Reklama

Jeszcze będę burmistrzem!

07/02/2015 00:00
Eugeniusz Cerlak odpoczywa od urzędniczej pracy. Wreszcie ma czas dla rodziny i przyjaciół. Zamierza też podjąć studia doktoranckie. Twierdzi, że w polityce samorządowej nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i że jeszcze będzie o nim głośno

Trzykrotnie wieczór wyborczy był dla Pana wieczorem świętowania sukcesu. 30 listopada 2014 wyborcy zdecydowali jednak, że nie chcą, by dalej był Pan burmistrzem Łobżenicy. Liczył się Pan z tym, że może przegrać?

Do wyborów idzie się po to, aby je wygrać, z innym przekonaniem nie ma sensu startować. Liczyłem się z tym, że mogę przegrać, ale na przegranej świat się nie kończy. Uważam jednak, że końcówka kampanii była obrzydliwa i znacząco zadziałała na moją niekorzyść. Po gminie rozesłane zostały anonimy szkalujące mnie i pracowników urzędu, pojawiały się też obraźliwe i nieprawdziwe wpisy w internecie. Załamuje mnie bezsilność policji i prokuratury, gdzie złożyłem doniesienie na takie postępowanie, jednak do dziś nie doczekałem się żadnych konkretnych kroków. Zgłaszałem wpisy w internecie, prosząc o ustalenie ich autora. Okazało się, że te kierowane były przez serwery gdzieś w Afryce i Ameryce Południowej, nie ma więc szans na namierzenie tych, którzy to pisali. Z listem dałem sobie spokój... Mam pewne podejrzenia, ale nie wierzę w to, że na takiej podstawie wszczęte zostałoby jakiekolwiek śledztwo, a winni zostaliby ukarani. Może komuś na tym nie zależy?... Takie są w tym kraju zalety demokracji i obawiam się, że taka rozgrywka przed wyborami będzie pojawiała się w Łobżenicy już zawsze. Przegrałem też przez to, że podjąłem trud budowy kanalizacji, gdzie ogromne pieniądze zostały zakopane pod ziemię i choć mamy jeden z najnowocześniejszych w okolicy systemów, który działa jak trzeba, to trudno się nim pochwalić, bo go nie widać.

Skończyła się pewna epoka, także w pracy urzędu miejskiego i jednostek podległych burmistrzowi. Jak Pana żegnano? Jak Pan żegnał się z pracownikami? Obawiali się nowego burmistrza?
To, że były obawy, było normalne. One są zawsze gdy zmienia się szef i nie ma znaczenia, czy jest to prywatny przedsiębiorca, czy burmistrz, bo nikt nie wie, co go czeka, czego można się spodziewać. Podczas pożegnania przekonywałem jednak, że nowy włodarz Łobżenicy nie pozwalnia wszystkich, bo sam nie ma doświadczenia w pracy w urzędzie miejskim i będzie potrzebował pomocy. Czym innym jest bowiem obserwowanie z pozycji radnego jak pracuje urząd, a czym innym zarządzanie nim.

Wielu mieszkańców gminy zadaje sobie pytanie: ""Co dalej z Eugeniuszem Cerlakiem?"" - interesują się, co się z Panem dzieje. Jak teraz wygląda Pana dzień?
Wstaję rano, tak jak wstawałem, gdy szedłem do urzędu, choć przyznaję, że odpoczywam i nabieram sił, to nadal nie jestem typem człowieka, który może cały dzień leżeć w łóżku. Muszę coś robić. Zawsze więc wynajdę sobie jakieś zajęcie. Od finału wyborów cały czas porządkuję na przykład moje biurko. Po dwunastu latach sprawowania urzędu burmistrza przypomina ono biurko dobrego, starego ministra. Jest zawalone papierami, pamiątkami. Myślę także o podjęciu studiów doktoranckich z zarządzania na uniwersytecie w Poznaniu lub Łodzi. Mam też wreszcie więcej czasu dla rodziny i przyjaciół i dla pasji, którą jest myślistwo.

Gdy przed świętami pytaliśmy samorządowców o to, jakie nawzajem kupiliby sobie prezenty Piotr Łosoś stwierdził, że obdarowałby Pana pamiętnikiem, by mógł Pan zebrać w całość swe wspomnienia z ostatnich 12 lat. Wziąłby się Pan za takie wspominki?
Będę się jednak trzymał pracy doktorskiej, którą chciałbym oprzeć właśnie na swoim doświadczeniu. Jednak z doktoratem też jest tak, że by go zrobić trzeba swoje ""odstać"" w kolejce, znaleźć promotora, więc to wszystko nie nastąpi tak szybko.

Jakie są Pana plany zawodowe? Mówiło się, że zastąpi Pan nowego burmistrza na stanowisku dyrektora DPS w Dębnie, miał być Pan też dyrektorem łobżenickiego liceum albo trafić do Starostwa Powiatowego w Pile. Któraś z tych plotek ma potwierdzenie w rzeczywistości?

(uśmiech) Słyszałem też, że mam być dyrektorem któregoś z działów w Farmutilu, bo Henryk Stokłosa to mój dobry znajomy. Nic z tych rzeczy. Mam pewne plany, pewne propozycje, ale nie chcę o nich póki co mówić. Gdy dojdzie do ich realizacji może ponownie o tym porozmawiamy…

Politykę samorządową Pan sobie ""odpuszcza""?
Absolutnie nie, byłoby to zmarnowanie potencjału, który posiadam, dlatego nie mam zamiaru się jeszcze wycofywać. Możliwe że stanę do wyborów uzupełniających do Rady Miejskiej w Łobżenicy bo takie, co najmniej jedne, niebawem się odbędą, albo pójdę w stronę powiatu. Nie wykluczam żadnej z opcji.

Chciałby Pan jeszcze zostać burmistrzem Łobżenicy? Jakie myśli przychodzą, gdy opadły emocje?
Nowemu burmistrzowi powiedziałem, że jeśli zrealizuje swój cały program wyborczy to za cztery lata nie będę startował. Jednak nie wierzę w to, że jest w stanie go zrealizować, więc już dziś mogę powiedzieć, że startować będę, o ile zdrowie pozwoli i o ile dożyję, bo tego nigdy nie wiadomo. Będę także prowadził kampanię w taki sposób, w jaki on ją prowadził, punktując każde jego posunięcie.

Niektórzy z mieszkańców Łobżenicy już wskazują, że robi Pan na przekór nowej władzy. Mam tu na myśli grodzenie działki na targowisku miejskim. Na spotkaniu ogólnym Samorządu Mieszkańców zarzucano Panu, że najpierw utwardził Pan sobie i odwodnił teren za gminne pieniądze, a teraz go grodzi.
To nieprawda. Teren był utwardzony i zdrenowany za moje pieniądze. Żużel kupowałem od pana Serówki z Batorowa, który zajmuje się remontami dróg. Mam na to potwierdzenie. Obecnie zostały zaznaczone granice tej działki, która należy do mojego syna, nie ma tam przecież żadnej siatki. Przez lata działka była wykorzystywana do celów targowych i z racji tego, że byłem burmistrzem nie wypadało brać z gminnej kasy za to pieniędzy, choć byłoby to zgodne z prawem. Jeśli nowym władzom zależy na tym terenie jesteśmy otwarci na propozycję odkupu albo zamiany gruntów, choć nie będę ukrywał, że działką interesują się też sieci sklepów wielkopowierzchniowych.

Nowy burmistrz w swoim programie wyborczym zapewniał o zmianie stylu sprawowania funkcji burmistrza, bo dotychczasowy powodował brak zaufania do władzy. Co Pan sądzi o takim zarzucie?
Proszę mi wskazać jedną osobę, która przyszła do mnie z jakimś problemem, której nie wysłuchałem i której nie starałem się pomóc na tyle, na ile mogłem. Nie rozumiem tego zarzutu. Z tego co mi wiadomo burmistrz Łosoś chce w urzędzie powołać referaty. To sprawi, że jemu będzie łatwiej pracować, ale wzrosną koszty, bo kierownikom referatów trzeba będzie zapłacić więcej. Poza tym zapowiada też, że będzie rozmawiał tylko z kierownikami referatów. Ja rozmawiałem ze wszystkimi. Czy zatem ten mój styl był aż taki zły?

Nowy pilski starosta jest Pana przyjacielem. Czy to, że nie został Pan wybrany burmistrzem Łobżenicy może mieć przełożenie na współpracę powiatu z gminą?

Starosta Franciszek Tamas to prawdziwy profesjonalista w swoim fachu, myślę więc, że będzie starał się budować dobrą współpracę bez względu na to, kto jest burmistrzem. Jednak pewnie inaczej jego relacje układałyby się ze mną, gdzie razem działaliśmy na rzecz Porozumienia Samorządowego, które rządzi w powiecie, a burmistrzem Łososiem, który należy do Platformy Obywatelskiej, która jest w opozycji. Ja z byłym starostą Mirosławem Mantajem z PO miałem utrudniony kontakt i nie nazwałbym tej współpracy dobrą.

Co sądzi Pan o powołaniu ""sołectwa Łobżenica""?

To zły pomysł. Może i w mieście są zarejestrowane siedemdziesiąt dwa gospodarstwa, ale znacząca ich większość ma obszar jednego hektara po to, żeby nie płacić ZUSu, tylko KRUS. Poza tym mamy Samorząd Mieszkańców Łobżenicy, którego pracy poza pisaniem wniosków nie widziałem i nie widzę. I nie chodzi tu o to, czy mają budżet, czy nie. Przypomina mi się wizyta w gminie Śliwice, gdzie tamtejszy samorząd nie wydawał ani złotówki na sprzątanie, bo mieszkańcy sami się do tego mobilizowali. Tu jest też pole do działania naszego SM - mobilizacja mieszkańców. A u nas ciągle trwa dyskusja, czy sprzątać i dbać o miasto ma ZGKiM, czy ktoś inny bo jeden, czy drugi mieszkaniec płaci 100 zł podatku rocznie i uważa, że to wystarczy na wszystko. Gmina Wyrzysk na sprzątanie wydaje około 250 - 280 tys. złotych rocznie i czy faktycznie jest tam czyściej, lepiej, ładniej niż u nas? Nie sądzę. Sołectwa w Łobżenicy też nam nie potrzeba.

Rozmawiał Sz. Chwaliszewski

[[reklama]]
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości