Oni szukają powodu, żeby mnie zbyć, a mi się jeszcze nie śniło, żebym był sparaliżowany.
Od dziecka dłubałem. Miałem 5–6 lat jak już z tatą silnik volkswagena rozbierałem. Tata pracował na szkółce leśnej, ale nigdy samochodów do mechanika nie oddawał. Jak miałem 10 lat sam składałem silniki samochodowe. Zawsze miałem sprawne ręce. A teraz brakuje mi tego jak cholera. Bym posiedział w garażu, podłubał. Niestety...
Chciałem się ożenić w tym roku, ale już się nie ożenię.
Sytuacja w domu nie jest za wesoła. U mamy mieszkam, tata zmarł. Mam czwórkę dzieci, najstarszy syn ma siedem lat. Ogólnie dają sobie radę. W tym roku mama zaczęła jeździć do Niemiec, opiekuje się starszą osobą. Jeździ ze znajomą co drugi miesiąc na zmianę. Rentę po tacie ma 1000 złotych. Moja partnerka zajmuje się dziećmi, nie pracuje. Ma te 500 plus i z opieki zasiłki. Kiepsko się z tym czuję, bo to zawsze ja dbałem o pieniądze, a teraz nie mogę. Może przez to, że nie miałem zapiętych pasów teraz tutaj skończyłem, cholera. Coś może bym miał połamane, ale bym chodził...
Miałem jechać po syna do przedszkola, ale wcześniej chciałem zawieźć koledze części. Z Jastrowia na Budy. Dobrze, że syna nie zdążyłem z przedszkola odebrać, bo nie wiem, jak by się to potoczyło.
To było 18 listopada 2015 roku. Padało, wiało, pogoda nie była za wesoła. Wypadek był około 12:00, ale nie pamiętam dokładnie. Jechałem renault clio, 1,5 diesel, 100 kM. Był agresywny. Mały, ale wariat. A ja lubiłem sobie pozapier… Miałem dosyć ciężką nogę.
Jechałem 170 na godzinę trasą na Wałcz. Kierowca tira twierdził, że złapałem pobocze i zajechałem mu drogę. Ja trochę za szybko jechałem, żeby mu drogę zajechać…
Synu, odezwij się - Obudziłem się po dwóch tygodniach na OIOMie w Złotowie. Nie wiedziałem, o co chodzi, gdzie jestem. Myślałem, że zaraz wstanę i wrócę do domu. A tu nie dało się niczym poruszyć...
Rozkazuję ci: rusz się! - Jestem taka roślina gadająca. Sam nic przy sobie nie zrobię, nawet nie zjem sam. Tutaj siostry mnie myją, przebierają i tak dalej. Leżę tak dzień za dniem i...
Coś dla Boga, coś dla ludzi - Jak już wstanę, to chyba pójdę do Częstochowy na pieszo. Moje kontakty z Bogiem są jakie są – jako takie. Wierzę, że mi pomoże[[pay]]
Z tego co wiem od policji, to później było dachowanie i wypadłem z samochodu przez bagażnik na jezdnię. A teraz światło rdzenia mam przecięte w 40% i kręgi c5 i c6 uszkodzone. Gapię się w sufit.
To ja dostałem mandat, bo nie dostosowałem prędkości do warunków. 300 zł mandatu i 5 tys. zł grzywny. Myślę, że to jest sprawiedliwe, ale nie stać mnie, żeby to płacić. Mam nadzieję, że uda się to jakoś odwołać. Jeszcze nic nie przyszło mi z sądu.
Tak, byłem po piwie. Rano jedno wypiłem. Nie wiem, dlaczego, bo przecież syna miałem odebrać. Ale to piwo to nie było nic mocno szkodzącego, żeby to miało wpływ na ten wypadek. 0,3 wykazało, bo to z krwi wyszło. Dzień wcześniej też piłem piwo, bo ogólnie byłem piwolubny. Może to z tego dnia wcześniej było?
Obudziłem się po dwóch tygodniach na OIOMie w Złotowie. Nie wiedziałem, o co chodzi, gdzie jestem. Myślałem, że zaraz wstanę i wrócę do domu. A tu nie dało się niczym poruszyć.
Przyjechali domownicy i mówili mi co i jak. W szoku byłem, że jakiś wypadek miałem.
Wszyscy płakali i do tej pory płaczą. Syn nie rozmawiał ze mną, jakąś blokadę miał. Jakby się wstydził. Teraz mówi, że kupi mi vana, wyspawa i będzie mnie do niego wpychał, żeby mogli mnie wozić. Pogodził się z tym, że będę jeździł na wózku.
On wiecznie ze mną w garażu siedział, taki mechanik jak ja. Też mu brakuje tego garażu. Miał tam swój motorek mały i go naprawiał na okrągło.
Do młodszych dzieci to jeszcze nie dociera, ale najstarszy wie, że czeka mnie taki los, jaki mnie czeka.
Teraz często nie przyjeżdżają, bo rzadko kto ma zostać z tym najmłodszym dzieckiem. Ale jak są, to dam im buziaka. Nie chcę ich rozruszać w sobie, żeby nie wzbudzać w nich litości. Żeby nie musiały płakać, przeżywać tego. Staram się z nimi na wesoło rozmawiać. Są zadowolone jak tu są.
Tylko jak jestem sam miewam chwile przełamania, że tylko będę leżeć. Tak sobie raz myślałem, że trzeba było skręcić ten kark przy tym wypadku i byłby spokój. Nie musiałbym się męczyć, a i rodzina ze mną nie musiałaby się męczyć.
Ale jak ktoś przyjedzie z domu, to ta myśl odchodzi. Mam dzieci, mam dla kogo żyć, a partnerka mówi, że czeka na mnie. Co będzie dalej? Tak daleko nie wyglądałem w przyszłość.
Jestem taka roślina gadająca. Sam nic przy sobie nie zrobię, nawet nie zjem sam. Tutaj siostry mnie myją, przebierają i tak dalej. Leżę tak dzień za dniem i myślę, jakby ten wypadek wczoraj był, a to dziewięć miesięcy minęło.
Rehabilitanci mówią, że dla mnie ważny jest każdy dzień, a na rehabilitację do szpitala w Bydgoszczy byłem zapisany na 2018 rok. Po interwencji oddziałowej oddziału, gdzie leżę, zmienili na 2017 rok. Nie wiadomo, na kiedy dokładnie. Niedobrze to oceniam. Mariusz Gemza, który miał taki uraz jak ja mówił, że po miesiącu był już na rehabilitacji i już jeździ na wózku, a ja patrzę w sufit.
Najpierw problemem była rurka, później odleżyna, teraz to, że nie ruszam rękoma. Ten Mariusz też nie ruszał. Oni szukają powodu, żeby mnie zbyć. Jak to jest, że nie wezmą mnie, bo nie wykonuję ruchów rękami? W Bydgoszczy mówią, że musiałbym wykonywać polecenia ręczne.
Powinienem mieć priorytet, bo mam dzieci małe, ale wszędzie jest na „nie”. Gdyby była kasa, to na pewno bym pojechał. Ale nie ma tej kasy, cholera.
Tu w oddziale robią ze mną co się da, ale to za mało. Muszę mieć rehabilitację z prawdziwego zdarzenia, bo ten pierwszy czas po wypadku jest najważniejszy. A tak to mogę mówić do nóg: rusz się w końcu, cholero jedna! I nogi się ruszają, ale same z siebie. Całe ciało mi się napina, kręgosłup mi się przesuwa. To jest mimowolny skurcz mięśni, coś takiego. Dlatego mam w głowie tę świadomość, że może się ten rdzeń jakoś zregeneruje samoczynnie. Wyobrażam sobie, że ruszam tą nogą. Ale ocknę się, a ona nic. Dalej leży jak leżała.
Często śni mi się, że życie dalej się toczy po prostu. Dalej składam samochody, jestem z rodziną. Jeszcze nie miałem snu, że jestem sparaliżowany.
Gdy zasypiam myślę, że rano wstanę. Ciągle to samo. Nie mam takich myśli rozwiniętych szeroko.
Jak już wstanę, to chyba pójdę do Częstochowy na pieszo. Moje kontakty z Bogiem są jakie są – jako takie. Wierzę, że mi pomoże. Aby wstać. Modlę się o to szczęście.
Wcześniej byłem niepraktykujący, raczej nie byłem za grzeczny. Byłem trochę zwariowany. Wypadek zmienił mnie o 180 stopni, ale cieszę się z tej zmiany, nie narzekam. Teraz praktykujący jestem w tym sensie, że ksiądz przychodzi z komunią we wtorki i soboty. Grzechów nie mam jako tako, bo zostały już odkupione.
Co Bogu w zamian obiecuję? Że postaram się zmienić na plus. Wychować dzieci w wierze katolickiej i dać im dobry przykład. Że wyeliminuję alkohol, papierosy.
Przed operacją w Pile wołałem ponoć papierosa. Rękoma ruszałem, rurki wyrywałem agresywnie. Rękoma ruszałem, a teraz nic. Nie wiem, czy uszkodzili mi ten rdzeń przy ładowaniu na nosze?
Żałuję tego wypadku, że tak się stało, ale teraz mogę sobie pogadać. I przestrzec innych przed prędkością. Żeby tam, gdzie są koleiny, zła nawierzchnia, pada, wieje nie jechali za szybko. I żeby się ubezpieczali jeszcze. Ja pracowałem legalnie we Frankfurcie nad Menem jako pomocnik na budowie, to było minijob tak zwane. Ale to się nie liczyło do niczego. Nie mam pojęcia, czemu się nie ubezpieczyłem. Nie myślałem o tym. To było strasznie nieodpowiedzialne, bo teraz rodzina została bez niczego. Ani odszkodowania, ani nic. Rodzina musiała szybciutko załatwiać ubezpieczenie w opiece, w dniu wypadku, bo wszędzie paliłem się na czerwono.
Tutaj leżę nieodpłatnie. Mam zasiłek stały i pielęgnacyjny. W sumie około 580 złotych.
Z jednej strony chciałbym iść do domu, ale z drugiej nie chcę robić kłopotu. Może pójdę jak siostra zostanie moim opiekunem? Ma 20 lat, jest 11 lat młodsza ode mnie, skończyła szkołę i była w Holandii. Przyjechała, bo miała iść w Pile do szkoły w kierunku terapia uzależnień, ale stwierdziła, że chce zostać moim opiekunem.
Rodzina wierzy, że będzie dobrze. Może chociaż uda mi się usiąść na wózku i ręce mieć sprawne, to bym mógł coś na komputerze robić, bo na operację i stanięcie na nogi nie mam szans. W ogóle po wypadku wstałem na nogi, powiedziałem, że nic mi nie jest i zemdlałem. Lekarze twierdzą, że to chwilowe nerwy były.
Próbowałem się znowu tak zdenerwować, ale nie dam rady. [[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Snajper masz sklep w Okonku?
Ludzie pieprzycie głupoty , postawcie sie w jego sytuacji jak wy byscie tak skończyli ? .. Dobrze ze skonczyl tak a nie inaczej . I każdy popełnia błedy !
Ciekaw jestem jaki jest procent ludzi wypowiadających się tak krytycznie i negatywnie, takich cisnących którzy dziś udają nie wiadomo jakich inteligentów, fachowców i ekspertów dróg, poruszania się pojazdami a sobie tak samo lub nawet bardziej łamali przepisy drogowe i pozapie*dalali ... nie ma lepszych i nie ma gorszych, tutaj każdy powinien wyciągnąć odpowiednie wnioski bo z każdym z nas i w każdej chwili może stać się tak samo lub jeszcze gorzej
to prawda ,ale któż nie popełnia błędów ,pokutę otrzymał... i co może warto coś zrobić , aby pomóc drugiemu człowiekowi bo tyle jesteśmy wart.
Masakra to nie możliwe co się dzieje na tym świecie brak słów by coś napisać sam jestem niepełnosprawny i wiem jak to jest współczuję mu lecz prawdą jest ze za SZYBKO JECHAŁ
Wszyscy są winni tylko nie ja. Tak należało by zatytułować artykuł.
Brawo. 170km/h trasą na Wałcz. ido tego bez zapiętych pasów. Ta droga spełnia warunki do poruszania się nią 90 km/h tylko na papierze. A tu znalazł się jeden, który omal nie przekroczył dwukrotnie dopuszczalnej prędkości na tym co drogowcy nazywają droga krajową. Jakość asfaltu na tej drodze, a właściwe tego co po nim pozostało nadaje się tylko do tego by wysyłać ludzi na tamten świat. Dlaczego tak jest, że za stan techniczny pojazdu odpowiada kierowca, a za stan techniczny drogi nikt nie odpowiada?
jastrow co tam sie wyrabia!!!dramat goni dramat,
Aby to byla przestroga dla innych. Smutek ogarnia czlowieka gdy widzi go teraz lezacego a kilka miesiecy temu zyl normalnie. Ale takie rzeczy nie dzieja sie od tak. Nie dawno temu swoj zyciowyy blad popelnil syn wlasciciela tartaku - jemu tez wypadek Tomka nic nie dal do myslenia. Ludzie trzeba w koncu sie opamietac !
Dokładnie sam sobie winien a do tego jeździł na podwójnym gazie ...
Brak wyobraźni, dobrze, że drugiemu krzywdę nie zrobił. Przykro mi, ale nie potrafię go żałować.
Prawda jest taka, że sam jest sobie winien. Gdzie wyobraźnia? Jechać 170km/h podczas deszczu.. Nieźle.
Snajper masz sklep w Okonku?
Ludzie pieprzycie głupoty , postawcie sie w jego sytuacji jak wy byscie tak skończyli ? .. Dobrze ze skonczyl tak a nie inaczej . I każdy popełnia błedy !
Ciekaw jestem jaki jest procent ludzi wypowiadających się tak krytycznie i negatywnie, takich cisnących którzy dziś udają nie wiadomo jakich inteligentów, fachowców i ekspertów dróg, poruszania się pojazdami a sobie tak samo lub nawet bardziej łamali przepisy drogowe i pozapie*dalali ... nie ma lepszych i nie ma gorszych, tutaj każdy powinien wyciągnąć odpowiednie wnioski bo z każdym z nas i w każdej chwili może stać się tak samo lub jeszcze gorzej