Zakrzewski Caritas chciał zrezygnować z patronowania akcji rozdawania darmowej żywności. W ostateczności kierownictwo organizacji uległo - gdyby tak się nie stało, niewykluczone, że darów żywnościowych w ogóle do gminy by nie przywieziono. Sporu o jedzenie ciąg dalszy - i to raczej jeszcze nie koniec
Rusza kolejne rozdanie darów unijnych. W czwartek w zakrzewskim urzędzie kierownictwo miejscowego GOPS spotkało się w tej sprawie z przedstawicielami gminnych organizacji pozarządowych i sołtysami. Żeby zadecydować, jak rozprowadzać dary, ale przede wszystkim po to, żeby zadecydować, czy w gminie program będzie w ogóle realizowany. Sens takiej akcji wszyscy widzą, ale formę jej realizacji znacznie trudniej wypracować. Zwłaszcza w sytuacji, gdy kilka tygodni temu znaleziono na ulicy Kolejowej wyrzucone do kosza dary.
Liczyli na większą frekwencję
Kierownictwo GOPS zapewnia, że akcji realizować nie może, jest tylko jej koordynatorem, choćby poprzez udostępnianie powierzchni magazynowej do przechowywania żywności. Kierownik zakrzewskiego GOPS wyjaśnia, że gdyby dary miały być rozdawane przez ośrodek pomocy społecznej, mogłoby się to odbywać wyłącznie w oparciu o ustawę o pomocy społecznej, a więc zawężone byłyby kryteria dotyczące tego, kto może skorzystać z takiej formy pomocy. Tymczasem założeniem akcji jest, żeby żywność trafiała do szerszej liczby osób. Stąd adresatów odbioru żywności mają typować organizacje pozarządowe. Wszelkie, działające na terenie gmin, od Caritasu, przez koła gospodyń wiejskich, po straże pożarne. – Im więcej zaangażowanych, tym większa pewność, że żywność trafia do tych, którzy najbardziej jej potrzebują – Iwona Piątkowska argumentowała to, dlaczego na czwartkowym spotkaniu oczekiwała 30-40 osób. Jednak sala konferencyjna urzędu gminy wypełniła się zaledwie kilkunastoma miejscami. Dotarło na nie m.in. kierownictwo Caritasu, panie z KGW, nawet przedstawicielka chóru Tęcza, a także kilku sołtysów reprezentujących rady sołeckie swoich wsi i członkowie zakrzewskiego koła emerytów.
[[reklama]]
Nie tylko kryteria
Z programu realizowanego przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej przy współpracy z Federacją Polskich Banków Żywności, Caritasem i Polskim Komitetem Pomocy Społecznej w pierwszej kolejności mogą skorzystać osoby spełniające podstawowe kryterium – dochód nie większy niż 813 zł dla osoby samotnej i 684 zł na jednego członka w przypadku rodzin. Ale – i tu właśnie jest furtka dla organizacji pozarządowych, wskazujących adresatów odbierających żywność – w uzasadnionych sytuacjach pomoc może być przyznana również osobom przekraczającym te kryteria. Chodzi przede wszystkim o rencistów, emerytów o stosunkowo niskich dochodach, niepełnosprawnych, osoby chore czy rodziny wielodzietne. Problem w tym, że kłopotem jest właśnie wytypowanie osób, którym żywność się należy. Nikt nie chce podejmować decyzji, bo później są pretensje, żal i wściekłość za to, że kogoś nie uwzględniono na listach. – To nie jest lekki chleb – mówiła szefowa zakrzewskiego Caritasu, Stefania Cieślik, przyznając wprost, że organizacja, która dotychczas patronowała akcji w gminie Zakrzewo, nie chce dłużej tego się podejmować.
Ciąć, jeśli stosowne
Wyznaczenie podmiotu, który formalnie przejmie na siebie te obowiązki, było warunkiem tego, że do gminy Zakrzewo żywność w ogóle przyjedzie. Nie chciały jednak się tego podjąć nie tylko przedstawicielki Caritasu, ale również KGW czy osoby reprezentujące emerytów. Przez chwilę był pat, na który najczęstszą propozycją była ta, że powinien obowiązywać dotychczasowy sposób dystrybucji. – To musi być organizacja z numerem KRS i statutem – zastrzegła kierownik GOPS. Przez moment wydawało się nawet, że w tym roku dary do Zakrzewa faktycznie nie przyjadą.
[[nowa_strona]]
Dopiero gdy udało się wręcz wymusić zgodę na przedstawicielkach Caritasu, zaczęła się dyskusja o tym, jak typować odbiorców paczek. Wskazania kierownictwa GOPS są jasne – oficjalnie mają w tej sprawie głos rady sołeckie. To ich członkowie mają się spotkać w najbliższym czasie i wytypować „klientów”. Gdy kilkanaście dni temu wyszło zamieszanie z darami znalezionymi w koszu na śmieci na ulicy Kolejowej, Iwona Piątkowska przyznała wprost, że wedle jej rozeznania liczba 900 osób, które dotychczas korzystały w gminie z tej formy pomocy, powinna być znacząco okrojona. Nawet do około 500 odbiorców. Co faktycznie wyjdzie z tej sugestii, przekonamy się niebawem – termin na sporządzenie list i zgłoszenie gminy do programu mija na początku września. Rady sołeckie mają czas do końca sierpnia na wywiązanie się z powierzonego zadania. – Ludzie boją się podejmować decyzji, komu się należy, a komu nie – uzmysławiała kłopotliwą społecznie sytuację sołtys Ługów Bernadeta Galla. – Nie bać się. Ciąć, jeśli uważacie, że komuś dary się nie należą – odpowiadała Iwona Piątkowska, przekonując, że w ostateczności największe pretensje i tak wysłuchają pracownicy GOPS.
Może pomarańcze, łososia?
– Ci w rzeczywistości najbardziej potrzebujący są milczący – oceniła sołtys Drożysk Małych Irena Janczewska. Jak przekonywali uczestnicy zebrania, wielu odbiorców rzeczywiście jest bardzo wybrednych. – A czy to jest olej z pierwszego tłoczenia? – cytowali pytania tych, którzy odbierają darmową żywność. – To dowód tego, że ci ludzie jej nie potrzebują – padały na gorąco odpowiedzi. Z drugiej strony sołtys Ługów podkreśliła, że wśród żywności rzeczywiście jest coraz mniej produktów dobrej jakości, a przede wszystkim tych najpotrzebniejszych, jak mleko, cukier czy masło. Do tego często mają one ponoć krótkie terminy ważności. – Ile można jeść kaszę? – pytała Bernadeta Galla. – Dlaczego tego biednego upadlać jeszcze bardziej? – dodawała wyraźnie rozemocjonowana. – Nie mamy na to wpływu – wyjaśniała Iwona Piątkowska, zapewniając, że GOPS monituje w tej sprawie do podmiotów, które przekazują do Zakrzewa żywnościowe dary. – Tam jest identyczna odpowiedź: nie mają na to wpływu, biorą i przekazują nam to, co dostają – wyjaśniała. – W takim razie system nie funkcjonuje należycie – oceniła sołtys Ługów. Inne dodane do dyskusji głosy apelowały o rozsądek i obiektywną ocenę sytuacji. – Przecież to jest doraźna pomoc, ci ludzie nie jedzą tylko tych produktów, mają środki do życia, za które kupują również inne jedzenie – podkreślała Stefania Cieślik. – To jest pomoc. Może jeszcze pomarańcze? Może łososia? – popierał takie opinie były szef koła zakrzewskich emerytów. – Cieszmy się tym, że w ogóle coś dają – apelował Stanisław Justyna, przekonując, że sam doskonale wie o tym, że żywność trafia do rowów, więc nie zdarzyło się to tylko raz w przypadku ulicy Kolejowej.
[[reklama]]
Będzie gorąco?
Co faktycznie trafiało do 900 osób, które w ostatnim czasie otrzymywały żywnościowe paczki w gminie Zakrzewo? Na zebraniu wyliczono, że były to m.in.: makarony, kasza gryczana i jęczmienna, ryż, płatki kukurydziane, cukier, masło, ser żółty i topiony, konserwy mięsne, gotowe dania obiadowe jak zupy czy pulpety, mąka, groszek z marchewką, dżemy czy herbatniki. – Czy to są złe produkty? – pytali jedni. – Ale ile jakich było? Oceniajcie proporcje – odpowiadali drudzy.
Tegoroczne podejście gminy do akcji z darami żywnościowymi będzie kolejnym w blisko dziesięcioletnim udziale samorządu w programie. Od początku 2005 do końca 2013 roku, a więc przez 9 lat, średnio do mieszkańców gminy trafiało blisko 50 ton żywności rocznie, co daje około 450 ton przez wszystkie lata.
Do końca sierpnia mają powstać listy z nazwiskami tych, którzy skorzystają z pomocy w ramach najbliższego rozdania. Rozpocznie się ono już od września. Nowe listy mają być potwierdzone stosowną pieczęcią i podpisami sołtysa i członków rady sołeckiej. Zapowiada się na to, że po raz kolejny największa gorączka zapanuje przy weryfikacji tych właśnie dokumentów.
Piotr Steffen
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze