Reklama

Jestem tylko egzekutorem

28/02/2014 00:00
Umie żyć bez pracy. Twierdzi, że jest leniem, choć SM "Piast" kieruje od dwudziestu lat. - Nie jestem człowiekiem wojny - mówi Antoni Mikicki tuż przed przejściem na emeryturę

Na życie ilu osób miał Pan wpływ, będąc prezesem Spółdzielni Mieszkaniowej „Piast”?

Na nikogo. Mogłem wpływać na warunki mieszkaniowe ludzi, na nic więcej. Na cenę nie mam wpływu, na ciepło, prąd, podatki także nie.

To za co Pan odpowiada jako prezes?

Za rozliczenie tego bałaganu. Ja tylko robię ludziom transmisję i wyliczam, ile mają zapłacić. O! Mam wpływ na stawkę remontową i koszty utrzymania zarządu. Łącznie stawka obu wynosi 2,16 złotych.

To po co spółdzielni prezes?

Ktoś to musi rozliczać. Czy to będzie prezes, czy główny batowy, ale ktoś musi nad tym czuwać. A jak przychodzi decyzja o podwyżce za media, to muszę ją przekazać.

Robi Pan to dwadzieścia lat. Bez satysfakcji?

Niech Pan takich rzeczy nie opowiada. Ja jestem typowym leniem. Żebym nie musiał mieć środków do życia, to bym nie pracował w ogóle. Ja jestem normalnym człowiekiem, bez pracy umiem żyć. Niech mi nikt nie opowiada, że bez pracy nie da się żyć. Człowiek nie jest stworzony do pracy. Człowiek jest stworzony do tego, żeby był. Żeby się rozwijał, czymś ciekawym się zajmował.

[[reklama]]

Pan kiedyś był kierownikiem na budowach.

W wieku dwudziestu czterech lat zostałem kierownikiem w Peberolu. Na budowie była drewniana szopa, w której było wszystko: papa, gwoździe, cement, a kierownik siedział na desce i liczył. Żeby myszy śniadania człowiekowi nie zjadły, to się je wieszało na drucie. Rozbierałem po wsiach chaty, w których ludzie żyli razem ze świniami i krowami. To straszne warunki były.

W porównaniu z tym w spółdzielni ma Pan bajkę.

Spółdzielnia jest trzydzieści lat dalej od tamtego momentu. To co, świat miałby się cofać?! Nie można tego porównywać, bo to jest hochsztaplerka.

Skoro jest Pan budowlańcem, to dlaczego nie budował Pan nowych bloków?

Trzy razy podchodziłem do budowania i trzy razy zostałem wystawiony przez radę i Zebranie Przedstawicieli Członków spółdzielni do wiatru. To był 1996 rok. Miałem już lokalizację, ośmiu chętnych, decyzję o warunkach zabudowy, umowy przedwstępne. Blok miał stanąć na placu po Złotowiance. Odłożyłem tę inwestycję na rok i znowu nie dostałem zgody Zgromadzenia Przedstawicieli Członków. A od ludzi usłyszałem: „Jak myśmy byli w kłopocie w 1992 roku, to spółdzielnia nam nic nie pomogła. To dlaczego my mamy zezwalać, żeby z naszych środków budować.”. To było drugie podejście, po którym przyszli ci zainteresowani budową z pytaniem: „Co Pan z nas robi idiotów?”. Wtedy, w 1998 roku powiedziałem, że...
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości