O tym, jak robić imprezy rękami stowarzyszeń i pasjonatów, dlaczego zapraszanym artystom nie płaci się więcej niż 4 tys. zł, a także o tym, dlaczego koordynator ds. kultury o kulturze rozmawia sam ze sobą. Z Leszkiem Trojanowskim rozmawia Łukasz Opłatek
Od 7 lat pełni Pan funkcję koordynatora ds. kultury w mieście. Dlaczego zajął się Pan kulturą?
Karierę na tym gruncie rozpoczynałem w Szczecinie, gdzie podczas studiów przez 5 lat prowadziłem klub „Kubuś”. Poza tym pracowałem w ogrodnictwie, potem byłem dyrektorem domu kultury w Złotowie, przez 10 lat prowadziłem własną firmę krawiecką, byłem też bezrobotny.
Pierwszy zawodowy kontakt ze złotowską kulturą miał Pan jako dyrektor miejscowego domu kultury, mieszczącego się w budynku obecnego aresztu. Pamięta Pan warunki, jakie tam panowały?
Zawsze mówiłem, że skoro tam nasze toalety były w gorszym stanie niż szalety na dworcu, to w takich warunkach nie można robić kultury. Dlatego byłem człowiekiem, który walczył o budowę nowego domu kultury.
Po przejściu do budynku przy alei Piasta w domu kultury zatrudnionych było około 20 osób. Ich już jednak nie ma, a Pan pozostał...
Nie wiem, jak to się stało, że burmistrzowi udało się jednym cięciem zostawić tu 4 osoby.
Pan nie wie? Przecież to Pan wygrał konkurs na koordynatora ds. kultury w nowopowstałym Złotowskim Centrum Aktywności Społecznej. Wówczas nie brak było głosów, że wygrał Pan dzięki osobistej znajomości z burmistrzem.
Nie, ja wygrałem konkurs dzięki programowi zmian, który zaproponowałem. Przedstawiłem w nim pomysł pozbycia się większości pracowników i pozostawienie 4 osób, które to pociągną.
Zaproponował Pan zwolnienie dawnych koleżanek i kolegów. Musieli Pana za to pokochać…
Tak? Po prostu ktoś musiał się znaleźć na to stanowisko i znalazłem się ja. W konkursie udział brały jeszcze 3 osoby, ale one myślały w starym stylu. Co do ludzi, którzy stracili pracę, to na pewno nie była to dla nich sytuacja łatwa. Zwłaszcza, że znaleźć pracę jako instruktor malarstwa czy teatru nie jest łatwo.
Łatwo nie było też złotowianom, którzy jeszcze do niedawna wierzyli w powrót starego ZDK-u.
Wszyscy byli zaszokowani tym, co się zdarzyło. Ja też nie do końca wierzyłem w to, że bez grona pracowników uda się robić kulturę w mieście, ale dzisiaj to już funkcjonuje jak maszyna. Czy widzi Pan, żebym ja był zabiegany? Mam czas na wiele spraw. Nie wiem, dlaczego to się samo kręci, ale się kręci.
Dziś kulturą w ZCAS-ie zajmują się właściwie dwie osoby – Pan i Piotr Kulesza. Chce Pan powiedzieć, że pracujecie we dwóch za dwudziestu?
Teoretycznie tak. Trzeba sobie poradzić z tym, co robią domy kultury złożone z 20 osób. Dzięki właściwemu ułożeniu pracy i umiejętności samoorganizacji, a także wykorzystaniu ludzi zbliżonych do kultury, to wszystko wychodzi. Ale trzeba te klocki umieć ułożyć.
A Pan jest dobry w układaniu klocków?
Kiedyś Leszek Sawicki powiedział o mnie, że jestem idealnym manipulatorem. Byłem o to trochę obrażony, ale tak jest.
Niemniej wiele tych klocków układa się samych, dzięki pracy złotowskich pasjonatów.
I o to chodziło. Dziś [czwartek 12 kwietnia – przypis red.] są teatralia, w międzyczasie przygotowujemy wystawę zdjęć, pan Dobek robi u nas koncert, zaraz biblioteka będzie tu gościć Jana Miodka, 26 kwietnia zajrzy do nas Jan Nowicki. Bez szumu i przepychanek kręci się to wszystko.
Jednak bez pracy i zaangażowania wspomnianych pasjonatów ten obiekt nie tętniłby życiem, prawda?
Jeśli chodzi o zatrudnienie, to my tu mamy strukturę wiejskiej sali, ale zadania, które przed nami postawiono, wcale nie są wiejskie. Na początku tak my jak i stowarzyszenia błądziliśmy jak dzieci we mgle. Dziś ja po prostu pomagam w realizacji pomysłów, które wykluwają się w mieście.
To wymarzona sytuacja dla Pana: robić coś przy pomocy osób, którym nie trzeba płacić?
Nie do końca, bo my płacimy pensje instruktorom chórów, orkiestry, teatru. Finansowanie ich działalności odbywa się to też w formie przetargów na zadania kulturalne rozpisywanych przez miasto. Tu w ZCAS-ie my pomagamy wielu organizacjom w realizacji ich planów, a duże imprezy, jak EEM czy koncerty leżą po naszej stronie.
Spotkał się Pan z zarzutem, że rękawów w tej pracy to Pan sobie nie wyrywa?
To w takim razie w tych wszystkich domach kultury w Polsce pracownicy muszą cały czas w łóżkach leżeć, skoro my przy zatrudnieniu 4 osób ogółem realizujemy taki sam program jak inne domy kultury. Jak ja nie mam nic do roboty, to oni w ogóle.
Jak w takim razie wygląda Pański dzień?
Dziś np. pilnuję przeglądu teatrów „Pinokio”, potem wyskoczę zorganizować spotkanie integracyjne dla teatrów w zagrodzie krajeńskiej i przygotowuję się do dnia kolejnego. Mam też czas, by porozmawiać z Panem.
Redukcja zatrudnienia wśród osób zajmujących się kulturą w mieście miała poskutkować wyasygnowaniem przez miejski samorząd większych pieniędzy na kupowanie gotowych produktów. To ułatwia Panu pracę?
Pewnie, że jest łatwiej, ale trzymam się zasady 4 tysięcy złotych. Nie kupuję nic droższego. Gros mojej pracy polega więc na twardych negocjacjach wynagrodzeń dla artystów. Jan Nowicki też dostanie od nas 4 tys. złotych albo nie biorę go wcale.
To większy budżet na kulturę sprawia, że przy drzwiach wejściowych do budynku nie stoi człowiek sprzedający bilety na imprezy?
W innych domach kultury muszą sprzedawać bilety, bo nie mają pieniędzy. Ja te pieniądze posiadam i dlatego złotowianie za udział w imprezach nie płacą. To jest dla ludzi historia wręcz bajkowa.
Bajką nie jest natomiast fakt nakładania się na siebie imprez odbywających się w Złotowie. To Pan jako koordynator powinien dbać o to, by do takich sytuacji nie dochodziło.
Jak są trzy imprezy, to ludzie mają wybór.
A jeśli ktoś chciałby być na nich wszystkich?
Można by to było podzielić, ale często o terminie imprezy decyduje cena, o której już mówiliśmy. Jak jest okazja na złapanie czegoś wartościowego, bo ktoś jest „przelotem” blisko Złotowa, to ja to łapię. Czasami wpadka z terminami też nam się zdarzy, ale to są 2-3 rzeczy w roku.
Skoro system organizacji imprez kulturalnych w Złotowie jest tak genialny, to dlaczego na swój grunt nie przenoszą go inne samorządy?
Był u nas burmistrz z Czaplinka, który chciał u siebie przeprowadzić taką rewolucję i był zachwycony do momentu, gdy opowiedziałem mu o szczegółach. Wtedy szybko zrezygnował. Bo taki model domu kultury musi robić człowiek, który poświęci na początku na tę pracę 12 godzin dziennie. I musi pracować niż dom kultury z całą załogą.
Brzmi to tak, jakby Złotów miał ogromne szczęście, że ma Pana.
Nie wiem, czy ma szczęście. Gdyby nie Piotr Kulesza i ja, którzy przez pierwsze dwa lata poświęciliśmy wszystko dla kultury, to to by po prostu padło.
Tylko patrzeć, jak za zasługi dla złotowskiej kultury otrzyma Pan medal.
Ja na to nie czekam. Nie podniecają mnie żadne krzyże zasługi. Ja mam zrobić to, co mam do zrobienia, zakładam klapki na oczy i robię swoje.
Pana przełożeni, w tym burmistrz, są z Pana pracy zadowoleni?
O to trzeba by zapytać burmistrza. Ja to co robię robię nienajgorzej, ale nigdy nie jestem na 100% zadowolony.
Samokrytyka to dobra cecha.
Dlatego zmieniam formuły imprez, które robimy cyklicznie. Ja sam ze sobą mogę rozmawiać o tym, jak w mieście rozwija się kultura i codziennie stawiam sobie pytanie, czy to, co robię, robię dobrze.
Kiedyś powiedział Pan, że na spotkania choćby z operetką nie musi Pan nawet plakatów rozwieszać, bo i tak sala będzie pełna. W Złotowie jest zapotrzebowanie na kulturę przez duże „K”?
Jest i dlatego to robimy. Wszystko to, co jest w kulturze, ja muszę przynajmniej raz w roku pokazać. My mamy przybliżyć mieszkańcom miasta kulturę przez to duże „K”. To są teatry tańca, operetki, koncerty muzyki poważnej.
W Złotowie każdy znajdzie coś dla siebie?
Myślę, że tak. W dużym mieście oferta kulturalna jest większa, ale czy ktoś z niej korzysta? U nas, wbrew pozorom, jest duży dostęp do kultury i to nie z nizin kulturalnych.
Na jakim poziomie, Pańskim zdaniem, jest kultura w mieście?
Podstawowe potrzeby same się zabezpieczyły. Jest Genarotor, Gensis, Magazyn Cafe, biblioteka, muzeum. My pomagamy im w podejmowanych przez nich działaniach kulturalnych i to działa. Nie wiem do końca jak, ale działa.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze