Za przykład podała przepompownię w Lotyniu, usytuowaną w rejonie parku. Jej stan, jak wynikało z opowieści dyrektor i burmistrz, da się sprowadzić do jednego słowa: masakra.
Nie tylko na tym polu czeka ją walka. - Próbuję zmienić mentalność i podejście do pracy ludzi zatrudnionych w Zakładzie – nie ukrywała dyrektor, dodając, że zaprowadzenie porządku, również w dokumentach, będzie wyzwaniem. Przyznała też, że pewnych kwestii nie udaje jej się na bieżąco wyjaśniać, a i pytać nie zawsze jest kogo. - Na razie jeden pracownik zrzuca winę na drugiego – wyjaśniła. Odniosła się też do opłaty abonamentowej za wodę. - Nikt nie potrafił powiedzieć mi, w jaki sposób została ona skalkulowana, dlatego, nie mając zbyt wiele czasu, by do tego dojść, postanowiłam pozostawić ją na tym samym poziomie, czyli 2 złote – już podczas wspólnego posiedzenia komisji wyjaśniła radnym. Inaczej było z taryfą za wodę. Dyrektor, opierając się na tym samym mechanizmie wyliczania stawki co jej poprzednik (i nie uwzględniając w niej kosztów inwestycyjnych) zaproponowała radnym podwyżkę – o 12,5%, czyli z 2,86 zł (netto)/m³ do 3,27 zł/m³.
- 12,5% to sporo – ocenił przewodniczący rady Włodzimierz Choroszewski. Jednocześnie zaproponował zejście do podwyżki na poziomie 10% (czyli do 3,15 zł/m³) i zapytał, czy taki krok pogrąży budżet zakładu. Mariola Mosiądz-Śmigiel bez stosownych wyliczeń, nie chcąc przekłamywać, nie potrafiła mu odpowiedzieć.
W dyskusję włączył się Tomasz Duszara. - Wiem, że mamy wiele do zrobienia, ale nawarstwienie zadań w moim przekonaniu nie może mieć przełożenia na wysokość stawki. Nie możemy działać tak drastycznie – uznał radny. Sebastian Korzeniowski zgłosił z kolei obawy co do tego, czy stawka zaproponowana przez dyrektor nie spowoduje, że ludzie przestaną płacić za wodę. - Już teraz wiele osób nie płaci, co będzie, gdy zaakceptujemy podwyżkę? - zapytał. - Ci, którzy płacą, wciąż będą to robić, a ci, którzy nie płacą, nie zrobią tego nawet jak zejdziemy do złotówki – podsumowała Mariola Mosiądz-Śmigiel.
Ostatecznie do głosowania nad propozycją Włodzimierza Choroszewskiego nie dopuścił skarbnik. - Pamiętajcie państwo, że taryfa każdorazowo musi wynikać z kosztów, z kalkulacji – Janusz Mliczak wyjaśnił, że i ta zaproponowana przez przewodniczącego powinna mieć oparcie w konkretnych liczbach. Zgłosił też pewne wątpliwości. - Podnoszenie taryfy na podstawie danych, które mamy, nie jest dobrym rozwiązaniem, ale naprawdę mamy mało czasu... - zauważył i zaproponował, by może z podjęciem decyzji co do wysokości stawki wstrzymać się do sesji, a więc do czasu, kiedy dyrektor przygotuje nową kalkulację, opartą na założeniu, że sprzedaż wody wzrośnie (co przełoży się z kolei na obniżenie stawki). Taki krok, oczywiście z zaznaczeniem, że wzrost ten będzie wynikał ze starań zakładu jest zgodny z prawem. I wcale nie iluzoryczny, ponieważ (jak wskazywano podczas posiedzenia komisji) odejście od ryczałtowego rozliczania poboru wody, a także przyłączanie do sieci wodociągowej kolejnych domostw faktycznie się na niego przełoży.
Radni przystali na propozycję skarbnika – decyzję w sprawie taryfy za wodę odłożyli do sesji, podczas komisji rozważono natomiast stawkę za ścieki. Mariola Mosiądz-Śmigiel zaproponowała podwyżkę – o 10 groszy, a więc z 7,80 złotych (netto) za m³ do 7,90 zł/m³. Radni zaakceptowali ją jednogłośnie.
Podczas rozmów z dyrektor rozważano także przyszłość Zakładu. Tomasz Duszara liczył na rozwinięcie zakresu jej działalności, „odkurzenie” nie wykorzystywanego dotąd sprzętu, a może i zakup nowego. Pytał również, czy możliwe jest utworzenie wewnątrzzakładowej ekipy remontowo-budowlanej, co pozwoliłoby poczynić oszczędności związane z niezatrudnianiem do pewnych prac zewnętrznych wykonawców. - Nasze zasoby są w fatalnym stanie, więc taka ekipa miałaby co robić – zauważył i zaapelował: - Ruszmy w końcu z kopyta.
Szefowa ZGKiM przyznała, że o wspomnianej ekipie myślała, przy czym zaznaczyła, że skompletować ją z obecnych pracowników Zakładu będzie problem. Zapewniła też radnych, że w najbliższym czasie otrzymają oni raport dotyczący zwodociągowania i skanalizowania gminy oraz że intensywnie zastanawia się nad zakupem dodatkowego sprzętu. Mowa była m.in. o równiarce. Czy jest ona gminie potrzebna? Henryk Berczyński polecił zastanowić się, czy nie taniej będzie zlecać prace związane z równaniem dróg, aniżeli kupić równiarkę i opłacać operatora. - Jeśli jednak ją kupimy, uważam, że powinna pracować również „na zewnątrz” - ocenił radny. Do kupna jednak jeszcze daleka droga. - Jestem w trakcie zbierania ofert. Pojawiła się jedna, na kwotę 100 tys. zł, oczywiście za używany sprzęt, ale nie chcę jeszcze decydować. Chcę rozeznać się w sytuacji, bo wydać pieniądze jest łatwo, gorzej, gdy coś z nią będzie nie tak i państwo będziecie mnie potem pytać, czemu równiarka stoi zamiast pracować – zauważyła dyrektor. Nie ukrywając, że wolałaby nowy sprzęt wskazała też inną drogę – leasing, żadne wiążące ustalenia podczas rozmów w tej kwestii jednak nie zapadły. W tle rozmowy znów pojawił się audyt. - Poczekajmy z rozmową o inwestycjach. Wrócimy do niej, jak poznamy audyt i dowiemy się, czy czekają nas jeszcze jakieś niespodzianki – podsumował Tomasz Duszara.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Wodę trzeba podnieść
Wodę trzeba podnieść