Nie samą pracą człowiek żyje - tę wymagającą wysiłku warto zatem okrasić humorem. Albo nawet szampanem! Zwłaszcza, jeśli funduje go sołtys - panie z radawnickiego KGW garną się i do pracy, i do zabawy
Jedność i praca zespołowa – niby to slogany dawno już przebrzmiałe, wręcz trącące śmiesznym dziś PRL-em, umiejętnie wdrożone w życie mogą jednak nadać mu kolorów. Mogą też spajać społeczność bez zbędnego nadęcia i stanowić wyjście do zabawy. W Radawnicy nie raz już to udowodniono.
Trzeba mieć krzepę
Co ma wspólnego człowiek z kapustą? Tym, którzy uśmiechnęli się po przeczytaniu tego pytania odpowiemy: wiele. By dotrzeć do wnętrza jednego i drugiego trzeba rozpracować kilka warstw. Panie z prężnie działającego we wsi Koła Gospodyń Wiejskich zięły to warzywo w obroty. Było co robić – łącznie na obrobienie czekało jakieś sto pięćdziesiąt kilogramów kapusty – gospodynie przyniosły główki ze swoich domów. Najpierw było obieranie z pierwszych liści, potem krojenie – na kilka noży, bez cienia wątpliwości możemy więc powiedzieć, że panie z KGW dokładają swoje trzy grosze do kultywowania pięknej polskiej tradycji. Dawniej wspólne kiszenie było zajęciem wręcz rytualnym: współpraca zbliżała do siebie ludzi, najzwyczajniej w świecie była też okazją do towarzyskiego spotkania. To od dawien dawna się nie zmieniło, zmieniły się natomiast metody. Przyszła nowoczesność, wraz z którą w niepamięć odeszło ręczne szatkowanie. Gospodynie z Radawnicy, za sprawą elektrycznego urządzenia, w mig poradziły sobie z tym zajęciem (warto nadmienić, że głównym operatorem była pani Ela Brzezińska, zaś wrzucającą Gienia Wojciechowska; szerokie było też grono donoszących ""materiał"). W tym samym czasie ich koleżanki nie próżnowały, można nawet powiedzieć, że wyciskały z siebie siódme poty (było goręcej niż na siłowni) – ktoś przecież pierwsze warstwy kapusty z marchewką musiał w beczce "udukać". W ruch poszły dwie pary rąk – co jakiś czas trzeba było się zmieniać, szczególną krzepą wykazały się jednak m.in. Zofia Dudek, która odpowiedzialna była również za dawkowanie soli, Wanda Łabędź, Gabriela Bindek i Justyna Durecka. Wszystko działo się w wesołej atmosferze, wiele razy podkręcanej jeszcze tego wieczora. Pierwsza salwa śmiechu przetoczyła się przez świetlicę w chwili prezentacji stroju i gumiaków (pięknie przewiązanych czerwoną wstążką) dla "głównej deptającej". Padło na Grażynę Misiak - i dobrze, bo wigoru jej nie brakowało. Więcej – sił starczyło jeszcze na efektownie odśpiewaną zwrotkę piosenki. Dobrze, że koleżanki przytrzymały beczkę, bo solidna dawka energii gotowa była ją przewrócić. A właśnie, grzechem byłoby nie napisać, że jeszcze bardziej widowiskowe niż wejście do niej było wyjście – panie z KGW – dosłownie – były dla siebie dużym oparciem.
Sołtys, ratuj!
Humory w babskim gronie dopisywały, kapusta wymagała jednak jeszcze męskiego "depnięcia". Padło na sołtysa – gospodynie natychmiast go zawezwały, a w czasie oczekiwania pozwoliły sobie na relaks – były ciasto, kawa, herbata i odprężający napój z jeżyny. Trach! I szampan, z którym stawił się wietrzący podstęp Marcin Wiącek. Przeliczył się, bo faktycznie udało się go "wpakować" do beczki, szef wsi wiele się jednak nie napracował – raczej: pozował.
Moje, twoje – nasze
Policzmy: główki składkowe, do tego kilka godzin wspólnej pracy i efekt: beczka kapusty. Czyjej w końcu? Wspólnej! Każda z pań, która "walczyła" z nią w ubiegłym tygodniu w dowolnej chwili będzie sobie mogła jej nabrać do woli (beczka stanęła w piwnicy u Wandy Łabędź). O ile oczywiście będzie czego, bo panie już planują kolejne spotkanie. Tym razem, skoro jest już kapusta, tematem przewodnim mają być pierogi. I – przecież idą święta – uszka do barszczu. Krokiety – to kolejny pomysł. Mam dziwne wrażenie, że i tym razem zabawa będzie pyszna... Jakkolwiek to więc nie zabrzmi – proszę o zaproszenie.
Patrycja Kajewska
[[reklama]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze