Reklama

Kolekcjoner starych fotografii

07/07/2015 07:43

Karol Suszkiewicz - inżynier, który chciał być archeologiem. O jego historycznej pasji, pocztówkach, zdjęciach, mapach - rozmawia Wanda Bihun
 

Jak zaistniała Pana ogromna, bo licząca około 800 sztuk starych pocztówek kolekcja?


Wszystko zaczęło się od współpracy z profesorem Joachimem Zdrenką i Jakubem Marciniakiem. To od nich dostałem pierwsze pocztówki i wtedy narodził się pomysł, żeby założyć stronę internetową, przez którą zakupiłem lub w drodze bezpłatnej wymiany zdobyłem następne egzemplarze do mojej kolekcji. Trwało to około 5 lat. W tym czasie starałem się też odszukać informacje na temat miejsc przedstawionych na nich, bo nie wszystkie były mi znane. Niektóre pocztówki były wręcz zapisane na przedniej stronie, w tamtych czasach były takie standardy wysyłania pozdrowień na widokówkach, więc musiałem poświęcić sporo czasu na wymazanie tego pisma i odrestaurowanie pocztówki, żeby ją przywrócić do stanu pierwotnego.

Reklama

Czy była wśród tych pocztówek jakaś szczególna, godna większej uwagi?


Jedną z ciekawszych była pocztówka przedstawiająca pomnik Wilhelma, stojący obok dzisiejszego Domu Polskiego. Była nadpalona i wymagała specjalnych zachodów, żeby ją zrekonstruować. Zajęło mi to dużo czasu, ale się udało.

Jest Pan kolekcjonerem nie tylko pocztówek…


Moim najnowszym odkryciem jest niemiecka mapa, prawdopodobnie z lat 30. ubiegłego stulecia, bardzo dokładna. Są na niej budynki budowane w tamtych latach. Jest np. poczta i prawie tak samo jak dzisiaj – wytyczone ulice, które wtedy istniały tylko na mapie. Moim zdaniem jest to mapa, która miała za zadanie wdrożyć plany rozbudowy miasta. Niestety nikt wtedy nie myślał, że planom tym przeszkodzi II wojna światowa. Podział geodezyjny był zrobiony za czasów ówczesnego burmistrza Złotowa Brandta. Wydawcą tej mapy, kolorowej, był Erich Hoffman. Na mapie jest też oryginalne nazewnictwo ulic z tamtego okresu.

Reklama


Ciekawostką jest również fakt, że na jednej z pocztówek przedstawione jest wzgórze świątynne, które było prawdopodobnie w Zwierzyńcu. Wiem to stąd, że w jednej z książek była na ten temat mowa. Moje spostrzeżenie się potwierdziło, bo na tej mapie jest zaznaczona ta świątynia z kopułą.


Zainteresowanych tą mapą jest sporo kolekcjonerów, dlatego przygotowuje ją w dużym formacie i wywołuję cyfrowo. Pierwsze egzemplarze pójdą do moich dobrych znajomych.

Ma Pan wiedzę historyczną, której nie powstydziłby się niejeden nauczyciel historii. To Pana zawód czy tylko hobby?

Reklama


Jako dziecko marzyłem, że zostanę archeologiem. Życie zweryfikowało moje marzenia. Z wykształcenia jestem, można tak powiedzieć, podwójnym inżynierem. Skończyłem Politechnikę Koszalińską na wydziale administracji sektora państwowego i prywatnego, a dla „zabicia czasu” studiowałem też na Akademii Rolniczej w Poznaniu wąską specjalizację dotyczącą agrobiznesu i funduszy unijnych. Nigdy nie pracowałem w żadnym z tych zawodów. Pracuję we własnej firmie, w której handluję maszynami budowlanymi i robię wszystko – od spraw biurowych, przez marketing i usługi naprawcze włącznie. Studia, które skończyłem, to dla mnie raczej gimnastyka umysłu niż gotowe rozwiązania, które mógłbym zastosować w życiu zawodowym. Zawsze wolałem praktykę od teorii, dlatego blisko mi do historii. Według mnie prawdziwy historyk powinien wyjść w teren, ubrudzić sobie ręce, pokopać, jeśli chce znaleźć coś ciekawego.


W mojej głowie pojawił się nowy pomysł, którego na razie nie chcę zdradzić, bo żona mnie hamuje w moich zapędach historycznych. Cieszy mnie jednak wszystko, co mogę pokazać pasjonatom takim jak ja, którzy interesują się historią naszego miasta, bo tylko wtedy wiele jeszcze nie odkrytych tajemnic zostanie wyłowionych z szuflady i ujrzy światło dzienne. Nie rywalizuję z innymi kolekcjonerami w Złotowie. Udostępniam poddane retuszowi zdjęcia na mojej stronie internetowej i inni mogą za darmo z tego korzystać. Zawsze podkreślam, że moje zainteresowanie historią na polu kolekcjonerstwa jest czysto hobbistyczne. Nigdy na tym nie zarabiałem.

Reklama

W lutym tego roku zrobił Pan pokaz swojej kolekcji. Była to cała kolekcja czy tylko jej część?


Na pokaz składa się około 1000 ujęć, nie raz po kilka tego samego miejsca, ze zdjęć i pocztówek wyretuszowanych cyfrowo i odrestaurowanych. Kosztowało mnie to bardzo dużo pracy, bo przygotowałem pokaz z dużym naciskiem na rys historyczny wszystkich pocztówek. Do większości z nich musiałem poszukać nazwiska osób tam ówcześnie zamieszkujących i nazwy sklepów lub instytucji, które tam wtedy rezydowały. To była trudna i mozolna praca, ale zakończona sukcesem. Jest we mnie jednak pewien niedosyt, bo nagranie głosu, który informował widzów o tych ciekawostkach historycznych było za słabe i niesłyszalne zupełnie. Myślę, że do następnej prezentacji przygotuję to już lepiej w postaci filmu z dobrym nagłośnieniem.

Reklama

A jak zapatruje się Pan na porównanie tych starych, niepowtarzalnych widoków z nowymi, współczesnymi zdjęciami?


Jest to dla mnie też pewnego rodzaju ciekawa sprawa. Sam od 2005 roku, kiedy to zrobiłem sporo właśnie takich, współczesnych ujęć wg starych fotografii, robię takie porównania. Byłem nawet na wieży Kościoła NMP, gdzie nie ma żadnych schodów ani drabiny. Musiałem tam wejść z pomocą księdza, który pokazał mi, na które belki wchodzić, żeby nie spaść. A wszystko po to, żeby zrobić współczesne zdjęcie tego samego, starego miejsca. Drugim moim dziełem jest fotomontaż z Synagogą na Placu Paderewskiego. Ciekawe ujęcie, które zainteresowało wiele osób.

Reklama

Ma Pan zdjęcie, które było trudne do zdobycia, a jednak był Pan nim zainteresowany i je zdobył?


Jest takie jedno zdjęcie Jeziora Miejskiego, gdzie był klub wioślarski – Ruder Klub. W tym miejscu później było Nadleśnictwo. Natrafiłem na tę pocztówkę bardzo słabej jakości – małe dpi. Swoimi kanałami dotarłem do człowieka, który kiedyś wystawiał tę pocztówkę, ale jej nie sprzedał. Z dwóch powodów – cena była zaporowa i nie wiadomo dlaczego, ale nikt się nią nie zainteresował. Tymczasem okazało się, że to było zdjęcie z otwarcia Ruder Klubu. Udało mi się pozyskać to zdjęcie – oczywiście w oryginale – zeskanowałem je i zrobiłem odbitkę. Potem chyba dałem w prezencie mojemu koledze. Była to dla mnie cenna pocztówka, bo nie ma tego widoku w kolekcjach innych hobbystów. Ten wioślarski Ruder Klub powstał wcześniej niż równoległy klub wioślarski Viking przy Jeziorze Zaleskim. Z informacji, które posiadam na ten temat wiem, że te dwa kluby rywalizowały między sobą. My dzisiaj we współczesności żyjemy piłką, a wtedy wioślarstwo było pierwszym sportem przynajmniej w Złotowie. Sponsorami Klubu Viking byli Żydzi, a Ruder Klub był niemiecki. Już więc wtedy rywalizacja pomiędzy nimi była.

Reklama


Inną ciekawą pocztówką, o której wiem, kto ją nabył, była pocztówka z podpisem właściciela browaru złotowskiego Welscha. Mam jej skan w oryginale z jego podpisem, ale później, udostępniając ją spostrzegłem, że podpis został wyczyszczony cyfrowo.

W Pana domu widzę wiele ciekawych przedmiotów „pachnących” historią. Te butelki to nowe Pana hobby?


Tak. Zbieram butelki, które należały do złotowskiego browaru. Wyszukuję je w internecie, antykwariatach, w których można sobie nawet „zamówić” coś, czego się poszukuje i nawiązać korespondencję. To łatwiejszy dostęp do poszukiwanych eksponatów.

Reklama


Pocztówki i stare zdjęcia Złotowa mają dla mnie określoną wartość czysto emocjonalną. Podkreślam, że nigdy nie przeliczałem moich zbiorów na pieniądze i nie sprzedawałem ich. Chcę, aby inni mogli też z nich korzystać, jeśli tylko mają podobne do moich zainteresowania.


Na ścianie mojego domu powiesiłem oprawione w ramki najcenniejsze dla mnie i te, które najbardziej mi się podobają, cyfrowe skany oryginałów, przedstawiających stary Złotów. Może kiedyś zrobię kolejną prezentację w kinie. Zobaczymy.

Reklama


Nie chcę robić konkurencji muzeum, ale udało mi się posiąść barometr ze sklepu Otto i Emil Karboszewski, który się mieścił na rogu placu Paderewskiego. Barometr był sygnowany z ich imienia i nazwiska. Mechanizm był popsuty, więc tak długo drążyłem sprawę, aż dotarłem do mechanizmu, który był sprawny i barometr został naprawiony. Do dziś działa niezawodnie. Przedwojenna jakość i oryginalne części zamienne zrobiły swoje.


Z ciekawostek mniej spektakularnych posiadam jeszcze rycinę Dalberga i stare gazety z lat 30. o tyle ciekawe, że Polska już istniała wtedy, a Złotów był nadal niemiecki. Można z nich dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o Złotowie: dlaczego te ziemie nie wróciły do Macierzy, jak wyglądały targi i inne ciekawostki. Skrupulatna, niemiecka dokładność zrobiła swoje.

Reklama

Nie korci Pana wystawa starych zdjęć w dużym formacie?


Przyznam szczerze – nie myślałem o tym. Za to bardziej korci mnie temat filmu, który nakręcili Niemcy w latach 50-60-tych. Chciałbym kiedyś mieć do niego dostęp i mam nadzieję, że jeszcze mi się to uda. Czynię starania w tym kierunku.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości