Umówiłam się z Panem Andrzejem Chałubek, pół roku po tragedii jaka Go dotknęła. Na miejsce rozmowy wyznaczył zakład w Krajence. Spotykam się z uśmiechniętym mężczyzną, na którego twarzy nie widać strachu o swój los, pracowników czy firmy. Rozpoczynam rozmowę z osobą odważną, która jak sama podkreśla wiele przeszła, ale wiele nauki z tych doświadczeń wyniosła
Andrzej Chałubek jest osobą znaną w naszym powiecie przede wszystkim jako biznesmen. Dziś bezpośrednio związany z firmą Transtex i Transver, których jest właścicielem. Jest również cichym filantropem, jak podkreśla nie sztuką jest dawać na pokaz, sztuką jest wspierać tych, którzy potrzebują tak,aby nie czuli skrępowania. Z niejednego pieca chleb jadł. Jak sam się śmieje, z jego pomysłów na biznes nierzadko wcielonych w życie, w krajach ościennych mogłoby powstać co najmniej kilka zakładów. Działalność rozpoczął w latach 90 tych. Był to w Polsce czas rozwijającej się demokracji i biznesu. To wtedy pojawiła się możliwość stworzenia wraz z rodziną pierwszego zakładu o nazwie ASTA który zajmował się produkcją ubrań. Firma po jakimś czasie została sprzedana kapitałowi zagranicznemu. W 2003 Pan Andrzej odkupuje zakład od Duńczyków, który wtedy nazywa się już PMB Kapitał duński wycofał się z Polski, co groziło likwidacją i wiązało się z utratą miejsc pracy. Firma została zarejestrowana pod nazwą Transver sp z o.o. Żaden pracownik po wykupie przez Pana Andrzeja nie stracił swojej posady. Na przestrzeni lat firma była zmuszona sprostać wyzwaniom zmieniającego się rynku i szukać nowych możliwości i kierunków rozwoju. Pojawiały się nowe problemy i wyzwania ale zaangażowanie i ciężka praca pomagają zdobyć uznanie klientów i renomę. Firma działała w sektorze produkcji odzieży, butów, segregacji surowców, wyrobów z plastiku jak również zajmuje się transportem osób i rzeczy. W obliczu spadku rentowności produkcji odzieży pojawił się pomysł produkowania mebli tapicerowanych. Z roku na rok firma zdobywała doświadczenie i nowych klientów, zwiększało się również zatrudnienie. Firma buduje nowe hale produkcyjne w Zakrzewie i zakupuje nowoczesne maszyny. W 2016 r. zostaje zakupiony zakład w Krajence. Wszystko znakomicie się układa, aż przychodzi 8 maj 2018.
Jak Pan zapamiętał tamten dzień?
Jak przez mgłę. Po tym pożarze jeszcze wiele poranków budziłem się z myślą, iż to był tylko zły sen. Miałem nadzieję że się obudzę i wszystko będzie jak kiedyś. Ale niestety to stało się naprawdę. Pamiętam, ten dzień jako niebywale gorący. Temperatura sięgała 26 C, a to był początek maja. Niskie słońce, niebywały upał, postanowiłem wyjść wcześniej z pracy, około 15:40 obszedłem kontrolnie jak zawsze zakład i pojechałem do domu. Chciałem wrócić i zwyczajnie odpocząć, nacieszyć się pierwszą zieloną trawą. 16:10 telefon od pracownika, że zakład się pali. Wróciłem do zakładu zaledwie kilka minut po telefonie. Kiedy przyjechałem na miejsce, powiem szczerze, że nie wyglądało to źle, miałem wrażenie, że strażacy zaraz uporają się z ogniem. Nagle boczny wiatr, spowodował rozprzestrzenienie się ognia. Trafił na podatny grunt, materiały są łatwopalne, pierwsze oznaki suszy również nie były naszym sprzymierzeńcem. Strażakom zabrakło wody, te kilka minut w oczekiwaniu na kolejną jednostkę, też nie pomogło. Sama akcja przebiegała bardzo sprawnie. Niemniej spłonęło 1400 m2 hall produkcyjnych i magazynów wraz z maszynami materiałami i produkcją w toku oraz wyroby gotowe. Były tam gotowe meble, które czekały na transport – trzy tiry. Kiedy dziś myślę, o tym zdarzeniu, uważam, że mogłem zacząć ratować maszyny, starać się je wyciągać z hal, ale w obliczu szalejącego żywiołu moje myślenie się wyłączyło. Wtedy o tym nie pomyślałem. Najważniejsze było to, że nikt z pracowników będących na zmianie nie ucierpiał. Poszło z dymem ponad 2 mln oraz 40 miejsc pracy. Nad pierwszym ciągle pracuję, jeśli chodzi o drugie utrzymałem wszystkie miejsca pracy.
Jaka była reakcja społeczności i władz lokalnych po pożarze?
Nie jestem celebrytą, nie robię rzeczy na pokaz, żyję z daleka od zgiełku. Różne wypadki nauczyły mnie, że trzeba się dzielić. Nie trzeba o tym mówić, nie potrzebna jest manifestacja i informacja o swoich czynach. Trzeba jednak zawsze reagować i dzielić się tym co się ma. Zawsze stałem po drugiej stronie, inni mogli liczyć na mnie. Tamtego popołudnia ja znalazłem się w potrzebie. Nikogo o nią nie prosiłem, a pomoc nieśli wszyscy. Władze lokalne, (oczywiście nie mam parasola ochronnego po dziś dzień) ale w tamtym czasie pomoc starosty i sekretarza powiatu oraz wójta Zakrzewa była nieoceniona. Pomogli pracownicy, przychodząc na drugi dzień i sprzątając hale (były pełne wody po akcji ratowniczej) Spotkało mnie wiele dobrego. W obliczu tej tragedii, weryfikują się wszystkie przyjaźnie, jak również więzi rodzinne. Dziś mogę powiedzieć, że mam sprawdzonych przyjaciół. Moi synowie po tym tragicznych zdarzeniach bardziej zaangażowali się w prowadzenie firmy, co mnie bardzo cieszy. Z pomocą przyszedł również bank.

Hala produkcyjna w zakładzie w Zakrzewie
Jak układała się dalej współpraca z kontrahentami?
Spłonęły hale, materiały, maszyny do produkcji i co gorsza towar. Z produkcją w Zakrzewie ruszyliśmy już po trzech godzinach od przekazania pogorzeliska przez straż, tam oczywiście gdzie mogliśmy. Każda hala posiada obwody niezależne, dzięki temu mogliśmy wznowić produkcję w miejscach niezniszczonych przez ogień. Do wszystkich partnerów handlowych rozesłałem informację o tym co się stało. Liczyłem na to, że jako słowny i sprawdzony odbiorca oraz dostawca, zrozumieją w jakiej sytuacji się znalazłem. Nie pomyliłem się. Kilku odbiorców poskracało terminy płatności, firmy sprzedające materiały potrzebne do produkcji nie zerwały z nami umów. Mam w niektórych firmach zmniejszone limity kredytowe ale współpracujemy dalej. Ciągle odrabiam straty. Od 26 lat zatrudniam ludzi, jednak nie zdarzyło się abym zalegał z pensjami dla pracowników. Pożar też tego nie zmienił. W Zakrzewie na dzień dzisiejszy działa krajalnia, szwalnia, szwalnia butów oraz maszynownia. Takie działy jak rozkrój pianki, montaż stelaży, tapicerowanie oraz magazyn został przeniesiony do zakładu w Krajence. Pracy nikt nie stracił. Wiem, że teraz niektórzy pracownicy mają nawet ponad 30 km do pracy. Ale pomimo utrudnień nadal pracują z nami.
Czy Prokuratura ustaliła przyczyny pożaru?
Śledztwo nadal trwa.
Ma Pan swoje podejrzenia co spowodowało pożar?
Według naszych ustaleń to najprawdopodobniej zerwana linia wysokiego napięcia była przyczyną pożaru. Jeden z pracowników zauważył pożar jako pierwszy i pobiegł poinformować pracowników o palącej się hali w której pracują. Po drodze widział zerwany leżący kabel, który mógł być zarzewiem ognia. Jest tam napięcie o mocy 15 tys. volt. To tak jak piorun uderzający w drzewo. Gdy byłem na miejscu podczas gaszenia strażak zabronił mi przechodzić dalej również wskazując na zerwany leżący kabel.
Czy otrzymał już Pan odszkodowanie z firmy ubezpieczającej?
Wie Pani ….. Nie. Do momentu, kiedy prokuratura nie zakończy śledztwa, nie ma o tym w ogóle mowy. Poza tym ubezpieczenie w znikomym stopniu pokryje straty. Po pierwsze taka produkcja jak moja, nie jest chętnie ubezpieczana od pożarów, ze względu na łatwopalne materiały używane do produkcji. Po drugie, firma z roku na rok się rozwijała. Rosła produkcja, jak również rozszerzał się asortyment. Nie pomyślałem o zwiększeniu ubezpieczenia. Tak zwyczajnie kwota była „przeklepywana” z roku na rok.
W jakim miejscu jest Pan dzisiaj?
8 maja na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Bardzo dużo jeżdżę samochodem. Truchleję po dziś dzień jak słyszę syreny alarmowe z wozów strażackich. Wówczas myślę, że ktoś przeżywa taką tragedię jak ja. Traci dobytek, co gorsza może nawet najbliższych. To tragiczne przeżycie, uczy pokory, pokazuje, że nic nie jest dane na zawsze. Zawodowo ciągle odrabiam straty. Na chwilę obecną nie mam teraz środków, by odbudowywać hale w Zakrzewie, ale pracujemy nad tym. Odbudowa musi chwilę poczekać. Najważniejsze jest utrzymanie miejsc pracy i produkcja bieżąca.
Jakie są Pana plany na przyszłość?
Chciałbym trochę odpocząć. Co nie oznacza, że dzisiaj nie mam czasu dla siebie. Zajmowałem się różnymi sportami, teraz z racji kontuzji nie na wszystkie mogę sobie pozwolić, ale są przecież inne rzeczy, których jeszcze nie robiłem, a mógłbym. Cieszę się, że synowie przejmują część moich obowiązków. Spotkało mnie wiele nieszczęść w życiu, ale po każdym się podniosłem. Mam w sobie wojownika i geny przodków. Każdy z nas musi walczyć o jakiś element życia, coś odbudować, podnieść się po porażce, żeby docenić następny choćby mały sukces. Czasami Iwonka, mówi, że jest kumulacja do wygrania w totolotka, zagrajmy mówi. Nie próbuję nawet, bo wiem, że Bóg mi nie pozwoli na wygraną. Ja muszę pracować mam pod opieką około 140 pracowników.
Rozmawiała Beata Reszka
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Każdy kto tam pracował powie o warunkach jakie panowały w bałaganie Pana Chałubka w Zakrzewie. Systematyczne palenie odpadów z tworzyw sztucznych na zapleczu zakładu to tylko jedn "mały przykładzik"... A pożar powstał od "młynka" do tworzyw sztucznych w którym jeden z pracowników mielił gąbkę, tylko że ten "młynek" to był zwykły śrutownik do ziarna.... SYF na SYFIE !!
no oczywiscie odzywa sie biedny pracownik,trudno jest jak jest ale Pan Andrej zatrudnia troche ludzi i to nie od dzis,a wiec wielki szacun,zycze powodzenia i wyrwalosci w planach
Oby ta nowoczesna, wiejska technologia "ŚRUTOWNIKA" - nie znalazła zastosowania w Krajence!!!
Ten człowiek nie ma żadnego szacunku do pracownika. Nie potrafi stanąć i porozmawiać gdy ktoś do niego mówi. Należy biegać za nim i mówić do jego pleców. Taki sam szacunek należy się sprzątaczce jak i prezesowi. Wszyscy jesteśmy ludźmi i nie ma lepszego czy gorszego sortu. Czas się tego nauczyć.
Praca jest ważna, ponieważ z czegoś trzeba żyć. Ale musi się ona (produkcja) odbywać zgodnie z obowiązującymi przepisami. Kiedy w Krajence działała fabryka mebli tapicerowanych - przeżywaliśmy w jej sąsiedztwie piekło. Całodobowy (bardzo hałaśliwy) załadunek mebli i nielegalny proceder spalania odpadów poprodukcyjnych w zakładowej kotłowni (spalarni). Nie dało się otworzyć okna, wyjść na powietrze. Byliśmy więźniami we własnych domach, do których wdzierało się toksyczne (rakotwórcze) powietrze. Powiadamiana Inspekcja Ochrony Środowiska przeprowadzała inspekcję, po uprzednim powiadomieniu zakładu o jej terminie. Wynik więc był zawsze wiadomy, a władze miasta i powiatu zadowolone. To piekło trwało przez ponad dekadę!!!
Do gościa, który wpisał się o godz. 9:30:07. Co zrobisz z tym "szacunem", jak zachorujesz, co nie daj Boże z tego powodu na n......r?!
Wcześniej w krajance właścicielem fabryki była inna firma w tej chwili takie sytuacje nie maja miejsca, co do braku szacunku to kompletna bzdura ,dzieki Panu Andrzejowi mimo pożaru wielu ludzi ma gdzie dalej pracować.
Odpowiedziałeś nie na temat. Wychodzi, na to, że jesteś niegramotny!
a ja trzymam kciuki za Pana Andrzeja tp równy gość. Spróbuj zatrudnić kilka osób, zapłacić pensję i ZUS i wtedy możemy pogadać.
Szacunek szacunek i jeszcze raz szacunek to jest to co brakuje temu Panu u jego starszemu synowi. Świadczy to tylko o nich....
"dzięki Panu Andrzejowi mimo pożaru wielu ludzi ma gdzie dalej pracować. " Śmiechu warty wpis!! Każdy przedsiębiorca robi kasę na tym że jego ludzie mają gdzie pracować- to normalne raczej, więc tu zadbał po pierwsze o siebie i jakoś nie widzę tu grama "dobroci". Strażacy zawsze zakazują podchodzenia do zerwanych linii nic w tym dziwnego i żaden to argument na źródło pożaru, przewód zerwał się od temperatury pożaru... proste...
Pracuje u pana chałubka i co do szacunku to nigdy go nie miał wobec pracowników a jak chorujesz to możesz pożegnać się z pracą
Każdy kto tam pracował powie o warunkach jakie panowały w bałaganie Pana Chałubka w Zakrzewie. Systematyczne palenie odpadów z tworzyw sztucznych na zapleczu zakładu to tylko jedn "mały przykładzik"... A pożar powstał od "młynka" do tworzyw sztucznych w którym jeden z pracowników mielił gąbkę, tylko że ten "młynek" to był zwykły śrutownik do ziarna.... SYF na SYFIE !!
no oczywiscie odzywa sie biedny pracownik,trudno jest jak jest ale Pan Andrej zatrudnia troche ludzi i to nie od dzis,a wiec wielki szacun,zycze powodzenia i wyrwalosci w planach
Oby ta nowoczesna, wiejska technologia "ŚRUTOWNIKA" - nie znalazła zastosowania w Krajence!!!