Wymiana koszulek! Wymiana koszulek! - krzyczeli po meczu kibice. A złotowskie piłkarki chciały grać dla nich jak najlepiej. I były w I lidze
Masz nogi prostowane na beczce – to, co może być komplementem dla piłkarza, dla piłkarki już nie jest. – Te ruchy, postawa wypaczają kobiecość – mówi Karina Kuczyńska, była reprezentantka „Rodła” i „Sparty” Złotów.
Pani Karina chciała być siatkarką, ale trener Janusz Patriak rozgrzewkę rozpoczynał często od zabawy z futbolówką. Piłka nożna spodobała im się na tyle, że po pół roku tworzyły już drużynę piłkarską. - Dobrze się czułam, grając w piłkę z chłopakami na podwórku – nauczycielka wychowania fizycznego z uśmiechem wspomina dziecięce lata, a potem klub „Rodło”.
Trening
Rodło to znak graficzny przedstawiający bieg Wisły z zaznaczonym na niej królewskim miastem Krakowem. Dziewczyny ze Złotowa nie zawracały sobie głosy historią – chciały grać. - Wtedy piłka nożna była dla mnie i dla wielu dziewczyn całym światem, a atmosfera w drużynie była fantastyczna – opowiada była zawodniczka.
Pierwsza drużyna, ta z 1987 roku, składała się z dziewcząt uczących się w klasie sportowej (piętnaście osób) oraz piłkarek starszych od Kariny Kuczyńskiej. Przedstawicielką tej grupy była choćby Kinga Wyrobek – matka trojga dzieci i jedna z podpór drużyny. Treningi prowadzone były trzy, cztery razy w tygodniu w Szkole Podstawowej nr 2 w Złotowie i przy ul Wioślarskiej.
Pierwszy turniej z udziałem „Rodła” Złotów odbył się właśnie w 1987 roku. Piłkarki z Wrocławia pokazały miejscowym, czym jest futbol. K. Kuczyńskatre nie pamięta wyniku tamtego spotkania, ale jednego jest pewna: - Tamten mecz zapalił nas jeszcze bardziej do tej dyscypliny. [[reklama]]
Taktyka
Zamęczyć przeciwnika – to była taktyka „Rodła”. Dziewczynom nie brak było zapału, ale często odstawały od przeciwniczek technicznie. - Trener stawiał na wytrzymałość, miałyśmy zabiegać lepsze technicznie zespoły i to często zdawało egzamin. Potem, jak trenerem został Mariusz Ziatyk którego też dobrze wspomina. - Więcej było techniki, mniej obciążeń – mówi piłkarka, która na mecz wybiegała w koszulce szytej na mężczyznę, często w byle jakich butach. Z pęcherzami i krwiakami po treningu. - Buty ewentualnie dostawały te, które strzelały bramki – śmieje się złotowianka. Tak samo reaguje na wspomnienie zimnej wody i korytka, przy którym zawodniczki myły się podczas obozu w Ptuszy i Wągrowcu. - Coś w tym jest, że złe warunki kształtują charakter – uważa nauczycielka. Przyznaje też, że wymagającego trenera wspomina się najlepiej. - Ja byłam wpatrzona w trenera J. Patriaka. Był strasznie wymagający, więc czasem przeklinałyśmy go pod nosami, ale jednak on potrafił wykrzesać z danej osoby to, co najlepsze. Co tu dużo mówić - dodawał nam skrzydeł. [[nowa_strona]] Doping
Jednak nic tak nie dodaje zawodnikowi chęci do „gryzienia” trawy jak doping wiernych kibiców. „Rodło” Złotów miało zagorzałych fanów. – Na początku trochę się z nas śmiali, ale z czasem kibiców na naszych meczach było coraz więcej – K. Kuczyńska wspomina największe sukcesy zespołu: wygraną 3:2 w Kamiennej Górze czy baraż do pierwszej ligi, rozgrywany w Tychach i Złotowie. - Wejście do ligi uzależnione było również od innego spotkania. Czekałyśmy z zaciśniętymi pięściami i udało się! Kibice wiwatowali razem z nami – opowiada zawodniczka, która najpierw grała na lewym ataku, potem na lewej pomocy, ale była jej pisana pozycja stopera. [[reklama]] Zresztą miejsce na boisku miało dla pań mniejsze znaczenie niż dla panów. Najważniejsze było dobro drużyny. – Moje koleżanki na boisku walczyły zaciekle, były ambitne i grały z pazurem – pani Karina komplementuje zawodniczki „Rodła”, a później „Sparty” Złotów.
Zapytana o gwiazdy w zespole jednym tchem wymienia Janinę Stalkę, Beatę Bąk, Aneta Cienkosz, Izę Kachnowicz. Czasem panie mierzyły się na murawie z mężczyznami, ale nie mogły sprostać ich sile fizycznej. - We Włocławku zagrałyśmy z radnymi, w Wągrowcu z drużyną z Wałbrzycha. Starałyśmy się, ale mężczyźni byli mocniejsi. Podchodzili do nas jednak z szacunkiem – podkreśla była piłkarka.
Walkower
W 2011 roku byłe zawodniczki „Rodła” spotkały się, by powspominać. Mecze, obozy i wyjazdy do NRD czy Czechosłowacji. Nie zebrały pełnej drużyny - było ich dziesięć. - Część zawodniczek dawno wyjechała w świat, co też sprawiło, że sekcja piłki nożnej kobiet się rozpadała. Do tego doszły problemy finansowe, słaby nabór. Szkoda – Karina Kuczyńska zamyśla się, ale jest wdzięczna, że było dane jej grać w tej drużynie. – To była wspaniała przygoda, która nas ukształtowała, nauczyła życia w grupie i odpowiedzialności za siebie – kończy.
Karol Zabel
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze