Za niespełna trzy miesiące wybory samorządowe. Kandydaci do komisji wyborczych mogą być zadowoleni - za swoją pracę otrzymają dużo więcej niż do tej pory
W samym Złotowie będzie dziesięć obwodowych komisji. Kilkadziesiąt osób będzie czuwało nad prawidłowością przebiegu wyborów - od wczesnego ranka do późnej nocy. Za swoją pracę otrzymają porządne wynagrodzenie, w tym roku przygotowano dla nich podwyżki. Kto może zostać członkiem komisji? Prawie każdy dorosły mieszkaniec miasta. Najlepiej gdyby zgłosił go jeszcze komitet wyborczy, ale jeśli nie, to też ma szansę, by za dzień pracy otrzymać co najmniej 300 złotych!
Najważniejsza - miejska
Kalendarz wyborczy szczegółowo został określony w rozporządzeniu. Nawet jeśli ktoś nie chce się ubiegać o mandat radnego czy zostać wójtem, burmistrzem czy prezydentem, może podczas listopadowych wyborów zaistnieć pełniąc odpowiedzialną funkcję członka jednej z tysięcy komisji wyborczych. Aleksandra Zachęć, która na co dzień pełni funkcję sekretarza miasta w Urzędzie Miejskim w Złotowie ma dokładnie wszystko rozpisane. Musi, gdyż jest pełnomocnikiem komisarza wyborczego, co oznacza, że na niej spoczywa organizacja wyborów w mieście. - Do 17 września komitety wyborcze muszą zgłosić do komisarza wyborczego swoich kandydatów do Miejskiej Komisji Wyborczej, to najważniejsza komisja w mieście, która będzie nie tylko rejestrować kandydatów na radnych i burmistrza, zarządzać druk kart do głosowania, ale to również tu zostaną dostarczone (tylko na radnych i burmistrza, na radnych powiatowych i do sejmiku ja oddaję do komisji powiatowej) wyniki po zakończeniu wyborów - wyjaśnia. Rangę miejskiej komisji wyznacza również wynagrodzenie jej członków: przewodniczący komisji za swoją pracę otrzyma dietę w wysokości 650 złotych, jego zastępca 600, a członek 550. To znacznie więcej aniżeli w przeszłości. Kiedyś przewodniczący otrzymał zaledwie 245 złotych - mówi Aleksandra Zachęć, która ma wszystko skrupulatnie wynotowane. Komisja liczy od 7 do 9 osób.
Odpowiedzialność: duża
To samo dotyczy obwodowych komisji wyborczych. Z tym, że tu dieta jest niższa - przewodniczący 380 zł, zastępca 330 zł, a członek 300. Tu również były podwyżki - w przypadku przewodniczącego ponad 200 złotych. - To nie jest prosta praca, wręcz przeciwnie, odpowiedzialność jest duża. Głosy trzeba przeliczyć, przypilnować, by nie było żadnych nieprawidłowości, by potem w razie protestów pokazać, że wszystko zostało wykonane tak jak określają to przepisy. Obligatoryjnie w składzie każdej z komisji jest pracownik urzędu miejskiego lub jednostki organizacyjnej gminy - tłumaczy Aleksandra Zachęć. A żeby było w porządku członkowie komisji przechodzą szkolenie. Potem pozostaje już tylko dzień wyborów: o 6.00 wszyscy stawiają się w siedzibach komisji, przyjmują karty do głosowania, ponownie je liczą, opieczętowują, rozkładają spis wyborców i... - W zasadzie jest tak, że członkowie komisji nie muszą całego dnia spędzić w siedzibie. Na miejscu musi być przewodniczący lub jego zastępca i przynajmniej połowa składu. Zazwyczaj komisja dzieli się godzinami pracy, by wieczorem, po zamknięciu lokalu, ponownie była w komplecie - wyjaśnia pełnomocnik komisarza wyborczego. Głosy po przeliczeniu trafiają do worka, który zostaje opisany i opieczętowany pieczęcią siedziby komisji i dalej wszystko trafia do siedziby miejskiej komisji. - Komisja ustala wynik głosowania i sporządza protokół. Na tym praca komisji w zasadzie się kończy, jeszcze tylko protokół z wyników należy umieścić na drzwiach siedziby komisji lub w innym miejscu ogólnie dostępnym i widocznym - dodaje Aleksandra Zachęć.
Czasem ślepy los
Prosta robota? Prosta i wydaje się, że od tego roku całkiem nieźle wynagradzana. Czy to jednak sprawi, że będzie większa liczba chętnych do komisji niż zwykle? - Pole manewru jest ograniczone, albowiem członków komisji mają prawo zgłaszać w pierwszej kolejności komitety wyborcze. Jeśli liczba kandydatów jest większa, o tym, kto w niej zasiądzie decyduje losowanie - mówi A. Zachęć. Gdyby jednak liczba chętnych była mniejsza, tak jak było to w przypadku wyborów do europarlamentu, wtedy korzysta się z osób, które, choć nie reprezentują żadnego komitetu, wcześniej wyraziły chęć pracy w komisji. - Ludzie czasem przychodzą i zostawiają swoje dane, mówiąc, że w razie jakby chętnych nie było to oni w komisji zasiądą. Takie sytuacje się zdarzały - przypomina sobie pani sekretarz.
A co jeśli pierwsza tura wyborów na burmistrza nie przeniesie rozstrzygnięcia? Wtedy składy komisji się nie zmieniają, zmienia się tylko wysokość diety - 50 procent tego co w pierwszej turze.
Mariusz Leszczyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze