Karczowanie krzaków, wymiana trzech desek i odmalowanie barierek na niebiesko - oto remont po polsku. Wszystkie te ''specjalistyczne'' zabiegi niestety na poprawę stanu mostu w Blękwicie nie wpłynęły. Fragmenty jego podstawy wciąż stopniowo odpływają z nurtem rzeki
O fatalnym stanie obiektu prawdopodobnie należącego do miasta Złotowa (ani Adam Pulit, ani Roman Tomasz nie potwierdził takiej informacji), zlokalizowanego na granicy samorządów miejskiego i gminnego, pisaliśmy w sierpniu 2013 roku. Od tego czasu, jak relacjonują użytkownicy mostu, nie zrobiono nic, by poprawić jego stan techniczny. Ten woła o pomstę do nieba. Drewniane podkłady kolejowe, które budują jego powierzchnię i za które dawniej z własnej kieszeni zapłaciła gmina Złotów, nadają się dziś tylko do wymiany. Są zdegradowane do tego stopnia, że w 2013 roku (o czym pisaliśmy) pojawiła się w nich dziura. Deskami zabili ją mieszkańcy pobliskiego domu. Później, jak w ubiegłym tygodniu dowiedzieliśmy się od rolników – w ramach ""naprawy"" uszkodzone trzy deski wymieniono w całości.
- Powierzchnia mostu to najmniejszy problem – zwracają jednak uwagę mieszkańcy Złotowa i Blękwitu, rolnicy na co dzień korzystający z tego przejazdu. - Wymiana podkładów nic nie da, bo prawdziwy problem zaczyna się pod spodem – mówią. I pokazują: ściany, na których opiera się most popękały, sypią się z nich cegły. Betonowa, również spękana podstawa częściowo odpłynęła z nurtem rzeki. W kilku miejscach można dostrzec pręty zbrojeniowe. - Dobrze, że w tym roku nie było zimy – podkreślają nasi rozmówcy, dodając, że gdyby w czasie roztopów znacząco podniósł się poziom wody, kto wie, jak długo konstrukcja by jeszcze wytrzymała. Pytanie to można postawić również w kontekście sfatygowanego jazu, dzięki któremu dawniej spiętrzano wodę dla nieistniejącego już młyna. Całość, mimo błękitu barierek, sprawia dość przygnębiające wrażenie, co ważniejsze jednak – pozwala mieć obawy o bezpieczeństwo użytkowników. Kiedy właściciel mostu się o niego zatroszczy? - Pewnie wówczas, gdy coś się stanie. Wtedy będzie krzyk – rolnicy snują gorzkie przemyślenia. Zapytani o to, czy pamiętają, by w ciągu ostatnich kilku lat konstrukcja przechodziła jakikolwiek remont wymieniają tylko zabiegi kosmetyczne - prócz wspomnianej wymiany trzech desek wycinkę zakrzaczenia i odmalowanie barierek.
Z zamkniętymi oczyma
Z mostu korzystają nie tylko rolnicy i mieszkańcy miasta, których domy leżą tuż za nim, po stronie promenady. Szczególnie w weekendy ruch wzmaga się w tym miejscu znacząco. Z przeprawy tłumnie korzystają m.in. spacerowicze, rowerzyści i wędkarze, dojeżdżający w pobliże jeziora również samochodami – promenada to bardzo popularny kierunek rekreacyjny. Przekraczając most stres przeżywają jednak głównie rolnicy przejeżdżający przezeń ciężkimi zestawami. Nie boją się, że konstrukcja nie wytrzyma? - Boimy się, ale co mamy robić? - pytają. - Trzeba zamknąć oczy i jechać.
Na granicy
Jaka przyszłość czeka jaz w Blękwicie? Roman Tomasz z Wielkopolskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Poznaniu, Rejonowego Oddziału w Pile (który jest właścicielem urządzenia wodnego) zwrócić się z tym pytaniem polecił nam w połowie kwietnia. Wówczas, jako, że będzie już miał za sobą spotkanie z wójtem gminy Złotów, burmistrzem Złotowa i starostą, będzie wiedzieć więcej. Tymczasem jedyne co przyznaje, to, że WZMiUW nie ma interesu w odbudowie jazu. Od lat jest on nieużytkowany, nie piętrzy wody. - Jest zbyteczny – podsumowuje nasz rozmówca. Co natomiast z mostem? Ryszard Wiński z urzędu gminy Złotów zadeklarował finansowy udział gminy w jego ewentualnym remoncie. - Jesteśmy się w stanie dogadać z burmistrzem – zapewnił zastępca wójta. Adam Pulit na dyskusję, i to wielopłaszczyznową, jest otwarty. - Wiem, że taki problem istnieje, poinformował mnie o nim na początku kadencji jeden z rolników – przyznaje burmistrz. - Będziemy musieli spróbować go rozwiązać – dodaje i zaznacza, że nim deklaracja o remoncie padnie, trzeba przeprowadzić niezbędne analizy dotyczące chociażby stanu mostu oraz kosztów jego naprawy. Przy jednym ogniu burmistrz zamierza upiec dwie pieczenie – prócz wójta i reprezentanta WZMiUW zamierza zaprosić do rozmów przedstawicieli Polskiego Związku Wędkarskiego, którzy skarżą się m.in. na zamulenie Głomii. Adam Pulit jest przekonany, że przy okazji dbania o bezpieczeństwo można spełnić i ich postulaty. Burmistrz myśli również o entuzjastach sportów wodnych. Ci mogliby wodować kajaki przy moście. Najpierw jednak trzeba mieć pewność, że żadnemu z nich cegła nie spadnie na głowę.
Patrycja Kajewska
[[reklama]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze