Miesięczny dochód rodziców naszej rozmówczyni (opierający się na rencie rolniczej oraz emeryturze o takim charakterze) to łącznie ok. 2.000 zł. Mało – tak uznał sąd. Tak też przed jego obliczem, konstruując listę miesięcznych potrzeb, dowodzili oni sami. Żywność, środki higieniczne, odzież i obuwie, ogrzewanie, telefon, gazety, wypoczynek... Seniorzy wyliczyli, że 2.800 zł to minimum, jakiego potrzebują. Uznając, że żyją w niedostatku, a rozmiar usprawiedliwionych potrzeb rażąco przewyższa ich możliwości finansowe, pozwali córkę o alimenty. W uzasadnieniu zaznaczyli też m.in., że te im się należą, ponieważ wiek oraz stan zdrowia nie pozwalają im na uzyskanie dodatkowych dochodów. Biorąc pod uwagę m.in. te czynniki sąd zasądził na ich rzecz rentę alimentacyjną – po 250 zł miesięcznie na osobę, począwszy od stycznia 2015 roku, obligując przy tym naszą rozmówczynię również do wypłaty świadczenia alimentacyjnego (po 500 zł na osobę) za okres przed wniesieniem powództwa wraz z ustawowymi odsetkami, a więc za dwa miesiące ubiegłego roku. Moi rozmówcy przekonują, że płacić nie mają z czego. Gospodarstwo, jak mówią, co prawda przynosi dochód, dzielić trzeba go jednak pomiędzy utrzymanie dwójki, a niedługo trójki dzieci, utrzymanie domu, gospodarstwa oraz spłatę zadłużeń zaciągniętych w związku z jego modernizacją. Małżonkowie wyliczyli, że wszystko razem kosztuje ich ok. 5.000 zł miesięcznie. Tyle też, co ustalił sąd, zarabiają. Niedostatku rodziców nie rozumieją. Wskazując na dokumenty z sądu, a więc czarno na białym udowadniają, że w grudniu, a więc kiedy ci złożyli już pozew do sądu, wypłacili z konta 47.000 zł. Kilka dni wcześniej – 2.000 zł. - Gdzie tu niedostatek? - pytają.
Historia, którą podzielili się z nami małżonkowie mieszkający na terenie gminy Złotów zaczęła się ponad dekadę temu, w 2004 roku. To wtedy, jak słyszymy, przystali oni na propozycję rodziców kobiety, którzy zaproponowali im zamieszkanie pod wspólnym dachem i przejęcie gospodarstwa. - Ja pracowałem wtedy w Holandii, więc miałem trochę pieniędzy. Chciałem je przeznaczyć na zupełnie inny cel, miałem inny pomysł, ale teść mnie przekonał – wspomina nasz rozmówca, dodając, że przystając na jego propozycję porzucił swoje plany i wszystkie oszczędności „wpompował” w gospodarstwo. Dziś tego żałuje, bo na tej zgodzie zyskał głównie kłopoty.
Jego teść zaś – przyznaną na 10 lat rentę strukturalną. Wraz z małżonką otrzymał też prawo do bezpłatnego, dożywotniego zamieszkiwania w rodzinnym domu i prawo wstępu do innych obiektów. Dlatego też nasi rozmówcy uważają, że gospodarstwa nie otrzymali za darmo – od 10 lat regulują wszelkie rachunki związane z utrzymaniem domu.O życiu w sielance nie było jednak mowy. - Po latach, kiedy ojcu przestali już wypłacać rentę strukturalną, rodzice doszli do wniosku, że aktualna wartość gospodarstwa jest tak wysoka, że z pewnością należało im się więcej niż otrzymali. Zaczęli żałować tej darowizny – uważa nasza rozmówczyni. Mąż przyznaje jej rację i uświadamia:- Biorąc rentę strukturalną musieli liczyć się z tym, że ona kiedyś się skończy i że zastąpi ją dużo niższa emerytura rolnicza. Przyzwyczaili się do życia na pewnym poziomie i teraz trudno im z niego zrezygnować, bo mają o połowę pieniędzy mniej – takie jest jego zdanie. Nasi rozmówcy mimo konfliktu usiłują modernizować gospodarstwo – z wykorzystaniem środków własnych i zewnętrznych. Tymczasem, jak mówią, rodzice utrudniają im życie jak tylko mogą. - Nasyłają kontrolę za kontrolą. Jedni wychodzą, drudzy wchodzą – wyjawia mężczyzna. Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej, inspektor weterynarii, strażacy... W obliczu wspomnianego unowocześniania nie rozumieją rodziców, którzy usiłowali odwołać darowiznę, za powód podając rażącą niewdzięczność córki oraz zaniedbywanie gospodarstwa (powództwo w tej sprawie zostało oddalone). - Wielokrotnie słyszeliśmy zarzut, że doprowadziliśmy je do ruiny. To nieprawda, cały czas w nie inwestujemy, staramy się rozwijać – zaznaczają nasi rozmówcy.
Rodzice naszej rozmówczyni zażądali alimentów w wysokości 850 zł na jedno z nich i 750 zł na drugie. Sąd uznał ich żądania za zasadne, wskazał jednak na inne kwoty – po 250 zł na każdą osobę. Nasi rozmówcy zostali zobligowani do wypłaty świadczenia od stycznia, a więc za siedem miesięcy wstecz (plus po 500 zł dla każdego rodzica za okres od ustania renty strukturalnej). Na początek to łącznie 5.500 zł. Dla naszych rozmówców kwota astronomiczna. Dodatkowo załamują ich zapowiedzi rodziców, którzy zamierzają wystąpić o podwyższenie alimentów. - Jesteśmy kompletnie zrezygnowani – mówi nasz rozmówca, dodając, że gdyby w najmniejszym choć stopniu kiedykolwiek przypuszczał, że darowizna będzie mieć takie skutki, w życiu by jej nie przyjął. Mało tego – w obecnej chwili, gdyby nie to, że zainwestował w gospodarstwo masę pieniędzy i na lata związał się kredytami, niemożliwymi do spłacenia od ręki, zrzekłby się jej bez wahania. Małżonkowie są więc w potrzasku. Z pewnością będą się odwoływać od wyroku, ten jednak ma rygor natychmiastowej wykonalności. Płacić więc trzeba. - Skąd wziąć pieniądze? - nasi rozmówcy nie mają na to pomysłu. Jedynym rozwiązaniem jest zaciągnięcie kolejnego kredytu, bo wyprzedawać inwentarza, który przecież pozwala zarabiać, nie ma sensu.
Rodzice naszych rozmówców nie zdecydowali się na rozmowę z redakcją.
- Choć przepisy dotyczące kwestii alimentacyjnych obowiązują prawie w niezmienionej formie od lat 60-tych, to jednak dopiero niedawno rodzice zaczęli chętniej dochodzić swoich praw przed sądem, a liczba pozwów przeciwko dzieciom rośnie z roku na rok – jak wskazuje Anna Frąk z pilskiej kancelarii adwokackiej, przykład naszych rozmówców wcale nie jest odosobniony. - Nie w każdym jednak przypadku sąd przyznaje takie alimenty – może oddalić powództwo, powołując się na tzw. zasady współżycia społecznego. Ma prawo postąpić w ten sposób wtedy, kiedy stwierdzi np. zawinione popadnięcie w niedostatek lub umyślne wywołanie sytuacji prowadzącej do żądania świadczeń alimentacyjnych, niewywiązywanie się ze swych obowiązków rodzicielskich czy też uzna postępowanie rodzica np. za godzące w życie lub zdrowie członka rodziny, naruszające godność, dobre imię i inne dobra osobiste członków rodziny. Co więcej, trzeba pamiętać, że wykonywanie obowiązku alimentacyjnego przez dziecko nie musi polegać wyłącznie na dostarczaniu pieniędzy. Może być on spełniany przez zapewnianie rodzicom wsparcia materialnego w postaci np. leków, żywności, odzieży itp. - wyjaśnia adwokat. W złotowskim sądzie, jak informuje rzecznik prasowy poznańskiego sądu okręgowego Aleksander Brzozowski, w ubiegłym roku toczyła się jedna tego typu sprawa, w bieżącym – dwie. W 2014 roku kobieta dochodziła alimentów od pięciorga dzieci – powództwo zostało oddalone w całości. W 2015 w jednym przypadku sprawa została umorzona wskutek wycofania powództwa, w drugiej – i jest to sprawa, o której piszemy – sąd w części uwzględnił żądania rodziców. Wyrok nie jest prawomocny.
- Powstanie obowiązku alimentacyjnego względem rodziców jest uwarunkowane od zaistnienia ściśle określonych kryteriów – wyjaśnia Anna Frąk i precyzuje: - Po stronie rodziców przesłanką jest stan niedostatku oraz brak możliwości zaspokojenia swoich usprawiedliwionych potrzeb. Pojęcia niedostatku, zgodnie z orzecznictwem, nie można ograniczać do wypadków, gdy rodzic nie ma żadnych środków utrzymania, lecz oznacza taką sytuację materialną, w której osoby te nie mogą w pełni zaspokoić swych usprawiedliwionych potrzeb życiowych. Natomiast dzieci, czyli zobowiązani, muszą mieć możliwości zarobkowe i majątkowe, aby spełnić nałożony na nich obowiązek. Aby sąd zasądził alimenty na rzecz rodziców powyższe warunki muszą zostać spełnione łącznie – wyjaśnia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze