Tym, których na zdjęcie z dachu płyt azbestowo-cementowych nie stać, starostwo powiatowe, gminy powiatu złotowskiego oraz Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Poznaniu zaproponowali alternatywę dla samodzielnego, nie zawsze zgodnego z prawem, pozbywania się kłopotu. Od kilku lat działa, współfinansowany przez wszystkie te trzy podmioty, program, w ramach którego starostwo co roku ogłasza przetarg, w którym wyłaniana jest firma zajmująca się usuwaniem i utylizacją eternitu. W tym roku na jego realizację WFOŚiGW przekazał 100 tys. zł, starostwo – 60 tys. zł, każda z gmin zaś – po 5 tys. zł. Suma: 200 tys. zł. Sporo, zwłaszcza biorąc pod uwagę stawki wypłacane za zdjęcie i odebranie kilograma tego materiału – 42 grosze brutto (niektóre stawki sprzed pięciu lat na etapie przedkładanych ofert były znacząco wyższe i wahały się w granicach od 3 do nawet 5 zł za kilogram i tak wygrywała jednak niższa, porównywalna do tej z obecnego roku).
Standardowo jedna płyta falista, mająca wymiary 125 na 110 centymetrów, w zależności od grubości, waży około 16 kilogramów. - Zdjęcie płyt z jednego dachu średniej wielkości domu jednorodzinnego to koszt ok. 2-3 tys. zł – wyjaśnia Adam Klaryński z Wydziału Ochrony Środowiska, Rolnictwa i Leśnictwa Starostwa Powiatowego w Złotowie. Urzędnik zaznacza przy tym, że można składać wnioski o demontaż eternitu również z dachów domów wielorodzinnych oraz budynków gospodarczych i inwentarskich. Mało tego, firma wyłoniona w przetargu nie tylko zdejmuje płyty, ale i zabiera te już zdjęte przez mieszkańców powiatu we własnym zakresie. Koszt takiej usługi to 31 groszy brutto za kilogram.
Średnia z ostatnich czterech lat (program po raz pierwszy realizowany był w 2012 roku) to około 120 wniosków rocznie. - Przyjmujemy je od początku maja do końca czerwca – wyjaśnia Adam Klaryński. Skąd taka regulacja? - Terminy – krótko tłumaczy urzędnik. - Do września wykonawca musi się wywiązać z umowy, do października musimy się natomiast rozliczyć z WFOŚiGW, a następnie w ramach współpracy przedłożyć poszczególnym gmin sprawozdanie o wydatkowanych środkach na to zadanie – wyjaśnia.
Mimo wskazanej opcji nie każdy zawraca sobie głowę „jakimś tam” składaniem wniosku. Wciąż są tacy, którzy zdejmują eternit na własną rękę i porzucają go w lesie. Pojąć motywacji ich działania nie sposób. Nie sposób zrozumieć też tych, którzy w dobie obowiązywania ustawy „śmieciowej”, dającej możliwość odstawienia dowolnej ilości śmieci komunalnych, tworzą dzikie wysypiska. Że takie są – pokazał nam Edward Cieślak, złotowianin, którzy nie może się pogodzić z takim podejściem do natury. - Eternit nie powinien być zdejmowany na własną rękę. Kiedy pęka, uwalniają się substancje rakotwórcze – przestrzega. Płyty azbestowo-cementowe to bomby z opóźnionym zapłonem. „Są one szkodliwe nawet gdy są tylko pokryciem dachowym, a co dopiero kiedy pokruszone leżą na drodze. Każda z nich zawiera od 11 do 13% rakotwórczego azbestu. Deszcze, wymywając z nich spoiwo cementowe, odsłaniają włókna azbestu, które rozszczepiają się i odrywają. Dzięki temu te niewidoczne dla oka, bo czterokrotnie cieńsze od ludzkiego włosa włókienka mogą fruwać w powietrzu, spływać razem z wodą i wnikać do gruntu” - informuje portal polskabezazbestu.pl. Mimo wielu publikacji o podobnym wydźwięku, jak wskazuje Edward Cieślak, ludzie wciąż zdejmują eternit „na dziko”. - I ludzie robią to świadomie – podkreśla, zapraszając do obejrzenia skutków tych działań.
Jedziemy w rejon lasów porastających teren pomiędzy Świętą a Śmiardowem Złotowskim, wcale nie znaczy to jednak, że to mieszkańcom którejś z tych miejscowości trzeba zarzucić nieposzanowanie przyrody – równie dobrze odpady mogą tutaj przywozić mieszkańcy Złotowa.
W pierwszym miejscu napotykamy na górę śmieci. Jako pierwsze w oczy rzucają się góry słoików – są ich setki. Do tego butelki, różnego rodzaju plastikowe pojemniki i samochodowe części. Obok folie – najprawdopodobniej porolnicze. Jest nawet kocie legowisko. To jednak dopiero preludium do tego, co pan Edward pokaże nam za chwilę. W drugim miejscu ktoś stworzył sobie wysypisko z prawdziwego zdarzenia – w wyrobisku zakopano – jak oceniamy po elementach, które wystają z ziemi – odpady budowlane. Na pewno płyty kartonowo-gipsowe. Kilka metrów dalej znów leżą dziesiątki metrów folii, a pomiędzy świerkami – pokruszone płyty eternitowe. Jeździć moglibyśmy więcej – podobny obrazek można spotkać nie tylko w tej części powiatu.

Eternit. To tylko jedno z wielu miejsc, w których nieleganie wyrzucono ten materiał
W gminie Złotów, jak wynika z aktualnego zestawienia, unieszkodliwiono dotąd ponad 530 ton eternitu. Do unieszkodliwienia pozostało zdecydowanie więcej – niemal 3250 ton, a więc jakieś sześć razy więcej. Najwięcej wciąż zalega na dachach budynków znajdujących się kolejno w Radawnicy (ponad 365 ton), Stawnicy (ponad 315 ton), Świętej (ponad 225 ton) i Nowinach (ponad 224 tony). Ta ilość z pewnością zależna jest od wielkości poszczególnych miejscowości, a więc i od ilości budynków.
Najwięcej eternitu (ponad 117 ton) zniknęło z Zalesia. Ponad 94 tony zdjęto w Klukowie, niemal 53 w Sławianowie i prawie 49 w Nowym Dworze. Na niechlubnym ostatnim miejscu zestawienia, udostępnionego nam przez Emilię Piechowską-Ciozdę z Urzędu Gminy Złotów, znajdują się Bielawa, Łopienko, Pieczyn, Sławianówko, Stare Dzierzążno, Wąsosz i Wielatowo, gdzie nie zdjęto ani kilograma eternitu, a przynajmniej nie zgłoszono takiego kroku urzędnikom.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze